Druga bańka bitcoina

11.04.2013
Bańka spekulacyjna, która od połowy marca pęczniała na elektronicznych rynkach wymiany bitcoinów na realne waluty nie była niczym niezwykłym. Wizja szybkich zysków zawsze przyciąga spekulantów. A im rynek płytszy tym łatwiej o bańkę.

(CC By SA zcopley)


Bitcoin, waluta wirtualna, zabezpieczona kryptograficznie, od końca 2011 r. systematycznie drożeje. W ubiegłym roku waluta stworzona przez Satoshi Nakamoto (to pseudonim osoby lub grupy osób, które w 2008 r. opracowały koncepcję bitcoina i przygotowały odpowiednie oprogramowanie) zyskała w stosunku do dolara ponad 180 proc. Wszystko wskazywało, że i ten rok przyniesie wzrost jej wartości.

Od wzrostu do pierwszej bańki

Choć przez pierwsze 10 tygodni tego roku bitcoin zyskał na wartości kolejne 350 proc. interpretowano to dość spokojnie. Twierdzono, że zwyżka wynika z deflacyjnego charakteru waluty, której podaż jest kontrolowana przez algorytmy napisane przez Satoshi Nakamoto i maleje wraz upływem czasu oraz wzrostem liczby komputerów (tzw. koparek) zaangażowanych w proces jej generowania.

Nikt chyba nie przewidywał, że w połowie marca na bitcoinie (BTC) zacznie w zastraszającym tempie pęcznieć balon spekulacyjny. 10 kwietnia wyniósł on kurs BTC do 266 dolarów, czyli poziomu blisko 20 razy wyższego niż w końcu grudnia 2012 r., a chwilę później bitcoin zaczął gwałtownie tanieć.

Gdy na giełdach kursy akcji gwałtownie idą w górę, po jakimś czasie analitycy zaczynają mówić, że oderwały się od fundamentów. O walucie w takiej sytuacji mówi się, że jest silnie przewartościowana. Także w przypadku towarów, czy surowców można usłyszeć o zbyt wysokich lub wręcz napompowanych przez spekulantów cenach. Tak zaczyna się bańka (bubble) spekulacyjna.

O bańkę tym łatwiej im płytszy jest rynek, którego ona dotyczy. W przypadku bitcoina w końcu 2012 r. całkowita wartość wszystkich jednostek tej waluty wynosiła ok. 145 mln dol. Rynek był więc bardzo płytki i rozhuśtać go mogło kilkaset tysięcy dolarów.

28 lutego 2012 r. do pokonania dotychczasowego historycznego szczytu na poziomie 32 dol. za bitcoina wystarczyło ok. 100 tys. dol., a łączne obroty tego dnia na Mt. Gox, głównej giełdzie wirtualnej waluty – obsługuje ok. 75 proc. obrotów – wyniosły 4,1 mln dol. Gdy 3 kwietnia kurs bitcoina po raz pierwszy skoczył do 140 dol. obroty na Mt. Gox wynosiły 19,5 mln dol., a wszystkie wygenerowane wówczas jednostki waluty warte były ok. 1,54 mld dol.

(infografika: Darek Gąszczyk)

Bąble z kryzysami w tle

Tegoroczny skok kursu bitcoina wygląda imponująco, ale nadal daleko mu do tego z wiosny 2011 r. Dwa lata temu, 17 kwietnia, gdy wartość bitcoina przekroczyła ówczesne maksimum – 1,1 dolara – obroty sięgnęły nieco ponad 28,2 tys. dol. 53 dni później, gdy pierwsza bańka spekulacyjna zaczęła pękać, bicoin był 29 razy droższy i przez chwilę kosztował 31,91 dol. Tego dnia obroty na Mt. Gox wynosiły blisko 2,9 mln dol. Co warto podkreślić, wówczas w wirtualnych portfelach było nieco tylko więcej niż połowa z dostępnych dziś bitcoinów.

Początek bitcoinowej bańki sprzed dwóch lat zbiegł się w czasie z kolejną eskalacją kryzysu w Grecji i kryzysem w Portugalii. 18 kwietnia 2011 r. pojawiły się informacje, że Grecja w rozmowach z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym zażądała restrukturyzacji swego długu. Drugi plan ratunkowy dla Grecji UE i MFW przyjęły 22 lipca 2011 r. W marcu 2011 r. portugalski parlament odrzucił plan ratunkowy. W maju Portugalia otrzymała 78 mld euro pomocy finansowej w zamian za obietnice wprowadzenia oszczędności. Patrząc na poprzednią bańkę warto też zwrócić uwagę, że powstała w momencie, gdy skończyła się ponad dwuletnia fala hossy na giełdach.

Obecna bańka zaczęła niebezpiecznie szybko puchnąć kilka dni po tym, gdy ogłoszono plan ratunkowy dla Cypru, który w swej pierwotnej wersji przewidywał ratowanie tamtejszych banków kosztem wszystkich depozytariuszy. Także tych, których depozyty nie przekraczały wartości 100 tys. euro, czyli – teoretycznie – były jak we wszystkich krajach Unii gwarantowane. Jedną z reakcji na pierwsze informacje z Cypru był niepokój depozytariuszy w innych krajach południowej Europy, w tym zwłaszcza w pogrążonych w kryzysie Hiszpanii i Portugalii. Wiele wskazuje też na to, że europejskie i amerykańskie giełdy – przynajmniej na jakiś czas – zakończyły okres wzrostów.

„Cypryjski” wzrost kursu bitcoina sprawił, że o wirtualnej walucie stało się głośno. Pojawiły się tezy, że bitcoin, na którego wartość i podaż nie mają wpływu rządy i banki centralne, ani sytuacja gospodarcza w jakimkolwiek kraju, może być ostatnią bezpieczną przystanią walutową. Tezy zapewne przesadzone, ale dobrze oddają obserwowany wzrost niepewności i dramatyczny spadek zaufania czy to do systemu bankowego, czy to do realnego pieniądza.

Życie po bańce

Gdy na początku czerwca 2011 r. pierwsza bitcoinowa bańka spekulacyjna zaczęła pękać nagle przez kilka dni ustał handel na Mt. Gox. Według dostępnych informacji, przyczyną wstrzymania handlu była atak hakerów na tę giełdę. W ostatnich dniach Mt. Gox także informował o atakach na swój system. Był to tzw. DDoS, czyli atak polegający na zablokowaniu dostępu do strony poprzez gwałtowny wzrost ruchu, wygenerowany przez olbrzymią, trudną do obsłużenia liczbę zapytań.

Po pęknięciu pierwszej bańki kurs bitcoina do dolara w ciągu pięciu miesięcy spadł o ponad 93 proc. Wielu komentatorów uznało wówczas, że oznacza to śmierć wirtualnej waluty. Pomylili się. Bitcoin przetrwał, a na dodatek zaczęła rosnąć liczba firm akceptujących go jako środek płatniczy przy zakupie towarów, czy usług. Używając bitcoinów można kupić hamburgera w berlińskim pubie Room 77, zapłacić za drinka w nowojorskim nocnym klubie EVR, albo kupić złoto lub srebro w internetowym sklepie GoldSilverBitcoin.com. Bitcoin i inne wirtualne waluty doczekał się też raportu Europejskiego Banku Centralnego.

Bitcoin ma ciemną stronę, o której często i chętnie piszą media. Ponieważ stworzony przez Satoshi Nakamoto system zapewnia anonimowość stron transakcji – znana jest jedynie jej wartość – waluta świetnie nadaje się do prania brudnych pieniędzy, czy też finansowania np. zakupu narkotyków. Drugi kryminalny aspekt, to kradzieże waluty przez cyberprzestępców. Trzeci, to wspomniane już, zakłócające płynność handlu, cyberataki na giełdy.

Jak to widzi Google

Rynek bitcoina jest stosunkowo niewielki nie tylko ze względu na liczbę wygenerowanych jednostek waluty, wartość obrotów giełdowych, czy też łączną kapitalizację wszystkich jednostek. Także liczba aktywnych jego uczestników jest nieduża i można ją szacować aktualnie na ok. 200 tys.

Ciekawych informacji o zainteresowaniu bitcoinem i korelacji tego zainteresowania z bańkami spekulacyjnymi dostarcza Google – na podstawie zapytań w należącej do niego wyszukiwarce. Okazuje się, że obu bańkom spekulacyjnym towarzyszy wzrost liczby zapytań.

Według Google, w całym 2011 r. liderami w wyszukiwaniu informacji o tej wirtualnej walucie byli internauci z Rosji, Szwecji, Finlandii, Stanów Zjednoczonych i Nowej Zelandii. Południe Europy niemal nie interesowało się bitcoinem.

Z danych zebranych przez Google od początku tego roku wynika, że największa liczba osób szukających informacji o bitcoin pochodziła z Finlandii, Izreala, Słowacji, Szwecji i USA. Południe Europy znów – z wyjątkiem Hiszpanii – nie interesowało się wirtualną walutą. Zarówno ostatnio, jak i dwa lata temu najczęściej wyszukiwano wszelkich danych dotyczących wydobycia bitcoinów, czyli sposobu ich generowania w komputerach. Pytania odnoszące się do giełdy i kursu były znacznie mniej popularne.

Google udostępnia także dane dotyczące Polski. Dwa lata temu nasi internauci szukali przede wszystkim podstawowych informacji o bitcoinie oraz wiadomości o sposobach produkcji. Dziś najczęściej pytają o kurs bitcoina.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test