Dlaczego rządy nie działają w obliczu kryzysu

29.09.2012
"Dawno, dawno temu budżety rządu były zbilansowane, waluta mocna, miasta bezpieczne a podatki państwowe, stanowe i lokalne razem wzięte wynosiły nie więcej niż 10 proc. naszych dochodów”. Tak, niczym bajkę, wspominał amerykańskie lata 50. w książce pt. Dlaczego rząd nie działa libertariański kandydat na prezydenta USA Harry Browne.

Winą za to, że współczesność nie ma nic wspólnego z tamtą idyllą, Browne obarczał kolejne elity polityczne.  Książka nie była specjalnie popularna na świecie, ale jej tytuł właśnie się taki stał. W blogosferze, a także w mediach tradycyjnych trwa debata na temat tego, dlaczego rządy „nie działają” w obliczu kryzysu.

6 września 2012r. w artykule pt. Ending The Financial Race Kenneth Rogoff, profesor Uniwersytetu Harvarda pyta: „Czy regulatorzy i ci, którzy tworzą prawo naprawili już błędy system finansowego, który doprowadził świat na skraj kolejnej Wielkie Depresji?

I odpowiada: „nie”! Dlaczego tak się dzieje? Najbardziej syntetycznej odpowiedzi udziela noblista Michael Spence w swoim tekście z 15 sierpnia pt. Why are Governments Paralyzed?, napisanym wspólnie z Davidem Bradym z Instytutu Hoovera. Dlaczego zatem brakuje dziś w większości krajów świata odważnych działań?

Po pierwsze: z powodu kryzysu przywództwa. Spence i Brady nazywają to nawet przywódczą próżnią (leadership vacuum). Powszechna jest w szczególności w Europie. Autorzy nie rozwijają tego argumentu. Temat podejmuje jednak inny naukowiec – profesor Klaus Zimmermann, ekonomista z Uniwersytetu w Bonn. W swym tekście z 6 sierpnia pisze, że 27 rządom Unii Europejskiej nie udało się podjąć odpowiednich działań głównie dlatego, że jej fundamenty nie zostały wylane w sposób prawidłowy. Uzgadniając ze sobą fakt budowania wspólnoty, kraje zapomniały stworzyć podstawowe narzędzia funkcjonowania – narzędzia sankcji i egzekucji:

This requires an independent European fiscal authority in charge of enforcing fiscal discipline more effectively than what was originally adopted in Maastricht in early 1992 and elaborated in the Stability and Growth Pact. We need a European authority that has the necessary intervention rights at the national level if budget plans and requirements are not adhered to. In cases of conflict, sanction mechanisms should also apply that must not, as in the past, be sacrificed to political opportunism. The current resolution package for a ‘Fiscal Union’ is the right approach– if its content is jointly endorsed by everyone involved.

To na temat Europy. W Stanach Zjednoczonych problem jest inny. Zdaniem Spence’a i Brady’ego w kraju tym mocna polaryzacja poglądów (system dwupartyjny, a nie wielopartyjny, jak w przypadku krajów europejskich) i wynikająca z niej konieczność prowadzenia polityki w sposób zero-jedynkowy zwyczajnie „zniechęca do potencjalnie dobrych rządów”.

Po drugie: paraliż władzy wynika ze strachu przed popełnieniem błędów. A ten jest oczywisty, kiedy problemy gospodarcze są tak złożone jak dziś i brakuje wśród elit politycznych oraz ekspertów jednomyślności co do odpowiednich działań”

For Professional politicians and policymakers in such circumstances, less may be more. On this view, risk aversion both reflects reinforces a divergence between individual incentives (the desire to be reelected, reappointed, or promoted) and collective needs (fixing problems).

Po trzecie: narzędzia, którymi dysponują politycy są często niewystarczające. Spence i Brady zwracają uwagę między innymi na powolność procesu delewarowania gospodarek po kryzysie [przy okazji – ciekawe uwagi na ten temat zawarte są w artykule „(Drugie) delewarowanie. Co ekonomiści muszą dziś wiedzieć o procesie kreacji kredytów” Manmohana Singha i Petera Stelli.

Zauważają oni, że pod koniec 2007 roku stosunek wartości zabezpieczeń łącznych do wielkości zabezpieczeń pierwotnych wynosił ok. 3, pod koniec 2010 roku – 2,4, a obecnie dalej zmniejsza się możliwości ponownego zastawiania zabezpieczeń, ale proces ten rzeczywiście przebiega powoli.

Brak sukcesów widać również w innych dziedzinach. Naukowcy nie wskazują wprawdzie konkretnie na mało efektywne przepisy wprowadzone przez administrację Baracka Obamy, które miały pobudzić wzrost gospodarczy i kreowanie miejsc pracy (który to proces zachodzi bardzo powoli), można jednak łatwo odnieść wrażenie, że właśnie o nie chodzi.

„Powrót do odpowiednich wzorców wzrostu wymaga lat, nie miesięcy” – zauważają Spence i Brady.

To fakt. Jeśli spojrzy się na tę kwestię z historycznej perspektywy, łatwo zauważyć, że z kryzysu na kryzys „zdrowienie gospodarki” trwa coraz dłużej. I nie tyle idzie może o odzyskiwanie wzrostu gospodarczego, co osiąganie zadowalającego poziomu innych ważnych dla gospodarki wskaźników – np. stopy zatrudnienia.

Między innymi z raportu Jobless Recoveries and the Wait-and-See Hypothesis Stacey’a Schrefta i Ashleya Hodgsona z 2005 roku, można dowiedzieć się, że po kryzysie 1991 roku w USA przywracanie poziomu zatrudnienia do stanu sprzed problemów wyniosło 23 miesiące. W 2001 roku – już 38 miesięcy!

Zmieniająca się gospodarka i malejąca w związku z tym efektywność stosowanych kiedyś rozwiązań to jedno. Na drugą przyczynę „narzędziowej” niemocy wskazuje Rogoff. Powołując się na niedawne wystąpienie Andy’ego Haldane’a z Banku Anglii podczas konferencji w Jackson Hole, Rogoff pisze o nadmiernym skomplikowaniu przepisów tworzonych w toku legislacji, by nadążyć za rozwijającym się w zawrotnym tempie rynkiem finansowym. Zdaniem Rogoffa, niewielu dziś ludzi w samych instytucjach rządowych/agencjach regulacyjnych rozumie owe przepisy:

Haldane rightly complained that banking regulation has evolved from a small number of very specific guidelines to mind-numbingly complicated statistical algorithms for measuring risk and capital adequacy.

Rogoff wyjaśnia swój argument w sposób obrazowy. Przypomina, że ustawa Glassa-Steagalla z 1993 roku (zakazywała m.in. łączenia bankowości inwestycyjnej z działalnością komercyjną banków), na podstawie której rynki funkcjonowały przez kilkadziesiąt lat, liczyła 37 stron, a ustawa Dodda-Franka z 2010 roku – aż 848 stron, które w połączeniu z treścią niezbędnych przepisów dodatkowych daje ponad 30 tysięcy stron!

Po czwarte: działania rządu paraliżować mogą „ukryte interesy” (vested interests). Ekonomistom chodzi oczywiście o „ukryte interesy” elit, które są głównym beneficjentem innowacji technologicznej oraz kierunków zgodnie z którymi przepływają rynkowe siły. Spence i Brady zwracają uwagę na jeszcze większe niż kiedyś rozwarstwienie dochodu we współczesnej gospodarce i fakt, że w z przemian korzystają najbardziej: wielki kapitał i 20 proc. tych, którzy zarabiają najwięcej. Te grupy są hamulcowym reform, ponieważ zależy im na zachowaniu status quo:

Vested interests may also play a role. Technological innovation and global market forces have produced a decisive shift in income toward capital and the upper 20% of the income distribution, often at the expense of middle-income groups, the unemployed, and the young. The beneficiaries of these trends may have accumulated enough political influence to maintain thestatus quo, highlighting distributional issues that have generally received too little attention in understanding policy responses or their absence.

W podobnym tonie wypowiada się wspomniany na początku tekstu Kenneth Rogoff. W „Ending the Financial Race” zauważa:

But, otherwise, little has fundamentally changed. Legislation and regulation produced in the wake of the crisis have mostly served as a patch to preserve the status quo. Politicians and regulators have neither the political courage nor the intellectual conviction needed to return to a much clearer and more straightforward system.

Po piąte: strukturalne przyczyny niemocy. W tym miejscu ekonomiści wracają trochę do punktu pierwszego. Wskazują, że w różnych systemach politycznych mniej lub bardziej potrzebny jest do działania lub zmiany polityki szeroki społeczny konsensus. Są rządy mniej lub bardziej „skrępowane” koniecznością uzgadniania swych działań i sprawozdawczości wobec społeczeństwa.

Co więcej – nawet wśród ekspertów nie ma zgody, w ramach jakich układów (bardziej autokratycznych czy bardziej populistycznych) kraje funkcjonują lepiej w kryzysie:

Some argue that the more constraining political systems work well in stable times, but perform poorly under volatile conditions like those prevailing today. Others support constrained government on the grounds that it protects everyone from waste, rent-seeking, and interference with freedom of choice, and that, when needed, inspired leadership can build the required consensus to address changing circumstances. High hurdles to major shifts in policy direction force officials to make a convincing case.

Spence i Brady twierdzą: „Nie jest tajemnicą, że światowa zmaga się z problemami. Europa jest w środku kryzysu, którego korzenie leżą w wadliwej unii monetarnej i gospodarczej. Stany Zjednoczone, wychodzące z zapaści wolno i podlegające szerokiej delewaryzacji, doświadczają spowolnienia gospodarczego, trwałych kłopotów na rynku pracy, spadających dochodów” itd. Wskazują, że reformy w Chinach są z powodu oczekiwania na zmianę władzy, a Indie przespały swój dziejowy moment i tracą zaufanie inwestorów.

Co dalej? Ekonomiści nie widzą specjalnej możliwości wyjścia z marazmu:

Despite a palpable sense of concern that something is very wrong, the prognosis for significant change is bleak – and deteriorating.

Dodatkowo zwracają uwagę na pogłębiający się brak zaufania dzisiejszych społeczeństw do polityków, i szczerzej, do elit, wynikający nie tyle z tego, iż nie przewidziały one kryzysu, co raczej właśnie z przekonania, że przedkładają one swoje interesy ponad wspólne, ogólnie szanowane wartości.

Oprac. Katarzyna Kozłowska

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test