content
  • Tomasz Wróblewski

Jak jednoczyła się Europa

11.11.2009
Wizję zjednoczonej Europy zarysował premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill już w 1946 r. mówiąc proroczo o powstaniu Stanów Zjednoczonych Europy. Jej utworzenie miało przede wszystkim zapobiec III wojnie światowej. Każdy z ojców założycieli Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w bolesny sposób doświadczył zła II wojny. W 1992 r. 14 państw tworzy Unię Europejską, która od ostatniego rozszerzenia w 2007 r. liczy 27 państw.   A podpisany w ubiegłym miesiącu przez Polskę i Czechy traktat lizboński w jeszcze większym stopniu zacieśnia współpracę w ramach Unii, nadając jej kształty zbliżone do tych, o których mówił Churchill.

 

 

 

I. DROGA DO ZJEDNOCZENIA

Integracja przed 1945 rokiem

Historycy, szukając korzeni europejskiej integracji, cofają się aż do starożytności: pierwsza poważna próba połączenia Europy w jeden organizm miała miejsce w czasach Juliusza Cezara. We wczesnym średniowieczu wystąpiły elementy zjednoczenia pod sztandarami wartości chrześcijańskich – Sacrum Imperium Romanum.

Można oczywiście kwestionować zestawianie realiów tamtego świata ze współczesnym rozumieniem wspólnoty europejskiej, ale liczne wartości, które legną u podstaw Unii rodziły się około 400 lat p.n.e. W kształtowaniu europejskiej tożsamości bez trudu znajdziemy ślady zarówno wspólnoty religijnej, jak i wielkich wojen religijnych. Wspólnych osiągnięć kulturowych i okrutnych wojen narodowych, których doświadczenia zaciążyły na europejskiej wyobraźni i potrzebie zjednoczenia.

Bez renesansu i oświecenia, którym zawdzięczamy takie pojęcia, jak tolerancja, prawa człowieka, wolność, również nie sposób byłoby sobie dziś wyobrazić dyskusji o Karcie praw podstawowych czy poszanowaniu dla decyzji Trybunału Europejskiego w Strasburgu.

Lista dokumentów, wydarzeń historycznych i przede wszystkim ludzi, którzy kształtowali naszą paneuropejską świadomość, jest znacznie dłuższa od listy polityków ostatniego półwiecza, którzy doprowadzili do ukonstytuowania Unii Europejskiej. To władcy, jak Karol Wielki, łączący ziemie zachodniej i środkowej Europy w IX w n.e. To Karol V Habsburg, który na początku XVI w. nie tylko połączył dzisiejszą Hiszpanię, Niderlandy, Włochy i znaczną część Niemiec i Austrii, ale przede wszystkim obnosił się ze swoim ponadnarodowym pochodzeniem. To jego słowa: „Mówię po hiszpańsku do Boga, po włosku do kobiet, po francusku do mężczyzn, a po niemiecku do mojego konia”.

Władcą, którego dziś moglibyśmy wpisać w poczet prekursorów idei ponadnarodowej Europy, był Zygmunt I Stary. Nie tylko zjednoczył ziemie od Bałtyku po Morze Czarne, ale też zrównał w prawach narody polski, litewski, ruski, ukraiński i żydowski.

Nie zabraknie na naszej liście wielkich myślicieli, jak Jean-Jacques Rousseau, Immanuel Kant, czy piewców wolnego rynku, którzy chcieli łączyć narody w pogoni za dobrobytem, jak John Stuart Mill czy Adam Smith.

Obok wielkich budowniczych znajdziemy mocno kontrowersyjne postaci, dla których wizja połączonej Europy nie zawsze oznaczała tolerancję i prawo narodów do samostanowienia. Napoleon Bonaparte – który wojskiem i dekretami zawojował ziemie od Grenady po Moskwę. Klemens Metternich ze Świętym Przymierzem. Adolf Hitler z wizją Europy podporządkowaną „rasie nadludzi” czy Józef Stalin niewolący pół Europy i zagrażający całej reszcie ideologią dyktatury mas.

Ogrom hitlerowskiej i stalinowskiej destrukcji, nawet jeżeli coś na krótko połączył, to niczego nie zintegrował. Jednak stał się bezpośrednim bodźcem do przebudowy ówczesnej konstrukcji Europy. Strach przed powtórką wojen światowych z pierwszej połowy 20 stulecia zmusił dawnych europejskich wrogów do szukania kompromisu i stworzenia instytucji, które uniemożliwiałyby odnowienie się konfliktów. A po upadku muru berlińskiego strach przed anarchią, próżnią polityczną i odrodzeniem się antydemokratycznych sił w krajach postkomunistycznych przyśpieszył dalsze poszerzenie Wspólnoty Europejskiej i konsolidację wewnętrznych struktur.

Pierwsze nowoczesne koncepcje budowy wspólnej Europy sięgają I wojny światowej. Rodziły się z lęku przed nacjonalizmem, protekcjonizmem i populizmem. Charakterystyczne, że w biografiach większości ojców założycieli Unii Europejskiej najbardziej dramatyczne są doświadczenia z okresu I wojny światowej. Na jej frontach rodziły się pierwsze idee połączenia Europy w federację, która ustrzegłaby kontynent przed kolejnymi rzeziami.

W 1923 roku książę Richard Coudenhove Kalergi, wybitny austriacki dyplomata z węgierskimi korzeniami, stworzył pierwszy  ruch paneuropejski. Ten niezwykle wpływowy i goszczony na wszystkich dworach dyplomata trzy lata później doprowadził do pierwszego w historii kongresu paneuropejskiego. Do Wiednia zjechali się ministrowie całej ówczesnej Europy, znane arystokratyczne rody i wybitni intelektualiści – wszyscy głosili ideę wspólnoty państw w imię pokoju i budowy europejskiej cywilizacji.

W przemówieniu otwierającym kongres paneuropejski książe Coudenhove Kalergi mówił:

Europa jako koncept polityczny nie istnieje. Ta część świata obejmuje narody i państwa zrodzone w chaosie. Żyjemy na beczce prochu międzynarodowych konfliktów, na ziemi przeszłych i przyszłych wojen. Wzajemne nienawiści Europy zatruwają atmosferę całego świata. Największą przeszkodą do stworzenia Stanów Zjednoczonych Europy są tysiące lat rywalizacji między dwoma największymi narodami Europy Niemcami i Francją…

Konsekwencją wiedeńskiego kongresu polityczno-intelektualnego był pakt Briand-Kellogg, nazwany tak od nazwisk amerykańskiego sekretarza stanu Franka Billingsa Kellogga i francuskiego premiera Aristide Brianda. Pakt wprowadzał ograniczenia w wykorzystaniu min i gazów bojowych.

5 września 1929 roku Aristide Briand wystąpił przed Zgromadzeniem Ligi Narodów z płomiennym przemówieniem, które do dziś uważane jest za pierwszą tak klarowną próbę zdefiniowania idei wspólnej Europy:

Wierzę, że powinien istnieć federalny związek między narodami określanymi geograficznie jako europejskie. Te kraje powinny mieć możliwość debatowania nad wspólnymi interesami i przyjmowania wspólnych rezolucji. Powinny stworzyć odpowiednie relacje, poczucie więzi, solidarności, która w odpowiednim czasie pozwoliłaby im stawić razem czoła zagrożeniom, jeżeli takie się pojawią.

W 1930 roku Briand złożył memorandum Europejskiej Federalnej Unii. Co najmniej o rok za późno. Czasy nie sprzyjały międzynarodowym projektom zjednoczeniowym. Przeszkadzała presja wielkiego kryzysu i skutki konferencji londyńskiej, która zamiast łagodzić skutki recesji doprowadziła do jeszcze głębszych podziałów miedzy Niemcami a Wielką Brytanią i Francją. W 1933 roku do władzy w Niemczech doszedł Hitler z zupełnie inną wizją Europy.

Droga do Rady Europy (1942-1950)

Gorące dyskusje końca lat 20. o formowaniu europejskiej federacji państw nigdy nie wyszły poza elitarne spotkania intelektualne. Dopiero koszmar II wojny światowej sprawił, że ideę podchwycili czołowi politycy i starali się przekuć ją w czyny. Na długo zanim jeszcze ktoś mógł marzyć o wojskach alianckich w Berlinie, brytyjski premier i genialny strateg Winston Churchill przesłał list do swojego ministra spraw zagranicznych Anthony`ego Edenena. W liście z 21 października 1942 roku pisał:

(…)większość moich myśli krąży dziś wokół Europy – odbudowy świetności europejskiej. Ojczyzny współczesnych narodów i cywilizacji. To byłaby niepowetowana strata, gdyby rosyjscy barbarzyńcy zgnietli naszą kulturę i niepodległość starożytnych narodów Europy. Wierzę, że rodzina europejskich państw może działać jak jeden organizm pod wspólną Radą Europy. Z nadzieją wyczekuję Zjednoczonych Stanów Europy, gdzie bariery między narodami zostaną zminimalizowane, gdzie podróżować będzie można bez żadnych ograniczeń. Mam nadzieję zobaczyć jeszcze za mojego życia, że gospodarka Europy będzie studiowana jako jeden organizm.

19 września 1946 r., już jako były premier w wolnej Europie, Winston Churchill wystąpił z mową na uniwersytecie w Zurichu, która na dobre miesiące zdominowała debatę publiczną w całej Zachodniej Europie. Do dziś w większości opracowań na temat początków Unii Europejskiej jest ona przytaczana jako kamień węgielny integracji europejskiej.

Chcę dziś mówić o tragedii Europy (…) Pamiętając o tym, trzeba nadmienić, że istnieje lekarstwo, które jeżeli spontanicznie przyjęte przez znaczącą większość ludzi w różnych krajach, jak za cudownym dotknięciem różdżki zmieniłoby europejską scenę i w ciągu kilku lat stworzyłoby ziemię wolną i szczęśliwą jak dzisiejsza Szwajcaria. Czym jest to niesłychane lekarstwo? To odbudowa europejskiej rodziny. Zapewnienia jej struktury, gdzie może pławić się w pokoju, w bezpieczeństwie i wolności. Musimy stworzyć coś na kształt Stanów Zjednoczonych Europy.(…) Pierwszym krokiem na drodze do odbudowy europejskiej rodziny musi być partnerstwo między Francją a Niemcami.

Po utracie Polski, Węgier i Czechosłowacji na rzecz Związku Radzieckiego największym zagrożeniem dla zachodniej demokracji były wewnętrzne podziały. Konflikt miedzy Francją a Niemcami, który nie tylko mógłby obudzić dawne demony, ale przede wszystkim ułatwić komunistom realizację planów ekspansji na zachód.

Jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Europy, zagłębie Saary, sporne terytorium, które było jedną z przyczyn II wojny światowej, wciąż rodziło mnóstwo konfliktów. Dawna niemiecka prowincja została wydzielona i zarządzana była przez Francję. Paryż przeciwny był oddaniu Niemcom kontroli nad doliną przemysłową, w której powstała hitlerowska machina wojenna. Z kolei Amerykanie, pomni doświadczeń lat 30., bali się, że zubożenie Niemiec, odebranie im szans na odbudowę gospodarczą grozi odrodzeniem się antagonizmów i kolejną falą przemocy w Europie. Prezydent Harry Truman mówił o „upokorzeniu, które chłonie szalone idee jak gąbka” – niewybredna aluzja do faszyzmu i komunizmu. W wielu robotniczych rejonach Niemiec aktywna była sowiecka agentura, nawołująca do antykapitalistycznego zrywu.

Strach przed komunizmem okazał się silniejszy od dawnych animozji. 20 czerwca 1947 roku sekretarz stanu USA George Catlett Marshall zaprezentował doktrynę gospodarczej restauracji Europy, znaną do dziś jako plan Marshalla. Plan potwierdzał amerykańską gotowość do odbudowy Europy. Pieniądze miały być jednak wykorzystywane wspólnie. Warunkiem była pełna współpraca ponad granicami państw i pełna demokratyzacja. „Nasza doktryna nie jest przeciwko któremukolwiek z państw, tylko przeciwko głodowi, biedzie, nieszczęściu i porażającemu chaosowi, w jakim znalazła się Europa” – mówił Marshall.

Warunki Marshalla często są interpretowane jako próba przeciągnięcia na zachodnią stronę niektórych państw obozu radzieckiego. Dziś wiemy, że Amerykanie nie wierzyli w możliwość współpracy z krajami Europy Wschodniej. Bardzo zależało im natomiast na zmuszeniu Niemców i Francji do znalezienia wspólnego języka w zagłębiu Saary.

Równolegle do amerykańskich wysiłków na rzecz odbudowy i zintegrowania Europy prowadzone były działania na rzecz stworzenia militarnego antysowieckiego przymierza. 17 marca 1948 r. w Paryżu Wielka Brytania, Francja , Holandia i Luksemburg podpisały traktat o wzajemnej obronie (Treaty of Collective Defence). Traktat określał warunki wzajemnej pomocy na wypadek agresji. Był to pierwszy pakt obronny w powojennej Europie i pierwowzór późniejszego paktu północnoatlantyckiego. Niezależnie od zapisów militarnych, wśród 10 artykułów traktatu znalazły się również deklaracje dalszej współpracy gospodarczej, kulturalnej, naukowej, edukacyjnej.

Traktat miał znakomite znaczenie dla rozwoju wspólnej Europy. W dzień po ceremonii podpisania prezydent Truman wysłał do uczestników paryskiej konferencji gratulacje i „amerykańskie gwarancje obrony przed zewnętrznym zagrożeniem”. Znalazły się tam też słowa, które 4 kwietnia 1949 roku zostały dopisane do paktu północnoatlantyckiego  jako artykuł 5 – „Zbrojny atak na jednego albo więcej państw w Europie czy Ameryce Północnej będzie uznany za atak przeciwko im wszystkim”.

Poczucie wspólnej misji i zagrożenia ze strony Związku Radzieckiego okazało się fantastycznym katalizatorem integracji. W miesiąc po konferencji w Paryżu te same kraje podpisały całą serię porozumień, powołujących do życia Organizację Europejskiej Współpracy Gospodarczej (OEWG).

W krótkim czasie do OEWG przystąpiło 16 państw europejskich. W 1960 roku dołączyły do niej Stany Zjednoczone i   nazwę zmieniono na Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Kolejnym krokiem do integracji Zachodu miał być kongres europejski w Hadze. Brytyjski „The Times” pisał o oficjalnym końcu 50 lat chaosu i destabilizacji. 7 maja 1948 roku do Hagi zjechało 750 delegatów z całej Europy. Obradom przewodniczył Winston Churchill. Na liście mówców nie zabrakło takich europejskich znakomitości, jak Konrad Adenauer, Harold Macmillan, Francois Mitterrand, Paul-Henri Spaak, Altiero Spinelli.

Jeszcze na dzień przed zamknięciem obrad francuska prasa pisała o tworzącej się federacji demokratycznych państw Europy. Ale już 8 maja pojawiły się pierwsze tarcia. Brytyjska delegacja sprzeciwiała się państwowotwórczym planom. Londyn przekonywał, by ograniczyć paneuropejskie ambicje do międzyrządowych porozumień. Brytyjska koncepcja wygrała.

Wielu polityków, a w szczególności niemieccy przywódcy nie ukrywali rozczarowania brakiem formalnych rozwiązań w Hadze. Co prawda, stworzono stałe ciało koordynujące prace na rzecz bliższej współpracy – Ministerialny Komitet i Zgromadzenie Parlamentarne, ale o federacji czy Stanach Zjednoczonej Europy nie mogło być jeszcze mowy. Różnice w myśleniu o wspólnocie europejskiej między Londynem a Paryżem, jakie zarysowały się w Hadze, pozostaną na trwałe wpisane w unijną debatę.

Rok później międzyrządowy komitet przekształcił się w stałą Radę Europy, czasem nazywaną konwentem. Traktat podpisany w Londynie 5 maja 1949 r. zakładał ścisłą współpracę prawną, handlową, kulturalną na rzecz integracji systemowej demokratycznych państw Europy. Ustanowione w Londynie zasady dotyczące praw człowieka zostaną potwierdzone w 1951 roku Europejską Konwencją Praw Człowieka. Pod dokumentem podpisały się Belgia, Dania, Francja, Holandia, Irlandia, Luksemburg, Norwegia, Szwecja i Wielka Brytania.

Dla sygnatariuszy wciąż od gospodarczej, ważniejsza była współpraca militarna i ochrona przed sowieckim zagrożeniem. W Londynie po raz pierwszy pojawiły się jednak zapisy odwołujące się do nadrzędnych wartości, do wolności, demokracji i praw człowieka. Mowa była o „Integracji państw dzielących podobne doświadczenia i konstytucyjne zapisy o wolnościach obywatelskich i demokracji”.

Wspólnota Węgla i Stali

Bariery handlowe i izolacjonizm, zdaniem amerykańskich polityków były pośrednią przyczyną wybuchu II wojny światowej. Kryzys 1929 i brak międzynarodowych mechanizmów współpracy gospodarczej eskalował wewnętrzne napięcia polityczne i pomógł skrajnie narodowym ugrupowaniom w Niemczech i Włoszech dojść do władzy. Stąd też tak kategorycznie prezydent Truman stawiał kwestie wolności rynkowych i współpracy gospodarczej jako warunek otrzymania amerykańskiej pomocy gospodarczej. Stany Zjednoczone ze wszech miar wspierały  inicjatywy na rzecz budowy centralnych europejskich instytucji. Fundusze na odbudowę i rozwój przedsiębiorczości przekazywane były tylko za pośrednictwem Organizacji Europejskiej Współpracy Gospodarczej (OEWG).

Stosunkom ze wspólnotą Waszyngton nadał priorytetowe znaczenie. Dziś w rozważaniach na temat początków UE często pomijana jest rola Stanów Zjednoczonych, ale zarówno organizacja (OEWG), jak i stworzona w 1948 roku unia celna między rządami Belgii, Holandii i Luksemburgu (tzw. Beneluks), były przedmiotem aktywnych zakulisowych działań amerykańskiej dyplomacji.

Mimo wspólnego wroga, jakim był Związek Radziecki, mimo aktywnej pomocy Stanów Zjednoczonych, sytuacja polityczna w Europie pozostawał napięta i wciąż daleka od pełnej normalizacji. Napięcia w rejonie Saary do złudzenia przypominały wybuchową sytuację przed II wojną światową. Francuski biznesmen, globtroter i intelektualista Jean Monnet zorganizował w swojej prywatnej rezydencji kolację dla ministra spraw zagranicznych Roberta Schumana, gdzie przedstawił rewolucyjny jak na tamte czasy pomysł trwałego zażegnania sporu o zagłębie Saary.

Monnet proponował podporządkowanie przemysłu metalurgicznego i węglowego w regionie niezależnej instytucji, której władze podlegałyby wspólnemu nadzorowi rządów Francji i Niemiec. W przemówieniu 9 maja 1950 r. Schuman, prezentując projekt Monneta, postawił również znak równości między pokojem w Europie a dalszą integracją kontynentu.

Europa nie stanie się silna za jednym zamachem, czy dzięki jednemu cudownemu programowi. Będzie budowana czynami, których wspólnym mianownikiem będzie solidarność. Żeby wszystkie narody Europy mogły wystąpić razem najpierw przełamać musimy odwieczną wrogość Francji i Niemiec.

Monnet zaczerpnął ideę z deklaracji amerykańskich federalistów regulujących stosunki miedzy poszczególnymi stanami USA. Z jednej strony każda ze stron zachowywała pełną samodzielność i niezależność w kwestiach dotyczących  własnego terytorium, a z drugiejgodziła się na całkowite podporządkowanie decyzji w sprawie węgla i stali centralnej instytucji, która uchroni strony przed konfliktem. „Żeby więcej wziąć, trzeba najpierw oddać” – pisał Monnet.

W Europie powstała pierwsza centralna, niezależna, w pełni decyzyjna instytucja, tzw. Najwyższa Władza w sprawach węgla i stali. Do Wspólnoty wkrótce dołączyły pozostałe państwa OEWG.

W ramach Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali 10 września 1952 r. odbyło się  tzw. Powszechne Zgromadzenie. Było to pierwsze ogólnoeuropejskie gremium konsultacyjne złożone z 78 przedstawicieli parlamentów państw członkowskich. Gremium nie miało żadnej władzy legislacyjnej, ale do dziś uważane jest za przodka Parlamentu Europejskiego.

W tym samym roku pojawił się projekt nowego europejskiego paktu obronnego. W dużej mierze zainspirowany przez amerykańskich dyplomatów, którzy po inwazji Korei Północnej na Koreę Południową zakładali nieuchronną konfrontację z ZSRR i chcieli jak najszybciej przygotować struktury obronne na starym kontynencie. Oficjalnie projekt Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO) zgłosił francuski premier René Pleven. Ze swojej strony Amerykanie wystąpili o przyznanie trzem strefom okupacyjnym, na które podzielone były Niemcy, odrębnej państwowości. Termin Zachodnie Niemcy zastąpiono Republiką Federalną Niemiec. Jako samodzielne państwo RFN mogło przystąpić do paktu obronnego. 27 maja 1952 r. podpisy pod traktatem złożyła Francja, RFN i Beneluks, ale na papierze się skończyło. Traktat nigdy nie wszedł w życie. Francuski parlament odmówił ratyfikacji EWO obawiając się, że ograniczy to francuską suwerenność. Francuscy komuniści zarzucili rządowi służalczość wobec USA i antyrosyjską histerię.

Zacieśnianie  wspólnoty gospodarczej okazało się jedyną politycznie możliwą drogą do dalszej integracji. Wszelkie próby zbudowania militarnej synergii natychmiast były torpedowane przez skrajną lewicę. Dziś budowa wspólnego rynku i przełamywanie podziałów między narodami przez znoszenie barier w handlu i różnic walutowych wydaje nam się oczywistym i najskuteczniejszym sposobem zbliżania narodów. W latach 50. była to rewolucyjna droga. Dotychczas wszystkim koalicjom i paktom towarzyszyły też pakty obronne. Od teraz gospodarka miała wyprzedzać politykę. Stąd też tak prominentna rola biznesmenów, jak J. Monnet, prezydent Najwyższej Władzy Wspólnoty Węgla i Stali (High Authority of the Coal and Steel Community). Po klęsce paktu obronnego Monnet zaprosił sześciu ministrów spraw zagranicznych do uroczego miasteczka we Włoszech, gdzie w wakacyjnym nastroju 1 i 2 czerwca 1955 roku dyskutowano o szansach na zjednoczenie Europy. Belgijski minister Paul Henri Spaak wziął na siebie spisanie wszystkich idei i zaproponował swoistą mapę drogową dalszej integracji. Komisja Spaaka, w ramach Wspólnoty Węgla i Stali, zaproponowała stworzenie pierwszej Wspólnoty Gospodarczych Interesów. Na rutynowym spotkaniu WWS przedstawiono ambitny projekt dwóch nowych wspólnot – unii celnej, która nazwano Europejską Wspólnotą Gospodarczą (EWG) i Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej (EWEA). Dwa nowe ciała na wzór Wspólnoty Węgla i Stali miały stać się najwyższym autorytetem w kwestiach ceł i dalszego rozwoju energii atomowej. Tej ostatniej Amerykanie oferowali swoje wsparcie naukowe i finansowe. Podpisy pod dokumentem złożyli Christian Pineau w imieniu Francji, Joseph Luns w imieniu Hoilandii, Paul Henri Spaak reprezentował Belgię , Joseph Bech Luksemburg, Antonio Segni Włochy i Konrad Adenauer Republikę  FederalnąNiemiec. Traktaty były następnie ratyfikowane przez parlamenty wszystkich państw i ostatecznie uznano je za obowiązujące 1 stycznia 1958 roku.

W preambule do traktatu powołującego do życia EWG znalazł się zapis, który otwierał szerzej drzwi dla dalszej integracji – „My zdeterminowani do kładzenia fundamentów pod zacieśniająca się unię między narodami Europy”.

Członkowie EWG przyjęli proponowany przez Spaaka plan dochodzenia do Europy wolnej od ceł. Proces miał trwać 12 lat. Ostatecznie został skrócony do 10 lat. Taryfy celne w krajach EWG zniesiono w 1 lipca 1968 r.

Ambitny plan uwolnienia europejskiego rynku oznaczał nie tylko wolny przepływ towarów. EWG miało bronić kraje członkowskie przed monopolami, przed dumpingiem państw trzecich, uwolnić przepływ kapitału w ramach wspólnoty, a także znieść w przyszłości wizy i przejścia graniczne. Wszystko to znalazło się w wizjonerskich dokumentach opracowanych w 1958 roku.

Traktaty ostatecznie udało się ratyfikować i wprowadzić w życie 1 stycznia 1958 roku w Rzymie. Dziś znamy je jako traktaty rzymskie, historyczne, bo wieńczące proces eliminacji podłoża odwiecznych zagrożeń wewnątrz Europy: napięć między Francją a Niemcami. Wciąż nie rozwiązana została kwestia członkostwa Wielkiej Brytanii w EWG. Rząd w Londynie odmówił ratyfikacji z wielu ambicjonalnych, politycznych i historycznych przyczyn. Wśród nich najważniejsze były:

a. Silne związki z dawnymi koloniami, które łączyły się ze zobowiązaniami politycznymi i handlowymi. W ramach EWG specjalne warunki, na jakich odbywał się przepływ towarów i ludzi między np. Wielką Brytanią a Indiami, nie były możliwe

b. Niezgoda rządu Wielkiej Brytanii na rezygnację z przywileju ustalania własnych taryf celnych; historycznie był to niezmiernie ważny instrument w brytyjskiej polityce zagranicznej

c. Idea wyrzeczenia się, nawet w odległej przyszłości, własnej państwowości była nie do przeforsowania w mocno zachowawczym parlamencie; kraj ten do dziś zachowuje daleko idącą odrębność w ramach Unii Europejskiej

Wielka Brytania próbowała zbudować własną unię gospodarczą z krajami, które nie weszły do EWG. Europejski Związek Wolnego Handlu (EFTA) miał się składać z Austrii, Danii, Norwegii, Portugalii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Szwecji. Pakt pozostał czysto politycznym tworem. Współpraca ekonomiczna niewiele różniła się od standardowych umów handlowych i nie przynosiła efektów porównywalnych z EWG.

Europa Dziewięciu ( 1957 – 1973)

26 marca 1957 roku, w dniu podpisania traktatów rzymskich, największy dziennik w Luksemburgu, „Luxemburger Wort”, wydrukował tekst ministra rolnictwa tego kraju, Émile Collinga, który opisał możliwe konsekwencje Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej dla rolnictwa.

Dotychczas każde z państw, które podpisały się pod traktatami rzymskimi, dofinansowywało własną produkcję rolną i nikt nawet nie myślał o zmianie systemu. Interwencje, dopłaty i bariery ochronne dla rolników były ważnym elementem polityki wewnętrznej. Rolnicy stanowili jedną z najlepiej zorganizowanych grup nacisku politycznego. Colling zwracał uwagę, że bez rozwiązania kwestii rolnych unia celna będzie czystą fikcją.

Kraje takie jak Francja otwarcie deklarowały chęć kontynuowania dopłat do produkcji rolnej. Prosty mechanizm redukowania ceł, jak to było w przypadku innych produktów, był politycznie niemożliwy. Potrzeba było nowego konceptu. Systemu, który dopuszczałby subsydia, ale jednocześnie tworzył równe zasady dla wszystkich państw. Trywializując – wolny rynek subsydiów. „Nawet jeżeli rynek nie będzie wolny od państwowych interwencji, to powinny one być wszędzie takie same i podobnie regulowane” – pisał Colling.

Tak powstała idea odrębnego traktatu wspólnej polityki rolnej (CAP). Cele były jasno wytyczone. „Doceniamy specyfikę, strukturę społeczną rolnictwa i naturalne przepaści między różnymi rolniczymi regionami oraz konieczność podjęcia odpowiednich działań dostosowawczych, zależnych od stopnia zapotrzebowania” – czytamy w preambule do 38 artykułów składających się na CAP.

Gorzej było ze stworzeniem systemu finansowania tak zawile postawionych celów. Nic dziwnego, że przywódcy nie doszli w Rzymie do porozumienia. Następną konferencję zaplanowano na 3 lipca 1958 roku w Stresa we Włoszech. Dyskusja, która miała trwać dwa dni, trwała do 12 lipca. Była to burzliwa konferencja, na której Walter Hallstein, prezydent Komisji Europejskiej, i Sicco Mansholt, komisarz do spraw rolnych, określili kierunki negocjacji.

Ostatecznie CAP mniej miał wspólnego z uwalnianiem rynku i ograniczaniem interwencji państwa, a więcej z umiejętnością zawierania kompromisów. Znowu główny był kompromis między Niemcami i Francją. Niemieckie produkty przemysłowe miały od tej pory mieć całkowicie wolny dostęp do francuskiego rynku, co gwarantowało RFN spore zyski, z których Bonn zobowiązywał się dopłacać do produkcji francuskich rolników.

Stworzony w Rzymie mechanizm przetrwał do dziś. Niemcy w dalszym ciągu są największym płatnikiem w ramach Unii Europejskiej, a Francja otrzymuje najwyższe dotacje rolne. Po wejściu do EWG Hiszpanii i Portugalii Francja zaczęła dokładać do wspólnej puli rolnej w ramach podobnie działającego mechanizmu. To samo zrobiła Hiszpania, Portugalia czy Grecja po wejściu Polski do Unii.

CAP i kompromis rolny nie był idealnym rozwiązaniem. Pokazał jednak niezwykłą determinację państw członkowskich w znajdowaniu sposobów na dalszą integrację Europy. Był to też istotny sygnał dla Wielkiej Brytanii, która na obrzeżach wspólnoty z rosnąca frustracją obserwowała dynamicznie rozwijającą się i przełamującą kolejne bariery, kontynentalną Europę. W latach 60. tempo wzrostu gospodarczego w Niemczech, Holandii, Danii i Francji przekraczało tempo wzrostu w USA.

W 1961 roku premier Wielkiej Brytanii Harold Macmillan wystąpił do EWG z ofertą negocjacji członkowskich. Rozmowy podjęto bardzo szybko. Wstępne porozumienie udało się zawrzeć 24 lipca 1962. Na ratyfikacje nie zgodził się jednak francuski prezydent Charles De Gaulle. W przemówieniu 14 stycznia 1963 r. zarzucał Brytyjczykom niechęć do porzucenia „archaicznej wspólnoty państw dawnego imperium”. Commonwealth według De Gaulle nie mieścił się w idei wielkiej Europy i kłócił się z zasadami wspólnej polityki rolnej.

W rzeczywistości powody były bardziej złożone i bardziej osobiste. Mniej związane z polityką rolną, a bardziej z relacjami Macmillana z Churchilem. Przez pierwsze lata wojny kontakty De Gaulle’a z Winstonem Churchillem były bardzo dobre. Churchill zawsze z estymą mówił o kulturze i francuskiej polityce. Do 1941 roku relacje między dwoma politykami były niemal przyjacielskie. Aż do sojuszu z USA. De Gaulle był niezwykle wyczulony na to, że większość strategicznych decyzji po 1941 roku zapadało między brytyjskim a amerykańskim przywódcą, bez konsultacji z Francuzami. Sytuację pogarszał sam Franklin Delano Roosevelt, który publicznie mówił o Francji per „ten pobity naród”, a o samym De Gaulleu, „arogant bez kraju”.

Fakt, że De Gaulle nie został poinformowany o inwazji w Normandii, a jego wojska nie wzięły w niej udziału, zrujnował relacje między obu politykami. W maju 1943 roku w ręce Francuzów wpadła depesza Churchilla do Roosvelta na temat De Gaullea. „Nie lubi Anglii i gdziekolwiek się ruszy zostawia za sobą smród anglofobii”. Wiele lat później, bo właśnie w 1963 roku, pamiętliwy De Gaulle powie: „Wielka Brytania pozbawiona jest europejskiego myślenia”. Słowa odnosiły się do polityki rolnej, ale odczytane zostały jednoznacznie jako odwet na Macmillianie, przyjacielu Churchilla.

Wielka Brytania po raz drugi złożyła gotowość wejścia do EWG w 1967 roku, kiedy premierem był Harold Wilson. Nowy premier, nowe okoliczności, ale De Gaulle znowu zawetował brytyjskie członkostwo. Tym razem oficjalnym wytłumaczeniem miała być zła sytuacja gospodarcza Wielkiej Brytanii. De Gaulle wskazał kilka gałęzi brytyjskiej gospodarki, które wymagały naprawy. Stosunki Francji z Wielką Brytania były w tym okresie najgorsze od końca II wojny światowej. Na zamkniętych spotkaniach przywódców europejskich De Gaulle mówił o Wielkiej Brytanii „koń trojański amerykańskich kowbojów”. Głęboko wierzył, że Francja może funkcjonować jako trzecie imperium światowe, na równi z USA i ZSRR. Im mocniej w to wierzył, tym gorzej traktował wszelkie idee integracji, w których Francja nie byłaby najważniejszym graczem.

Zgodnie z postanowieniami traktatów rzymskich w drugiej połowie lat 60. EWG powinno odejść od podejmowania wszystkich decyzji jednomyślnie i przyjąć zasadę głosowania zwykłą większością. Dla prezydenta De Gaulla byłoby to równoznaczne z utratą kontroli nad decyzjami Rady Europy. Musiałby się podporządkować decyzji większości, co uważał za niegodne Francji. 1 stycznia 1966 roku De Gaulle nie pojawił się na dawno zaplanowanej, uroczystej sesji Rady Europy. Decyzje o zmianie systemu głosowania zostały zawieszone. Był to najpoważniejszy cios w proces integracji od 1957 roku i przyjęcia traktatów rzymskich. Po trzech miesiącach całkowitego paraliżu strony przyjęły tzw. luksemburskie zobowiązanie do kontynuowania obrad, ale do podejmowania decyzji zwykłą większością już nie wrócono. Normalizacja stosunków wewnątrz EWG, jak też rozmowy z Wielką Brytanią, ruszyły pełną parą dopiero po rezygnacji De Gaullea 25 kwietnia 1969 r. Wśród nowych państw, które oprócz Wielkiej Brytanii podjęły negocjacje z EWG, znalazła się też Norwegia. Rząd w Oslo zdołał wynegocjować warunki przyjęcia do Wspólnoty, ale w referendum Norwegowie odrzucili traktat stowarzyszeniowy. Norwegia do dziś pozostaje poza Unią Europejską, choć silnie związana jest z nią licznymi umowami dotyczącymi ceł oraz przemieszczania pracowników. Bogata w naturalne złoża Norwegia uczestniczy również w finansowaniu rozmaitych projektów Unii Europejskiej, w tym w Polsce.

Wielka Brytania weszła do EWG 1 stycznia 1973 roku, razem z Irlandią i Danią. Powstała Europa Dziewięciu.

Europa Dwunastu (1973-1986)

Poszerzenie EWG o trzy nowe państwa nie przyniosło szybko widocznych zmian. Nie pociągnęło to za sobą zmian strukturalnych we Wspólnocie ani widocznej poprawy sytuacji gospodarczej. Przeciwnie, doświadczenia poszerzonej Europy były fatalne. Lata 1970. przyniosły pierwszy poważny kryzys finansowy we wspólnej Europie. To był koniec dynamicznego okresu powojennej rekonstrukcji. Skończyła się amerykańska pomoc, rosnąć zaczęło natomiast zadłużenie zewnętrzne. Ta dekada pokazała brak doświadczenia rządów europejskich w radzeniu sobie ze spadkiem koniunktury.

Przyzwyczajone do ciągłych wzrostów i poprawy dobrobytu, rządy nerwowo reagowały na trudności gospodarcze, na spadek popytu i stagnację w eksporcie. Niewiele myśląc, zaczęły drukować więcej pieniędzy. Zakładano, że tak jak amerykańska pomoc ożywiła popyt w latach 50., tak teraz kredyty wyciągną kraje ze stagnacji.

To była bolesna, ale też jedna z ważniejszych lekcji ekonomii dla młodej Europy. I trzeba przyznać, że wnioski wyciągnięto. Ale zanim zaczęło się poprawiać, musiało być znacznie gorzej. Galopująca inflacja pociągnęła za sobą spadek zamówień, a z czasem dwucyfrowe bezrobocie w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii. Ten okres często opisywany jest jako lata tryumfującego eurosceptycyzmu. Odwracania się od idei zjednoczeniowych. Wytykania nawzajem sobie win i ostentacyjnej niechęci polityków do Brukseli.

Okres kryzysu finansowego przyniósł też spadek zaufania do centralnych instytucji, w tym do rządów i  banków centralnych. Rozkwitały najróżniejsze lewicowe ugrupowania we Francji, Włoszech, Holandii. Był to wreszcie czas, gdy w Europie rodziły się wywrotowe organizacje terrorystyczne: grupa Baader-Meinhof, Czerwone Brygady. W trudnych czasach mozolne, nudne medialnie prace regulacyjne czy ustawodawcze nie przyciągały takiej uwagi, jak zamieszki na ulicach Paryża czy słynne już demonstracje, na których przyszły minister spraw zagranicznych Niemiec i entuzjasta zjednoczonej Europy Joschka Fischer znajdował się w tłumie obrzucających policję koktajlami Mołotowa.

W latach 1970. gospodarka i nastroje społeczne sprzęgają się przeciwko wielkiej Europie. Ale nawet wtedy proces integracji nie staje w miejscu. Przez cały 1973 i 1974 rok, co prawda sporadycznie, ale odbywają się spotkania na szczycie. Mniejsza jest jednak wtedy rola Komisji Europejskiej. W tym trudnym politycznie i gospodarczo okresie wszystkie decyzje wymagają opinii państw i ich przywódców.

W Dublinie 10-11 marca 1975 roku Rada Europy zostaje ostatecznie sformalizowana, jako stałe posiedzenia przywódców państw członkowskich, mające decydować o najważniejszych, strategicznych kwestiach integracji. W 1987 r. w Jednolitym akcie europejskim Rada Europy zostanie uznana najwyższym ciałem decyzyjnym. Ale jej zadania i cele precyzyjnie opisane będą dopiero w ramach traktatu z Maastricht.

9-10 grudnia 1974 roku, na szczycie w Paryżu, przywódcy zobowiązują się do systematycznych spotkań. Początkowo mowa była o jednym posiedzeniu rocznie, ale uczestnicy szybko godzą się na co najmniej dwa spotkania w roku. Potem z dwóch robią się cztery, choć nikt nigdy tego formalnie nie zapisuje: jedno na początku i jedno na koniec przewodnictwa każdego państwa. Od 2002 roku sformalizowane jest również przewodnictwo w Unii. Co pół roku inne państwo przejmuje na siebie rolę koordynacyjną. Niezależnie od formalnych posiedzeń, Rada Europy zbiera się często na nadzwyczajnych spotkaniach.

Większość państw członkowskich w połowie lat 70. dysponuje już całym plikiem bilateralnych umów znoszących bariery celne. Ostatecznie wszystkie dotychczasowe deklaracje i umowy udaje się połączyć 1 lipca 1977 r. w jeden pakt, który znosi wszelkie opłaty celne dla obywateli państw członkowskich .

Dotkliwy kryzys finansowy uświadamia przywódcom „Dziewiątki” konieczność lepszej koordynacji polityki walutowej. 24 kwietnia 1972 r. powstaje projekt tzw. węża walutowego, czyli systemu dopuszczalnych wahań kursów poszczególnych walut.

Instrument okazuje się tyleż pożyteczny, co trudny do egzekwowania. Już 12 marca 1973 r. trzy kraje – Irlandia, Włochy i Wielka Brytania – opuszczają węża walutowego i uwalniają kurs swoich walut względem dolara.

To nie zatrzymuje jednak procesu integracyjnego. Na specjalnym posiedzeniu Rady Europy w Bremie 6-7 lipca 1978 r. przyjęty zostaje plan budowy wspólnego Europejskiego Systemu Monetarnego (European Monetary System – EMS).

Kluczową częścią EMS jest mechanizm dyscyplinujący systemy walutowe – Exchange Rate Mechanism (ERM). Zobowiązuje on wszystkie państwa członkowskie do przestrzegania granic inflacji i wahań poszczególnych walut. Żadna waluta nie mogła mieć większego odchylenia niż 2,5 proc. w stosunku do centralnego kursu. Średniej wszystkich walut. Mechanizm znacząco przyczynia się do równowagi fiskalnej w Europie. Poprawia warunki inwestycyjne w Europie. W handlu zagranicznym zabezpiecza interesy producentów, którzy nie muszą się już obawiać, że ich zyski znikną z powodu nagłych skoków kursów walutowych czy nieodpowiedzialnych zachowań rządów, jak to zdarzało się w pierwszej połowie lat 70.  Rada Europy zdecydowała również o stworzeniu europejskiej jednostki monetarnej  (European Currency Unit – ECU). Czysto wirtualnego, rozliczeniowego pieniądza, który miał oswajać Europę z ideą jednej wspólnej waluty.

Wielka Brytania dołączyła do ERM dopiero w 1990 roku, a w 1992 roku została wyproszona po tym, jak nie była w stanie kontrolować wahań swojej waluty. Po traktacie w Maastricht (1992) EMS został przekształcony w znacznie bardziej rozwinięty mechanizm w ramach Europejskiej Unii Monetarnej, której zadaniem było wprowadzenie w 1999 roku wspólnej waluty.

Problemy z akceptowaniem nowych zasad i regulacji wspólnego rynku miało coraz więcej państw. Zgodnie z ustaleniami z Rzymu Grenlandia (jako suwerenne terytorium zamorskie) zobowiązała się oficjalnie ratyfikować swoje członkostwo we Wspólnocie nie później niż w 1973 roku. Decyzje odkładano latami w obawie, że rygorystyczne przepisy ochrony zasobów morskich uderzą w największy biznes wyspy – rybołówstwo.

Presja Brukseli jednak rosła. Dłużej nie dało się zwlekać. Ostatecznie 23 lutego 1982 r. przeprowadzono referendum, w którym większość mieszkańców wyspy opowiedziała się przeciwko członkostwu we wspólnym rynku. Grenlandia nie miała większego znaczenia dla europejskiej gospodarki, ale był to pierwszy przypadek oderwania się państwa czy raczej terytorium od Wspólnoty. Przypadek Grenlandii będzie wielokrotnie w przyszłości przywoływany przez eurosceptyków jako dowód, że państwa mają jednak wybór i powinny z niego korzystać, żeby wymóc ustępstwa na Brukseli. W 2000 roku brytyjski minister spraw zagranicznych Robin Cook przywoływał grenladzkie doświadczenia w artykule dla tabloidu „The Sun” „To pokazało, że politycznie i dyplomatycznie możliwe jest wyjście i ziemia dalej porusza się po swojej orbicie”.

Grenlandia nigdy nie zdecydowała się na powrót do Wspólnoty i nie wystąpiła o renegocjacje umów z Unią Europejską. Po kryzysie 2008 roku zaczęto o tym mówić, ale niczego formalnie nie zrobiono w tym kierunku. Wyspa pozostaje jednak związana szeregiem umów o współpracy handlowej i celnej. W większości pośrednio, poprzez umowy Unii Europejskiej z Danią.

W 1979 roku zorganizowano pierwsze powszechne wybory do Parlamentu Europejskiego. Dotychczasowe Powszechne Zgromadzenie, złożone z przedstawicieli parlamentów wszystkich państw członkowskich, działające od 1952 roku, czyli od powstania Wspólnoty Węgla i Stali, obecnie służyło wszystkim wspólnotom z monetarną włącznie. W Traktatach Rzymskich znalazł się zapis zobowiązujący Radę Europy do przyjęcia jednego wspólnego systemu wyborów europejskich powszechnych dla wszystkich państw członkowskich. Przywódcy wiele lat zwlekali z podjęciem decyzji i zwołaniem wyborów europejskich. Zgromadzenie zagroziło skierowaniem sprawy do sądu europejskiego.

To przyspieszyło proces decyzyjny i 7-10 czerwca 1979 roku odbyły się pierwsze bezpośrednie wybory do Parlamentu Europejskiego. Pierwsze walne posiedzenie odbyło się 11 lipca 1979. Na pierwszą przewodniczącą Parlamentu Europejskiego wybrano Simone Veil, francuską prawniczkę, a przed wyborami do Euro Parlamentu (PE) minister zdrowia w rządzie Valéry Giscard d’Estainga.

Parlament, jak wiele europejskich instytucji, na początku nie miał swojej stałej siedziby. Strasbourg został wytypowany jako przejściowe lokum, do czasu stworzenia odpowiednich warunków w Brukseli. Francja bardzo jednak zabiegała o pozostawienie u siebie PE.

W 1985 Parlament, zamiast wyprowadzać się ze Strasburga, zdecydował o zbudowaniu dodatkowej siedziby w Brukseli. To spotkało się z ostrą krytyką wielu państw, oburzonych rozrzutnością parlamentarzystów. Ostatecznie siedziba pozostała w Strasbourgu. Koszty przejazdów między Strasburgiem a Brukselą wzrosły w ciągu 20 lat 10 – krotnie. Parlament Europejski liczy dziś 736 członków i jest najliczniejszą legislaturą na świecie, choć dopiero drugą pod względem liczby wyborców. Indie liczą dziś 933 mln mieszkańców i mają 375 – osobowy parlament. Unia Europejska skupia 876 mln wyborców.

Europa połowy lat 70. przechodzi wiele ważnych przeobrażeń politycznych: upadki dyktatury w Grecji i w Portugalii w 1974 roku, śmierć generała Franco w Hiszpanii w 1975 roku. Trzy byłe prawicowe dyktatury w sposób pokojowy przekształcają się w demokracje i niemal natychmiast podejmują negocjacje ze Wspólnotą.

Grecja znajduje się w uprzywilejowanej pozycji. Pierwsze negocjacje akcesyjne Ateny rozpoczęły jeszcze w 1967 roku. Przerwane zostały wraz z dojściem do władzy wojskowej dyktatury „pułkowników”, ale wiele strukturalnych reform w sferze gospodarczej było kontynuowanych. Pierwszy demokratyzujący się rząd Konstandinosa Karamanlisa i jego partia Nowa Demokracja występuje o przyjęcie do Unii 12 lipca 1975 roku. Francja i Niemcy na wstępie blokują dalsze negocjacje, domagając się głębszych reform demokratycznych. Kolejne podanie wpływa do Komisji w lipcu 1976 roku i tym razem rozmowy prowadzone są bez przerw do 28 czerwca 1979 roku.

Grecja zostaje oficjalnie 10 członkiem UE 1 stycznia 1981 roku. Negocjacje z Hiszpanią i Portugalią trwają o wiele dłużej, bo aż 9 lat. Rozpoczęte niefortunnie w roku 1977, gdy we Wspólnocie decydują się kwestie reform strukturalnych, rozmowy przeciągają się do czasu, gdy zmiany dotyczące kontroli granicznych można już uwzględnić w nowych umowach akcesyjnych. Dopiero 1 stycznia 1986 roku Wspólnota zostaje powiększona do 12 państw.

Granice między krajami EWG od dłuższego czasu są już czystą formalnością. Kontrolerzy siedzą w swoich budkach prawie nikogo nie kontrolując. 13 lipca 1984 roku RFN i Francja zawierają porozumienie w Saarbrücken. Umowa dotyczy ograniczenia kontroli na drogowych przejściach granicznych. Pozostawiono jedynie tzw. kontrolę wzrokową. Strażnicy tylko w nadzwyczajnych sytuacjach proszą o dokumenty. Umową z Saarbrücken interesują się kraje Beneluksu, które mają już doświadczenie w funkcjonowaniu własnej unii paszportowej. 14 czerwca 1985 roku w Schengen w Luksemburgu podpisane zostaje porozumienie o stopniowym znoszeniu kontroli na wspólnych granicach państw Beneluksu Francjąi i RFN.

Od stycznia 1986 poszerza się obszar państw objętych zwykłą kontrolą wzrokową. 26 marca 1995 całkowicie zniesiona zostaje kontrola na granicach. W 1995 Układ z Schengen ratyfikują: Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, Austria, a wkrótce po nich Dania, Finlandia, Szwecja, Norwegia, Islandia. Polska trafia do „strefy Schengen” 21 grudnia 2007 roku.

Jednolity akt europejski

Najważniejszym dokumentem regulującym prace Wspólnoty Europejskiej długo pozostawały traktaty rzymskie. Tymczasem jednoczącej się Europie przybywało państw członkowskich i zmieniała się sytuacja polityczna w pozostałej części kontynentu. Powoli traciła szczelność żelazna kurtyna. Dawne dyktatury – Hiszpania i Portugalia, stały w kolejce do wspólnej demokratycznej Europy. Zagrożenie interwencji zbrojnej ze strony ZSRR było coraz mniej prawdopodobne, rosła natomiast Europie silna konkurencja, zarówno ze strony Stanów Zjednoczonych, jak i azjatyckich tygrysów. Wspólnota wymagała zdecydowanego odświeżenia, zmiany przepisów, pogłębienia współpracy i poprawy konkurencyjności. Traktaty rzymskie przestały wystarczać.

Konkurencyjność, która była hasłem mobilizującym już na konferencji Rady Europy w Stuttgarcie, w Lizbonie zostaje uznana za palące wyzwanie dla Europy 27 państw. Trwa jednak przekonanie, że problem można rozwiązać zacieśniając jedynie współpracę miedzy państwami.

19 czerwca 1983 roku na posiedzeniu w Stuttgarcie Rada Europy przyjmuje zobowiązanie do przeobrażenia Wspólnoty w stałą unię państw. Wolną od ceł, paszportów, zakazów podejmowania pracy za granicą. Deklaracja zostaje przekuta w roboczy dokument kancelarii przewodniczącego Jacques Delors, w którym wymieniono 300 „kroków”, mających doprowadzić do całkowitego zniesienia barier celnych w 1992 roku.

Kolejna komisja, kierowana przez włoskiego polityka Pietro Adonnino, ma się zająć budowaniem „europejskiej tożsamości”. W praktyce chodziło o listę warunków zewnętrznych i wewnętrznych, które Wspólnota musi spełniać, żeby być uznaną za federację (flaga, hymn, waluta). To dokładnie ta sama idea, którą politycy pogrzebali 36 lat wcześniej na kongresie w Hadze, gdy przywódcy ulegli argumentom brytyjskich dyplomatów, dowodzących, iż Europa jako związek niezależnych państw osiągnie więcej niż jako kolos z centralnym organem zarządzającym, nie mającym pojęcia o lokalnych potrzebach.

Ostatecznie 28 czerwca 1985 w Mediolanie, na posiedzeniu Rady Europy, komisja międzyrządowa nakazuje kontynuowanie prac nad nowymi regulacjami wspólnego rynku i elementów europejskiej tożsamości. Komisja spotyka się jeszcze pięć razy, dopracowując brzmienie kolejnych aktów. Każde spotkanie przynosi jednak nowe rozbieżności. Materiały spływają z różnych komisji i często są sprzeczne z wcześniejszymi ustaleniami. Mało tego, Francja przygotowuje własną wersję porozumienia tzw. Francuski akt.

Komisja skleja te wszystkie zapisy w jeden – dosłownie – akt prawny: Jednolity akt europejski (Single European Act – SEA). Nazwa nieco przewrotna jak na dokument, który powstał z wielu, często wykluczających się zapisów, a został połączony w jeden dokument dzięki daleko idącym kompromisom. Kolejny miesiąc trwa zakulisowa debata co do tego, czyje zapisy mają wejdą dodokumentu. Główne spory toczą się na linii Londyn, Paryż, Bonn. Ostatecznie 2 grudnia 1985 roku udaje się dojść do porozumienia na sesji Rady Europy w Luksemburgu i Single European Act zostaje przyjęty.

Ratyfikacja zapisów okazuje się równie trudna co kompromis miedzy samymi przywódcami. Duński parlament odrzuca SEA 80 proc. głosów. Pod naciskiem Francji i RFN rząd Danii decyduje się zorganizować powszechne referendum. Jest to pierwszy przypadek, kiedy suwerenna decyzja jakiegoś państwa w sprawie ratyfikacji europejskich postanowień zostaje poddana naciskom państw ościennych, by w końcu wymusić kolejną próbę ratyfikacji. 27 lutego 1986 roku Duńczycy przyjmują SEA 53 proc. głosów.

Jeszcze przed oficjalnym głosowaniem Duńczyków, 17 stycznia 1986 roku Rada Europy postanawia zwołać specjalne posiedzenie, na którym kraje członkowskie mają złożyć swoje podpisy pod Aktem. To jest swoista forma nacisku na Danię, ale spotyka się z niechęcią kilku państw. Ostatecznie na posiedzeniu w Luksemburgu stawiają się tylko przedstawiciele Belgii, Francji, Holandii, Hiszpanii, Irlandii, Luksemburga, Portugalii, Wielkiej Brytanii i RFN. Rządy Włoch i Grecji wstrzymują się z ratyfikacją, uzależniając swój podpis od decyzji narodu duńskiego. (Te same kraje, zwłaszcza Włochy, które podkreślały swoją solidarność z Duńczykami, w 20 lat później, kiedy prezydent Lech Kaczyński uzależni swój podpis od wyniku referendum w Irlandii, oskarżą Polskę o… rozbijanie solidarności kontynentalnej). W końcu Jednolity akt staje się europejskim prawem 1 lipca 1987 roku.

W przemówieniu na specjalnym posiedzeniu Rady Europy pomysłodawca SEA i przewodniczący Wspólnoty w latach 1985 – 1995 Jacques Delors powiedział: „Jednolity akt jest deklaracją na rzecz wielkiego wspólnego rynku, zniesienia ograniczeń w handlu, większej spójności gospodarczej i społecznej, zintegrowania europejskich badań naukowych, europejskiego sytemu monetarnego i poprawy życia”.

Jednolity akt europejski reguluje niemal wszystkie strefy działania Unii Europejskiej. Określa znaczenie i kompetencje zarówno Rady Europy, jak i Parlamentu Europejskiego. Znosi wszelkie bariery w handlu i wymianie kapitału do 31 grudnia 1992 roku. Wytycza „mapę drogową” do wspólnej europejskiej waluty. Ujednolica przepisy dotyczące praw człowieka, badań naukowych i ochrony środowiska.

Powołuje też trzy fundusze, które mają wyrównywać różnice między poszczególnymi krajami Unii : Europejski Fundusz Orientacji i Gwarancji Rolnej (EAGGF – European Agriculture Guidance and Guarantee Funds); Europejski Fundusz Rozwoju regionalnego (European Regional Development Fund (ERDF); oraz Europejski Fundusz Socjalny (European Social Fund (ESF).

Droga do Unii Europejskiej 1986 – 1992

Jednolity Akt Europejski ma pierwszorzędne znaczenie dla przyszłości Europy. Przede wszystkim przełamuje dotychczasową niechęć rządów do pozbywania się ważnych instrumentów w nawigacji politycznej, jak sterowanie polityką monetarną, ustalanie polityki i preferencji celnych, dostosowywanie polityki socjalnej do potrzeb wyborczych rządzącej partii. Do wspólnej waluty jeszcze długa droga, ale koncept zaczyna już żyć w umysłach narodów.

Sam Akt jest dziełem wielostronnego kompromisu, ale znaczące piętno odcisnął na nim ówczesny przewodniczący Wspólnoty Europejskiej Jacques Delors. To zagorzały francuski socjalista, któremu współczesna Europa zawdzięcza specyficzną wykładnię wolnego rynku. Delors dużo mówi o socjalnych kosztach wolności rynkowej. Uwolnienie biznesu od jarzma biurokratycznego, celnego i kosztu wymiany walut powinno, zdaniem Delorsa, być opłacone gwarancjami i przywilejami socjalnymi dla tych, którzy wprost nie czerpią korzyści z tych reform. Jednym słowem Delors uważa, że unii celnej i monetarnej powinna towarzyszyć „socjalna odpowiedzialność” – jak sam mówił o propozycji podpisania Europejskiej karty socjalnej. Karta ma określić minimalne warunki bytowe i takie same standardy pomocy socjalnej dla całej Europy.

Wysiłkom Delorsa z nieskrywaną niechęcią przygląda się liberalna premier Wielkiej Brytanii, Margaret Thatcher. Podobnie jak Ronald Reagan w USA, dąży ona do ograniczenia rządowych interwencji w życie gospodarcze i społeczne. Nie dzieli świata na świat biznesu i świat ludzi pracy. Jako córka właściciela małego sklepu lubi powtarzać: „(…) to system faworyzujący jednych a dyskryminujący innych powoduje , że wielu ludziom nie chce się nawet rano wstawać do pracy”. Thatcher wierzy, że ograniczając udział urzędników w dystrybucji dóbr, tworząc możliwości indywidualnego rozwoju i bogacenia się, zapewnia najlepszy system pomocy socjalnej.

Thatcher burzy się na myśl o centralizacji struktur unijnych. Walczy o zredukowanie zobowiązań finansowych Wielkiej Brytanii względem Wspólnoty, twierdząc, że pieniądze dystrybuowane są wbrew racjonalnym zasadom gospodarowania i wbrew interesom brytyjskich obywateli. Do historii przeszło jej wystąpienie przed belgijskimi studentami w Burgge 20 września 1988 roku: „Tłumienie narodowej świadomości i koncentracja władzy w jednym miejscu w Europie jest ze wszech miar szkodliwe”. Thatcher zwraca uwagę, że zapisy socjalne zrównujące świadczenia dla biednych Sycylijczyków ze świadczeniami robotników w bogatej Holandii będą zbyt kosztowne i ograniczą dalszy rozwój gospodarczy: „I z cała pewnością, my w Wielkiej Brytanii będziemy walczyć z kolektywizmem i korporacyjnością instytucji europejskich, bo to co ludzie chcą robić w swoim własnym kraju, to jest tylko i wyłącznie ich prywatna sprawa”.

Rok później Delors, wykorzystując wydarzenia w Polsce i walący się mur berliński, odpowiada Thatcher, że Europa musi się jednoczyć, żeby dla własnego bezpieczeństwa móc przyjąć nowych członków: „Grzechem byłoby nie wykorzystać tego historycznego momentu dla wzmocnienia demokracji i wolności”. Od tej pory hasło solidarności z krajami ze Wschodu i ratowania Europy przed anarchią będzie się pojawiało za każdym razem, kiedy liberalny czy prawicowy polityk podważy sens dalszej integracji i socjalnych reform.

Wydarzenia polityczne na świecie, w tym rozpad ZSRR, daleko jednak wyprzedzają nawet najbardziej rewolucyjne propozycje integracji europejskiej. Pierwszym oczywistym wyzwaniem dla Europy są narodziny nowych Niemiec. RFN wchłania radziecką strefę okupacyjną – NRD. Najpotężniejsze państwo Wspólnoty staje się jeszcze potężniejsze. Wcześniej jednak musi wziąć na siebie astronomiczne koszty przystosowania wschodnich Niemiec do nowych standardów. Nie tylko demokracji, ale też dróg, edukacji, szpitali, warunków pracy, mieszkań oraz – co okazało się później niezmiernie kosztowne – porównywalnej pomocy socjalnej.

Jasne się staje, że nowe Niemcy nie będą w stanie w takim stopniu jak dotychczas finansować francuskich, hiszpańskich czy greckich rolników. Ale co ważniejsze, zaczną się domagać uprzywilejowanej pozycji w stosunku do mniejszych – do biedniejszej Francji czy nawet Wielkiej Brytanii. „Europa nigdy już nie będzie taka sama” – mówi francuski prezydent François Mitterand i natychmiast dodaje, że teraz szybka integracja europejska jest koniecznością, by zjednoczone Niemcy nie stały się znowu niebezpiecznym, zewnętrznym kolosem. Kanclerz Helmut Kohl napisze później w swoich pamiętnikach, że doskonale rozumiał niepokoje sąsiadów i sam zabiegał o przyśpieszenie integracji, czemu dał wyraz w kolejnych przemówieniach w Berlinie i w Brukseli.

Niezależnie od kwestii niemieckiej, Europa musi rozwiązać problem wschodni. W licznych wtedy debatach i sporach publicystycznych widać, że europejscy przywódcy są tyleż zachwyceni upadkiem komunistycznych reżimów, co przerażeni. Nie wiedzą, co tak naprawdę dla świata będzie oznaczała próżnia polityczna po komunizmie w Europie Środkowej, jak zachowają się wyzwolone narody. Czy zdecydują się iść w stronę integracji i głębokich, ale bolesnych przemian rynkowych, czy zaczną obsuwać się w stan jeszcze większego chaosu, tworząc dla Wspólnoty nowe zagrożenia polityczne?

Na zewnętrzne trudności nakładają się dodatkowo problemy monetarne wspólnej Europy. Giełdy papierów wartościowych mają za sobą poważne wstrząsy i załamanie 1987 roku. Portugalski escudo został zdewaluowany w obawie przed poważniejszym załamaniem rynku. Brytyjski funt i włoski lir nie były w stanie sprostać wymogom Unii Monetarnej i opuściły  Europejski System Monetarny w 1992 roku.

Wkrótce po wydarzeniach w Berlinie 1989 roku przewodniczący Delors zwołuje nadzwyczajne posiedzenie międzyrządowe, na którym rzucia hasło szybkiego przekształcenia EWG i EMS w jedną Unię Europejską. Czasy są gorące. Większość negocjacji odbywa się na linii kanclerz Helmut Kohl i prezydent François Mitterand. Szereg rozmów nigdy nie zostaje zarejestrowanych. Ostateczne wspólne oświadczenie z 16 maja 1990 r. doszlifowane zostaje przez telefon. „Sądzimy, że to właściwy moment na transformacje dotychczasowych stosunków między państwami w Europejską Unię. Czas wyposażyć ją w odpowiednie środki i możliwości podejmowania niezależnych decyzji”.

Od ratyfikacji Jednolitego aktu mijają cztery lata. Przywódcy co i rusz wyrażają wolę szybkich zmian i głębokiej integracji, ale faktycznie niewiele się dzieje. Gorące i długie dyskusje kończą się jeszcze dłuższymi raportami i wnioskami, których nie daje się przełożyć na polityczną rzeczywistość. Katalizatorem ruchu naprzód okazuje się, jak zwykle, rywalizacja między Francją i Niemcami. Berlin ze swoją nową państwowością nie może się doczekać przejęcia bardziej prominentnej roli w ramach Wspólnoty. Francja boi się, że bez nowych regulacji i usankcjonowania jej pozycji, zostanie zmarginalizowana przez rozrastające się Niemcy.

Na 9-10 grudnia 1991 roku zostaje zwołane specjalne posiedzenie Rady Europy w Maastricht. Traktat jest ratyfikowany 7 lutego 1992 roku. Staje się aneksem do Jednolitego aktu, choć jego znaczenie dla integracji europejskiej było równie ważne co sam Akt.

Traktat z Maastricht łączy dotychczasowe wspólnoty – energii atomowej, wspólnotę gospodarczą, węgla i stali w jeden organizm. Pod skrzydła Unii Europejskiej dodatkowo mają trafić wszystkie specjalne programy – wspólna polityka obronna, policyjna, sądownicza i najważniejsza, monetarna. Dotychczasowy Europejski Instytut Monetarny, śledzący i opiniujący ruchy walut, stworzony w 1994 w ramach drugiego etapu dochodzenia do Ekonomicznej i Monetarnej Unii (EMU), teraz, w trzecim etapie, ma być zastąpiony przez Europejski Bank Centralny (European Central Bank – ECB).

Europejski Bank Centralny, zgodnie z porozumieniem z Maastricht, zostaje oficjalnie powołany do życia 1 czerwca 1998 r. Początkowo jako ciało do koordynacji współpracy miedzy bankami centralnymi państw członkowskich. Docelowo – jako bank centralny zarządzający wspólnym systemem monetarnym, jedną walutą euro. To jest niewątpliwie największa reforma instytucjonalna i jak się okazało, na długo przed oficjalnym uruchomieniem banku, najbardziej kontrowersyjna.

Traktat z Maastricht wymaga ratyfikacji przez wszystkie państwa członkowskie. Francuzi kilkuprocentową większością przyjmują traktat, ale Duńczycy 2 czerwca 1991 roku odmawiają ratyfikacji. 50,7 proc. mieszkańców głosuje przeciwko wejściu Danii do Unii. Jest to pierwszy sygnał, że szybka integracja i ambicje polityków w Brukseli znajdują coraz mniej zrozumienia opinii publicznej. Po raz pierwszy tak spójne i wpływowe okazują się głosy eurosceptyków. Ich ugrupowania, dotychczas ograniczające się do ugrupowań skrajnie narodowych i skrajnej lewicy, teraz zdobywają szersze społeczne oparcie.

Od czasu referendumw Danii, większość umów i traktatów poprzedzają lokalne konsultacje. W niektórych krajach powstaje nawet system identyfikowania potencjalnych grup sprzeciwu i szukania kompromisowych rozwiązań jeszcze przed podpisaniem umów. Tym razem dość szybko udaje się zidentyfikować źródło niezadowolenia: to wspólna waluta i wspólna polityka obronna.

Seria międzyrządowych negocjacji doprowadza do porozumienia. 11-12 grudnia 1992 r. Rada Europy w Edynburgu akceptuje duńską prośbę o wyłączenie tego kraju z unijnych umów o wspólnej walucie i wspólnej polityce obronnej; Traktat lizboński gwarantuje Danii prawo do niepodpisywania niektórych umów. 18 maja 1993 odbywa się drugie referendum w Danii. Teraz 56,8% obywateli opowiada się za Unią. Na listach do głosowania dopisano: czy opowiadasz się za członkostwem w Unii bez wspólnej polityki obronnej i wspólnej waluty.

Unia a’ la carte

Większość dotychczasowych dokumentów i traktatów wspólnoty europejskiej, a teraz Unii, dotyczy przepisów i zasad, jakimi mają kierować się rządy. W dokumentach znalazło się wiele zapisów uwalniających rynek i zasady przemieszczania się w ramach Unii, ale wciąż stosunkowo mało aktów dotyczy samych obywateli, ich praw i wolności osobistych. Teoretycznie, we wszystkich zapisach i preambułach znajdują się odniesienia do fundamentalnych wartości Unii, czyli demokracji i praw człowieka. W miarę jednak jak Unia przybiera instytucjonalny kształt, pojawia się coraz więcej pytań o konkretne przepisy regulujące codzienne życie we wspólnej Europie. Posiedzenie Rady Europejskiej w Amsterdamie pomyślane zostaje jako okazja do zajęcia się kwestiami obywatelstwa, praw i bezpieczeństwa jednostek. Traktat w Amsterdamie zostaje przyjęty 17 czerwca 1997 roku.

Traktat przypomina, że Unia została stworzona w poszanowaniu praworządności, wolności osobistej, demokracji i szacunku dla praw człowieka. Dokument składa się w sumie z 13 protokołów i 59 deklaracji. Bardzo szczegółowo określa prawa jednostki do przemieszczania się i korzystania z tych samych zabezpieczeń prawnych w całej Unii. Przy okazji uszczegółowione zostają zasady współpracy między policjami i sądami państw członkowskich. Porozumienie z Schengen o znoszeniu punktów granicznych zostaje włączone do traktatu amsterdamskiego.

Największą jakościową zmianą jest przyjęcie w Amsterdamie Karty socjalnej. Dokument wymarzony i wypieszczony przez przewodniczącego Delorsa może zostać przyjęty dopiero teraz, po upadku konserwatywnych rządów w Wielkiej Brytanii. Karta określa nie tylko zobowiązania rządów do zapewnienia równego traktowania i równych przywilejów pracowniczych, ale też odnosi się do spraw dyskryminacji, w tym wszelkich mniejszości społecznych i seksualnych. Karta określa również prawa wyborcze i ewentualne sankcje dla państw szerzących nienawiść. Sankcje gospodarcze nałożone na Austrię w lutym 2000 roku, po objęciu rządów przez skrajnie nacjonalistycznego Jörga Haidera, są umotywowane właśnie zapisami artykułu 13 Karty, o zakazie dyskryminacji. Wypowiedzi Haidera o imigrantach wystarczają do nałożenia pierwszych sankcji w ramach wspólnoty.

Traktat wywołuje polityczną burzę we wszystkich państwach Unii. Zarzuty dotyczą zarówno Karty, jak i tego, czego zabrakło w dokumentach z Amsterdamu. A zabrakło tam między innymi szczegółowych zapisów, jak poszczególne komisje mają dalej ewaluować po przyjęciu kolejnych państw z Europy Środkowej.

Proces ratyfikacji trwa znacznie dłużej niż zakładano. Rada Europy może ostatecznie zdecydować o wdrożeniu traktatu amsterdamskiego w maju 1999 roku. Zapis dotyczący zniesienia obowiązku obywatelstwa dla rezydentów obcych państw zostaje zaakceptowany przez Niemcy, Włochy, Francję i Hiszpanię dopiero w 2000 roku.

Traktat amsterdamski pomyślany był głównie jako inicjatywa obywatelska, ale przemiany polityczne w Europie wymuszają na uczestnikach poszerzenie zapisów. Zanim jeszcze wyschła farba na traktacie, Unia staje przed kolejnym wyzwaniem: rozpad byłej Jugosławii prowadzi do wojny na Półwyspie Bałkańskim. Jak bumerang wraca problem nigdy nie ratyfikowanego paktu obronnego EWO. Europejskie armie okazują się bezradne wobec tragedii w Kosowie i Bośni. Co prawda w Maastricht przyjęto zasady wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa (common foreign and security policy), ale zabrakło konkretnych rozwiązań: mandatu Unii do działań zbrojnych. Państwa członkowskie wciąż nie są gotowe na stworzenie oddzielnej armii.

Żeby obronić Unię przed zarzutami bezradności w obliczu humanitarnych tragedii, jak ta na Bałkanach, w Amsterdamie zostaje powołany urząd Sekretarza Generalnego Komisji Unii Europejskiej i Wysokiego Przedstawiciela do Spraw Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Na czele zasiada Javier Solana, ambitny polityk hiszpańskiej partii socjalistycznej. Urząd w dużej mierze ma czysto reprezentatywne znaczenie. Dziennikarze w Brukseli, skracając oficjalną nazwę urzędu, do dziś mówią o nim Solana Bureau.

Istotnym zapisem dołączonym do Traktatu Amsterdamskiego jest klauzula o eufemicznej nazwie, „bliższa kooperacja”. Zapis szyderczo nazywany jest czasem Europe „à la carte”, albo „Europa dwóch prędkości”. W rzeczywistości chodzi o umożliwienie państwom-członkom różnego stopnia lub tempa integracji w różnych dziedzinach życia. Ten instrument ma wytrącić argumenty bardziej eurosceptycznym rządom, które mogą blokować postępy integracji wspólnoty. Inicjatorzy pomysłu wychodzą z założenia, że w każdym z państw co kilka lat do władzy dochodzić będą eurosceptyczne ekipy spowalniające unifikację. Zamiast kazać czekać innym na zmianę opcji politycznej w danym kraju, wymyślono mechanizm, który pozwoli „spóźnialskim” nadganiać później zaległości. Zapis nie dotyczy traktatów określających ustrój Unii. Ale na przykład, po wyłączeniu Karty praw podstawowych z głównego tekstu traktatu lizbońskiego, Polska i Wielka Brytania nie musiały jej ratyfikować.

Preludium do wielkiej Unii

Traktat amsterdamski pomógł uporządkować i skoordynować wiele lokalnych praw w ramach istniejących unijnego ustawodawstwa. Teraz Unia Europejska w swojej nowej formie przygotowuje się do dwóch największych wyzwań od czasu traktatów rzymskich: poszerzenia o byłe kraje komunistyczne oraz przyjęcia wspólnej waluty.

Prace koncepcyjne ciągną się miesiącami, a czas goni. Już 1 kwietnia 1994 roku Węgry i Polska, jako pierwsze kraje dawnego komunistycznego bloku, składają wnioski o podjęcie negocjacji członkowskich. Po nich idzie lawina następnych. Jako ostatnia z grupy 10 państw, wniosek 10 czerwca 1996 roku składa Słowenia.

Na Radzie Europy w Madrycie w grudniu 1995 roku przyjęty zostaje program Agenda 2000. Wbrew dumnej nazwie, w rzeczywistości jest to zaledwie plan dochodzenia do programu. Przywódcy zwracają się do wszystkich komisji europejskich z prośbą o szybkie przedstawienie koniecznych działań, ale też rachunku szans, zagrożeń, kosztów i możliwości. Wszystkiemu ma dodatkowo towarzyszyć harmonogram. Prace znowu trwają półtora roku.

16 lipca 1997 roku Komisja Europejska publikuje ostateczny dokument „Agenda 2000, czyli silniejsza i większa Unia”. Jeden zwarty tekst roztacza perspektywy Unii Europejskiej od Portugalii po Estonię i od Islandii po Maltę.

Na liście zadań poprzedzających poszerzenie Unii znajduje się kilkadziesiąt punktów związanych z zapewnieniem Wspólnocie wewnętrznej spójności. Zarówno gospodarczej, jak i społecznej. Priorytetem ma być reforma CAP, czyli wspólnej polityki rolnej. Autorzy Agendy zwracają uwagę, że po wejściu do Unii rolniczej Polski i Litwy istniejący system może rozpruć się w szwach. W części końcowej dokumentu autorzy akcentują, że wszystkie zmiany reformy muszą gwarantować zachowanie dynamiki wzrostu dobrobytu i dyscypliny budżetowej.

18 marca 1998 roku życzeniowa Agenda 2000 zostaje przełożona na propozycje konkretnych przepisów i praw. Rok później, 24 marca 1999 roku na sesji Rady Europy liderzy unijni uznają jednak, że propozycje wymagają głębszych studiów i lepszej analizy zagrożeń. Agenda 2000 ma być poddana dalszej obróbce.

Powstaje kolejny dokument, który obejmuje cztery dziedziny reform prawno-systemowych. To reforma polityki rolnej, reforma struktur administracyjnych UE i, opisane w osobnym rozdziale, instrumenty konieczne do przeprowadzenia integracji z 10 nowymi państwami. Reforma walutowa zostaje ujęta w oddzielnym dokumencie i obejmuje wszystkie pokrewne wątki, od prawnego po marketingowy.

W ramach programu polityki rolnej Komisja Europejska stawia sobie sześć zadań:

– Zwiększenie konkurencyjności

– Dostosowanie produkcji rolnej do potrzeb ochrony środowiska naturalnego

– Zagwarantowanie godnych dochodów dla rolników

– Uproszczenie procedur prawnych

– Decentralizacja systemu dotacji

– Wzmocnienie pozycji Unii Europejskiej w ramach komisji rolnej Światowej Organizacji Handlu (WTO)

Każde z zadań zostaje następnie dostosowane do specyfiki różnych produktów. W ten sposób powstaje Agenda 2000 nabiałowa, mięsna (z podziałem na wołowinę i wieprzowinę), Agenda 2000 do spraw produkcji wina i każdej uprawy roślinnej z osobna.

Pakiet rolny Agendy 2000 zostaje dodatkowo poszerzony o regulacje dotyczące rozwoju regionów wiejskich. Są w nim takie wątki jak:

–  Wcześniejsze emerytury dla rolników i pracowników leśnych

– Zwiększenie dywersyfikacji własności rolnej

– Szkolenia zawodowe

– Przystosowanie młodzieży do nowych wyzwań na terenach wiejskich

Reformy strukturalne w ramach Agendy 2000 mają koncentrować się na przebudowaniu funduszy strukturalnych w taki sposób, żeby mogły zapewnić pomoc przyszłym krajom członkowskim, a jednocześnie obniżyć koszty istniejących programów. Rzeczywistość, jak zwykle, okazuje się inna, programy są droższe. Budżet pomocowy na lata 2000-2006 miał wynosić 213 miliardów euro; dla porównania, w latach 1994-99 wynosił on 208 miliardów. Rada Europy dostaje jednak zapewnienia, że tym razem pieniądze będą dystrybuowane według nowych założeń – wyższej efektywności i przejrzystości, w ramach sześciu funduszy:

– Europejskiego Funduszu Socjalnego (European Social Fund)

– Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (European Regional Development Fund)

– Funduszu Wskazań Finansowych dla Rybołówstwa (Financial Instrument for Fisheries Guidance)

– Europejskiego Funduszu Wskazań i Gwarancji Rolnych (European Agricultural Guidance and Guarantee Fund)

– Sekcji Wskazań (Guidance Section)

– Funduszu Spójności (Cohesion Fund)

Agenda 2000 na rzecz zmian w wewnętrznej polityce Unii koncentruje się z kolei na regułach wydatkowania w ramach tych funduszy. Po raz pierwszy większą uwagę ma się zwrócić na wykorzystanie prywatnych funduszy, na tzw. łączone inwestycje unijno-prywatne. Te zasady zaczynają pojawiać się w większości programów dofinansowania.

Największe wyzwanie dla Agendy 2000 stanowi poszerzenie Unii Europejskiej o 10 nowych państw Europy Środkowej – Bułgarię, Czechy, Estonię, Węgry, Łotwę, Litwę, Polskę, Rumunię, Słowację, Słowenię i śródziemnomorski Cypr. Zgodnie z postanowieniami Rady Europy w Essen (1994), Komisja Europejska zobowiązana jest przygotować tzw. białą księgę, określającą warunki przyjęcia nowych członków. Księga rozpisana zostaje na 23 sektory i każdy z szczegółowo określa warunki brzegowe, jakie w poszczególnych dziedzinach każde z państw musi spełnić.

Agenda określa zarówno warunki wejścia do Unii, możliwe harmonogramy, jak i własne programy przedakcesyjne, które mają przyśpieszyć proces transformacji tych państw do unijnych standardów.

Na szczycie w Luksemburgu w grudniu 1997 roku Rada Europy proponuje państwom ubiegającym się o członkostwo tzw. partnerstwo przedakcesyjne. Odpowiednie umowy, a raczej zobowiązania, zostają podpisane z sześcioma najwyżej rozwiniętymi państwami – Cyprem, Czechami, Estonią, Węgrami, Polską i Słowenią. W ramach partnerstwa każde państwo ma wytyczone krótkoterminowe i średnioterminowe priorytety. Postępy w realizacji tych zobowiązań są oceniane na corocznych specjalnych konferencjach partnerskich. Ten proces ma stanowić o perspektywach danego kraju na szybsze lub wolniejsze wejście do Unii.

Program pre-akcesyjny również zostaje podzielony na instrumenty odpowiadające poszczególnym programom transformacji w samej Unii. To programy:

– Zmian Strukturalnych (ISPA)

– Dostosowania Rolnictwa (SAPARD)

Ważnym elementem działań pre-akcesyjnych są niezależne inicjatywy, podejmowane już wcześniej przez państwa Europy Środkowej. Pionierskim programem jest Inicjatywa Środkowoeuropejska, w 1989 roku powołana do życia jako inicjatywa czterech: Austrii, Włoch, postkomunistycznej Jugosławii i Węgier. W 1990 roku do inicjatywy dołącza Czechosłowacja, a w roku 1991 Polska. W 1993 roku grupa liczy już 10 państw, a po 1996 roku – 15, z Albanią, Bułgarią Białorusią i Ukrainą. Niezależnie od bilateralnych umów, każde z państw określa własne programy restrukturyzacyjne, od rolnictwa przez energetykę, edukację i transport aż po kulturę. Jedną z niezależnych od UE inicjatyw jest powołanie 9 kwietnia 1990 Trójkąta Wyszehradzkiego – Polska, Węgry i Czechosłowacja (po rozpadzie tego ostatniego państwa na Czechy i Słowację, organizacja przemianowuje się na Grupę Wyszehradzką). Inicjatywa początkowo niemal wyłącznie ma znaczenie obronne – za cel stawia sobie szybkie wejście krajów-uczestników do NATO. Jednak w 1998 roku zajmuje się głównie integracją z Unią Europejską i współpracą gospodarczą. Tak powstaje Porozumienie Środkowo-Europejskie o Wolnym Handlu, które imituje unijne struktury i ma przygotowywać trzy państwa do szybszej integracji miedzy sobą.

Rada Europy 10-13 grudnia 1999 r. w Helsinkach wyraża zgodę na rozpoczęcie negocjacji z pozostałymi pięcioma państwami Europy Środkowej – Bułgarią, Litwą, Łotwą,  Rumunią i Słowacją oraz z Maltą.. W kwestiach monetarnych, Agenda 2000 koncentruje się na dyscyplinowaniu wydatków, dokładniejszym planowaniu wysokości stóp procentowych i wzajemnych relacji. Określono również progi dopuszczalnych wydatków budżetowych w każdym z państw, zasady udzielania gwarancji kredytowych i warunki, na jakich rząd może udzielać pomocy w kryzysowej sytuacji.

Zgodnie z zaleceniami Rady Europy rządy zobowiązują się do przyjęcia jaśniejszych zasad finansowania i wpłat poszczególnych państw do unijnego budżetu. Wpłaty państw członkowskich mają wzrosnąć o 25 proc. w związku z planowanym poszerzeniem. Wielkiej Brytanii udaje się jednak utrzymać swój dotychczasowy rabat, wynikający z odrębnej polityki rolnej.

Zgodnie z ustaleniami z Madrytu 16 grudnia 1995 roku, Komisja Europejska jest zobowiązana do przyjęcia wspólnej europejskiej waluty. l stycznia 1999 r. wejdzie w życie trzeci etap unii gospodarczej i walutowej. Zgodnie z Traktatem o Unii Europejskiej z Maastricht państwa UE są zobowiązane do dążenia do przyjęcia wspólnej waluty.

Agenda 2000 skupiła się na wypracowaniu mechanizmu konwersji – ile ma kosztować 1 ero w dniu wymiany waluty. Przelicznik jest określony przez Radę Unii Europejskiej, zgodnie z rekomendacjami Komisji Europejskiej. Ale prawdziwym wskaźnikiem ma być wartość rynkowa każdej z walut 31 grudnia 1998 roku.

Produkcja monet i banknotów rozpoczyna się ponad pół roku wcześniej. Operacja dystrybucji euro jest owiana ścisłą tajemnicą i z wyjątkiem kilku incydentów, bankom udaje się wprowadzić na rynek nową walutę. Od 1 stycznia 1999 roku euro jest już obowiązującym środkiem płatniczym.

Współczynnik wymiany walut 11 pierwszych państw przyjmujących euro zostaje podany do wiadomości kilka godzin przed godziną zero. W przypadku greckiej drachmy, która dołączyła do euro dwa lata później (w 2001 roku), kurs znany był już trzy miesiące wcześniej i podlegał długim negocjacjom z greckim bankiem centralnym. Tradycyjnie już, poza strefą euro pozostaje Wielka Brytania i Dania, które na mocy protokołów do traktatu z Maastricht mają specjalną klauzulę opt-out. Mimo prywatnej kampanii premiera Tony`ego Blaira na rzecz wprowadzenia wspólnej waluty, na wyspach funt ostał się do dziś.

Przejście na euro nie oznacza, że rodzime waluty w 11 państwach znikają z dnia na dzień. W zależności od państwa, stare banknoty i monety pozostają  w obiegu maksymalnie do 28 lutego 2002 roku (ale np. w Niemczech od 1 stycznia 2002 r. obowiązywało tylko euro) i wymieniane według obowiązującego kursu wymiany. Notowania w stosunku do starych walut zostają zaniechane po 2002 roku i tym samym kończy się wymiana starych banknotów narodowych na europejskie.

Start nowej waluty nie okazuje się zbyt szczęśliwy. Euro gwałtownie straci na wartości w stosunku do dolara, co pociąga za sobą szereg nerwowych ruchów na światowych giełdach. Europejski Bank Centralny i banki centralne państw strefy euro są przygotowane do interwencji, ale na koniec okazuje się ona zbędna.

Unia Niceą dzielona

Negocjacje z 11 krajami, w tym postkomunistyczną dziesiątką, trwają do roku 2002. Dobrze przygotowany program pre-akcesyjny, mobilizacja i determinacja dawnych państw bloku sowieckiego sprawiają, że proces przebiega zaskakująco sprawnie. Wszystkie kraje-kandydaci przechodzą do drugiej fazy negocjacji.

Problemem pozostaje Turcja, która po ustaleniach Rady Europy w Helsinkach w grudniu 1999 roku teoretycznie też powinna być brana pod uwagę w drugiej fazie. Gospodarka turecka przeżywa swój złoty okres. Kapitał z całego świata ściąga do Ankary i Istambułu. Wolności gospodarcze rokują dalszy dynamiczny rozwój i znaczące wsparcie dla reszty Europy. Podanie akcesyjne Turcji zostaje przyjęte na posiedzeniu Rady Europy w Helsinkach.

Oficjalnie negocjacje z Turcją nie zostały nigdy zerwane, a jedynie odłożone do czasu spełnienia przez Turcję wszystkich warunków członkostwa. Rada Europy wskazuje na konieczność lepszej ochrony praw człowieka, tolerancję wobec mniejszości narodowych i religijnych. Pewien postęp udaje się Turcji osiągnąć w kwestii wolności słowa i przestrzegania niezależności prywatnych mediów. Największym problemem pozostaje sprawa dyskryminacji Kurdów. Tureckie więzienia pełne są opozycjonistów. Do komisji trafia wiele oskarżeń o nielegalne zatrzymania, tortury i nawet morderstwa.

W samej Turcji unijna kwestia praw człowieka jest przez wielu interpretowana jako zasłona dymna dla tradycyjnej, zdaniem Turków, zachodnioeuropejskiej dyskryminacji wobec muzułmanów. Faktycznie, w Unii nie brak głosów przestrzegających przed łamaniem „chrześcijańskiej spójności” Europy. Z drugiej jednak strony dla Francji, Holandii czy Wielkiej Brytanii, na co dzień borykających się z problemami, jakie rodzą silne mniejszości muzułmańskie, przyjęcie Turcji byłoby pożądane. Argumentacja o prawach człowieka przeważa jednak i negocjacje z Turcją nie zostają wznowione.

Pozostałe kraje dopuszczone do drugiej fazy negocjacji w Helsinkach zmierzają do szybkiej ratyfikacji. Komisja Europejska nie nadąża jednak z dostosowywaniem wszystkich swoich struktur do potrzeb nowej, większej Unii. Największym problemem pozostaje system podejmowania decyzji. Narastają obawy, że Unia 28 państw zostanie sparaliżowana niemożnością znalezienia consensusu.

Rada Europy zbiera się w Nicei 7-9 grudnia 2000 roku z bardzo ambitnym planem uproszczenia dotychczasowego systemu decyzyjnego. Komisja proponuje:

– Podejmowanie decyzji zwykłą większością

– Uwzględnienie liczby mieszkańców w ustalaniu siły głosu każdego z państw

– Proklamację Karty praw podstawowych w Unii Europejskiej

a dla ograniczenia zatorów biurokratycznych i procesu konsultacyjnego, ograniczenie liczby członków Komisji Europejskiej.

W miarę, jak Komisja zgłasza swe postulaty, napięcie na sali obrad rośnie. Niemal każda z propozycji budzi sprzeciwy. Rząd Niemiec domaga się liczby głosów proporcjonalnej do wielkości swego kraju i wkładu finansowego do Unii. Francja, z 59 milionami mieszkańców wobec 82 milionów Niemców i z największymi unijnymi dotacjami do swojego rolnictwa, upiera się przy takiej samej liczbie głosów jak Niemcy.

Największy raban podnoszą jednak małe kraje. Holandia – 14 mln mieszkańców, Belgia 10 mln mieszkańców. Zgodnie z propozycją komisji, oba państwa miały zostać bez przedstawicieli w komisji. Jest to afront nie do przełknięcia dla państw, które od 1945 roku aktywnie działały na rzecz wspólnoty europejskiej, pierwsze składały podpisy pod Wspólnotą Węgla i Stali, a potem pod EWG.

Do ostrych napięć dochodzi również między Portugalią i Hiszpanią. Lizbona w żadnym wypadku nie chce się zgodzić na umniejszenie swojego znaczenia względem Hiszpanii.

Nie ma również zgody na propozycję odejścia od dotychczasowej zasady, że każde państwo może zawetować wiążącą decyzję Rady Europy.

Spór wokół traktatu w Nicei odzwierciedla wszystkie te niepokoje. Po raz pierwszy tak wyraźnie interesy narodowe biorą górę nad interesami całej Unii. Zakulisowe dyskusje i naciski należą do jednych z dłuższych w historii.

Ostatecznie, po długich nocnych przepychankach, zapada decyzja, by podpisać traktat. Od początku zakładano, że jest to tymczasowy dokument, który nikogo tak naprawdę nie satysfakcjonował. Polska okazuje się tu wyjątkiem. Nicejski system liczenia głosów daje Polakom bardzo mocną pozycję w Komisji Europejskiej. Polska otrzymuje tyle samo głosów co Hiszpania: 27. To stawia Polskę w grupie państw średnich. Cztery największe państwa otrzymują po 29 głosów, niezależnie od różnic w liczbie ludności (Francja, Włochy, Niemcy, Wielka Brytania).

Traktat z Nicei stanie się w przyszłości osią wewnętrznych sporów w Polsce. Tak wysoka pozycja Polski daje krajowi uprzywilejowaną pozycję w stosunku do dwukrotnie większych Niemiec. Na wszelkie próby zmiany tego zapisu najsilniejsze partie, Platforma Obywatelska i Prawo i Sprawiedliwość, reagują nerwowo. Do historii przejdzie powiedzenie Jana Marii Rokity w polskim parlamencie: „Nicea albo śmierć”. Opozycja domaga się wycofania wstępnej zgody lewicowego rządu na przyszłe zmiany w systemie naliczania głosów.

Mniejsze kraje otrzymują odpowiednio mniej głosów. Malta zostaje z zaledwie z trzema głosami. Prawa mniejszości ma chronić zasada, że zwykłą większością można zablokować każdą decyzję, nawet tę przyjętą kwalifikowaną większością.

Ustanowiona zostaje dodatkowo tzw. demograficzna weryfikacja, która ma uwzględniać niemiecką przewagę ludnościową. Teraz Niemcy, żeby zablokować jakąkolwiek decyzję, muszą zapewnić sobie poparcie tylko dwóch dużych państw. Pozostałe duże państwa, żeby zawetować decyzję Rady, potrzebują głosów trzech państw.

Wielkość Parlamentu zostaje powiększona do 732 deputowanych, z dotychczasowych 632. Najwięcej miejsc otrzymują Niemcy: 99. Pozostałe duże państwa mają po 72 miejsca w Parlamencie Europejskim, Polska i Hiszpania po 50.

Kraje, które miały dotychczas po dwóch komisarzy, jak Niemcy, Francja, Włochy i Wielka Brytania, teraz muszą zadowolić się jednym. W sumie komisarzy ma być 27, z miejscami rotowanymi dla pozostałych państw. System rotacji dodatkowo był uzależniony od liczby ludności. Ten zapis jednak nie zostaje wprowadzony w życie z uwagi na opór mniejszych państw.

Rosną natomiast kompetencje prezydenta Rady Europy. Ma on być wybierany kwalifikowaną większością państw, a następnie zatwierdzony przez Parlament Europejski.

Kompromis w Nicei jest możliwy tylko dzięki zapewnieniom, że kolejny traktat zmieni system liczenia głosów. Na żądanie Niemiec wyrażono zgodę, że następna Rada Europy (w 2004 r.) wprowadzi znaczące zmiany w stosunku do postanowień z Nicei. Poza tym zostało kilka nie rozwiązanych kwestii:

– Karta praw podstawowych i jej prawne umocowanie w każdym z państw

– Rola parlamentów narodowych i waga ich decyzji w stosunku do Parlamentu Europejskiego

Zmiany wprowadzane są do ostatniej chwili. Kiedy przychodzi do uroczystego podpisywania dokumentu, okazuje się, że większość przywódców musi już wracać do kraju. Negocjacje zostają zamknięte, oficjalna ceremonia podpisania przesunięta na 26 lutego 2001 roku.

Ratyfikacja porozumień nicejskich okazuje się prawdziwą drogą przez mękę. Wielu przywódców, jak prezydent Francji czy premier Szwecji, wyraża swoje wątpliwości co do sensowności traktatu już w samolocie w drodze do domu. Irlandczycy w czerwcowym referendum 2001 roku głosują przeciwko Nicei, prawie 54 proc. obywateli tego kraju opowiada się przeciw traktatowi. Rząd w Dublinie natychmiast zapowiada nową serię negocjacji i ponowne referendum. Odbywa się ono 19 października 2002 r. i tym razem 62,89 proc. Irlandczyków głosuje na tak.

Mimo perturbacji z Niceą, proces integracji Europy posuwa się do przodu. Negocjacje z nową jedenastką krajów zostają skończone. Ostatni warunek, jaki jedenastka ma teraz spełnić, to wprowadzenie do swojego systemu prawnego fundamentalnych praw Unii Europejskiej, w sumie 26 tysięcy aktów prawnych.

Dostosowywanie systemu prawnego byłych socjalistycznych państw okazuje się trudniejsze niż większość dotychczasowych działań dostosowawczych. Dorobek prawny wspólnot europejskich i Unii Europejskiej acquis communautaire trzeba wprowadzić do systemu prawnego każdego z państw. Proces ten obejmuje wszystkie traktaty założycielskie i akcesyjne, deklaracje i rezolucje, decyzje Sądu Europejskiego, umowy międzynarodowe. Należy je dopisać i upewnić się, że inne prawa i przepisy każdego z państw nigdzie nie stoją w sprzeczności z unijnymi zapisami.

Dla Unii Europejskiej jest to jednak kluczowy warunek przystąpienia do wspólnoty. Obawy przed rozbiciem spójności systemu prawnego starej Europy od początku były jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwników poszerzenia.

Rada Europejska zobowiązuje Komisję Europejską do szczegółowego monitorowania postępów w procesie dostosowania prawa państw kandydujących.

16 kwietnia 2003 roku w Atenach zostają podpisane traktaty o przystąpieniu. Dają one narodom nowych państw członkowskich czynne i bierne prawo wyborcze w najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego, w 2004 roku.

Każde z państw, podpisując się pod dokumentem w Atenach, zobowiązuje się do przeprowadzenia powszechnego referendum w sprawie traktatu akcesyjnego. Referenda mają być zakończone przed czerwcowymi wyborami do europarlamentu.

8 marca 2003 roku pierwsi głosują Maltańczycy; za Unią opowiada się 54 proc. głosujących.

Polska jako piąty z kolei kraj planuje referendum na 7 czerwca 2003 r. Aby upewnić się, że frekwencja osiągnie minimum wymagane przez polską konstytucję, urny otwarte są aż dwa dni, do godziny 20:00, 8 czerwca. Frekwencja wynosi 58,85 proc., za traktatem akcesyjnym opowiada się 77,48 proc. głosujących obywateli Polski.

20 września 2003 roku, Łotwa jako ostatnie państwo kandydujące opowiada się za wstąpieniem do Unii Europejskiej, z 67-procentową większością.

Droga do konstytucji

Niesmak po traktacie w Nicei pozostaje długo odczuwalny. Eurosceptyczne nastroje w Europie narastają i konieczne stają się szybkie działania dla potwierdzenia determinacji państw członkowskich co do dalszej integracji.

15 grudnia 2001 roku przywódcy zebrani na posiedzeniu Rady Europy w Laeken podpisują „Deklarację przyszłości Europy”. Dokument wraca do szczytnych haseł pogłębiania demokracji, ale też większej przejrzystości w działaniach Unii, lepszego wydawania funduszy unijnych i dopiero na końcu – przygotowania warunków do zatwierdzenia europejskiej konstytucji i ustanowienia europejskiego obywatelstwa. Od początku wiadomo jest, że dwa ostatnie punkty deklaracji wzbudzą mnóstwo kontrowersji i dadzą pożywienie eurosceptykom, stąd postulaty ograniczenia wydatków i większej transparentności, które często są podnoszone przez przeciwników dalszej unijnej centralizacji.

Problemów jest jednak znacznie więcej. Szwecja i Finlandia, przywiązane do swojej neutralności, nie chcą się zgodzić na podpisanie dokumentów o siłach szybkiego reagowania. Austria obawia się napływu ludności z Europy Środkowej, Wielka Brytania sprzeciwia się wspólnej polityce podatkowej i socjalnej.

W dniu 28 lutego 2002 roku zaczyna się europejska konwencja o przyszłości Europy. Obrady podkomisji trwają do 20 czerwca 2003 roku. Konwencja kończy się powołaniem Międzyrządowej Komisji do Rozwiązania Problemów Technicznych. Po raz pierwszy komisja zostaje wzmocniona ciałem konsultacyjnym – Forum, w którym uczestniczą niezależne organizacje społeczne, które mogą składać swoje własne postulaty co do przyszłej konstytucji i wizji europejskiego obywatelstwa.

Podstawą do debaty jest dokument byłego prezydenta Francji, Valery’ego Giscard d’Estainga. Znajduje się tam szereg artykułów ewidentnie faworyzujących Francję, co wywołuje protesty i szydercze artykuły w brytyjskiej prasie.

Projekt przewiduje – dla usprawnienia pracy rządu – redukcję składu Komisji Europejskiej do 15 osób. Przeciwko są mniejsze kraje, które zgodnie z propozycją z Nicei straciłyby w tej sytuacji stałego komisarza. Polska chce systemu „jeden kraj, jeden komisarz”.

Kolejna sporna kwestia to treść preambuły, wstępu do konstytucji. Początkowo Międzyrządowa Komisja proponuje odniesienie do starożytności i rewolucji francuskiej. To natychmiast wywołuje protesty ze strony kościoła katolickiego, partii chadeckich i najbardziej katolickich państw – głównie Polski, Włoch i Portugalii.

Z wielką mową w obronie chrześcijańskich wartości występuje Romano Prodi, przewodniczący Komisji Europejskiej. Ale na dopisanie wartości chrześcijańskich nie zgadza się europejska lewica i najbardziej laickie kraje – Dania, Francja, Niemcy, Holandia. Przywołują między innymi argument, że niedługo muzułmańska Turcja może stać się członkiem Unii.

Ostatecznie staje na „tradycji humanistycznej i religijnej”. Dla religijnych Polski i Włoch było to wciąż za mało. Dla laickich Danii, Belgii i Francji – o jedno słowo za dużo.

13 grudnia 2003 r. Rada Europy ma zawrzeć ostateczny kompromis zarówno w sprawie preambuły, jak konstrukcji Komisji Europejskiej. Rozmowy w Brukseli do niczego jednak nie doprowadzają. Hiszpania nie godzi się z Portugalią. Zwolennicy zapisu o chrześcijaństwie nie godzą się z laikami. Do sporu włączają się rodzime parlamenty, które obradują równolegle. Posłowie na bieżąco komentują doniesienia z Brukseli.

Traf chce, że najgłośniej rozbrzmiewa głos Jana Marii Rokity z Platformy Obywatelskiej i jego „Nicea albo śmierć!” . Opozycja polska żądała 50 głosów w Komisji Europejskiej i stałego komisarza. Rozmowy zostają zerwane. Rada Europy rozjeżdża się bez podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Włoski prezydent Silvio Berlusconi, przewodniczący Rady, ogłasza pierwsze w historii Unii zerwane negocjacje. Winą za to obarcza Polskę.

Prawda jest bardziej skomplikowana. Mieszanka porywczości Berlusconiego z nieudolnością jego urzędników sprawiła, że nikt do końca nie wiedział w Brukseli, nad którą wersją dokumentu trwa dyskusja. Nieprawdą jest też, że okrzyki Rokity z Polski były największym problemem. Największą przeszkodą są faktycznie stanowiska Francja i Niemcy, które w żaden sposób nie chcą uzgodnić swoich, sprzecznych stanowisk. Kompromis chwilowo nie jest możliwy.

Unia Europejska wchodzi w nową fazę. Wszystko to, co rozgrywało się w Brukseli, teraz jest bacznie obserwowane w krajach członkowskich. Parlamentarzyści swoje kampanie, a wyborcy swoje głosy w coraz większym stopniu uzależniają od wydarzeń w Brukseli. Wielokrotnie w przyszłości usłyszymy o prezydencie Lechu Kaczyńskim, który konsultuje się ze swoim bratem-premierem w sprawach unijnych. Ujawnienie tego faktu może świadczyć o pewnej nieporadności medialnej polskiej delegacji, ale faktycznie konsultacje i obawy przed reakcjami w kraju są dziś zmorą wszystkich delegacji. Parlament duński przyjmuje nawet zapis, że przedstawiciele Danii w Komisji Europejskiej nie mogą podejmować żadnej decyzji ani wyrażać zgody na nic, czego wcześniej nie zaakceptowała duńska specjalna komisja do spraw Unii. Takie komisje kontrolne powstają przy każdej komisji duńskiego parlamentu. O podobnym ograniczeniu pełnomocnictw wysłanników do Unii myślą też kolejne kraje.

Po fiasku włoskiej prezydentury do pracy z nowym impetem rusza prezydencja irlandzka. 1 stycznia 2004 roku premier Irlandii Bertie Ahern zapewnia, że projekt preambuły do konstytucji zostanie sformułowany i zaakceptowany do czerwca 2004 roku.

Szczyt 18 czerwca 2004 r. odbył się już w innej atmosferze. Nowe kraje są już lepiej usadowione w Unii Europejskiej. Po wyborach w Hiszpanii nowy socjalistyczny rząd José Luisa Rodrígueza Zapatero diametralnie zmienia stanowisko swojego kraju. Zapatero wycofuje się z żądań o dopisanie wartości chrześcijańskich do preambuły, cofa nawet obiekcje w kwestii podziału głosów w Komisji Europejskiej. W Polsce też zmienia się rząd. Premier Marek Belka, teoretycznie reprezentujący tę samą partię co odchodzący Leszek Miller, ale bez nadziei na kolejne wybory, okazuje się znacznie bardziej elastyczny w kontaktach z Radą Europy.

Szybko udaje się przyjąć kompromisowy system głosowania, przedstawiony przez Irlandię. Kompromis opiera się na zamianie poziomu głosów koniecznych do przeforsowania projektu w przyszłej Radzie Ministrów UE. Oryginalny projekt zakładał podwójną większość 50 proc. krajów reprezentujących 60 proc. ludności. To miał być próg konieczny do przyjęcia unijnego prawa. Kompromis zakłada podniesienie tych progów do 55 proc. krajów posiadających 65 proc. ludności. W sytuacji, gdy Rada Europejska działa sama, próg głosowania podnosi się z 60 proc. krajów do 72 proc.

Decyzje dotyczące podatków, świadczeń socjalnych, polityki zagranicznej i obronnej mają zapadać tylko jednomyślnie. Polskie propozycje dotyczące chrześcijańskich wartości w preambule zostają odrzucone.

Konstytucja jako najważniejszy, wiążący dokument dla wszystkich państw Unii, wymaga ratyfikacji w powszechnym referendum. Początkowo zakładano, że głosowania i ewentualne zmiany dostosowawcze lokalnych praw potrwają 2 lata. Kraje członkowskie w pośpiechu zabierają się do dzieła, co dziś politolodzy wskazują jako kardynalny błąd. Nadmierna pewność siebie, w szczególności francuskich polityków, brak badań opinii i kampanii informacyjnych doprowadzają do jednego z najpoważniejszych kryzysów w Unii Europejskiej.

Pierwsze referendum konstytucyjne odbywa się w Hiszpanii i traktat zostaje przyjęty. Niemcy i Włochy, zgodnie ze swoimi konstytucjami, nie organizują referendów. W tych krajach zostaje przyjęty przez parlamenty. Następna w kolejce jest Francja, która 29 maja głosuje na „nie”. Kilka dni później – 1 czerwca projekt przepada w Holandii. Pozostałe kraje, w tym Wielka Brytania, Polska, zawieszają swoje referenda. W przypadku Polski najprawdopodobniej traktat zostałby przyjęty, ale nastroje w Wielkiej Brytanii nie są już tak przychylne unijnej konstytucji.

Droga do prezydencji Unii

Porażka traktatu konstytucyjnego jest zaskoczeniem i na tyle silnym ciosem w działania integracyjne, że praktycznie wszystkie prace reformujące Unię zostają wyhamowane. Kolejne posiedzenia Rady Europy nie przełamują impasu. Przywódcy obawiają się kompromitacji. Propozycje, żeby wszystkie państwa ratyfikowały traktaty, a Holandia i Francja dostały szansę na ponowne głosowania, szybko upadają. Badania opinii publicznej w Irlandii, Wielkiej Brytanii wskazują brak widoków na ratyfikacje.

Bodźcem do podjęcia jeszcze jednej konstytucyjnej próby jest 50. rocznica  traktatów rzymskich. Rocznica przypadała na czas niemieckiej prezydentury. Niezwykle prężna kanclerz Angela Merkel planuje wystawne obchody rocznicy. Komisja Europejska sponsoruje podobne festyny we wszystkich państwach członkowskich. Idea wspólnej Europy znowu pojawia się na tablicach reklamowych i pierwszych stronach gazet.

Konferencję w Berlinie poprzedzają ciche prace tzw. grupy Amato (Amato Group, Action Committee for European Democracy, ACED), specjalnej, ad hoc powołanej grupy pod przewodnictwem Jose Barroso, z udziałem byłego premiera Włoch Giuliano Amato i dwóch sprawnych komisarzy, w tym Danuty Hübner z Polski. Prace prowadzone są w tajemnicy. Politycy przepisują opasły traktat konstytucyjny, starając się osłabić znaczenie kontrowersyjnych zapisów i uprościć tekst. W ten sposób z 448 artykułów traktatu zostaje 70.

Nowy tekst jest pięciokrotnie krótszy, ale pozostaje najdłuższym projektem konstytucji na świecie. Końcowa wersja tekstu, wysłana do Brukseli, jest w języku francuskim. Komisja nie ma nawet czasu, by przetłumaczyć go z oryginalnej wersji opracowanej przez byłego prezydenta Francji.

26 marca 2007 roku na sesji Rady Europy przywódcy podpisują oficjalną Deklarację berlińską i „cichą deklarację” co do gotowości kontynuowania wysiłków na rzecz konstytucji. W kuluarach wyznaczona zostaje nawet data ratyfikacji nowego traktatu.

W oficjalnej deklaracji przywódcy znów wskazują cele i wartości, dla jakich powstała Unia, ale też wyrażają gotowość aktywnych działań w wielu dziedzinach życia, od kultury po rolnictwo. A co najważniejsze, deklarują dalsze wysiłki na rzecz głębszej integracji i ustanowienia konstytucji. We wprowadzeniu do deklaracji czytamy między innymi: „Tylko razem możemy dochować naszych europejskich ideałów, jednego europejskiego społeczeństwa dla dobra obywateli Unii Europejskiej”.

Już w trzy miesiące po deklaracji Rada Europy zbiera się ponownie w Brukseli, żeby 21 czerwca 2007 r.  przyjąć podstawowe założenia co do nowego traktatu konstytucyjnego. Jest to okres wyjątkowo dynamicznych działań. Pod kierownictwem Angeli Merkel biuro prezydenta Rady Europy działała szybko i skutecznie, decyzje zapadają w ciągu kilku godzin. W niespełna jeden dzień Rada Europy decyduje o wejściu Malty i Cypru do strefy euro. Następny dzień aż do wczesnych godzin rannych schodzi na dyskusjach o konstytucji. Najtrudniejszym punktem okazuje się polska propozycja kompromisowego liczenia głosów w Radzie Europy, tzw. pierwiastka kwadratowego.

Polska wciąż liczy na uprzywilejowaną pozycję w Radzie. Ośmieszany przez opozycję i część polskiej prasy „pierwiastek Kaczyńskiego” znajduje jednak zrozumienie wśród brytyjskich konserwatystów, co dodatkowo przedłuża negocjacje. 14 czerwca, jeszcze przed posiedzeniem Rady Europy, prezydent Francji udziela wywiadu „Gazecie Wyborczej”, gdzie apeluje do rozsądku Polaków.

Wreszcie udaje się zawrzeć porozumienie. Zgodnie z sugestiami grupy Amato, z – i tak już okrojonego – traktatu wyrzucone zostają wszystkie odniesienia do konstytucji. Znikają symbole, hymny, flaga i preambuła. Dla pewności, nazwa dokumentu zmienia się – z traktatu konstytucyjnego na traktat reformujący. To ma zwolnić rządy z obowiązku ratyfikowania dokumentu na drodze referendum. W osobnym dokumencie znajduje się zgoda, by na następnym posiedzeniu traktat został uzupełniony o kwestie głosowania w sprawach zagranicznych.

Kolejny zgrzyt dotyczy Karty praw podstawowych. Wielka Brytania i Polska, z zupełnie różnych powodów, oprotestowują jej zapisy. Rada Europy przyjmuje to do wiadomości i wyłącza kartę z głównego tekstu dokumentu, zostawiając państwom wolną rękę. Odrzucenie Karty nie oznacza teraz odrzucenia traktatu.

Karta nie otrzymuje też statusu rozporządzenia. Zgodnie z definicją jest to jedynie proklamacja, podkreślająca zasady, jakimi kierują się unijne instytucje, i prawa, jakie powinny przysługiwać wszystkim obywatelom państw członkowskich.

Brytyjski rząd i parlament obawiają się jednak, że Karta stanie się podstawą do narzucenia wszystkim krajom jednakowych praw pracowniczych, co pociągnie za sobą dodatkowe koszty dla firm. To, co dla Niemiec i Francji, z rozbudowanymi przywilejami pracowniczymi i silnymi związkami zawodowymi, nie stanowi większego zagrożenia, dla Wielkiej Brytanii, dumnej z niedawno odbudowanej konkurencyjności swojej gospodarki, jest trudne do zaakceptowania. Kontrowersje budzą również zapisy odnoszące się do przywilejów socjalnych. Unijna rozrzutność w tym względzie od lat krytykowana jest w Londynie i z miejsca pojawiają się obawy, że pozornie niewinny zapis może oznaczać dramatyczną zmianę w ustroju politycznym Unii, odejście od wartości rynkowych w stronę idei socjalistycznych. Wielka Brytania postanawia skorzystać z opcji „op-out”, przez dziennikarzy czasem dowcipnie nazywaną „dziękuję postoję”. Decyzja rządu zostaje entuzjastycznie przyjęta przez stowarzyszenia biznesowe w Wielkiej Brytanii, w tym Federację Małego Biznesu.

Premier Jarosław Kaczyński postanawia dołączyć się do brytyjskiej „secesji” i 4 października 2007 r. ogłasza wyłączenie Polski z grupy państw proklamujących Kartę praw podstawowych. Przyczyn takiej decyzji nie należy jednak szukać w gospodarczych poglądach premiera, ale raczej w kwestiach natury ideowo-obyczajowej. Jak to tłumaczył w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” ówczesny rzecznik MSZ, Robert Szaniawski: „Chodzi na przykład o to, żeby zapobiec jakimkolwiek interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, które doprowadziłyby do zmiany definicji rodziny i przymuszały państwo polskie do uznawania małżeństw homoseksualnych”

W Polsce decyzje premiera popierają środowiska i partie polityczne związane z Kościołem, ale też organizacje popierające wolny rynek, jak Instytut Adama Smitha.

Specjalny zapis uznający stanowisko Polski i Wielkiej Brytanii zostaje dodany do traktatu reformującego w dwóch oddzielnych artykułach:

Artykuł 1

1. Karta nie rozszerza możliwości Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ani żadnego sądu lub trybunału Polski lub Zjednoczonego Królestwa do uznania, że przepisy ustawowe, wykonawcze lub administracyjne, praktyki lub działania administracyjne Polski lub Zjednoczonego Królestwa są niezgodne z podstawowymi prawami, wolnościami i zasadami, które są w niej potwierdzone.

2. W szczególności i w celu uniknięcia wątpliwości nic, co zawarte jest w tytule IV Karty nie stwarza praw, które mogą być dochodzone na drodze sądowej, mających zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa, z wyjątkiem przypadków gdy Polska lub Zjednoczone Królestwo przewidziały takie prawa w swoim prawie krajowym.

Artykuł 2

Jeśli dane postanowienie Karty odnosi się do krajowych praktyk i praw krajowych, ma ono zastosowanie do Polski lub Zjednoczonego Królestwa wyłącznie w zakresie, w jakim prawa i zasady zawarte w tym postanowieniu są uznawane przez prawo lub praktyki Polski lub Zjednoczonego Królestwa.

Mimo licznych wyłomów w traktacie reformującym, kanclerz Merkel z dumą mówi o sukcesie, jakim było przygotowanie nowego dokumentu konstytucyjnego. Projekt ma wkrótce zostać poddany procesowi ratyfikacyjnemu. Premierzy i prezydenci wracają domów i niemal natychmiast zaczynają się próby ponownego otwarcia negocjacji.

Premier Kaczyński dwukrotnie wyraża niezadowolenie z systemu liczenia głosów w Radzie  i domaga się kolejnej tury rozmów. Na argument, że Niemcy są krajem dwukrotnie liczniejszym i należy im się uprzywilejowana pozycja, Kaczyński odpowiada, że gdyby nie II wojna światowa, Polska też miałaby więcej obywateli.

Holenderski premier Jan-Peter Balkenende oświadcza w parlamencie, że propozycja, którą jego kraj otrzymał w Brukseli, jest nie do przyjęcia.

Portugalia, której zależało na spektakularnych sukcesach swojej prezydentury, też sugeruje kolejną rundę rozmów. I tak 23 lipca 2007 r. komisja międzyrządowa rozpoczyna prace nad kolejną wersją traktatu. Portugalska prezydencja oprócz przedstawicieli wszystkich rządów, prawników z każdego kraju, zaprasza dodatkowo autorytety ideowe – konserwatystę Elmara Broka, socjalistę Enrique Baron Crespo i liberała Andrew Duffa. Tak powstaje wersja traktatu składająca się ze 145 stron, plus 123 strony aneksów, 12 protokołów i 51 deklaracji. Żeby mieć świadomość zawiłości zapisów, wystarczy wczytać się w roboczą nazwę dokumentu: „Projekt Traktatu Uzupełniającego Traktat Reformujący Traktat Konstytucyjny”. Tekst jest wywieszony na stronie internetowej Komisji Europejskiej.

Jeszcze przed posiedzeniem międzyrządowej komisji, Polska daje znać, że zechce znowu renegocjować warunki. Kombinacja zmasowanej presji politycznej i stosunkowo drobnych ustępstw ostatecznie daje rezultat. Premier Kaczyński opuszcza szczyt z twarzą dzięki zagwarantowaniu Polsce tzw. kompromisu Joaniny, który pozostawia czasowo możliwość weta decyzji Unii, oraz obietnicy jednego stanowiska adwokata generalnego w Sądzie Europejskim. Traktat lizboński zostaje ostatecznie podpisany 19 października 2007 r.

Większość państw niemal natychmiast go ratyfikuje. Węgry jako pierwsze, już 17 grudnia 2007 r. Premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown przed wyborami obiecywał referendum, ale szybko wycofuje się z obietnicy i ratyfikacji dokonuje parlament. Irlandia jest jedynym krajem, gdzie konstytucja wymaga przeprowadzenia referendum. W pierwszym głosowaniu 12 czerwca 2008 r. Irlandczycy głosują na „nie”. W rok później, 6 października 2009 r., po intensywnej kampanii, naciskach z zewnątrz i wśród obaw, że odrzucenie traktatu może spowodować wycofanie antykryzysowej pomocy dla wyspy, Irlandczycy zagłosowali na „tak”.

Nie bez znaczenia są też złożone wcześniej deklaracje, że Irlandia zachowa swą suwerenność w obszarze stawek podatkowych oraz prawo do określania przepisów dotyczących aborcji i eutanazji.

Ponieważ w traktacie lizbońskim w artykule 48. znalazł się zapis, że wszystkie następne decyzje w sprawie zmian konstytucyjnych będą podejmowane w ramach międzyrządowych konsultacji, bez obowiązku ratyfikowania ich w referendach, kilka parlamentów zapewnia sobie dodatkową kontrolę nad decyzjami rządu. Między innymi niemiecki Bundestag przyjmuje własną ustawę zakazującą rządowi podpisywania jakichkolwiek wiążących dokumentów bez zgody parlamentu.

Ostatnimi krajami, które ratyfikowały traktat, są Polska i Czechy. Polski prezydent Lech Kaczyński zgodnie z obietnicą ratyfikuje traktat 10 października 2009 r., po akceptacji go przez Irlandczyków. Decyzja czeskiego Trybunału Konstytucyjnego o zgodności unijnych zapisów z konstytucją Czech i podpis Vaclava Klausa pod traktatem lizbońskim 3 listopada 2009 roku kończy długi marsz do europejskiej konstytucji. Proces rozpoczęty 9 grudnia 2000 roku porozumieniem w Nicei został uwieńczony traktatem międzyrządowym, obwarowanym całym mnóstwem ustępstw i wyjątków.

Kluczem do porozumienia okazuje się gwarancja Rady Europy, że Czechy nigdy nie zostaną pociągnięte do odpowiedzialności prawnej za wysiedlenie Niemców i Węgrów, złożona Klausowi 29 października 2009.

Początkowo traktat miał wejść w życie 1 stycznia 2009. Obecnie Rada Europy ma nadzieję że jeszcze w listopadzie dojdzie do wyboru pierwszego prezydenta Unii Europejskiej.

Traktat lizboński z założenia ma poszerzać rolę Parlamentu Europejskiego i pozwalać na szybsze podejmowanie decyzji w ramach komisji europejskiej.

Traktat  ustanawia stanowisko prezydenta Rady Europejskiej i wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, czyli ministra spraw Unii.

Rada Europejska ma jednak nieporównanie większe kompetencje niż gabinet jakiegokolwiek prezydenta czy premiera w którymkolwiek z 27 państw członkowskich. Rada może ręcznie sterować decyzjami prezydenta. Sama podejmuje je zgodnie z nowym podziałem głosów, który również jest wynikiem kompromisu. Niemcy otrzymują nadzwyczajną siłę głosów, mogąc zawetować każdą decyzję, jeżeli mają poparcie jednego z największych państw. Kraje średnie i mniejsze zarezerwowały sobie prawo weta w kwestiach strategicznych. Do tego są specjalne przywileje dla Irlandii, która nie musi się stosować do decyzji związanych z działaniami wojskowymi. Czech, Wielkiej Brytanii i Polski – których nie obowiązują zapisy zawarte w Karcie praw podstawowych. Część państw, jak Niemcy, Dania, zarezerwowały sobie zgodę na ratyfikacje decyzji Rady Europejskiej przez swoje własne parlamenty.

Traktat lizboński w przeciwieństwie do wcześniej odrzuconego traktatu konstytucyjnego nie eliminuje funkcji państwa przewodniczącego, czyli kraju, który narzuca agendę obrad i decyduje o priorytetach działań Unii Europejskiej. W praktyce oznacza to, że nowy prezydent może mieć problem nawet z ustalaniem strategii i planowaniem działań Rady Europejskiej, jeżeli nie zapewni sobie wcześniej przychylności kraju przewodniczącego w danym półroczu.

Krytycy traktatu lizbońskiego twierdzą więc, że dokument zamiast ułatwić proces decyzyjny, może go mocno skomplikować.

Trzy pierwsze wyzwania, jakie pojawiły się przed Unią po ratyfikacji traktatu lizbońskiego, są pokłosiem złożonego procesu legislacyjnego.

Nowego prezydenta Europy zgodnie z traktatem lizbońskim powinna wybrać Rada Europejska, a następnie podać jego kandydaturę do akceptacji parlamentowi. Pierwsze przymiarki do wyborów zaczynają się niemal natychmiast po tym, jak 10 października 2009 roku traktat ratyfikował prezydent Kaczyński. Kandydatem preferowanym przez brukselskie elity jest były premier Tony Blair. Brukseli bardzo zależy na silnej osobowości. Na kimś, kto mógłby stawić czoła przywódcom państw w Radzie Europejskiej, i decydować niezależnie od nacisków ze strony największych państw. Ale kandydatura Blaira natychmiast wzbudza sprzeciw prawicowej części Parlamentu Europejskiego. Przeciwko występują również eurosceptyczni brytyjscy Torysi. Brytyjska prawica co prawda nie sprawuje rządów w czasie przymiarek do europejskiej prezydentury, ale jej gwałtownie rosnąca popularność i zbliżające się wybory każą wierzyć, że wkrótce obejmie rządy w Londynie. To w zasadzie przekreśla szanse Blaira, choć on sam dalej lobbuje za swoją kandydaturą.

W miejsce Blaira pojawia się kandydatura belgijskiego premiera Hermana Van Rompuy. Na tydzień przed nadzwyczajnym szczytem 19 listopada 2009 mającym zdecydować o obsadzie nowych stanowisk unijnych Rompuy wciąż pozostaje najważniejszym kandydatem. Jako chadek ma zapewnione poparcie Parlamentu Europejskiego. Uspokaja unijny establishment, który jest przekonany, że stanowisko powinna objąć osoba dobrze znająca kulisy uprawiania unijnej polityki, zdeklarowany euroentuzjasta i ktoś z autorytetem premiera. Podoba się też przywódcom Niemiec i Francji, wierzącym, że zapewni im wpływ na kluczowe decyzje w Radzie Europejskiej.

Proces zakłóca niespodziewana interwencja Polski. Projekt przekazany na ręce Fredrika Reinfeldta, premiera Szwecji przewodniczącej Unii, domaga się przeprowadzenia demokratycznych konsultacji i formalnych przesłuchań kandydatów na forum Rady.

Polscy dyplomaci chcą, aby nominacje na najważniejsze stanowiska w Unii, powałane przez traktat z Lizbony: prezydenta Rady Europejskiej oraz szefa dyplomacji, poprzedziły przesłuchania na forum Rady. 11 listopada 2009 r. największy irlandzki dziennik „Irish Times” napisał: „Polska opiera się koronacji”. Szersze konsultacje na bieżąco monitorowane przez media mogą osłabić rolę największych państw Unii, ale też poszerzyć listę kandydatów. Znów wskazuje się na Holendra Jana Petera Balkenende, Luksemburczyka Jean-Claude’a Junckera i Łotyszkę Vairę Vike-Freibergi.

Stanowisko wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej nie budzi w początkowym okresie tyle kontrowersji co prezydentura. Nie tylko ma niższą rangę, ale też traktat lizboński zostawia mu stosunkowo niewielkie kompetencje. W dalszym ciągu polityka zagraniczna pozostaje w gestii rządów narodowych. Co najlepiej pokazuje budżet nowego unijnego ministra spraw zagraniczny, mniejszy od budżetu każdego z 27 ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich.

Za faworytów uważa się byłego ministra spraw zagranicznych Włocha Massimo D’Alemie, byłego ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Davida Milibanda, na dalszych miejscach znajdują się były szwedzki premier Nils Daniel Carl Bildt i były minister spraw zagranicznych Niemiec Joschka Fischer.

Niezależnie od tarć wokół sposobu obierania najwyższych urzędników Unii Europejskiej dwa państwa: Włochy, a potem Polska, zakwestionowały kompetencje Unii w kwestiach światopoglądowych. 3 listopada 2009 r. Europejski Sąd ds. Praw Człowieka decyduje, że wieszanie krzyży w szkołach jest nadużyciem prawa rodziców do dyktowania dzieciom w szkole swoich przekonań religijnych. Sąd nakazuje włoskim władzom wypłacić 5 tys. euro kobiecie, która wniosła skargę. Ma to być rekompensata za straty moralne. Premier Włoch Silvio Berlusconi zapowieda apelację. Decyzja ma jednak wielu zwolenników, przede wszystkim we Francji, Niemczech, Holandii, w Hiszpanii, ale też ze strony lewicowych partii Włoch.

Gorąca debata szybko przeniosi się na inne kraje. W przemówieniu z okazji 91. rocznicy powstania państwa polskiego prezydent Lech Kaczyński oświadcza, że Unia nie może zakazać wieszania krzyży w polskich szkołach.

Traktat lizboński nie zostawia jednak państwom członkowskim wolnego pola w takich kwestiach, jak rozdzielność państwa od Kościoła. Decyzja sądu ma mocne podstawy prawne w traktatach rzymskich z 1950 roku i kolejnych pięciu protokołach, dotyczących praw człowieka podpisanych w Strasburgu w latach 1963-1966. Wszystkie ratyfikowane przez Polskę jeszcze w okresie poprzedzającym nasze członkostwo. Decyzje sądu wzmacnia też podpisana przez Włochy (Polska została wyłączona) Karta praw podstawowych, zbierająca i dopełniająca wcześniejsze zapisy dotyczące rozdzielności państwa od kościoła.

Wybory na prezydenta Europy dodatkowo zostają przyćmione burzą, jaką wywołuje projekt nowego budżetu Unii Europejskiej. Komisja postanawia przeprowadzić daleko idące oszczędności w dotychczasowych funduszach rolnych i regionalnych.

Obecnie budżet Unii Europejskiej to 140 miliardów euro, co stanowi 1,05 proc. wpływów budżetowych wszystkich 27 państw członkowskich. Z tej sumy ponad 48 proc pochłaniają wydatki na subsydia rolne. Według ostatnich analiz przeprowadzonych przez zewnętrznego audytora z tej sumy nie więcej niż 5 mld euro wydawanych jest na cele zbieżne z polityką UE. Komisja planuje w związku z tym daleko idące zmiany. Do 2013 roku chce zredukować subsydia do 32 proc., w nadziei, że i potem zdoła utrzymać dynamikę cięć. Dodatkowo komisja proponuje zmianę dotychczasowego systemu pomocy regionalnej. Zamiast wypłacać pieniądze na pomoc najbardziej zacofanym regionom, zamierza skierować pomoc wyłącznie do państw najbardziej zacofanych. W praktyce oznaczałoby to, że pieniądze otrzymają wyłącznie takie państwa, jak Bułgaria, Rumunia, Łotwa, Litwa, a zabrane będą nie tylko biednym regionom Hiszpanii czy Włoch, ale najpewniej też Polsce.

Protesty składają już: Mercedes Besso, gubernator Piemontu, i Danuta Hubner, do niedawna komisarz unijny, obecnie członek Parlamentu Europejskiego. Danuta Hubner zarzuca przewodniczącemu Komisji Europejskiej, że propozycja jest sprzeczna z wcześniejszymi ustaleniami i troską o najbiedniejsze grupy społeczne.

Na tydzień przed historycznymi wyborami swojego pierwszego prezydenta Unia Europejska pochłonięta jest sporami proceduralnymi i reformami, które zamiast silniej spajać, dalej dzielą przywódców 27 państw.

CZYTAJ RóWNIEŻ

Jak jednoczyła się Europa – cz.II: Ojcowie Założyciele

Jak jednoczyła się Europa – cz.III: Kalendarium oraz Bibliografia

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły