Długa chińsko-amerykańska wojna handlowa

18.12.2018
Niektórzy obserwatorzy interpretują wojnę handlową, którą prezydent USA Donald Trump zainicjował z Chinami, jako trudną taktykę negocjacyjną, której celem jest zmuszenie Chińczyków do przestrzegania zasad Światowej Organizacji Handlu i zachodnich norm prowadzenia działalności gospodarczej.

Michael Spence (PS)


Zgodnie z tym poglądem, z chwilą, kiedy Chiny spełnią co najmniej niektóre z żądań Trumpa, wzajemnie korzystne stosunki gospodarcze zostaną odbudowane. Jednak istnieje wiele powodów, aby nie wierzyć w tak pokojowy scenariusz. Długa wojna handlowa pomiędzy Chinami i USA jest w rzeczywistości przejawem fundamentalnego zderzenia systemów.

Wyraźnie widoczny jest już niekorzystny wpływ obustronnych taryf opartych na zasadzie „wet za wet”, a w szczególności niepewności, jaką one wywołują. Dla Chin skutki psychologiczne są większe niż bezpośredni wpływ handlowy. Od czasu rozpoczęcia konfliktu akcje na tamtejszych giełdach spadły o około 30 proc. i spodziewane są dalsze spadki.

Z uwagi na fakt, że powstał dług zabezpieczony kapitałem w wysoko zadłużonym sektorze przedsiębiorstw w Chinach, spadek cen akcji uruchomił wezwania do złożenia zabezpieczenia i wymusił sprzedaż akcji, wywołując dalszą presję na obniżenie wartości kapitału.

Decydenci chińscy zachwalają siłę rynków kapitałowych, uszczelniając i rozszerzając kanały kredytowe dla sektora prywatnego, w szczególności dla małych i średnich przedsiębiorstw, które w innych okolicznościach byłyby zdrowe i miałyby zdolność kredytową, a znajdują się w niekorzystnym położeniu wobec swoich kontrahentów będących własnością państwa. Okaże się, czy rząd zainterweniuje bezpośrednio w rynki kapitałowe.

Wojna handlowa będzie mieć konsekwencje długofalowe, oddziałując na strukturę gospodarki światowej.

Poza ryzykiem krótkoterminowym wydaje się jednak coraz bardziej prawdopodobne, że wojna handlowa będzie mieć istotne konsekwencje długofalowe, oddziałując na samą strukturę gospodarki światowej. Porządek wielostronny oparty na zasadach, od długiego czasu opiera się na założeniu, że wzrost i rozwój w sposób naturalny doprowadzą Chiny do przyjęcia zarządzania gospodarką w stylu zachodnim. Obecnie, kiedy to założenie praktycznie upadło, istnieje prawdopodobieństwo, że czeka nas dłuższy okres napięć związanych z różnym podejściem do handlu, inwestycji, technologii i roli państwa w gospodarce.

O ile rządy zachodnie mają skłonności do minimalizacji swojej interwencji w sektorze prywatnym, Chiny wzmacniają kontrolę państwa nad gospodarką, z daleko idącymi następstwami.

Chińskie bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) są często realizowane przez przedsiębiorstwa państwowe i są zasilane pomocą zagraniczną. Takie podejście może spowodować, że firmy zlokalizowane na Zachodzie znajdą się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej, kiedy będą ubiegać się o zamówienia w krajach rozwijających się. W sytuacji braku regulacji w zakresie praktyk korupcyjnych, Chiny chcą również skanalizować BIZ w kierunku krajów i podmiotów, których firmy z USA mogą się wystrzegać.

Wreszcie, istnieje internet. Pomimo wspólnych celów w odniesieniu do prywatności danych i bezpieczeństwa cybernetycznego, USA i Chiny mają bardzo różne systemy regulacyjne, również kształtowane przez sprzeczne koncepcje dotyczące właściwej roli państwa.

Nie powinniśmy spodziewać się powrotu do jakiegoś wariantu porządku ustanowionego po II wojnie światowej.

Na polu technologicznym Chiny będą również kontynuować realizację swojej strategii „Wyprodukowano w Chinach 2025”, której celem jest wprowadzenie kraju na front globalny w obszarach, które jego liderzy uznali za zasadnicze, zarówno dla wzrostu gospodarczego, jak i dla bezpieczeństwa narodowego. O ile coraz bardziej agresywna polityka amerykańska w odniesieniu do handlu, inwestycji i transferu technologii może spowolnić ten proces, Chiny osiągną swój cel poprzez poważne inwestycje w: badania i rozwój, rozpowszechnianie technologii i kapitał ludzki.

Biorąc pod uwagę szerszą konkurencję strategiczną pomiędzy Chinami i USA – obecnie spotęgowaną poprzez trwającą wojnę handlową – nie powinniśmy spodziewać się powrotu do jakiegoś wariantu porządku ustanowionego po II wojnie światowej, opartego na zachodnich wartościach i systemach zarządzania. Może dojść do tego, że porządek światowy będzie w mniejszym stopniu zdefiniowany przez wspólne zasady, a w większym przez równowagę sił ekonomicznych, technologicznych i militarnych.

Na przykład istnieje prawdopodobieństwo, że wystąpią bardziej rygorystyczne ograniczenia dotyczące transferu technologii i inwestycji, głównie z powodu uwzględnienia aspektów bezpieczeństwa narodowego. Kraje mogą również realizować większą samowystarczalność ekonomiczną, co będzie mieć zasadnicze następstwa dla globalnych łańcuchów dostaw i handlu.

Jakaś wersja otwartego systemu wielostronnego może być nadal możliwa: dla mniejszych albo biedniejszych krajów ma to kluczowe znaczenie. Jednak taki system będzie musiał uwzględnić aspekty równowagi sił odnośnie do USA i Chin oraz potencjalnie innych głównych gospodarek, takich jak Unia Europejska i Indie.

W świecie, w którym modele zarządzania głównych graczy znacznie się różnią, zaprojektowanie dobrze funkcjonującego systemu będzie poważnym wyzwaniem. Istnieje realne ryzyko, że mniejsze kraje będą zmuszone do dokonania wyboru pomiędzy dwoma niezgodnymi sferami wpływu.

Biorąc pod uwagę brak entuzjazmu administracji Trumpa do wszelkiego rodzaju działań wielostronnych i być może z powodu utrzymującej się nadziei, że stary porządek wielostronny można zachować, nikt nie podejmuje większych wysiłków na rzecz opracowania wykonalnych alternatyw. To, co ostatnio wykonała administracja USA, to wycofanie jej negatywnego stanowiska w sprawie pomocy zagranicznej, przypuszczalnie w reakcji na masowe inwestycje Chin w krajach rozwijających się.

Jeśli rządy mają zamiar angażować się w wojny handlowe, powinny mieć jasną i pragmatyczną wizję tego, dokąd zmierzają.

Na chwilę obecną Chiny są niezłomne w sprawach terytorialnych i w sprawie centralnej roli Komunistycznej Partii Chin w gospodarce, a także w swoim dążeniu do dogonienia lub prześcignięcia USA pod względem technologicznym. Jednak nie wydaje się, aby USA dokładnie zadecydowały, o co walczą.

USA chcą utrzymać swoją przewagę technologiczną i militarną.

Oczywiście, można z łatwością ustalić wiele prawdopodobnych opcji. USA chcą obniżyć deficyt dwustronnych obrotów handlowych i przenieść z powrotem do kraju miejsca pracy w przemyśle wytwórczym. W tym celu USA chcą, aby Chiny wyeliminowały dotacje, obowiązkowy transfer technologii i inne formy „oszukiwania”, stworzyły równe szanse dla inwestorów zagranicznych na rynku chińskim, a nawet przyjęły praktyki zarządzania w większym stopniu wzorowane na stylu zachodnim. Zasadniczo USA chcą również utrzymać swoją przewagę technologiczną i militarną.

Jednak nadal nie jest jasne, na ile te cele są negocjowalne. W rezultacie wojna handlowa wydaje się w mniejszym stopniu twardą taktyką negocjacyjną, a bardziej zgadywanką na temat listy życzeń. Przedłuży to konflikt, jeszcze bardziej zmniejszy zaufanie, a w perspektywie długoterminowej utrudni odbudowanie jakichkolwiek relacji przypominających wzajemnie korzystną współpracę. Oznacza to istotne długofalowe konsekwencje dla gospodarki światowej.

Michael Spence, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, jest profesorem nauk ekonomicznych w Szkole Biznesu im. Sterna na Uniwersytecie w Nowym Jorku, oraz starszym wykładowcą w Hoover Institution.

 © Project Syndicate, 2018.

http://www.project-syndicate.org/

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły