Czy Polska jest nieatrakcyjna

02.06.2011
Potencjał waszego kraju jest olbrzymi, ale go nie wykorzystujecie. Pod względem bezpośrednich inwestycji zagranicznych liczonych jako procent PKB Polska wypada słabo na tle regionu. Cień na atrakcyjność inwestycyjną kraju rzucają konflikty z międzynarodowymi koncernami – mówi w wywiadzie ekonomista Robert Shapiro, którego raport o nieatrakcyjności inwestowania w Polsce wywołał ostrą dyskusję i reakcję wskazanych firm.

Do tej pory inwestorzy cenili sobie Polskę. Takich fabryk powstało setki. Na zdjęciu: fabryka Broen w Dzierżoniowie fot. WSSE


Obserwator Finansowy: Przedstawiony przez CEIS (Council for European Investment Security) raport ukazuje Polskę jako kraj nieprzychylny inwestorom i stawia ją zaraz obok Bośni i Hercegowiny czy Portugalii. Czy naprawdę uważa pan, że Polska jest w tej grupie krajów ryzyka? Jest przecież wiele statystyk, z których wynika, że nasz kraj jest dobrym miejscem na lokowanie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Pozytywne rankingi są błędne?

Robert Shapiro: Przez ostatnie dwadzieścia lat Polska zrobiła doskonałą robotę i ominęło ją wiele kryzysów gospodarczych. Na początku lat 90. po upadku ZSRR Polska podjęła kilka mądrych decyzji, jak pro-zachodnie, pro-rynkowe reformy gospodarcze, w których wyniku nastąpił wzrost gospodarczy, wzrost handlu i, co ważne, wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Polska jest wyszczególniona na stronie CEIS, bo – biorąc pod uwagę jej sukcesy w porównaniu z sąsiadującymi krajami, szczególnie z Europy Wschodniej – ma wiele do stracenia, jeśli nie będzie uczciwie załatwiać konfliktów z międzynarodowymi firmami, chronić inwestorów i przestrzegać wywiązywania się z umów. To nie znaczy, że gospodarczo jest to złe miejsce – to znaczy, że warunki, które panują w Polsce powinny zaniepokoić w świetle szans większego wzrostu modernizacji i rozwoju.

Jakie wskaźniki bierze pan pod uwagę, żeby ocenić klimat inwestycyjny?

Jedną z podstawowych danych, które brałem pod uwagę, gdy przeprowadzałem badanie do raportu był poziom BIZ jako procent PKB. Ten wskaźnik dla Polski był dość niski w porównaniu z wieloma innymi gospodarkami Europy Środkowej i Wschodniej. Przyglądam się też dokładnie statystykom Banku Światowego, Światowego Forum Gospodarczego, OECD, które są publicznie dostępne na ich stronach. Rankingi egzekwowania umów, ochrony inwestorów, warunków prowadzenia biznesu, poziom bezrobocia, itd., wszystkie one są ważne i wszystkie je zbadałem przygotowując raport.

W filmie, który opublikował pan w Internecie mówi pan, że polska gospodarka rośnie wolniej od słowackiej i węgierskiej. Na jakich statystykach pan się opiera? Pod względem wzrostu PKB Polska nadal jest liderem – prognozy na I kw. 2011 r. to 3,8 proc., wobec 2,2 na Węgrzech i 3,6 na Słowacji.

Proszę nie zapominać, że mój raport jest o bezpośrednich inwestycjach zagranicznych więc kiedy mówię, że Polska rośnie wolniej od Węgier czy Słowacji, mówię o wzroście BIZ w odniesieniu do PKB. Pod tym względem Polska odstaje od innych krajów. Te dane pochodzą ze statystyk Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju z 2011 roku.

W swoim raporcie o Polsce wymienia pan – i to kilkakrotnie – konflikt między TP SA, a duńskim dostawcą telekomunikacyjnym DPTG. Ten jeden przykład jest według pana dowodem, że klimat inwestycyjny w Polsce jest zły. Czy to na pewno wystarczy do wyciągania takich wniosków?

W moim raporcie jest mowa o kilku przypadkach z całego świata, które na klimat inwestycyjny mają podobny wpływ co konflikt między TP SA a DPTG. Na przykład w Indiach trwa konflikt między Vodafone a rządem, który żąda od telekomu podatku od zysków kapitałowych. Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Indiach spadły w ubiegłym roku o 31 proc., a media przypisują to właśnie problemom telekomu. Podobnie jest z napływem inwestycji w Ekwadorze: branża energetyczna ucierpiała przez konflikt między osobami prywatnymi a Chevronem w związku z zanieczyszczeniem środowiska w latach 90. Konflikt TP SA – DPTG, to świetny przykład potwierdzający szerszą tezę. Jak podkreślam w raporcie, klimat inwestycyjny psuje się, gdy firmy i międzynarodowi inwestorzy nie ufają, że środowisko, w którym mają inwestować jest dobre i ostatecznie lokują pieniądze gdzie indziej. Konflikt TP SA obrazuje to jasno. Nie ma dla mnie znaczenia, jak zakończy się ta sprawa. Nie obchodzi mnie, czy austriacki sąd podtrzyma apelację TP SA czy znów wyda wyrok korzystny dla Great Northern, właściciela DPTG. Dla mnie liczą się obowiązujące w danych okolicznościach zasady i rzeczywistość gospodarcza, którą tworzą.

Sektor telekomunikacyjny jest aż tak ważny dla inwestorów z innych sektorów?

Telekomunikacja jest bardzo istotną branżą, szczególnie w gospodarkach transformacji. Żyjemy w czasach, w których telekomunikacja zapewnia środki i infrastrukturę łączącą ludzi, kraje, firmy, rządy, handel, przepływ informacji, itd. – wszystkie kwestie istotne dla silnego wzrostu gospodarczego. Dlatego właśnie telekomunikacja ma takie znaczenie.

TP SA zareagowała na pana raport oświadczeniem, w którym wytyka, że CEIS to dopiero co założona organizacja, której celem jest zepsucie reputacji TP SA.

TP SA może dyskredytować CEIS czy mój raport, ale to nie zmienia faktów w nim przedstawionych. Takie przypadki jak ten godzą w atrakcyjność kraju jako lokalizacji BIZ i o tym właśnie piszę w raporcie.

Polska jest pierwszym krajem przeanalizowanym przez CEIS. Dlaczego właśnie Polska?

Polska była naturalnym wyborem. To miejsce, od którego należało zacząć, bo – jak wspomniałem – w ostatnich dwóch dekadach radziła sobie całkiem dobrze. Jest zlokalizowana w centrum Europy, jest swojego rodzaju bramą między Wschodem a Zachodem. Na dodatek ma tak bogatą historię i tyle do pokazania.

Co pan chce osiągnąć? Moim zdaniem pana poglądy mogą zaszkodzić wizerunkowi Polski jako dobrej lokalizacji inwestycji.

Wątpię. Mam wielki sentyment do Polski i jestem pewien, że w tym kraju podejmowane będą właściwe decyzje gospodarcze, które zachęcą do dalszych inwestycji. Jestem ekonomistą – patrzę na statystyki, analizuję je, wyciągam wnioski i piszę raporty. Polska ma imponujące sukcesy i niesamowity potencjał. Może go jednak wykorzystać tylko wtedy, gdy podjęte zostaną decyzje pomagające przyspieszyć wzrost gospodarczy.

Posądzono pana o lobbing. Został pan skreślony z listy panelistów Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Zapewniam, że nie jestem lobbystą. Nigdy nim nie byłem, nie jestem zarejestrowany jako lobbysta w USA i nigdy nie pracowałem dla firmy lobbingowej. Jestem ekonomistą. Prowadzę Sonecon, firmę doradztwa gospodarczego i jestem konsultantem rządów i firm na całym świecie. Doradzam i dostarczam analizy. Na pewno nie jestem lobbystą. Jestem zapraszany w wiele miejsc, gdzie wypowiadam się na różne tematy gospodarcze. Jestem rozczarowany, że nie mogłem wziąć udziału w EKG, bo z niecierpliwością czekałem, by podzielić się moimi spostrzeżeniami, tymi zawartymi w ostatnim raporcie i takimi, o których w nim nie było mowy. To, że nie słychać panelistów o różnych poglądach nie zmienia faktów, na których bazuje mój raport.

Za kilka dni CEIS publikuje raport o Estonii. Który kraj: Polska czy Estonia jest mniej przyjazny inwestorom?

Nie chodzi o to, który kraje jest mniej przyjazny. Ważne jest, aby zidentyfikować obszary wielkiego potencjału i obszary zagrożenia, tak aby politycy i przedsiębiorcy mogli oszacować krajobraz gospodarczy i – miejmy nadzieję – podjąć dobre decyzje rynkowe zachęcające do inwestycji.

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

Autorka jest dziennikarzem Pulsu Biznesu

Robert Shapiro jest szefem europejskiego oddziału Rady Bezpieczeństwa Inwestycyjnego CEIS. Był m.in. doradcą prezydenta Clintona, doradzał w kampanii prezydenckiej Baracka Obamy.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test