Unia bierze się za regulowanie rynków

Głównym zadaniem unijnego szczytu w Brukseli, który zaczyna się w najbliższy czwartek 17 czerwca, będzie właściwie odpowiedź na jeden list. Napisali go w zeszłym tygodniu wspólnie niemiecka kanclerz Angela Merkel i francuski prezydent Nicolas Sarkozy. Jego treść sprowadza się do rozwinięcia słów niemieckiego ministra finansów. - Odbudowa zaufania do euro jest możliwa pod warunkiem, że nasze działania zostaną uzupełnione przez regulację i nadzór  – mówił Wolfgang Schäuble.
Unia bierze się za regulowanie rynków

(c) PAP/EPA

Idąc tym tropem, Merkel i Sarkozy w liście wysłanym do szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso wzywają państwa europejskie (a w dłuższej perspektywie także i inne gospodarki Grupy 20) do wspólnej walki ze spekulantami, obarczanymi współodpowiedzialnością za zapaść euro. Jednym z narzędzi regulacyjnych, które Berlin i Paryż chcą wprowadzić w całej Unii, jest zakaz tzw. nagiej krótkiej sprzedaży niektórych akcji i obligacji, a także obrotu „nagimi” CDS-ami (credit default swaps).

Przywódcy Niemiec i Francji argumentują, że naga krótka sprzedaż stanowi duże zagrożenie, bo jest instrumentem wyłącznie spekulacyjnym, który służy do zbicia rynku jak najniżej. Dla spekulantów używających nagiej krótkiej sprzedaży korzystna jest jak najgorsza sytuacja rynkowa i gospodarcza. – Nie mają bowiem de facto żadnych aktywów, które chcieliby zabezpieczyć – tłumaczy  doradca inwestycyjny z firmy Efect Alfred Adamiec.

CDS-y z kolei służą przenoszeniu ryzyka kredytowego. Dyskusja na ich temat rozpoczęła się po upadku Lehman Brothers. Wtedy też okazało się, że nominalna wartość kontraktów CDS wystawionych na ten bank była ponad dwukrotnie wyższa niż jego dług. Stało się oczywiste, że derywaty te głównie służą inwestorom do spekulacji, a nie zabezpieczania aktywów przed ryzykiem kredytowym. Geroge Soros, który sam w latach 90. zarobił ponad miliard dolarów na spekulacji funtem brytyjskim, określił CDS-y jako „licencję na zabijanie”.

Jednak KE, od której teraz zależy wysunięcie propozycji regulacji, i ekonomiści mają wątpliwości, czy zakaz nagiej krótkiej sprzedaży i CDS-ów rozwiąże problemy strefy euro. Wielu uważa, że ten ruch Merkel i Sarkozy’ego ma na celu obciążenie odpowiedzialnością za kryzys spekulantów.

– Oczywiście mają oni swój wkład w kłopoty Europy, ale wszystko w gruncie rzeczy zaczęło się od karygodnego braku dyscypliny fiskalnej większości członków eurolandu – uważa specjalista ds. regulacji finansowej brukselskiego Breugel Institute, Nicolas Véron. Powątpiewa on również, czy zakaz używania tych instrumentów finansowych w istocie ograniczy działalność spekulantów.

Mimo podobnych głosów krytyki, niemiecka kanclerz pod koniec maja postanowiła dać innym dobry przykład i jednostronnie wprowadziła u siebie tymczasowy zakaz nagiej krótkiej sprzedaży obligacji skarbowych strefy wspólnej waluty oraz 10 największych niemieckich instytucji finansowych wraz z ograniczeniem nagich CDS. Zakaz ma obowiązywać do końca marca 2011 roku.

Rząd niemiecki jest zdeterminowany, aby maksymalnie obciążyć sektor finansowy częścią kosztów walki z kryzysem i dlatego optuje za opodatkowaniem transakcji na rynkach finansowych, co miałoby obejmować również nadmierne zyski oraz wynagrodzenia bankierów. Mało kto jednak uważa, że pomysł ma jakiekolwiek szanse na realizację. Główni gracze, z USA i Wielką Brytanią na czele, są mu przeciwni.

– To populistyczna zagrywka, która ma na celu udobruchanie niemieckich wyborców, którym wydaje się, że są karani za swoją dotychczasową oszczędność, kiedy pieniądze z ich podatków ratują kraje, które dotąd dużo mniej odpowiedzialnie zarządzały swoimi środkami – uważa Nicolas Véron.

W czasie szczytu UE poruszona ma również zostać kwestia działalności agencji ratingowych. Bruksela przypisuje im niemały udział w kryzysie europejskim, zarzucając albo przymykanie oka na prawdziwy stan finansów krajów takich jak Grecja, albo nie zawsze uzasadnione nakręcanie paniki na rynkach finansowych. Według Merkel i Sarkozy’ego agencje powinny podlegać niezależnej zewnętrznej kontroli.

– Decyzja agencji o obniżeniu poziomu zaufania do greckich zobowiązań, zanim się nawet zapoznały z naszym programem wsparcia dla niej, powinna być dla wszystkich co najmniej zastanawiająca – zwracali uwagę w swoim liście niemiecka kanclerz i francuski prezydent.

Kryzys eurolandu jest również okazją do wznowienia debaty na temat stworzenia ponadpaństwowego „rządu ds. budżetowych i gospodarczych”. Przewodniczący Rady Europejskiej Herman van Rompuy mówił o stworzeniu takiego rządu, podobnie jak napomykała na ten temat francuska minister finansów, Christine Lagarde. Angela Merkel wraz z MFW mówili z kolei o wspólnym „zarządzaniu budżetowym i gospodarczym”.

Mało kto jednak wierzy, że euroland jest gotowy na wprowadzenie, przestrzeganie i egzekwowanie zunifikowanych przepisów dotyczących wspólnej waluty, budżetów i polityki fiskalnej poszczególnych krajów członkowskich. – Analiza wypowiedzi polityków potwierdza, że nie myślą oni poważnie o wprowadzaniu żadnych innowacji do obecnego systemu – uważa ekonomista i były pracownik KE, Michael Berendt.

Tym bardziej, że otwarcie temu pomysłowi sprzeciwia się Londyn z nowym rządem pod wodzą konserwatysty Davida Camerona. „Nikt nie będzie decydował o tym, na co pieniądze wydaje Wielka Brytania” – oświadczył niedawno nowy premier. Cameronowi udało się już zmitygować regulacyjne zapędy Brukseli, przeciągając debatę nad ograniczeniem działalności funduszy hedgingowych, które na europejskim rynku działają głównie w Londynie.

W dobrej wierze, ale z błędną diagnozą

W Stanach Zjednoczonych prace nad największym w powojennej historii pakietem regulacji właściwie dobiegają już końca. Projekt reformy systemu finansowego, któremu patronuje senator demokratów Chris Dodd, jest w tej chwili szlifowany w Kongresie. Na początku lipca ustawa ma zostać przedłożona prezydentowi Barackowi Obamie.

Zreformowany system finansowy tworzyłyby powołane na mocy ustawy instytucje: Agencja Ochrony Praw Konsumenta, Rada Mędrców ds. Regulacji i Federal Deposit Insurance Corp. Działająca w ramach Fed Agencja miałaby lustrować wszystkie instytucje finansowe udzielające kredytów hipotecznych o aktywach przekraczających 10 mld USD. 9-osobowa, powoływana przez prezydenta Rada Mędrców,  miałaby z kolei za zadanie  przeciwdziałanie kolejnym kryzysom gospodarczym. Rada byłaby uprawniona do zamykania tych instytucji finansowych, które stanowiłyby ryzyko systemowe. Ich działalność dopełniałby Federal Deposit Insurance Corp, wyposażony w kompetencje regulacyjne i prokuratorskie.

Dodatkowo projekt ustawy został uzupełniony o klauzulę autorstwa demokraty Paula Konjorsky’ego, dającą ciałom regulującym prawo wymuszania na amerykańskich bankach redukcji działalności, rezygnacji z określonych produktów finansowych czy używania pewnych instrumentów finansowych – gdyby stwarzały one zagrożenie dla rynków.

– Po raz pierwszy w dziejach USA państwo miałoby regulować w tak szerokim zakresie ryzyko, ograniczać zyski i decydować o bankructwie prywatnych inicjatyw – mówi krytycznie nastawiony do ustawy senatora Dodda przedsiębiorca i ekonomista Steve Forbes. Wątpliwości ekspertów budzi także próba prawnego usankcjonowania kategorii banków zbyt dużych by upaść (too big to fail), które mogłyby liczyć na wsparcie publiczne w sytuacji krysysowej.

– Jeżeli ustawa ostatecznie potwierdzi ich uprzywilejowaną pozycję, doprowadzi tylko do dalszego spadku morale w samym sercu sektora finansowego, zachęcając do dalszego lekkomyślnego podejmowania przez niego ryzyka – ocenia Simon Johnson profesor ekonomii z MIT, były główny ekonomista MFW, który wydał ostatnio książkę „13 Bankierów”, ostro atakującą Wall Street.

Opór w G20

Administracja USA zapowiada, że ustawa Chrisa Dodda ma zostać podpisana przez Baracka Obamę jeszcze przed Dniem Niepodległości. Znacznie wcześniej poznamy losy europejskich planów regulacyjnych, forsowanych przez Angelę Merkel i Nicolasa Sarkozy`ego. Przywódcy Francji i Niemiec chcą od Brukseli przyspieszenia prac nad ograniczeniami dla rynków finansowych. UE miałaby zadeklarować, że przedstawi konkretne propozycje regulacji jeszcze przed spotkaniem ministrów finansów strefy euro w lipcu, a nie jak pierwotnie planowano, dopiero jesienią.

Chodzi o wywarcie presji na uczestników szczytu grupy G20, którzy 26 czerwca spotykają się w Toronto, by debatować nad usztywnieniem legislacji we wszystkich krajach klubu, zrzeszającego największe gospodarki świata.

– Unia na pewno nie przedstawi lżejszych rozwiązań od tych, które wprowadziła u siebie Angela Merkel. Jeżeli już, to pójdzie jeszcze dalej – przewiduje Thomas Tindemanns, prawnik zajmujący się regulacjami finansowymi w brukselskim White & Case. Mimo presji ze strony Niemiec, które walkę z kryzysem finansują, i Francji, która za wszelką cenę chce pokazać jedność spajającej Unię osi Berlin-Paryż, reakcja Komisji Europejskiej jest trudna do przewidzenia.

– Rozwiązania Berlina i Paryża są populistyczne. Oczywiście regulacje są potrzebne, ale nie jest to kwestia jakichkolwiek regulacji, tylko konkretnych rozwiązań, które są obliczone na efekt nie medialny, ale rzeczywisty, niezależny od społecznych nastrojów – mówi Nicolas Véron.

Podział wewnątrz UE ilustruje także szerszy rozłam w ramach grupy G20. Kanada i Australia, których finanse nie ucierpiały bardzo w wyniku kryzysu, nie zgadzają się na wprowadzenie zunifikowanych przepisów, forsowanych przez Niemców i Francuzów. Australijczyków popierają m.in. Indie i Chiny, argumentując, że zmian nie powinno wprowadzać się globalnie, tylko w krajach, których rynki najbardziej odczuwają skutki załamania z roku 2008.

– Choć regulacje są absolutnie niezbędne, nie wierzę, że uda się stosunek sił zmienić tak, aby to państwa wpływały na rynki, a nie odwrotnie – uważa Jeffrey Garten. Ekonomista przypomina, jak Niemcy były przeciwne ratowaniu Grecji i utworzeniu mechanizmu stabilizacyjnego do momentu, w którym okazało się, że banki niemieckie, będące w posiadaniu greckich obligacji skarbowych, są zagrożone. Koniec końców Angela Merkel, która wcześniej ostro krytykowała kraje niepotrafiące utrzymać swoich budżetów w ryzach, dołożyła lwią część do pakietów ratunkowych i sama ryzykuje spadki sondaży i zawalenie się koalicji z liberałami, by przepchnąć projekt oszczędności w sektorze publicznym.

(c) PAP/EPA

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Ukraińska gospodarka bierze kurs na Wschód?

Kategoria: Trendy gospodarcze
Coraz więcej sygnałów wskazuje na to, że po kilku latach marszu na Zachód ukraińska gospodarka dokonuje zwrotu na Wschód. W 2019 roku Rosja zajmowała trzecie miejsce na liście krajów, których firmy dokonały największych, bezpośrednich inwestycji na Ukrainie.
Ukraińska gospodarka bierze kurs na Wschód?

Upadek Wirecard: gorzka lekcja dla Niemiec

Kategoria: Analizy
Platforma płatności internetowych Wirecard miała być dowodem na to, że w dość tradycyjnej, zdominowanej przez przemysł gospodarce RFN z powodzeniem mogą rozwijać się technologiczne startupy branży finansowej. Zamiast sukcesu i globalnej ekspansji jest jednak bankructwo i niebywały skandal, który podważył zaufanie do menedżerów, audytorów i nadzoru państwa. Marzenie Niemiec, by dogonić czołówkę światowych finansów, kolejny raz się oddala.
Upadek Wirecard: gorzka lekcja dla Niemiec

Niebezpieczny Piketty powraca

Kategoria: Trendy gospodarcze
Po lekturze Kapitału w XXI wieku myślałem, że do czytania Thomasa Piketty’ego już nie wrócę, bo jest to po prostu stratą czasu. Złamałem jednak to postanowienie po przeczytaniu recenzji ostatniej książki Piketty’ego, jaką niedawno napisał Aleksander Piński na łamach Obserwatora Finansowego.
Niebezpieczny Piketty powraca