Autor: Zsolt Zsebesi

Jest zastępcą redaktora działu krajowego w węgierskim dzienniku Népszava.

Węgierski Bank Narodowy w rękach rządu

Na czele Węgierskiego Banku Narodowego stanął dotychczasowy minister gospodarki György Matolcsy. Nad Dunajem zagrano natychmiast na alarm. „Padła ostatnia twierdza. Nie ma już niezależnej instytucji na Węgrzech, która stanowiłaby jakąś przeciwwagę dla nadmiernej władzy rządzącej partii i jej szefa Viktora Orbána” - opozycja nie przebiera w słowach.
Węgierski Bank Narodowy w rękach rządu

Gyorgy Matolcsy, nowy prezes banku centralnego Węgier (fot. kormany.hu)

Tak zwane siły demokratyczne wskazują, że mianowanie nowego prezesa banku centralnego dokończyło dzieła skupienia w jednej ręce całej władzy na Węgrzech. Odsunięto już od wpływu wszystkie demokratyczne instytucje, których zadaniem jest kontrolowanie władz, uniemożliwianie dyktatury większości, która bez żadnego trudu może przeforsować swoją wolę bez oglądania się na zdanie pozostałej części społeczeństwa. Bardzo wyraźnie słyszalne są głosy, że po opanowaniu niezależnej rady budżetowej i sądownictwa, po pozbawieniu trybunału konstytucyjnego większości uprawnień, po ograniczeniu wolności prasy, po zajęciu kluczowych pozycji w kulturze i nauce, w ręce Orbána wpadł na koniec także Bank Narodowy.

Obóz rządowy i jego zwolennicy twierdzą natomiast, że wyznaczenie do tej roli dotychczasowego ministra jest zgodne z tradycją węgierską, ponieważ od 1990 roku prezesami banku centralnego zostawali zazwyczaj byli członkowie rządu. Ponadto, mianowanie na to stanowisko osoby, która w ocenie samego premiera Victora Orbána jest jego prawą ręką, nie ma w kontekście niezależności banku wielkiego znaczenia. Tej strzegą bowiem ustawowe gwarancje, a nad statusem WBN czuwa jeszcze Europejski Bank Centralny. Gwarancje te zostały wprawdzie wymuszone w bardzo ostrym starciu z Brukselą, ale to w tej chwili nie miałoby się już liczyć.

Zwolennicy nominacji wskazują również, że brak politycznego i personalnego dystansu między premierem a prezesem może przynieść pozytywne rezultaty. Węgry popadły w recesję. Na niebezpieczny niski poziom spadła wartość inwestycji, banki ograniczają kredytowanie gospodarki i ludności, kapitał ucieka z kraju, spożycie ludności spada, inflacja i bezrobocie ustabilizowały się na wysokim poziomie. W takich okolicznościach – twierdzą – bank  narodowy może sięgać po niekonwencjonalne środki pobudzania gospodarki i wspomagania wzrostu gospodarczego.

Krytycy wciągania banku narodowego do realizacji celów gospodarczych rządu, zwracają natomiast uwagę na niebezpieczeństwa związane z tym, że zamiast dbać o wartość waluty krajowej i zwalczać inflację bank uzna za swój priorytet wsparcie programu gospodarczego rządu. Większość węgierskich ekonomistów uważa, że w kraju tak małym i tak zależnym od rynków międzynarodowych jak Węgry, stosowanie narzędzi polityki monetarnej w celu pobudzania gospodarki nie może przynieść żadnych istotnych rezultatów.

Wśród ekspertów przeważa też opinia, że sprowadzanie banku centralnego do roli pomagiera rządu jest bardzo ryzykowne, bo podkopuje zaufanie do tej instytucji. Eksponowana jest także teza, że ewentualne wykorzystywanie rezerw dewizowych do obsługi zadłużenia lub do nabywania obligacji państwowych, bądź korporacyjnych wystawia na jeszcze większe ryzyko już i tak wahliwego forinta, a cały kraj na cel międzynarodowej spekulacji finansowej. Spekulacyjne ataki byłyby zaś bardzo trudne do odparcia bez odpowiedniego zabezpieczenia w stojących do dyspozycji państwa źródłach kredytowych. Po ponad rocznej zabawie rządu w ciuciubabkę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym tych nie ma zaś w nadmiarze.

Dyskusja na Węgrzech na temat banku centralnego jest burzliwa i zdania są podzielone. Wśród oponentów panuje niemal stuprocentowa zgoda, że György Matolcsy nie ma kompetencji do objęcia funkcji prezesa banku centralnego. Wszyscy zwracają uwagę, że nigdy nie pracował w bankowości, nie ma żadnej praktyki w tej dziedzinie, ani też żadnego dorobku naukowego. Nie podoba się również, że Matolcsy weźmie ze sobą do nowej pracy swojego podsekretarza Adama Baloga, który zostać ma wiceprezesem banku centralnego. Balog odpowiedzialny był w resorcie gospodarki za podatki, a jest to dziedzina, w której Matolcsy ma najbardziej kontrowersyjny dorobek.

Większość krytyków nowego prezesa punktuje, że na stanowisku ministerialnym miał głównie niepowodzenia, a Węgry są krajem w najgorszej sytuacji gospodarczej w regionie południowo-wschodniej Europy i wbrew twierdzeniom propagandy rządowej jest jeszcze gorzej niż trzy lata temu. W zgodnej opinii, jedynym pozytywnym następstwem mianowania Matolcsy’ego będzie to, że na jego miejsce przyjdzie Mihály Varga, który zyskał dobre oceny jako minister finansów w pierwszym rządzie Orbána. Eksperci finansowi uważają go za zrównoważonego technokratę w dobrym tego słowa znaczeniu. Na korzystne opinie o nim nie wpłynęła jego niewyraźna rola w relacjach z MFW. Jako odpowiedzialny za te rozmowy stworzył wrażenie, że Węgry starają się o porozumienie kredytowe, a w rzeczywistości dobrze wiedział, że Viktor Orbán nie ma zamiaru wziąć żadnego kredytu od funduszu.

Na pierwszy rzut oka rynki finansowe przyjęły wiadomość o nowym prezesie WBN bez emocji. Ani giełda węgierska, ani kurs forinta nie zareagowały gwałtownie. Jest to wynik tego, że rynek już wcześniej brał tę zmianę pod uwagę i zdążył uwzględnić ją w notowaniach. Od dwóch tygodni, odkąd była jasne, że Matolcsy zostanie prezesem banku, wartość forinta systematycznie spadała. Kurs euro wynoszący od 280-285 wzrósł do 290-295 forintów i ustabilizował się na tym poziomie. Rentowność węgierskich obligacji państwowych też lekko wzrosła, tak jak ocena ryzyka węgierskich kredytów państwowych wyrażona w cenach tzw. credit default swap (CDS). Teraz rynek czeka, co rzeczywiście przyniesie zmiana na czele banku centralnego.

Tak, czy inaczej sytuacja jest bezprecedensowa. Nigdy dotąd nie zdarzało się, żeby jedna opcja polityczna mianowała oprócz prezesa wszystkich wiceprezesów Węgierskiego Banku Narodowego. Nigdy też nie było tak wielkiej przewagi sił rządowych w radzie monetarnej. Obecny stan jest nie do pobicia, ponieważ na siedmiu członów rady, siedmiu będzie wyrażało wolę rządu. Osoba prezesa i skład rady zapewniają możliwości sprawowania pełnej kontroli nad bankiem centralnym, co może objawiać się w zespoleniu polityki gospodarczej rządu z działaniami banku. Korzyści z tego byłyby bezsporne, gdyby polityka gospodarcza była wyłącznie, obiektywnie i bezspornie słuszna w każdym z jej licznych przejawów.

Już w ostatnich miesiącach w siedmioosobowej radzie monetarnej rej wodzili czterej członkowie prorządowi. Siłą ich głosów, od sierpnia zeszłego roku bank centralny siedem razy zmniejszał stopę podstawową, za każdym razem o ćwierć punktu procentowego, w sumie z 7 proc. w sierpniu 2012 r. do 5,25 proc. w lutym 2013 r. .

Pomimo zapewnionej pełnej kontroli rządu nad bankiem centralnym, jest jednak niemal pewne, że prezes György Matolcsy nie wykona żadnych „rewolucyjnych” posunięć. Odrzucając pomoc ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Unii Europejskiej, Węgry stałyby się bardzo łatwym łupem międzynarodowych spekulacji finansowych. Warunkiem skutecznej obrony przed ewentualnymi atakami spekulacyjnymi oraz niezakłóconego finansowania i refinansowania zadłużenia państwowego na wolnym rynku bez MFW, jest właśnie brak jakichkolwiek nagłych, nieprzemyślanych, czy niekonwencjonalnych ruchów. Szef banku centralnego nie może zatem ryzykować podkopania autorytetu swej instytucji na arenie międzynarodowej, a przede wszystkich nie może wystawić na niebezpieczeństwo rezerw walutowych kraju. Ceną za uwolnienie się Budapesztu spod „dyktatu” MFW i za niezależność od Brukseli jest zatem konieczność usilnych, silniejszych niż kiedykolwiek przedtem, starań o względy rynków finansowych.

Z kolei w polityce gospodarczej rządu można liczyć na jej konsolidację pod kierunkiem nowego ministra. Jednak uzasadniony tymi ocenami względny optymizm odnośnie do najbliższej przyszłości może paść ofiarą przebiegu kampanii wyborczej, która już teraz, mimo że wybory parlamentarne dopiero w kwietniu 2014 roku, rozkręciła się na dobre. Interesy wyborcze mogą przesłonić wszelkie inne względy. Niebezpieczeństwo to ujawnia się już teraz.

Obserwator Finansowy zwrócił się o komentarze do trzech węgierskich ekonomistów. Dwaj z nich są członkami rady nadzorczej banku centralnego (Węgierski Bank Narodowy – Magyar Nemzeti Bank zorganizowany jest w formie spółki akcyjnej), a trzeci jego byłym prezesem. Oto opinie:

Péter Róna – członek rady nadzorczej, profesor ekonomii, gościnny wykładowca w Uniwersytecie Oxford:

Nowy prezes Węgierskiego Banku Narodowego nie ma żadnego dorobku teoretycznego, nie ma żadnej praktyki w dziedzinie bankowości, a tym bardziej w zakresie działalności banku centralnego. Nigdy dotąd nic na tym polu nie pokazywał. Nikt nie jest w stanie przewidzieć co będzie robił na swoim nowym stanowisku, ponieważ jego dotychczasowa polityka, jako ministra gospodarki, nie wyodrębniła żadnego konsekwentnego nurtu, nie można było znaleźć w niej jakiegoś głównego wątku logicznego. Była niespójna, wręcz chaotyczna, pełna improwizacji. Źródłem wszelkich problemów jest niekoherencja, brak spoistości polityki gospodarczej prowadzonej właśnie przez tego samego. Do tego dojdzie teraz jeszcze jego niekompetencja na stanowisku prezesa banku centralnego.

Tamás Katona, członek rady nadzorczej Banku Narodowego z ramienia partii socjalistycznej, profesor doktor habilitowany ekonomii:

Mianując György Matolcsy’ego na stanowisko prezesa Banku Narodowego premier Węgier Viktor Orbán podjął decyzję bardzo ryzykowną, tyle że cenę tej decyzji zapłaci nie rząd, a całe społeczeństwo. Jego mianowanie potwierdza, że na Węgrzech nie istnieje niezależny bank centralny. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, sprzeczna dyrektywami Unii Europejskiej o bankach centralnych.

Ákos Bod Péter, były prezes Węgierskiego Banku Narodowego z okresu pierwszego rządu demokratycznego Józsefa Antala, doktor habilitowany nauk ekonomicznych, jest profesorem i kierownikiem katedry w Uniwersytecie Corvinus w Budapeszcie:

Wszystko zależy od tego, czy w zgodzie z duchem regulacji prawnej nowy prezes działa niezależnie, czy nie. Bank Narodowy dobrze działa, jeżeli jest napięcie na linii między rządem, a bankiem centralnym. To jest normalna sytuacja. Jeśli bank stoi za blisko rządu, to jest niedobrze.

Nie znaczy to, że bank nie może wspierać rządu. Nigdy nie wolno mu jednak zapominać, że jego głównym zadaniem jest obrona wartości pieniądza i zwalczanie inflacji. Jeśli jednak wspieranie wzrostu gospodarczego staje się dla banku narodowego priorytetem, to może to być problematyczne.

Bank centralny ma być jak dział kontroli jakości w fabryce. W tej relacji nie jest pożądany, aby kierownik produkcji bombardował kierownika ds. jakości listami, w których prosi o przepuszczenie wadliwych produktów. Nie wiemy czy tak to będzie wyglądało ze strony rządu i nie wiemy jak reaguje na to bank centralny. Na razie są tylko spekulacje na ten temat, ale niebezpieczeństwo istnieje.

Zsolt Zsebesi

Gyorgy Matolcsy, nowy prezes banku centralnego Węgier (fot. kormany.hu)

Otwarta licencja


Tagi


Artykuły powiązane

Węgry bardziej otwarte na Wschód

Kategoria: Trendy gospodarcze
Otwarcie na Wschód (Keleti Nyitás) to główna strategia gospodarcza Węgier. Celem jest zmniejszenie zależności gospodarki węgierskiej od handlu z Zachodem.
Węgry bardziej otwarte na Wschód

Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys

Kategoria: VoxEU
Jednoczesny wzrost długu publicznego i sum bilansowych banków centralnych w krajach rozwiniętych skutkuje koniecznością rozwiązywania ważkich dylematów w zakresie realizowanej polityki publicznej. W praktyce „monetyzacja” długów rządowych przez banki centralne skutkuje przekształceniem bieżącego ryzyka kredytowego i ryzyka finansowania w przyszłe ryzyko inflacji
Pieniądz i dług: jak zapłacić za kryzys

Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko

Kategoria: Zewnętrzni eksperci
Obecny kryzys z punktu widzenia polityki pieniężnej nie ma precedensu. Jak na razie nie ma ryzyka inflacji. Trzeba jednak uważać, by nie kontynuować działań specjalnych, gdy pandemia już minie - przekonuje Paul Tucker, były wiceszef Banku Anglii.
Bankierzy centralni nie mają wpływu na wszystko