Firmy poszukują nowych form ochrony ubezpieczeniowej

16.07.2018
Po wejściu w życie RODO firmy mocniej zaczęły się interesować cyberpolisami, ale zainteresowanie nadal rzadko przekłada się na zakup. Polisy są kosztowne, a nie zapewniają ochrony na wypadek wszystkich strat, zwłaszcza tam, gdzie najsłabszym ogniwem okazał się człowiek.

(CC0 Pixabay)


Nowe technologie zmieniają firmy, co rodzi nowe potrzeby ubezpieczeniowe. Przykładem jest chociażby coraz częstsze wykorzystywanie dronów w obszarach takich, jak filmowanie, fotografia, monitoring, geodezja, kartografia, dokonywanie pomiarów czy prowadzenie inspekcji. Wykonywanie bezzałogowych operacji lotniczych w ramach codziennej działalności wiąże się ze zmianą profilu ryzyka danej firmy, a tym samym koniecznością dostosowania dotychczasowego programu ubezpieczeniowego, czyli np. rozszerzenie ochrony o ryzyko odpowiedzialności cywilnej osób eksploatujących bezzałogowe statki powietrzne czy też o ryzyko uszkodzenia tychże statków.

– Rynek ubezpieczeń nie zawsze nadąża za rozwojem nowych technologii, jak na przykład drony, nie antycypując tym samym ryzyka związanego z coraz szerszym zastosowaniem ich u klientów, niezależnie od branży – uważa Ewa Szymczak-Nowosielska, dyrektor działu ubezpieczeń majątkowych w firmie brokerskiej Willis Towers Watson.

Równocześnie w ubezpieczeniach majątkowych branża ubezpieczeniowa zachowuje dużą ostrożność. Jak zauważają brokerzy ubezpieczeniowi, na polskim rynku widać tendencję do budowania bezpieczniejszych i bardziej rentownych portfeli. Asekuratorzy są bardziej elastyczni wobec klientów bezszkodowych, ale mają twardsze podejście wobec podmiotów obarczonych szkodowością szczególnie frekwencyjną oraz reprezentujących trudniejsze branże takie jak produkcja, szczególnie ciężka, firmy komunalne, energetyka, nie wspominając o cenzurowanych rynku ubezpieczeniowego jak np. energetyka odnawialna.

Nie tylko cyber

Rozporządzenie RODO sprawiło, że coraz więcej mówi się o ubezpieczeniach od cyberryzyka, które mają chronić przedsiębiorstwo przed stratami finansowymi wynikającymi ze zdarzeń takich jak ataki hakerskie, włamania do systemów komputerowych, awarie infrastruktury IT czy wyciek poufnych danych. Ciągle jednak firmy z dużymi oporami decydują się na zakup tych ubezpieczeń, mimo że często o nie pytają.

Ubezpieczenia te są kosztowne, a nie zapewniają ochrony na wypadek wszystkich strat. Jak zauważa Piotr Golewski, specjalista z Marsh Polska, o ile polisy cyber dobrze chronią firmę przed szkodami takimi jak utrata zysku, roszczenia osób trzecich czy kary administracyjne, to strata finansowa do jakiej doszło wskutek działalności przestępców, którzy wykorzystując luki w systemach bezpieczeństwa i procedurach, ale przede wszystkim opierając się na słabości czynnika ludzkiego doprowadzili do wyłudzenia od niej pieniędzy lub zasobów, polisą cyber już nie będzie pokryta. Chodzi o tzw. Social Engineering Fraud (SEF) lub bardziej potocznie „wyłudzenie na prezesa”, chociaż metody, które stosują przestępcy są bardziej różnorodne. Na Zachodzie funkcjonuje także nazwa Business Email Compromise (BEC), która dotyczy szeroko pojętego fałszowania korespondencji firmowej. Celem oszustów podszywających się pod pracowników kadry kierowniczej lub kontrahentów jest wyłudzenie pieniędzy lub zdobycie cennych informacji, które mogą sprzedać na czarnym rynku lub będą mogły posłużyć im do szantażowania firmy.

Oznacza to, że pojawia się kolejny obszar do zagospodarowania przez ubezpieczycieli. Na Zachodzie ochronę w takich przypadkach zapewniają polisy od ryzyka przestępstw i sprzeniewierzenia, tzw. crime, u nas na razie w ofercie ma je zaledwie dwóch ubezpieczycieli, dlatego firmy szukające takiej ochrony bardzo często zwracają się w kierunku rynków zachodnich.

– Ostatnio obserwujemy także trend do łączenia polis cyber i crime w jednym produkcie ubezpieczeniowym, który kompleksowo obejmowałby ochroną zagrożenia związane z cyberprzestępczością. Kilku ubezpieczycieli jest już dosyć mocno zaawansowanych w przygotowaniach do wprowadzenia na rynek takiego produktu – mówi Piotr Golewski.

Problemy z ubezpieczeniem należności

Wraz ze wzrostem liczby przedsiębiorstw mających kłopoty z płynnością rośnie zainteresowanie firm ubezpieczeniem należności, które chronią przed ryzykiem niewypłacalności kontrahentów, a równocześnie ubezpieczyciele podnoszą ceny polis oraz stosują coraz surowsze kryteria przy udzielaniu ochrony.

O ile 2–3 lata temu asekuratorzy chętnie oferowali na naszym rynku polisy selektywne, czyli dające możliwość ubezpieczenia wybranej grupy odbiorców, to dziś podchodzą zachowawczo do potencjalnych klientów, a zdarza się, że wstrzymują się ze składaniem ofert. Jak zauważają brokerzy, większość negocjacji oznacza pogorszenie warunków programów ubezpieczeniowych, zarówno jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, jak i koszty czy limity.

Ubezpieczyciele coraz chętniej weryfikują kontrahentów swoich klientów i mniej chętnie ubezpieczają transakcje z klientem nienazwanym, czyli takie, gdzie transakcje ubezpieczane są ryczałtowo, bez badania wiarygodności firm.

Rynek dla firm jest trudny, więc szukają one nowych rozwiązań i starają się łączyć ubezpieczenie należności z różnymi formami finasowania jak np. faktoring.

Niższe koszty floty

Ostatnio głośno jest o telematyce, czyli rozwiązaniu umożliwiającym śledzenie stylu jazdy kierowców w zamian za niższą składkę. Mówi się o niej głównie w kontekście rozwiązań dla indywidualnych kierowców, mających na celu obniżenie składki dla osób jeżdżących bezpiecznie. Tymczasem w przypadku przedsiębiorstw telematyka ma znaczenie szersze zastosowanie i ubezpieczyciele powoli wchodzą też w ten obszar.

Rozwiązania pozwalające na monitorowanie stylu jazdy kierowców mają pozytywny wpływ na tzw. całkowity koszt posiadania floty (TCO), gdyż pozwalają optymalizować czas i trasę jazdy, wpływać na zużycie paliwa czy przede ograniczyć szkodowość. Obecnie telematyka w ubezpieczeniach dopiero raczkuje, ale ma ona przyszłość. Towarzystwa ostrożnie przyglądają się nowym rozwiązaniem i testują ich przydatność, np. wiążąc proponowane rozwiązania z grywalizacją użytkowników.

Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych uważa, że idealnym modelem w pierwsze fazie wdrażania telematyki wydaje się zaoferowanie przedsiębiorcom, po pierwsze obniżenia składki za sam fakt uruchomienia monitoringu stylu jazdy użytkowników pojazdów znajdujących się we flocie, a po drugie wskazanie możliwości dalszego jej zmniejszenia nie tylko w zależności od szkodowości, ale również bezpieczeństwa stylu jazdy.

Blockchain w ubezpieczeniach

Trwają dyskusje na temat przydatności technologii blockchain w ubezpieczeniach. Pojawiają się głosy, że w tej branży jest ona mało przydatna, ale są też opinie, że blockchain może zostać wykorzystany przy ubezpieczeniach o prostej konstrukcji dla ściśle określnych wypadków.

– Technologia sprawi, że uwiecznione zostaną warunki transakcji, a określone wydarzenie zainicjuje automatyczną wypłatę pieniędzy – tłumaczy Piotr Wójcik, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Odpowiedzialności Cywilnej w Axa.

Axa jest pierwszą firmą na świecie, która wykorzystała sprzedaż polis z wykorzystaniem technologii blockchain dla klientów indywidualnych. We Francji ubezpieczyciel ten sprzedaje ubezpieczenie od opóźnienia lotu. Wypłata odszkodowania uzależniona jest od spełnienia określonego warunku, w tym przypadku spóźnienia samolotu, niezależnie od straty, jaką poniesie klient, i odszkodowanie wypłacane jest automatycznie, natychmiast, gdy opóźnienie samolotu przekroczy 2 godziny.

Jak tłumaczy Piotr Wójcik, w przypadku ubezpieczeń dla firm można wyobrazić sobie, że dane meteorologiczne posłużą jako wyzwalacz wypłaty odszkodowania w ubezpieczeniach na wypadek jakichś zdarzeń pogodowych, np. ulewnych deszczy, albo nadzwyczajnych mrozów. Poza rolnictwem takim ubezpieczeniem mogą być zainteresowani np. inwestorzy budowlani, którzy obawiają się opóźnień na skutek złej pogody.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test