Gdyby słuchano księgowych nie byłoby kryzysu

11.05.2012
Pokusa nadużycia, brak ładu korporacyjnego, łączenie działalności bankowej depozytowej z inwestycyjną oraz doradztwa z audytem – takie źródła ryzyka gospodarczego widzą audytujący firmy biegli rewidenci.

(CC BY woodleywonderworks)


10 maja  „Parkiet” na pierwszej stronie poinformował, że notowana na GPW spółka Emperia domaga się 430 mln zł od audytora, Ernst & Young, za zwlekanie i żądanie wyższego wynagrodzenia przy audycie poprzedzającym sprzedaż hurtowej części Emperii – spółki Tradis.

Zbieg okoliczności sprawił, że kilka godzin później kilkuset audytorów, biegłych rewidentów zebrało się na konferencji, by omawiać przyczyny problemów firm, pod kątem możliwej kontroli ryzyka i nadużyć.

– Kiedy mamy kryzys to musimy myśleć w kategoriach rzetelnej księgowości, a nie zwariowanego rynku. Gdyby świat finansowy słuchał dobrych księgowych, to pewnie tego kryzysu by nie było – uważa Andrzej Raczko, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego.

Przekonuje, że kiedy rynek wariuje jedna z podstawowych kategorii rachunkowości – wartość godziwa (kwota, za jaką dany składnik majątku mógłby zostać wymieniony, a zobowiązanie uregulowane, na warunkach transakcji rynkowej pomiędzy zainteresowanymi i dobrze poinformowanymi stronami – przyp. red.) nie musi odpowiadać cenie rynkowej.

Szereg błędów doprowadził do kryzysu hipotecznego w Stanach Zjednoczonych  i kryzysu zadłużeniowego w Europie. W pierwszym przypadku złożyło się na to poluzowanie zasad dotyczących zdolności kredytowej, brak przejrzystości informacji, koncentrowanie się audytu zewnętrznego tylko na określonych elementach, a nie powiązaniach między nimi i przenoszeniu się ryzyka, a także dominacja transakcji OTC (ang. over the counter market – rynek pozagiełdowy), która po bankructwie Lehman Brothers doprowadziła do gwałtownego wzrostu popytu na gotówkę.

W strefie euro bezkarnie naruszano pakt stabilności i wzrostu, a agencje ratingowe na zasadzie efektu aureoli wystawiały najwyższe ratingi wszystkim krajom nie patrząc na ich wskaźniki gospodarcze i zadłużenie.

– W momencie kiedy okazało się, że mamy kryzys finansowy zaczęła powstawać spirala, czyli jak zaczęło być źle w sektorze finansów publicznych to się przenosiło na sytuację w sektorze finansowym, a jeżeli tam źle się działo to trzeba było go ratować, co się przekładało na pogłębienie trudności w sektorze publicznym – wyjaśnia Andrzej Raczko.

Optymistycznie wypowiadał się za to o polskiej gospodarce, której jedyną słabością  jest ilość walutowych kredytów hipotecznych. Co ciekawe pesymistą okazał się wiceminister finansów Mirosław Sekuła, choć zastrzegł, że to jego prywatna opinia.

– 850 mld zł długu publicznego to poważne zagrożenie, bo każdy ma przecież świadomość, że co roku coś dodajemy do tego zadłużenia. ZUS w zeszłym roku zebrał 101,6 mld zł, a świadczeniobiorcom wypłacił 162,7 mld zł, KRUS zebrał 1,4 mld zł, wypłacił 14,2 mld zł. Jeżeli do tego dołożymy bardzo mały, ale wynoszący 25 mld zł deficyt budżetu państwa w ubiegłym roku, to widać, że to generuje około 100 mld zł rocznie przyrostu zadłużenia. Główne ryzyko dla naszych finansów publicznych jest takie, że oscylator zadłużeniowy ciągle pracuje – mówi Mirosław Sekuła.

Siedem grzechów, które prowadzą do błędnej oceny ryzyka przy podejmowaniu decyzji wymienia prof. Aldona Kamela-Sowińska ze Stowarzyszenia Księgowych w Polsce, była minister Skarbu.

– Złe założenia makroekonomiczne. Utożsamia się rynek tylko z wolnością przepływu kapitałów;

– Zbyt duża wiara w modele matematyczne i komputerowe oceny ryzyka;

– Automatycznie utożsamia się stanowisko zajmowane przez menadżera z jego wiedzą i doświadczeniem, a nie zawsze to uzasadnione;

– Wtłacza się społeczeństwu przekonanie, że sprawozdania finansowe mają być zrozumiałe dla wszystkich, tymczasem to wiedza specjalistyczna;

– Bazuje się na pieniądzu jako na powszechnym mierniku wartości, a w dzisiejszych czasach wirtualnych transakcji finansowych jest on miernikiem wyobraźni;

– Definicja zysku jest zła. To nie różnica między przychodem, a kosztem, lecz różnica między kosztem historycznym nakładu na wyprodukowanie towaru, a jego ceną na rynku;

– Także aktywa należałoby inaczej zdefiniować, bo dziś posługujemy się tautologią „aktywa to są takie środki, które w przyszłości mają wypracować aktywa ekonomiczne”. Nic dziwnego, że sprawni księgowi mogą zaliczyć do tej kategorii niemal wszystko.

Z czwartym z tych grzechów polemizował Andrzej Nartowski, prezes Polskiego Instytutu Dyrektorów.

– Audytor nie jest kapłanem tajnej magii, jest sojusznikiem inwestora, sojusznikiem rynku – przekonuje. Uważa także, że droga do zaufania i ograniczania ryzyka wiedzie przez wzmacnianie ładu korporacyjnego.

Podobne wątki poruszyła na spotkaniu prof. Elżbieta Mączyńska z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

– Dlaczego ciągle nie ma decyzji oddzielenia bankowości inwestycyjnej od depozytowej? Dlaczego nowa definicja wartości godziwej nie jest lepsza od starej? Trzeba jak najszybciej wrócić do tradycyjnej rachunkowości  i oddzielić reguły dla sektora finansowego od reguł dla sektora realnego – mówi prof. Mączyńska.

W bankowości proponuje zaś powrót do tradycyjnego modelu „3-6-3”, czyli „na 3 proc. zbieraj pieniądze, na 6 proc. pożyczaj, o 3. po południu zbieraj manatki i idź do domu”.

W tym kierunku idą także proponowane regulacje Unii Europejskiej. Joanna Dadacz z departamentu rachunkowości Ministerstwa Finansów mówi, że UE rekomenduje tworzenie firm czystego przeznaczenia i oddzielenie audytu od doradztwa. Do 2014 roku zmieniona będzie także ustawa o rachunkowości. Firmy zostaną podzielone na mikro, małe, średnie i duże, a z każdym szczeblem będą rosły wymogi sprawozdawczości. Mikrofirmom wystarczą zaledwie dwie, trzy pozycje bilansowe i dwie, trzy pozycje z rachunku wyników.

– Unia Europejska zakłada brak zaufania do biegłego rewidenta – podsumowuje proponowane zmiany Joanna Dadacz.

Krzysztof Szwedowski z Kancelarii Komar/Szwedowski/Herman zauważa jednak, że jeśli chodzi o przestępstwa typu corporate fraud największe szkody mogą wyrządzić nie audytorzy, ani szeregowi pracownicy, ale menedżerowie.

– Dzielą oni los wyczynowych sportowców – jeśli w ciągu dwóch kwartałów nie mogą się wykazać rekordowymi wynikami, to się z nich rezygnuje. Stąd pokusa nadużyć – uważa Krzysztof Szwedowski.

Przytacza statystki, z których wynika że sprawcami tego rodzaju przestępstw są najczęściej mężczyźni, mający rodzinę, wierzący, o wyksztalceniu wyższym niż przeciętne, powyżej 60. roku życia. Pół żartem, pół serio można więc powiedzieć, że wreszcie wiemy kogo winić za kryzys.

Wypowiedzi pochodzą od uczestników konferencji „Ryzyko pod kontrolą – audyt dla bezpieczeństwa i rozwoju biznesu” zorganizowanej przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły