Nowoczesna teoria monetarna – magia czy logika?

15.04.2019
Czy nowoczesna teoria monetarna jest szaleństwem, czy sensowną propozycją? Wybitni ekonomiści są przekonani, że raczej tym pierwszym.

Część ekonomistów przyrównuje nowoczesną teorię monetarną do magicznych praktyk (fot. Envato)


Nazwa „nowoczesna teoria monetarna” (Modern Monetary Theory – MMT) brzmi jak temat wykładu, na którym studenci pierwszych lat studiów zasypiają z nudów. Jednak makroekonomistów kwestia MMT zdecydowanie nie usypia.

Stephanie Kelton, czołowa badaczka MMT na Stony Brook University, doradzała senatorowi i kandydatowi na prezydenta Berniemu Sandersowi. Kongresmenka Alexandria Ocasio-Cortez, młoda przedstawicielka amerykańskiej lewicy, powoływała się na „nowoczesną teorię monetarną” gdy zapytano ją, jak zamierza sfinansować program Green New Deal (tzw. Zielony Nowy Ład). Wraz ze wzrostem politycznego znaczenia MMT, ostatnio rośnie również temperatura debaty na jej temat.

Laureat nagrody Nobla Paul Krugman skarżył się ostatnio, że zwolennicy MMT zachowują się jak bohaterowie komiksu „Calvin and Hobbes”, którzy podczas gry dowolnie zmieniają jej zasady według własnego kaprysu. Larry Summers, były sekretarz Skarbu, pracujący obecnie na Uniwersytecie Harvarda, niedawno nazwał MMT „nową ekonomią voodoo”. Wcześniej tym mianem określano pogląd, według którego cięcia podatków same się finansują. Takie argumenty są bardzo głośne, uogólniające i trudne do wyważenia, a jednocześnie dużo mówią na temat samej makroekonomii.

Nowoczesna teoria monetarna ma swoje korzenie w głębokich pęknięciach doktrynalnych. W dekadach następujących po Wielkiej Depresji ekonomiści prowadzili nieraz zażarte spory o to, jak należy rozwijać idee Johna Maynarda Keynesa, intelektualnego ojca makroekonomii. Ostatecznie dominującą pozycję zdobył silnie zmatematyzowany amerykański nurt keynesizmu, podczas gdy inne warianty wrzucono do kategorii „post-keynesizmu”, czyli eklektycznej mieszanki pomysłów zepchniętych na heterodoksyjne peryferie. W latach 90. XX w. grupa wyznających zbliżone poglądy myślicieli wykorzystała post-keynesowskie idee do stworzenia ram teoretycznych, które ostatecznie znalazły swoje ucieleśnienie w MMT.

Nie ma żadnego kanonicznego modelu MMT; istnieją pewne kluczowe idee.

Te ramy nie są do końca jasne. Nie ma żadnego kanonicznego modelu MMT. Istnieją jednak pewne kluczowe idee. Rząd, który drukuje własną walutę i zadłuża się w swojej własnej walucie nie może zbankrutować, ponieważ zawsze może wyemitować pieniądze, którymi spłaci swoich wierzycieli. Te nowe pieniądze mogą również być wykorzystane do opłacenia rządowych wydatków, w związku z czym dochody podatkowe są niepotrzebne. Co więcej, rządy powinny wykorzystywać swoje budżety do zarządzania popytem i utrzymywania pełnego zatrudnienia (zadania te obecnie przypisane są polityce pieniężnej, ustalanej przez banki centralne).

Głównym ograniczeniem dla wydatków rządowych nie są nastroje na rynku obligacji, ale dostępność niewykorzystanych zasobów, takich jak bezrobotni pracownicy. Podnoszenie wydatków w sytuacji gdy gospodarka w pełni wykorzystuje swoje moce produkcyjne może prowadzić do szybkiego wzrostu inflacji. Celem podatków jest więc utrzymanie inflacji w ryzach. Wydatki to pedał gazu, a opodatkowanie to hamulec. Deficyty budżetowe są bez znaczenia tak długo, jak bezrobocie jest niskie a poziom cen jest stabilny.

Dla osób dobrze obeznanych z ekonomiczną ortodoksją – według której rządy muszą ostatecznie zapłacić za swoje wydatki przy pomocy podatków – te pomysły brzmią dziwacznie. Ta dziwaczność jest częściowo wynikiem niekonwencjonalnego języka używanego przez badaczy MMT.

