W greckiej tragedii ktoś musi stracić

29.06.2011
Na naszych oczach euro przestało odgrywać rolę narzędzia do wyrównywania między krajami różnic w rozwoju. Rozwiązaniem jest jednak większa integracja, a nie jej ograniczanie. Część greckich długów musi zostać umorzona, a kraj musi mieć dostęp do tańszych pożyczek - mówi Philip Whyte starszy analityk w londyńskim think-tanku Center for European Reform.

Strajki w Grecji już nikogo nie dziwią, ale w czasie wtorkowego strajku generalnego protestowali nawet aktorzy. (CC By-NC-ND Rude Cech)


29 czerwca, w środę, głosowanie nad pakietem reform w Grecji. Lepiej byłoby gdyby został on przyjęty czy odrzucony?

W krótkim terminie na pewno lepsze byłoby przyjęcie tych reform, bo ich odrzucenie otwiera drogę do najgorszych scenariuszy, łącznie z bankructwem kraju i jego konsekwencjami dla całej europejskiej gospodarki.

Czy ktoś jednak policzył co będzie mniej kosztowne – co najmniej dwa plany ratunkowe po 110 mld euro czy następstwa bankructwa?

Oba scenariusze są bardzo kosztowne. Nie ma już idealnych rozwiązań. Ktoś musi stracić pieniądze. Niemcy, Francja i Holandia walczą teraz aby to nie ich banki i ich podatnicy musieli płacić za wszystko. Z punktu widzenia polityki łatwo takie dążenie zrozumieć.

Jak ocenia Pan sam pakiet reform? Czy obniżenie wydatków o ponad 28 mld euro i prywatyzacja wartości 50 mld jest tym czego Grecja najbardziej potrzebuje?

Nie da się jednym głosowaniem cofnąć wieloletnich zaniedbań. Grecja popadła teraz w kryzys płynności – obcina wydatki żeby spłacić długi, a to powoduje spowolnienie gospodarcze i dalsze narastanie długów. Jest w śmiertelnej pułapce i tym czego najbardziej potrzebuje żeby się z niej uwolnić jest wzrost gospodarczy.

Jak go jednak wywołać w kraju zadłużonym, z tak małym eksportem?

To niezmiernie trudne. Po pierwsze, jak już powiedziałem część długów musi zostać wymazana. Nie da się spłacić zadłużenia na ponad 140 proc. PKB, kiedy wzrost gospodarczy będzie spadał. Po drugie Grecja musi mieć dostęp do tańszych pożyczek – nie do rynkowo oprocentowanych obligacji, ale do tych preferencyjnych z Międzynarodowego Funduszu Walutowego i instytucji Unii Europejskiej. Po trzecie i najtrudniejsze Grecja musi pokazać odpowiedzialność, czyli przeprowadzić rzeczywiste bolesne reformy, zwalczyć korupcję, zadbać o przejrzystość.

Co powinno się zmienić w polityce gospodarczej Unii Europejskiej po greckim kryzysie?

Strefa euro zawsze będzie trochę trzeszczeć w szwach, integruje bowiem różne gospodarki. Pewne jest, że na naszych oczach euro przestało odgrywać rolę narzędzia do wyrównywania różnic poziomów rozwoju między krajami. Okazuje się, że pieniędzy nie można dawać za darmo, że za unią walutową musi pójść także unia fiskalna.

Bank Goldman Sachs idzie jeszcze dalej i rekomenduje wspólnego ministra finansów strefy euro i wspólne europejskie obligacje.

To dobry pomysł. Zastanawiałbym się co prawda nad jednym ministrem finansów, ale na pewno wspólne obligacje strefy euro poprawiłyby sytuację – równomiernie rozłożyły ryzyko na większą liczbę krajów.

George Soros twierdzi, że potrzebujemy „mechanizmu wyjścia” ze strefy euro.

Na pewno wielu marzy o takim rozwiązaniu. Najmocniej chyba niemieccy podatnicy. Zaraz po nich podatnicy greccy. W obu przypadkach to jednak złudne marzenia. Niemcy dzięki euro osiągnęły przecież także korzyści, Grecy zaś nie mają alternatywy. Wyobraźmy sobie, że wracają do drachmy – w wyniku zawirowań po wyjściu ze strefy euro jej kurs dramatycznie spadnie, ludzie zaczną wycofywać pieniądze z greckich banków i umieszczać je w sąsiednich krajach. I wtedy dopiero Grecja przekona się czym jest prawdziwy kryzys.

Rozwiązaniem jest zatem większa integracja, a nie jej ograniczanie?

Tak. Jeśli jakieś państwa mają wspólną walutę powinny myśleć też o wspólnej polityce fiskalnej, o wspólnych instytucjach. Unii Europejskiej potrzeba większej integracji ekonomicznej i instytucjonalnej.

To może Wielka Brytania powinna przystąpić do strefy euro?

Ciężko mi wypowiadać się za brytyjskich polityków. U nas ta debata wciąż jest żywa. Osobiście mam wiele sympatii dla idei wspólnej waluty, ale widzę też jej wady. Dzisiejsza strefa euro działa na zasadzie „wszystko albo nic”, to taki w połowie wykończony dom. Mam jednak nadzieję, że ten kryzys przyczyni się do dyskusji nad tym jak prawidłowa integracja powinna wyglądać.

Rozmawiał Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test