Rosja traci pozycję ważnego dostawcy ropy i gazu

04.04.2011
Modernizacja rosyjskiej gospodarki, to odradzanie się stalinizmu. Mówi się tylko modernizacji technicznej, bez przemian w dziedzinie praw człowieka, w instytucjach prawnych i politycznych. To, co się dzieje w Afryce jest bardzo wygodne dla Rosji, ale i tak jej znaczenie, jako dostawcy surowców dla Europy będzie spadać – mówi znany rosyjski ekonomista Andriej Illarionow.
Andriej Illarionow (CC By-SA Keverich1)

Andriej Illarionow (CC By-SA Keverich1)

Andriej Illarionow (CC By-SA Keverich1)

Obserwator Finansowy: Czy zaostrzenie sytuacji w Libii i ostatnie wydarzenia w krajach Maghrebu, to szansa czy zagrożenie dla interesów gospodarczych Rosji?

Andriej Illarionow: To, co się tam dzieje jest w krótkim okresie bardzo wygodne dla Rosji. Bezpośrednim następstwem niepokojów w Afryce Płn. jest podwyżka cen ropy naftowej. Rosja ryzykuje jednak utratą przyszłych dochodów w sytuacji, gdy zostaną zerwane kontrakty podpisane z Libią przez wiele rosyjskich przedsiębiorstw państwowych. Przyszłość rosyjsko – libijskich stosunków zależy też od ustroju jaki będzie obowiązywać w tym kraju po rewolucji. Czy będzie to antyzachodni reżim typu irańskiego, który będzie chętnie współpracował z Rosją, czy też pojawi się tam, nawet niedoskonała, ale nastawiona pozytywnie do Zachodu i Europy demokracja?

Jak wyglądają perspektywy energetycznych projektów Rosji? Co oznacza dla Rosji i krajów tranzytowych uruchomienie rurociągów Nord Stream i BTS 2?

Rosja staje się o wiele bardziej zależna od  konsumentów w Europie. Zachód chce by surowce energetyczne docierały do Europy z jak największej ilości źródeł. System jest wtedy bardziej wydajny, dywersyfikacja pozwala na prowadzenie pewnej gry. Jeżeli chodzi o kraje tranzytowe, to nowe drogi dostaw obniżają ich znaczenie w grze i w krótkiej perspektywie będą one tracić.

Rosja jednak nadal stara się współpracować w dziedzinie energetycznej z Europą np. angażując się w kolejny projekt gazociągu South Stream. Czy Pana zdaniem zostanie on zrealizowany?

Myślę, że mimo problemów tak się stanie. Biorąc pod uwagę energiczność rosyjskiego rządu, szanse na jego zakończenie są dość wysokie. Gdy jednak ten gazociąg zacznie pracować, to prędzej czy później okaże się, że przyniesie on Rosji więcej kłopotów niż zalet. Jak już mówiłem, budowa kolejnej drogi transportu gazu uzależnia Rosję od Europy. Rosja mimo swojego dużego znaczenia w dostawach surowców energetycznych zostaje jednym z wielu dostawców dla Europy, oprócz tego jest Norwegia, Azory, Libia, dostawcy ropy i gazu skroplonego z Bliskiego Wschodu, a w przyszłości  nawet z Polska, która będzie dostawcą gazu łupkowego.

Rosja niedawno zawarła umowę z Białorusią i Kazachstanem w sprawie budowy Unii Celej. Chce też pogłębić integrację tworząc Wspólną Przestrzeń Ekonomiczną. Czy to się uda?

Idea powołania Unii Celnej i Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej na terytorium b. ZSRR, to projekt sensowny. Przy założeniu, że ma być powtórzeniem tego, co w latach 50. i 60. działo się w Europie. Obniżenie taryf, wprowadzenie wspólnych zasad prowadzenia działalności gospodarczej, liberalizacja, deregulacja, to normalna rzecz. Problem jedynie w tym, że systemy prawne krajów postsowieckich znacząco się różnią i proces ich unifikacji idzie bardzo powoli, a czasem występuje nawet proces przeciwny. I dlatego jesteśmy świadkami licznych sporów na tym tle pojawiających się między Rosją, a Ukrainą czy Białorusią. Z Kazachstanem jest trochę inaczej, bo ze względów geopolitycznych nie ma on innego wyjścia niż współpracować z Rosją, by wejść na rynki światowe. Drugi problem w integracji gospodarczej wynika z faktu że część krajów postsowieckich już stało się członkami WTO, a cześć nie. I potrzeba ogromnej woli by zunifikować systemy prawne, a tej woli nie wykazuje nawet Rosja.

Czy zatem integracja się pogłębi, czy pozostanie na poziomie Unii Celnej?

Wiele będzie zależeć od postawy USA, od tego na ile administracja Baracka Obamy będzie w stanie doprowadzić do zaproszenia Rosji do WTO, co byłoby impulsem do dalszej integracji na terytorium b. ZSRR. USA są o wiele bardziej zainteresowane wstąpieniem Rosji do WTO niż sama Rosja. Dzięki temu zostaną na nią nałożone pewne ograniczenia, będzie się musiała podporządkować zasadom. Jednak, jak wiemy, nie jest pewne, że prowadzenie biznesu się ucywilizuje, bo jak pokazują przykłady międzynarodowe przepisy były wielokrotnie ignorowane przez Rosję.

Przed półtora rokiem prezydent Miedwiediew opublikował słynny artykuł „Naprzód Rosjo!”, gdzie wypowiadał się o bolączkach rosyjskiej gospodarki i polityki takich jak np. korupcja czy brak demokracji. Co z tego zostało?

– O tym artykule przyzwoici ludzie w ogóle nie powinni debatować. Nie ma on żadnego związku z działaniami osoby podpisanej pod artykułem. Jedno jest pewne – ten artykuł zupełnie nie odnosi się do prawdziwej sytuacji w kraju.

Prezydent Miedwiediew pisał w nim też o konieczności modernizacji Rosji,  jak pan ocenia szansę takiego skoku cywilizacyjnego?

– Mówimy tu o modernizacji techniczno-ekonomicznej, bez modernizacji politycznej i prawnej, bez modernizacji w dziedzinie praw człowieka, instytucji politycznych. Jest to po prostu odrodzenie stalinizmu. Stalin zajmował się modernizacją i miał niemało sukcesów w dziedzinie rozwoju sowieckiej gospodarki i kompleksu przemysłowego. Wszystko to odbyło się przez łamanie praw człowieka i kosztem politycznej degradacji obywateli. Model zaproponowany przez Miedwiediewa polega na stworzeniu neostalinizmu w nowych warunkach.

Dla zachodniego kapitału problemem był zawsze klimat inwestycyjny w Rosji. Czy coś się pod tym względem zmieniło od czasów afery z Shellem, który został zmuszony do sprzedaży Gazpromowi pakietu kontrolnego sachalińskich złóż pod pretekstem ochrony środowiska?

Kiedyś Karol Marks cytował słowa innego myśliciela z początku XIX wieku, który mówił że kapitał, gdy mu się zagwarantuje 100 proc. zwrotu inwestycji, gotów jest złamać kark. Dziś sytuacja jest podobna. Jeżeli, hipotetycznie, rentowność inwestycji jest wysoka, zachodni kapitał jest gotowy wiele zaryzykować. Nie oznacza to, że te inwestycje nie są zabezpieczone, jednak różni się to od sposobu ubezpieczania ich w krajach Zachodu. W Rosji, by zapewnić bezpieczeństwo inwestycji, nadal należy posiadać osobiste wsparcie ze strony konkretnego przedstawiciela władzy wykonawczej. W zależności od wielkości projektu, mówiąc językiem współczesnej Rosji: należy zdobyć odpowiednią „kryszę”. Tymi „kryszami” mogą być osoby zajmujące stanowiska prezydenta, premiera, wicepremierów i ministrów, gubernatora, pełnomocnicy prezydenta itp. I rzeczywiście większości zachodnich inwestycji towarzyszy praktyka mniej lub bardziej tajnych układów z konkretnymi przedstawicielami władzy. Jednak pamiętajmy, że zachodnie inwestycje są niewielkie, a ostatnio ich poziom zmniejszył się do mniej niż 1 proc. PKB.

Co dla zachodniego biznesu oznaczają nowe wyroki w sprawie Chodorkowskiego i Lebiediewa? W grudniu 2010 r. przedłużono im kary więzienia do 2017 r. Według relacji, przed wydaniem wyroku, sąd otrzymywał bezpośrednie instrukcje od władz.

Mam nadzieję, że był to moment otrzeźwiania dla zachodniej opinii publicznej, potwierdzający, że w Rosji pod względem reformy systemu prawnego niewiele się zmieniło. Jeżeli władze wyznaczą sobie przeciwnika, to nie ma znaczenia, czy będzie to biznesmen rosyjski, jak Chodorkowski, czy Amerykanin, jak np. Bill Browder z Hermitage Capital. W takim przypadku nie ma szans, żeby jakiekolwiek mechanizmy obrony – czy to prawnej, czy politycznej, czy nawet nacisków zewnętrznych – zadziałały. Bez „przyjaznych” kontaktów nie ma sensu zajmować się biznesem w Rosji.

Jak w praktyce wygląda taka przyjaźń?

Widać to na przykładzie wzajemnych stosunków między przedstawicielami rosyjskiej władzy, a Gerhardem Schroederem czy  Silvio Berlusconim. Przedstawiciele wielkiego zachodniego biznesu nie afiszują się tak swoimi przyjaźniami z rosyjskimi władzami, jednak od czasu do czasu można zauważyć pewne tego oznaki. Np. całkiem niedawno BP postanowiło wymienić się akcjami z Rosnieftią, które według wszystkich kryteriów zostały po prostu ukradzione Jukosowi. Brytyjska firma BP bierze udział w próbie legalizacji kradzionego. I to nie tylko wewnątrz Rosji, ale przy użyciu zachodnich instytucji. Rosja rozprzestrzenia za granicę swój chory system prawny i korupcję i właśnie te dwie rzeczy, oprócz ropy i gazu, stają się głównym produktem eksportowym.

Rozmawiał Jakub Biernat

Andriej Illarionow, był doradcą prezydenta Putina ds. ekonomicznych w latach 2000-2005. Zrezygnował z funkcji krytykując autorytarny kierunek zmian w kraju. Współpracuje z waszyngtońskim Kato Institute.


Tagi


Artykuły powiązane