Wczoraj Piketty, jutro nowoczesna teoria monetarna

Rozmowa ze zwolennikami MMT przypomina czasami oglądanie meczu piłki nożnej z przyjaciółmi, którzy upierają się, że piłka pozostaje cały czas nieruchoma, podczas gdy każdy inny element gry, w tym boisko i bramki, poruszają się wokół niej. Komunikacja jest jeszcze bardziej utrudniona z powodu rzadkiego stosowania przez zwolenników MMT modeli matematycznych. Dla ekonomistów, którzy uważają zaawansowaną matematykę za oznakę powagi, taka niechęć do wykorzystywania równań jest albo dowodem niższości intelektualnej, albo wybiegiem pozwalającym na uniknięcie krytycznej analizy.

Tymczasem może ona po prostu odzwierciedlać fakt, że MMT jest nie tyle konkurencyjną teorią, co krytyką jakościową. Tak, banki centralne mogą wykorzystać stopy procentowe w celu osiągnięcia pełnego zatrudnienia, jeśli stopy nie są zbyt bliskie zeru. Jednak zwolennicy MMT uważają, że rządy są do tego lepiej wyposażone.

Polityka pieniężna, istotnie, realizowana jest za pośrednictwem banków i rynków finansowych, ale gdy na rynkach pojawia się panika, mechanizm ten ulega osłabieniu. Obniżki stóp stymulują gospodarkę, zachęcając firmy i gospodarstwa domowe do zaciągania pożyczek, ale może to prowadzić do niebezpiecznych poziomów zadłużenia sektora prywatnego, tymczasem wydatki rządowe omijają te problemy. Podobnie, podwyżki stóp mogą zatrzymać inflację. Jednak często wywołują one wysokie przymusowe bezrobocie. Zwolennicy MMT twierdzą, że zamiast tego państwo mogłoby okiełznać niesforny boom, rozbijając monopole – rozluźniając w ten sposób ograniczenia podażowe – lub wprowadzając podwyżki podatków dla firm z branży paliw kopalnych.

Ekonomiści są świadomi, że ich modele mają wady, a polityka pieniężna nie jest wszechmocna. Jednak większość ekonomistów od dawna stoi na stanowisku, że polityka makroekonomiczna powinna stabilizować gospodarkę w jak najmniej inwazyjny sposób, a więc pozwalać na rynkową alokację zasobów. Inne środki mogą być wówczas wykorzystywane do zwalczania lekkomyślnego udzielania pożyczek, nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku lub nierówności. Zwolennicy MMT odrzucają te twierdzenia i są przekonani, że najnowsza historia gospodarcza dostarcza argumentów na poparcie ich poglądów.

Można by przypuszczać, że ten spór da się rozwiązać, testując konkurencyjne tezy. Niestety, makroekonomia rzadko działa w ten sposób. Makroekonomiści nie mogą prowadzić eksperymentów tak jak naukowcy laboratoryjni.

Statystyczną analizę świata utrudnia ogromna liczba zmiennych, częstokroć skorelowanych z wielkością, której efekty ekonomista stara się wyizolować. W sporach makroekonomicznych zazwyczaj nie ma wygranych i przegranych: są tylko poglądy bardziej i mniej wpływowe. Inaczej niż w przypadku ptolemejskiego modelu układu słonecznego, nigdy nie udowodniono, że post-keynesowskie idee są fałszywe. Po prostu wyszły one z mody wraz ze wzrostem popularności mainstreamowego keynesizmu.

Reputacja głównego nurtu keynesizmu została nadszarpnięta z powodu inflacji w latach 70. XX w. Monetaryzm, który zyskał wówczas popularność, potknął się dziesięć lat później, kiedy banki centralne ustalające tempo wzrostu podaży pieniądza odkryły, że zanikł związek między ich celami a poziomem inflacji. Keynesiści przegrupowali się i stworzyli modele „nowej ekonomii keynesowskiej”, które stały się podstawą wielu analiz z ostatnich lat. One również rozczarowały.

Paul Romer, ubiegłoroczny noblista, twierdzi, że „makroekonomia cofa się od ponad trzech dekad”.

W 2016 r. były główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego Olivier Blanchard wskazał, że podstawy te są „poważnie wadliwe” i „oparte na błędnych założeniach”, a ich implikacje są „nieprzekonujące”. Paul Romer, ubiegłoroczny laureat nagrody Nobla, napisał w 2016 r., że „makroekonomia cofa się w rozwoju od ponad trzech dekad”.

MMT nie oznacza koniecznie kroku do przodu. Jeśli jednak ta koncepcja zdobędzie polityczne poparcie i wpłynie na realizowaną politykę, a następnie poniesie porażkę, to wcale nie będziemy mieć do czynienia z voodoo, lecz z zupełnie normalną sytuacją w makroekonomii.

Niniejszy artykuł ukazał się w sekcji „Finanse i ekonomia” papierowego wydania „The Economist” pod tytułem: „Magia czy logika?”


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły