Gruzińskie marzenie w rękach miliardera

27.11.2012
Kariera biznesowa nowego premiera Gruzji, Bidziny Iwaniszwili, pozwala sądzić, że potrafi on zachować zdobycze Gruzji z ostatnich lat. A kariera polityczna wcale nie wskazuje na to, aby miał ulegać Moskwie. Jego wyborcy oczekują, że w polityce państwa dokona korekt odpowiadających jego prywatnym osiągnięciom na polu gospodarczym.

Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji i premier Gruzji Bidzina Iwaniszwili (CC By-NC-ND European External Action Service)


Wynik wyborów parlamentarnych w Gruzji (odbyły się 1 października) zaskoczył wielu obserwatorów. Wyzwolił falę spekulacji, co do dalszego kursu politycznego Gruzji, szczególnie jej stosunków z Rosją, które od czasu „wojny pięciodniowej” w 2008 r. nacechowane są otwartą wrogością.

W wyborach zwyciężyła koalicja Gruzińskie marzenie (GM) pod przywództwem miliardera Bidziny Iwaniszwili, opozycyjna wobec dotychczasowej partii władzy, Zjednoczonego Ruchu Narodowego (ZRN) Micheila Saakaszwili. Zwycięstwo GM było wyraźne – koalicja uzyskała 54,85 proc. głosów, podczas gdy ZRN – tylko 40,43 proc.

Aby właściwie ocenić wagę wydarzeń, należy bliżej przyjrzeć się przemianom jakie w ostatnich latach nastąpiły w Gruzji. Początek zmian był dla tej byłej republiki sowieckiej wyjątkowo niekorzystny. Rozpad ZSRR, wojna domowa i problemy separatyzmu małych autonomii fatalnie odbiły się na gospodarce. Utrata uprzywilejowanej pozycji dostawcy tradycyjnych produktów, takich jak herbata, wino, mandarynki, kwiaty, a także gwałtowne zmniejszenie ruchu turystycznego spowodowały w pierwszym okresie przemian, do 1994 r., spadek PKB Gruzji aż o 70 proc.

Rozwój usłany nie tylko różami

Po „rewolucji róż” w 2003 r. Gruzja weszła w okres dynamicznego rozwoju. Tempo wzrostu, wobec bardzo niskiego poziomu wyjściowego, należało do najwyższych w świecie. Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w najlepszym 2007 r. wzrost PKB wyniósł 12 proc. Budżet państwa wzrósł w latach 2003-2009 z 400 mln dol. do 4 mld dol., a średnia płaca zwiększyła się czterokrotnie. Amerykańska agencja USAID określiła nawet gruzińskie reformy jako „najgłębsze i najszybsze reformy przeprowadzone w świecie w ostatnich 50 latach”.

Prezydent Micheil Saakaszwili posiadał ambicje zbudowania pierwszego rzeczywiście demokratycznego państwa na Kaukazie, a elita snuła marzenia o osiągnięciu poziomu Singapuru i Hongkongu.

Cóż złożyło się na taki spektakularny sukces Gruzji? Po pierwsze głęboka liberalizacja i deregulacja gospodarki – w krótkim czasie zlikwidowano 84 proc. licencji i zezwoleń, przy pomocy których państwo regulowało aktywność prywatnego biznesu. Działalność gospodarcza prowadzona jest na zasadzie „jednego okienka”, rejestracja samochodu zajmuje 15 minut, a własności działki 4 dni. Wyciąg z rejestru można uzyskać w Narodowej Agencji Rejestru Publicznego za pośrednictwem specjalnego terminalu, Internetu, a wkrótce przez bankomat. Celem jest maksymalna przejrzystość i uproszczenie procedur.

Warunki rejestracji firm krajowych i zagranicznych są jednakowe, sprowadzają się do 4 czynności i zajmują cztery dni. Cudzoziemcy mogą pracować bez zezwoleń na pracę, bez ograniczeń dla transferu kapitału za granicę oraz przy zakupie ziemi i nieruchomości.

W dziedzinie tworzenia sprzyjającego klimatu dla biznesu Bank Światowy przyznał Gruzji w bieżącym roku 11. miejsce w świecie, przed Szwajcarią, Francją, Niemcami i Japonią. Gruzja zlikwidowała służby pasożytujące na biznesie takie jak inspekcję sanitarną i pożarniczą oraz dziesiątki innych i wbrew krytykom nie doprowadziło to do żadnej katastrofy.

Liczba podatków zmniejszyła się z 21 do 6 najważniejszych – m.in. dochodowego, VAT-u, od nieruchomości i cła (przy znacznym zmniejszeniu taryf i zerowej stawce celnej na 90 proc. towarów). Zwiększyło to skuteczność ściągania podatków z 10 proc. do niemal 100 proc. Magazyn „Forbes” w roku bieżącym określił Gruzję jako najbardziej liberalny system podatkowy w Europie i czwarty w świecie, po Katarze, ZEA i Hongkongu.

Sprzedać wszystko bez łapówek

Do sukcesu Gruzji przyczynił się proces prywatyzacji. Były minister gospodarki, Kakha Bendukidze powiedział, że „Gruzja powinna sprzedać wszystko prócz sumienia”. Od 2003 r. sprywatyzowano 4 tys. przedsiębiorstw. Inwestorami są Arabowie, Turcy, Ukraińcy i Rosjanie, którzy zarządzają m.in. sieciami elektroenergetycznymi (RAO-JES). Są plany prywatyzacji obiektów strategicznych – gazociągu Mozdok-Tbilisi-Erewań, kolei oraz służb lotniczych.

Kolejnym elementem polityki Saakaszwili była walka z korupcją, jedną z najwyższych w strefie postsowieckiej. Czystka i zmniejszenie aparatu o 20 proc. pozwoliło na znaczne podniesienie pensji urzędnikom. Ale ich uprawnienia zostały ograniczone. Aresztowano setki merów, gubernatorów, ministrów i sędziów. Zlikwidowano starą policję drogową, powołując w jej miejsce nową, znacznie mniej liczną, za to doskonale wyposażoną i opłacaną, co radykalnie podniosło jej efektywność. Uchodzi to za największe osiągnięcie Saakaszwili i przedmiot zazdrości innych państw postsowieckich.

Poprawa wyników pracy dotyczy także całego MSW, któremu udało się zwalczyć zorganizowaną przestępczość, a liczba skazanych gangsterów wzrosła z 5 do 20 tys. Według Transparency International, pod względem ograniczenia korupcji i przestępczości Gruzja stała się wiodącym państwem postsowieckim, nie licząc państw bałtyckich.

Nie wolno jednak zapominać, że reformy gospodarcze zostały przeprowadzone przez autorytarny reżim polityczny, na który składały się: hegemonia partii władzy ZRN, kontrola nad systemem sądownictwa, represje wobec przeciwników politycznych, kontrola telewizji i innych mediów, nieproporcjonalne nakłady na MSW (sięgające 11 proc. dochodów państwa), przygotowywanie zmian konstytucyjnych, umacniających władzę premiera, którym po opuszczeniu urzędu prezydenta miał zostać Saakaszwili.

Problem polega jedynie na tym, czy bez klarownej koncepcji, determinacji i silnego przywódcy można było w ogóle podjąć próbę reanimacji organizmu państwowego, walki z biurokracją, korupcją, społeczną apatią.

Opozycyjna strona medalu

Ale jest pytanie czy optymistyczny obraz gruzińskich reform, kreowany przez władze i wzmacniany przez zachodnie agencje ratingowe, jest prawdziwy.

Przeciwnicy Saakaszwili kreślą bowiem obraz sytuacji daleki od urzędowego. Twierdzą, że w Gruzji „cudu gospodarczego” nie ma i nie będzie. Według ich ocen inwestycje zagraniczne nie trafiają do realnego sektora gospodarki, lecz do sektora finansowego i sfery usług (wyjątek stanowią niemieckie inwestycje w produkcję cementu).

Powołują się na raport UE z 2008 r., w którym wskazano, iż źródłem wzrostu w Gruzji są pożyczki zagraniczne i ekspansja sektora finansów. Obcych inwestorów przyciąga głównie niska cena ziemi i tania siła robocza. Tradycyjne gałęzie przemysłu (oprócz żywnościowego), takie jak metalurgiczny i chemiczny, tkwią w zastoju. Połowa dochodów państwa pochodzi z tranzytu ropy i gazu, dzięki korytarzom transportu: Baku-Tbilisi-Ceyhan i Baku-Tbilisi-Erzerum.

Proces reform w Gruzji, punktuje opozycja, od początku był uzależniony od zasilania zewnętrznego. Władze otrzymywały znaczące środki od MFW (500 mln dol.), BŚ (750 mln dol.), EBOR, USAID (1,5 mld dol.), KE itd. Na samo przezwyciężenie skutków wojny z Rosją donatorzy przekazali Gruzji w latach 2008-2010 kwotę 4,5 mld dol., podczas gdy faktyczne straty oceniono na 130 mln dol. Połowę tej sumy stanowił grant, a resztę niskooprocentowany kredyt. Roczna wielkość tej pomocy stanowiła zatem 20 proc. PKB Gruzji. Poważny wkład w gospodarkę kraju posiada także gruzińska diaspora, która liczy ponad 1,6 mln osób czyli ponad 25 proc. obywateli kraju. Wychodźcy tylko w 2007 r. przekazali do kraju sumę 860 mln dol.

Tyłem do Moskwy

Bardzo poważny problem stanowi oczywiście zależność od rynku rosyjskiego. Embargo na gruzińskie wina i wody mineralne oraz przerwanie komunikacji pocztowej i transportu przynoszą Gruzji roczne straty w wysokości 250 mln dol. Eksport wina, który spadł z powodu embarga 5-krotnie, lekko poprawił się dopiero w tym roku.

Trudna sytuacja panuje na rynku zbóż. Rosyjska pszenica ma w tym roku bardzo wysokie ceny, co znacznie zwiększyło w Gruzji ceny chleba i kasz. Zmusiło władze do szukania alternatywy dla tradycyjnych zakupów w Rosji.

Gruzja poniosła stosunkowo niewielkie straty z powodu światowego kryzysu gospodarczego (3,5 proc. wzrost PKB), ale stan jej ekonomiki jest słaby. Deficyt budżetowy sięga 10 proc. PKB, niezwykle niekorzystny jest bilans handlowy – import 4-krotnie przewyższa eksport, a ujemne saldo stanowi prawie 30 proc. PKB. Poziom PKB per capita wynosi w Gruzji zaledwie 4,5 tys. dol., co daje jej 149 miejsce w świecie, na 228 państw. W gronie krajów postsowieckich Gruzja wyprzedza w tym zakresie tylko Kirgistan, Mołdawię i Uzbekistan, a pozostaje w tyle za swymi sąsiadami – Azerbejdżanem i Armenią.

Ogólnej biedzie towarzyszy wysokie bezrobocie (oficjalnie ok. 17 proc., realnie znacznie wyższe) i bardzo wysokie zadłużenie zagraniczne, sięgające 9 mld dol., co stanowi ponad 80 proc. PKB. Równocześnie sytuacja polityczna skłania władze do stałego zwiększania wydatków na cele wojskowe. W ciągu sześciu lat wzrosły one z 0,78 proc. do 9,5 proc. PKB.

(oprac.graf. Darek Gąszczyk/CC by ritingon)

Obecna kondycja społeczeństwa jest wciąż słaba, a dynamika rozwojowa ostatnich lat posiada także ciemne strony. Stwarza napięcia społeczne, które ujawniły się z całą ostrością podczas wyborów parlamentarnych.

Jak do tego doszedł

Zdecydowane zwycięstwo nowego w polityce człowieka, jakim jest Bidzina Iwaniszwili, skłania do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o jego proweniencję. Uwzględniając stan stosunków rosyjsko-gruzińskich, szczególnie stosunek Moskwy do Saakaszwili, a także fakt iż główne źródło wielkiego majątku Iwaniszwili znajdowało się w Rosji, wielu obserwatorów od razu dojrzało w zmianie władzy „długą rękę Moskwy”. Potraktowało nowego premiera jako klasyczny „projekt kremlowski”.

Bliższa analiza kariery nowego premiera nakazuje jednak ostrożność w formułowaniu takich wniosków. To raczej utalentowany self-made man. Bidzina (Borys) Iwaniszwili pochodzi ze wsi Czorwila, w regionie Saczcheri, jego ojciec był górnikiem w kopalni manganu. Bidzina ukończył uniwersytet w Tbilisi, a następnie studia doktoranckie w Instytucie Naukowo – Badawczym Problemów Pracy w Moskwie, ma stopień doktora nauk ekonomicznych. Jako student w Tbilisi utrzymywał się z ciężkiej pracy fizycznej.

W początkach wolnego rynku w ZSRR zorganizował spółdzielnię produkcji węży ogrodowych, handlował techniką komputerową, pracował w Centrum Informacji Handlowej, w federacji filmowców amatorskich w Stowarzyszeniu Przyjaciół Kina i w spółdzielni Agroprogress, gdzie poznał swego przyszłego wspólnika w biznesie, Witalija Małkina.

W 1990 r. założył z nim bank Rossijskij kriedit. Z czasem stał się głównym udziałowcem banków MarkPolBank i Impeksbank (w 2007 r. wszedł do Reiffeisen Bank Austria). Iwaniszwili operował także na rynku metali. Poprzez holding Metałłoinvest, od 1997 r. zarządzał swoimi aktywami w przemyśle i nieruchomościach (od 2004 r. przeniósł te aktywa do kompanii Unikor). Miał liczne zakłady metalowe i w przemyśle gumowym w kilku rosyjskich guberniach. Od 2000 r. posiadał także udziały w kombinacie metalowym Stojlenskij.

Do niego należała korporacja rolna „Stojlenskaja niwa”, a w 2002 r. Iwaniszwili zorganizował sieć aptek Doktor Stoletow. Posiadał też niewielkie pakiety akcji (po 1 proc.) w wielkich rosyjskich firmach energetycznych – Gazprom, Łukoil i RAO-JES, Surgutnieftiegaz i innych. W biznesie hotelarskim – miał udziały w hotelach Mińsk i Centralnaja w Moskwie. We wszystkich tych kompaniach zajmował kierownicze stanowiska w zarządach lub radach nadzorczych, zdobywając olbrzymie doświadczenie.

W jego karierze są tajemnicze epizody, jak na przykład wyjazd do USA i Francji w 1994 r., gdzie nabywał nieruchomości. Ale dość trudno jest dowieść poważnych związków z rosyjską polityką, które mogłyby wskazywać na możliwość sterowania przez Moskwę jego obecną działalnością. Jedyny znany przykład tego rodzaju stanowi jego poparcie w wyborach prezydenckich 1996 r. dla generała Aleksandra Lebiedia, który w II turze poparł Jelcyna i uzyskał stanowisko gubernatora Krasnojarskiego Kraju.

Iwaniszwili unikał też związków ze służbami specjalnymi. W 1993 r. zwrócił się do szefa Zarządu do Walki ze Zorganizowaną Przestępczością, Władimira Ruszajły (potem min. spraw wewnętrznych FR) o stałą płatną ochronę przed rekietierami – członkami rosyjskiej mafii. Jednak w 1997 r. ludzie Ruszajły, zamiast ochraniać, zaczęli brać łapówki od dłużników Iwaniszwili, co doprowadziło do zerwania współpracy.

Iwaniszwili posiadał także od lat 90-tych liczne aktywa w Gruzji. Były to grupa finansowo-przemysłowa Kartu Group, z kompanią spożywczą Tolia i bankiem Kartu, firmy rolne i budowlane, największa w Gruzji piwnica winna wraz z 300 ha winnic, strefa rekreacyjna Kwawilnari na brzegu morza Czarnego, Dziewiąty kanał TV.

Nowy premier zasłynął z działalności charytatywnej. Finansował za setki milionów dolarów budowę wielu obiektów kulturalnych i infrastruktury , m.in. rekonstrukcję państwowej sali koncertowej w Tbilisi, budowę ośrodka dziecięcego „Cicinatela”, restaurację ponad 200 cerkwi, w tym głównego soboru katedralnego Sameba.

Do polityki bez rosyjskich aktywów

Jego dotychczasowa aktywność polityczna nie miała charakteru prorosyjskiego. Popierał i finansował Saakaszwili podczas „rewolucji róż”, a potem finansował partie liderów „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie – Julię Tymoszenko i Wiktora Juszczenko.

W 2004 r. wrócił do Gruzji, by osiedlić się w rodzinnej wsi. Przed rozpoczęciem otwartej działalności politycznej sprzedał wszystkie swoje aktywa w Rosji (ostatnie we wrześniu 2012 r., choć brytyjski „Guardian” twierdzi, że nadal posiada on duży pakiet akcji Gazpromu). Wśród nabywców są zarówno Amerykanie jak i należący do najbogatszych rosyjskich oligarchów Władimir LisinAliszer Usmanow. Nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo wyborcze Iwaniszwili zawdzięcza nie tajnym machinacjom Rosji, lecz swoim zdolnościom politycznym i negocjacyjnym, które pozwoliły mu zjednoczyć dotychczas rozproszone i skłócone siły opozycji.

Nic nie wskazuje także na prorosyjską orientację jego polityki jako nowego szefa rządu Gruzji. Zapowiedział wprawdzie potrzebę normalizacji stosunków z Rosją, ale szanse na to są znikome, ponieważ jako warunek stawia reintegrację Abchazji i Osetii Płd. z Gruzją. Odrzucił nawet możliwość złożenia wizyty w Moskwie, póki posiada ona swe ambasady w Abchazji i Osetii Płd.

Rosja pozostawia sobie oczywiście instrumenty typu soft power, w postaci obietnic podjęcia rozmów na temat powrotu gruzińskich win, wód mineralnych i owoców cytrusowych na swój rynek. Jednak uwzględniając drugorzędne dla Rosji znaczenie współpracy gospodarczej z Gruzją, należy wątpić w szybkie sfinalizowanie tych rozmów, zwłaszcza po deklaracjach Iwaniszwili zachowania kursu na przystąpienie do UE i NATO.

Zachód być może był nieco zaskoczony porażką swego faworyta Saakaszwili w wyborach, ale zdecydowanie postawił na pryncypia, wysoko ceniąc pokojowe przekazanie władzy i dochowanie wszelkich demokratycznych procedur, co na Kaukazie stanowi absolutny ewenement. Cieniem na obecne stosunki USA i UE z nowymi władzami kładą się tylko liczne aresztowania przedstawicieli byłych władz – w tym b. ministra obrony i spraw wewnętrznych Baczo Achałaja, zastępcy mera Tbilisi, byłego wiceministra spraw wewnętrznych Szoty Chizaniszwili, oraz byłego szefa generalnej inspekcji MSW Tengiza Gunawy. Zdymisjonowany premier Gruzji, sekretarz generalny ZRN Wano Merabiszwili uważa te działania za początek prześladowania opozycji politycznej i ustanowienia dyktatorskiego reżimu w Gruzji. Obecnie trudno o konkretną prognozę w tej kwestii.

Historia państw kaukaskich nie napawa optymizmem. Prowadząc demokratyczną kampanię wyborczą i pokojowo ustępując ze stanowiska, Micheil Saakaszwili stworzył pozytywny precedens dla tego regionu. Należy mieć nadzieję, że jego następca potrafi zachować zdobycze ostatnich lat, dokonując korekt w polityce państwa odpowiadających jego osobistym osiągnięciom na polu gospodarczym.

Autor jest znawcą Rosji i krajów dawnego ZSRR. Politolog, były ambasadorem RP w Armenii i Mołdawii, pracował w ambasadzie w Moskwie. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim, SGH i Collegium Civitas.

OF


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test