Obserwator Finansowy logo

Przy spadkach cen kryptowalut inne aktywa wydają się bezpieczne

22.02.2018
Największa bańka w historii ludzkości pęka – napisał na Twitterze ekonomista Nouriel Roubini nie ukrywając radości. Po niebywałym wzroście notowań w 2017 r., rzeczywistość brutalnie przypomniała inwestorom na rynku kryptowalut, że ceny mogą również spadać.


Jeszcze w połowie grudnia cena Bitcoina zbliżała się do 20 tys. dol. Do 6 lutego spadła do poziomu 6 tys. dol., później odrobiła część straty.

Bitcoin nie jest jedyną cyfrową walutą, której notowania spadły. Z danych przedstawionych przez portal CoinMarketCap wynika, że całkowita kapitalizacja rynkowa kryptowalut zmniejszyła się w tym roku o ponad połowę, do poziomu poniżej 400 mld dol. Ten spadek nastąpił w kontekście licznych ataków hakerskich, oskarżeń o oszustwa i coraz bardziej restrykcyjnych regulacji.

Być może najpoważniejsze zarzuty dotyczą firmy Tether, emitującej wirtualną walutę o tej samej nazwie. Tether pozwala użytkownikom na przenoszenie pieniędzy pomiędzy giełdami i kryptowalutami, bez konieczności ich wymiany na pieniądz fiducjarny (tj. emitowany przez bank centralny).

Teoretycznie każdy Tether jest warty jednego dolara amerykańskiego, a firma posiada wystarczającą ilość twardej waluty, aby je wszystkie odkupić. Ale krytycy twierdzą, że ta kryptowaluta mogła po prostu zostać wykorzystana do wspierania Bitcoina. Ich zdaniem podejrzanie duże ilości Tethera emitowano za każdym razem, gdy cena Bitcoina była niska, po czym wymieniano na Bitcoiny na dużej giełdzie walut Bitfinex.

Nie wiadomo, czy Tether rzeczywiście dysponuje 2,2 mld dol. potrzebnymi do pokrycia wyemitowanych tokenów. Zdaje się, że relacje firmy z jej audytorem zostały w ostatnich miesiącach zakończone. Firma milczy (w tym w odpowiedzi na pytania skierowane przez The Economist).

Zarówno Tether jak i Bitfinex – które według doniesień z rynku mają tego samego szefa – są obecnie przedmiotem dochodzenia organów regulacyjnych w Stanach Zjednoczonych. Jeśli podejrzenia okażą się prawdziwe, może nastąpić dalszy odwrót od kryptowalut.

Dozór może skutecznie ograniczać rozwój kryptowalut

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejne złe wieści dla tej branży. W Japonii władze dokonały nalotu na biura wirtualnej giełdy Coincheck, gdy po największej w historii kryptowalut kradzieży zniknęło 530 mln dol.

W Stanach Zjednoczonych na podstawie zarzutów dotyczących oszustwa organa regulacyjne zablokowały „pierwszą ofertę monet” (w ramach której firma gromadzi fundusze poprzez sprzedaż cyfrowych „tokenów”), organizowaną przez AriseBank. Ponadto platforma BitConnect, pożyczająca kryptowalutę klientów w zamian za comiesięczne odsetki, upadła w połowie stycznia po pojawieniu się zarzutów, że działała na zasadzie piramidy finansowej. W szczytowym okresie firma wyceniana była na ok. 2,5 mld dol.

Swoje opinie na temat kryptowalut wciąż przedstawiają także organa regulacyjne. Szef Banku Rozrachunków Międzynarodowych Agustín Carstens ostrzegł, że Bitcoin „stał się połączeniem bańki, piramidy finansowej i katastrofy ekologicznej” i opowiedział się za zaostrzeniem nadzoru.

Bank centralny Malezji wprowadza regulacje dotyczące kryptowalut

Władze krajowe chętnie odpowiadają na takie wezwania. Chińscy regulatorzy już zakazali handlu kryptowalutami na platformach krajowych i zagranicznych, a minister finansów Indii obiecał rozprawić się z wykorzystywaniem kryptowalut w działalności przestępczej. W Stanach Zjednoczonych szefowie dwóch organów regulacyjnych, Commodities Futures Trading Commission oraz Securities and Exchange Commission, zeznawali przed komisją amerykańskiego Senatu. Zgodzili się co do potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa inwestorom, które zarazem nie dławiłoby innowacyjności.

Również banki wyczulone są na możliwe problemy wynikające z potencjalnych strat, szczególnie w przypadku niezabezpieczonych pożyczek, lub związane z naruszeniem przepisów dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy. Niektóre z nich, jak Citigroup i JPMorgan Chase w Stanach Zjednoczonych, oraz Lloyds w Wielkiej Brytanii, zdecydowały się na niecodzienny krok polegający na zakazaniu swoim klientom kupowania kryptowalut za pomocą ich kart kredytowych.

Zagorzali zwolennicy kryptowalut, przez Nouriela Roubiniego określani mianem „krypto-szaleńców”, postrzegają takie ograniczenia jako typową reakcję zwrotną, której celem jest zasianie strachu przed przełomową technologią (disruptive technology).

Ale bardziej umiarkowani zwolennicy kryptowalut przyznają, że regulacja może pomóc. Albert Wenger, z funduszu venture capital Union Square Ventures, twierdzi, że przygotowanie zasad ułatwiających inwestorom rozróżnianie dobrych i złych projektów będzie wymagało czasu, ale powinny one ostatecznie pozytywnie wpłynąć na rynek. Większa pewność regulacyjna może przekonać do zaangażowania nawet konserwatywnych inwestorów instytucjonalnych wskazuje Matthew Goetz z firmy inwestycyjnej BlockTower Capital.

Ostatecznie obawy dotyczące giełd i oszustw nie są niczym nowym. Notowania Bitcoina spadły o 85 proc. w latach 2013-2015, po tym, jak największa wówczas giełda walut wirtualnych Mt Gox została zahakowana i upadła.

Spadki cen mogły jednak odstraszyć niektórych inwestorów. Sarit Markovich z Wydziału Zarządzania (Kellogg School of Management) na Uniwersytecie Northwestern twierdzi, że wielu inwestorów detalicznych kupowało kryptowaluty nie na podstawie racjonalnych kalkulacji, ale z powodu strachu przed przegapieniem dobrej sposobności. Teraz nauczyli się, że kryptowaluty nie są niezawodną inwestycją. Fakt, że notowania giełd i kryptowalut spadły jednocześnie 5 lutego pozwolił także zrewidować inne przekonanie: że Bitcoin, jako odpowiednik „cyfrowego złota”, skorzystałby na ucieczce w kierunku aktywów bezpiecznych.

© [2018] The Economist Newspaper Limited.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Artykuł opublikowany na licencji, tłumaczenie NBP. Oryginał w j. angielskim znajduje się na stronie www.economist.com


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły