Dzięki zmianom na GPW mogą pojawić się nowe kategorie funduszy

13.12.2012
Zmiana systemu notującego GPW przyniesie polskiemu rynkowi kapitałowemu nowe kategorie inwestorów i bardziej zaawansowane instrumenty giełdowe. Być może pojawią się w Polsce inne, bardziej agresywne, fundusze inwestycyjne. Drobni inwestorzy niewiele jednak na innowacji skorzystają – przekonuje prof. Adam Szyszka.

Ludwik Sobolewski, prezes GPW (z prawej) w towarzystwie premiera Donalda Tuska, przed prezentacją raportu Doing Business (Fot. Kancelaria Premiera)


Obserwator Finansowy: Nowy system notujący Giełdy Papierów Wartościowych wystartuje u nas w kwietniu 2013 roku. W świecie Uniwersalna Platforma Obrotu (UTP) nowością nie jest. Do tej pory obywaliśmy się bez niej. Naprawdę system jest niezbędny dla rozwoju polskiej giełdy?

Prof. dr hab. Adam Szyszka: Ten system, jak na standardy oprogramowania, jest już dość stary. Działa od lat na wielu giełdach światowych. I my też go potrzebujemy. Funkcjonujący dziś Warset został zainicjowany 17 listopada 2000 roku i był na owe czasy nowoczesnym systemem, wzorowanym na tym, na którym funkcjonowały giełdy w Paryżu, Lizbonie, Brukseli czy Amsterdamie – czyli na Euronext. Liczyliśmy, że przez podobny system zbliżymy się do zagranicznych giełd.

I Warset dobrze się sprawdzał, ale w międzyczasie doszło do połączenia Euronextu z New York Stock Exchange (NYSE). Dziś gros obrotów ma miejsce w systemie, który obsługuje Nowy Jork, Brukselę, Amsterdam i Paryż. Jest dużo wydajniejszy od poprzedniego. I ten nasz też będzie bardziej wydajny. Ilość zleceń na sekundę ma zwiększyć się 60 razy.

Dlaczego to takie ważne?

Nowoczesne systemy giełdowe i rozwój technologii spowodowały w ostatnim czasie pojawienie się nowej kategorii inwestorów. Zrodził się High Frequency Trading (HFT), czyli handel wysokiej częstotliwości. Zmiana systemu jest więc konieczna, żeby nadążać za resztą świata.

Znowu musimy doganiać?

Systemy Warset i UTP to nic innego jak oprogramowanie komputerowe. Proszę zobaczyć jak długo utrzymywał się Warset – kilkanaście lat. A jak często zmieniają się systemy operacyjne na zwykłego peceta? Stale. Dziwię się, że do zmiany systemu notującego giełdy dochodzi tak późno.

A czym tłumaczy pan to opóźnienie?

Moim zdaniem zmiana była w jakimś stopniu wstrzymywana w związku z prywatyzacją GPW. Nie wiadomo było, czy GPW będzie wchodzić na giełdę, czy będzie miała inwestora strategicznego itd. Potencjalny wybór inwestora strategicznego determinował wybór systemu. Odwlekano go więc. A przygotowanie takiego systemu, to przecież kilka lat.

Co konkretnie da naszej giełdzie zastąpienie Warsetu nową platformą?

Nową kategorię inwestorów, najpierw zagranicznych, nowy rodzaj funduszy i instrumentów. UTP jest dobrze znany inwestorom zagranicznym – z NYSE i Euronext. Będą więc mieli łatwość korzystania z niego. A UTP umożliwi m.in. prowadzenie analiz i generowanie danych do składania dużych zleceń.

A jaka korzyść dla polskich podmiotów z tej zamiany? Przedstawiciel jednego z funduszy powiedział mi, że jeśli będzie ona miała jakiś wpływ na ich sytuację – to negatywny, bo wielcy gracze mogą zaciemniać obraz rynku.

Co to był za fundusz? Emerytalny?

Nie, TFI.

Rzeczywiście polskie fundusze, nawet te aktywnego zarządzania, nie dokonują transakcji tak często jak zagraniczne. Dla nich UTP może więc niewiele zmienić. Sam jednak znam zakusy niektórych towarzystw inwestycyjnych, by tworzyć nowe kategorie funduszy, tu w Polsce, kiedy pojawi się system umożliwiający im szersze niż dziś działania.

O jakie fundusze chodzi?

U nas nie ma podmiotów HFT i strategii automatycznych, bo nie było możliwości ich realizacji. Teraz fundusze typu HFT mogą się pojawić. To by była bardzo dobra wiadomość.

Dlaczego?

Bo jeśli cały świat oferuje jakieś możliwości, a Warszawa miałaby ich nie proponować – za chwilę prześcignęłaby nas inna giełda w regionie i przyciągnęła handel zagraniczny. Wprowadzanie UTP wiązało się z kluczowym pytaniem, czy GPW chce ograniczać się tylko do naszych funduszy, czy też otworzyć się na świat.

Naprawdę wierzy pan, że powstaną u nas fundusze hedgingowe i będziemy rynkiem takim jak np. londyński?

Dlaczego by nie?

Mamy takie zaplecze intelektualne?

W to nie wątpię. Mój doktorant obronił właśnie pracę na poziomie światowym, jeśli chodzi o rynki surowcowe i arbitraż na rynkach surowcowych. Pracuje w jednym z polskich TFI. Nie wątpię w nasze zaplecze intelektualne.

A kapitał? Na te nowe fundusze potrzeba dużego kapitału.

Paradoksalnie nie. Te fundusze zarządzają dużym kapitałem, ale mogą mieć bardzo niewiele wkładu własnego. Operują wielkimi kwotami, ale po jednej i drugiej stronie rynku: po stronie długiej i krótkiej. Ich zaangażowanie często polega na posiadaniu odpowiedniej linii kredytowej w pieniądzu i określonych instrumentach. I w porównaniu do kwot, którymi operują, nie jest duże. Oczywiście niesie to również niebezpieczeństwa dla stabilności systemu finansowego.

Dla kogo tak naprawdę jest trading wysokiej częstotliwości, tylko dla funduszy hedgingowych?

Wśród tych, którzy stosują HFT są fundusze arbitrażowe ale nie tylko. Opierają się one (arbitrażowe) o krótki okres utrzymywania akcji – bazują na ogół na wycenie arbitrażowej różnych instrumentów, czyli na wyszukiwaniu niewłaściwej wyceny lub na jakichś algorytmach. Są wśród użytkowników HFT podmioty, które nie ujawniają swojej strategii.

Nie chcą się dzielić algorytmem, bo pracowały nad nim sztaby matematyków, statystyków i ekonometryków. Często nie są to proste modele arbitrażowe, do modelowania wykorzystuje się sieci neuronowe itd. Powstają samouczące się systemy, które próbują przewidywać kierunki zmian cen. I właśnie taki system jak UTP może wreszcie dostarczać danych tym wszystkim skomplikowanym obliczeniowo aparatom.

A co z nowymi instrumentami?

Nowy system UTP między innymi umożliwi notowanie nowej kategorii instrumentów: warrantów, produktów strukturyzowanych itd. Umożliwi szersze funkcjonalności. Derywaty – jeśli chodzi o te w obrocie giełdowym – są wciąż słabo rozwinięte. Za to równolegle wciąż rozwijają się platformy forexowe. Instrumenty pochodne są mniej znane przez polskie korporacje. Emituje się mniej instrumentów hybrydowych itd.

Mówi się o podmiotach HFT, że dostarczają płynność.

W normalnych czasach zdecydowanie poprawiają one płynność rynku – po prostu dlatego, że dokonują bardzo wielu transakcji. Ich dodatkową zaletą jest to, że obniżają koszty dla innych inwestorów.

W jaki sposób?

Duży wolumen obrotów generuje duże łączne opłaty transakcyjne, a to pozwala obniżać koszty jednostkowe. Wyjaśnię to na przykładzie GPW. Giełda warszawska jest relatywnie droga. Przypuszczam, że pojawienie się tych inwestorów w Polsce jest uzależnione nie tylko od dostępności nowoczesnego systemu informatycznego, ale też od obniżenia opłat. Jeżeli będą obniżane dla inwestorów HFT, to i dla tych pozostałych także. Ponadto międzynarodowa konkurencja między giełdami powoduje, że koszty transakcyjne spadają.

Ale czy rzeczywiście są one takie pożyteczne? Podczas kryzysu w 2008 roku, wtedy gdy rynek tego potrzebował, wcale nie były na giełdzie nowojorskiej tak znowu aktywne. A i w spokojnych czasach bywa różnie, weźmy choćby Flash Cash w 2010 r.

Istotną cechą jest automatyzacja tych funduszy. Normalnie fundusze arbitrażowe zwiększają efektywność wyceny. Powinny więc zmniejszać volatility (czyli zmienność cen – przyp. red.). Ale kiedy rynek jest nasycony tego typu podmiotami, może to czasem powodować niekontrolowane wahania cen. Tak samo jest wtedy, kiedy tego typu podmioty zamiast tylko się zabezpieczać, próbują spekulować. Był taki dzień w maju 2010 r., kiedy bez większej przyczyny skumulowały się automatyczne zlecenia i w ciągu kilku minut wstrząsnęły indeksem Dow Jones Industrial Average (to był tzw. Flash Cash – przyp. red.). Notowania akcji momentalnie spadły o przeszło 9 proc. Po kilkudziesięciu minutach rynek odrobił straty, ale tąpnięcie pokazuje siłę tych funduszy. A proszę pamiętać jaki to rynek! Giełda nowojorska ma przecież ogromną kapitalizację.

Jeśli wejdą na naszą giełdę podmioty, o których pan mówi, granie na giełdzie będzie czasem przypominać wróżenie z fusów. Zwłaszcza dla drobnego inwestora.

Pojawienie się funduszy wysokiej częstotliwości podnosi płynność i zaciemnia obraz o tyle, że już nie będzie można prosto indukować informacji np. z wartości obrotu. Trudniej będzie wyczytać informacje z obserwacji struktury sesyjnej, z przeciętnej wartości transakcji itd. Zgoda. Jednak dla przeciętnego Kowalskiego ci gracze nie będą mieli wielkiego znaczenia. Druga sprawa, że gdyby była dostateczna liczba inwestorów indywidualnych na giełdzie – drobnych, rozproszonych, to oni mogliby zapewniać płynność. Ale u nas jest ich mało.

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska

Prof. dr hab. Adam Szyszka wykłada na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu oraz w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test