Kto zarobi na płatnościach mobilnych przez telefon

22.09.2011
Wdrożenie płatności mobilnych, to najważniejsza rewolucja, na jaką czekają rynek płatniczy i bankowość detaliczna w Polsce. Od tego, czy i w jakiej postaci płatności mobilne przyjmą się na rynku, zależeć będzie nie tylko wygoda użytkowników, ale także to, kto będzie największym beneficjentem innowacji. Gra toczy się o potencjał polskiej bankowości i pozycję handlu detalicznego.

(CC By-NC-SA Witer)


Płatności mobilne mogą ograniczyć się wyłącznie do mechanizmów opartych na znanej już technologii NFC (Near Field Communication), czyli na wyposażeniu telefonów komórkowych w możliwość dokonywania transakcji na zasadzie „zbliżenia”. Byłoby to jednak rozwiązanie jedynie pseudo-innowacyjne, powtarzające w przypadku telefonów komórkowych mechanizm wdrożony dla kart płatniczych już od 2006 roku. Możliwe są znacznie bardziej uniwersalne rozwiązania. Krajowi decydenci mają jeszcze czas na podjęcie ambitniejszych wyzwań niż podążanie wydreptaną, wąską ścieżką kart zbliżeniowych.

Telefon wraz z rachunkiem bankowym

Potencjał płatnościowy telefonów komórkowych jest znacznie szerszy, niż zapłata zbliżeniowa i obejmuje również: zdalne płacenie za towary i usługi, płacenie za rachunki, dzwonki telefoniczne, utwory muzyczne, doładowywanie telefonów, zdalne opłacanie parkowania i przejazdów komunikacją miejską, wypłaty bankomatowe, a także przekazywanie pieniędzy innemu użytkownikowi telefonu komórkowego.

Kluczem do popularności, czyli sukcesu płatności mobilnych, jest nie tylko różnorodność zastosowań, ale także prostota i bezpieczeństwo dokonywania transakcji, podobnie jak łatwość i „bezpośredniość” korzystania z posiadanych środków za pomocą telefonu komórkowego. Ten ostatni czynnik zdaje się decydować o tym, jaki sektor rynku powinien być motorem wdrażania płatności mobilnych w Polsce.

Spośród czterech grup podmiotów, które mogłyby pełnić rolę liderów wdrażania płatności mobilnych, to znaczy banków, telekomów, podmiotów o charakterze pośredników-agentów rozliczeniowych (od mPay po PayPal) oraz sprzedawców towarów lub usług, tylko ta pierwsza, czyli banki, ma zdecydowaną przewagę nad pozostałymi. A to dlatego, że właśnie w bankach zdecydowana większość potencjalnych płatników komórkowych przechowuje swoje pieniądze. Płatności mobilne stać się mogą popularne tylko wówczas, gdy banki (początkowo nawet jeden, dwa duże banki) udostępnią swoim klientom możliwość płacenia telefonem komórkowym bezpośrednio w ciężar rachunku osobistego lub kredytowego klienta.

Gdzie leżą bariery

Jeżeli na drodze rozwoju płatności mobilnych w Polsce stoją obecnie jakieś dające się zidentyfikować bariery, to jedną z najważniejszych jest ograniczenie dostępu do rachunku bankowego. Zmusza ono dziś tych, którzy zdeterminowani są płacić mobilnie, do przedpłacania swoich „kont m-płatności”, tj. do uprzedniego zasilania ich – zazwyczaj w ciężar rachunku bankowego,

Przedpłacanie instrumentu płatniczego jest czynnikiem wybitnie zniechęcającym do korzystania z niego. Klient może od biedy przyzwyczaić się do przedpłacania jako sposobu zakupu towaru lub usługi (np. gazu, prądu, usług telekomunikacyjnych, parkowania, przejazdów), ale wymóg przedpłacania instrumentu płatniczego ogranicza skalę jego wykorzystania tylko do grona entuzjastów nowości skłonnych do dodatkowego wysiłku. Dla całej reszty nabywców, przedpłacany instrument płatniczy pozostanie środkiem płatniczym drugiego, a właściwie trzeciego wyboru, po gotówce i karcie płatniczej. Mechanizm ten znajduje swoje potwierdzenie w motywach porozumienia mPay z MasterCardem z połowy br., które ma dla użytkowników e-portmonetki mPay tę uciążliwość zmniejszyć, ale nie usunąć.

Poza bankami, żadna inna grupa podmiotów – nawet uwzględniając telekomy i sieci hipermarketów – nie jest w stanie udostępnić tak dużych zasobów pieniądza a zarazem niezwłocznie rozliczyć takich wolumenów transakcji, jakich wymagałby instrument płatniczy używany na masową skalę. Co więcej, choć telekomy i duże sieci handlowe byłyby skłonne do masowej emisji kredytu detalicznego, znaczna część wolumenów transakcji płatności mobilnych pochodzić będzie ze środków własnych osób, które nie będą zaciągały pożyczek tylko po to, by dokonywać zapłaty za pomocą telefonu komórkowego.

Dominujące organizacje kart płatniczych zasugerowały rynkom, że „płacenie mobilne” sprowadza się przede wszystkim do „płacenia zbliżeniowego”, a w związku z tym niezbędne jest wprowadzenie technologii, które pozwalałyby na wymianę względnie bezpiecznych komunikatów płatniczych drogą radiową. Zarówno VISA, jak i MasterCard dokonały jednolitego wyboru technologii, co zostało uznane za takie osiągnięcie, że wielu ważnym graczom rynkowym (bankom, telekomom, wytwórcom telefonów) nie wystarczyło już refleksji, by głośno pytać: „czy to naprawdę najlepsze na danym etapie rozwiązanie”?

A pytać warto, gdyż okazuje się, że brakuje chociażby telefonów, które byłyby dostosowane do NFC, tj. takich, które miałyby wbudowaną odpowiednią antenę radiową i pozwalały zarządzać komunikacją z ekranu lub klawiatury użytkownika. Wybór organizacji płatniczych padł na smartfony, których możliwości funkcjonalne wydają się dziś być wyjątkowo szerokie. Wskazanie technologii NFC nie znalazło jednak masowego odzewu producentów smartfonów. Wobec braku aparatów wyposażonych w antenę NFC, szybko rozwinął się efemeryczny rynek dostawek, obudów, kart microSD itp., dzięki którym użytkownik może posługiwać się smartfonem „tak jakby” był on wyposażony w NFC w standardzie aparatu. Słaba podaż smartfonów wyposażonych w technologię NFC nie musi być przypadkowa. Twórcy i promotorzy nowych technologii mają bowiem pomysły na własny model biznesowy płatności mobilnych oraz na swoją w nim rolę.

W poszukiwaniu traconej szansy

Co ciekawe, stosowane w Europie, a zatem i w Polsce technologie łączności komórkowej, okazały się najmniej efektywnym medium realizacji płatności mobilnych. Problemem jest nie tylko częsty brak zasięgu łączności komórkowej, czy zawodność komunikacji SMS-owej, ale także pasywna, w przeszłości, postawa telekomów w stosunku do różnorodnych inicjatyw rozwoju płatności mobilnych.

W konsekwencji, zarówno banki, jak i firmy projektujące mobilne systemy płatnicze, starają się wybierać takie rozwiązania, które będą maksymalnie niezależne od telekomów. Celem jest nie tylko wyłączenie telekomów, jako zbędnego pośrednika, z udziału w marży transakcyjnej, ale także uwolnienie się od konieczności uzgadniania każdego detalu modelu biznesowego z każdym z trzech operatorów telekomunikacyjnych oddzielnie.

Jednocześnie, na polskim rynku, dystrybucja aparatów telefonicznych pozostaje w znaczącym stopniu w rękach operatorów telefonii komórkowej. Dlatego właśnie telekomy mają decydujący głos w zakresie aplikacji i funkcjonalności posadowionych na głównej karcie procesorowej telefonu. Ta sytuacja daje telekomom szansę na miejsce w biznesowym modelu dystrybucji płatności mobilnych.

Przykładem są „pilotażowe” wdrożenia, w których VISA, wspólnie z BZ WBK i Polkomtelem uruchomiła funkcjonalność payWave na telefonach Samsung Avila sieci Plus, a MasterCard, wraz z tym samym bankiem, uruchomił płatności PayPass na takich samych aparatach sieci Orange. Rola telekomów sprowadza się tu przede wszystkim do dystrybucji, czyli do umożliwienia posadowienia aplikacji płatniczej na karcie SIM.

Z punktu widzenia VISA i MasterCard, takie pilotażowe wdrożenia na polskim rynku zdają się mieć znaczenie specyficzne. Są one nie tyle programami „pilotażowymi” (takimi są one niewątpliwie dla uczestniczących w nich banków), ile raczej sposobami na przekonanie rynku, że obie organizacje dysponują już gotowymi rozwiązaniami, które są „tuż za rogiem” i „zbliżają się wielkimi krokami” do naszego rynku.

W istocie, uczestnicy różnorodnych konferencji branżowych, odbywających się w Polsce w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, mieli okazję zobaczyć jedynie filmy i prezentacje multimedialne dotyczące płatności NFC obu organizacji, przygotowane na inne rynki (zwł. brytyjski). Można zatem odnieść wrażenie, że właściwy przełom jeszcze się nie dokonał, organizacje starają się – na wybranych rynkach (np. takich, jak – dla VISA – Olimpiada 2012 w Londynie) – o potwierdzenie dominacji NFC i kartowego modelu biznesowego dla płatności mobilnych, podczas gdy w Polsce masowe wdrażanie tych rozwiązań zacznie się zapewne za kilkanaście, a może więcej, miesięcy.

O tym, że postać płatności mobilnych nie została jeszcze zdeterminowana, świadczyć mogą rodzime inicjatywy w tym zakresie. Dwa najbardziej zaawansowane rozwiązania, SkyCash i mPay, pokazują, jak wiele zastosowań i funkcjonalności mogą mieć płatności mobilne, nie będąc wcale transakcjami zbliżeniowymi. W ich przypadku, obietnica płatności mobilnych nie skupia się na możliwości płacenia przez zbliżanie telefonu do czytnika wystawionego przez sprzedawcę-akceptanta. Chodzi m.in. o to, by kupować bez stania w kolejce, a nawet bez potrzeby zbliżania telefonu do stacjonarnego czytnika NFC.

Problem w tym, że oba rozwiązania nie rozwijają się tak dynamicznie, jak jeszcze niedawno oczekiwano. Ich ergonomie zdają się przeceniać gotowość użytkowników do realizacji dużej liczby czynności w celu dokonania pojedynczego zakupu. W efekcie rynek, w tym również banki, postrzegają te rozwiązania raczej jako mechanizmy niszowe, którym brakuje zarówno prostoty, jak i uniwersalności, oczekiwanych od instrumentu płatniczego, mającego zastąpić zarówno gotówkę, jak i kartę płatniczą. Ich miejsce mogą jednak zająć nowe, nie mniej nowoczesne, a bardziej uniwersalne i ergonomiczne, rodzime propozycje.

Kompromis banków i akceptantów

Kluczowym czynnikiem decyzji banków, które rozstrzygną o ewentualnej realizacji jednego z kilku najnowszych polskich pomysłów na płatności mobilne, oferując odpowiednią usługę swoim klientom, są niezawodność i bezpieczeństwo proponowanego rozwiązania. Rzeczywistym wyzwaniem dla nowego systemu płatności mobilnych, który uzyskałby wsparcie wdrożeniowe i komercyjne dużego banku, czy banków, jest konieczność dynamicznej budowy sieci akceptacji, przede wszystkim w nie-niszowym zakresie korzystania z tego instrumentu płatniczego, czyli przy zakupie towarów i usług.

Tu możliwe są różnorodne strategie: od nawiązania współpracy nowego systemu z agentami rozliczeniowymi, akceptującymi transakcje z użyciem terminali, poprzez integracje z systemami kasowymi, aż po stworzenie odrębnego mechanizmu akceptacji transakcji. Niezależnie od metody i technologii akceptacji płatności mobilnych przez sprzedawców, konieczna jest przede wszystkim ich gotowość i motywacja do przyjęcia nowej formy, czy systemu zapłaty.

Na plan pierwszy wysuwa się motywacja finansowa. W sytuacji, gdy ani zapłata gotówką, ani kartą nie pociągają za sobą dodatkowych kosztów transakcyjnych dla nabywcy, trudno oczekiwać, aby zaakceptował on nie-darmowe płatności mobilne tylko z uwagi na ich „nowoczesność”. Ktoś musi ich realizację finansować. Będą to musiały uczynić albo banki, albo sprzedawcy.

Finansowanie bardziej nowoczesnej formy płatności przez banki jest mało prawdopodobne, zwłaszcza że większość transakcji telefonami komórkowymi stanowić będą początkowo operacje migrujące z kart płatniczych. Wzrost obrotów m-płatności nie będzie oznaczał redukcji obrotów gotówkowych, lecz obniży – dochodowe dla banków – obroty kartami płatniczymi. Finansowania takiej kanibalizacji przychodów nikt rozsądny oczekiwać od banków nie powinien.

W tej sytuacji, najbardziej prawdopodobnym kandydatem do finansowania nowego systemu płatności mobilnych jest sprzedawca. Jego motywacja może być dwojaka: wzrost sprzedaży lub zmniejszenie kosztów sprzedaży kartami. Wzrost sprzedaży będzie krótkotrwały, choć przyciągnięcie bogatszej klienteli (właścicieli smartfonów) nie pozostanie zapewne bez znaczenia.

Najważniejszym czynnikiem, który mógłby skłaniać sprzedawców, zwłaszcza sprzedawców zorganizowanych w stowarzyszenia, takie jak np. POHiD, do wspierania nowego systemu płatności mobilnych, jest dążenie do migracji zakupów kartowych na zakupy mobilne. W przypadku wdrożenia w Polsce rodzimego systemu m-płatności, zakupy mobilne mogłyby być obarczone znacznie niższymi opłatami interchange, niż dominujące na rynku transakcje systemów VISA i MasterCard. Oznacza to, iż organizacje sprzedawców, zamiast dążyć do zmian przepisów, które miałyby wyeliminować opłaty interchange, powinny raczej wesprzeć taki system płatności mobilnych, który miałby największe szanse powodzenia, a zarazem pozycjonowałby się na rynku jako alternatywa do systemów VISA i MasterCard.

Pozostaje do rozstrzygnięcia, czy system płatności mobilnych, który sprzedawcy skłonni byliby nie tylko zaakceptować, ale także aktywnie wspierać jego wdrażanie, powinien zaproponować stawkę interchange np. na poziomie 0,9÷0,7 proc. (z opłatą minimalną dla mikropłatności i z redukcją stawki dla wyższych kwot), czyli mniej więcej na poziomie połowy stawki przychodu transakcyjnego, oferowanej bankom przez VISA lub MasterCard.

Dla sprzedawców istotne powinno być także to, jaką redukcję przychodu będą skłonne zaakceptować banki, które podjęłyby się promowania nowego systemu. Interes banków jest tu istotny z uwagi na potencjalną utratę ich przychodów w efekcie migracji części transakcji kartowych na system płatności przynoszący niższy przychód transakcyjny. Banki-liderzy wdrożenia nowego systemu płatności mobilnych skłonni będą do zaakceptowania niższej stawki interchange z części transakcji, o ile upowszechnienie promowanych i udostępnionych przez nich płatności mobilnych zapewniłoby im znaczącą przewagę rynkową w bankowości detalicznej nad konkurentami.

Ograniczeniem nowego systemu byłby oczywiście jego lokalny, polski charakter. To jednak nie musi być dotkliwe dla użytkowników: MasterCard i VISA i tak upowszechnią swoje rozwiązania w Polsce w ciągu kilku najbliższych lat. Spowoduje to migrację także transgranicznych możliwości płatniczych kart VISA i MasterCard na telefony komórkowe. Odrębny, lokalny system płatności mobilnych byłby zaś zapewne dużo bardziej różnorodny funkcjonalnie i elastyczny, a ponadto znacznie bardziej skłonny np. do negocjacji stawek np. z samorządami, czy instytucjami sektora publicznego. Najcenniejsza byłaby jednak jego innowacyjność, zmuszająca także globalne organizacje kartowe do wdrażania nowych usług na polskim rynku.

Autor jest dyrektorem ds. wsparcia, strategii i analiz w departamencie bankowości transakcyjnej BRE Bank. Prezentowane tezy odzwierciedlają indywidualne opinie autora.



Tagi


Artykuły powiązane