(Nie)ład po G7

23.09.2011
Rynki zareagowały spadkami, a przepaść między Timothy Geithnerem, sekretarzem skarbu USA i europejskimi ministrami finansów urosła do rozmiarów Rowu Mariańskiego. Oto krajobraz światowej gospodarki po szczycie grupy G7. Nic też nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie najbogatsze kraje zaczęły iść ku ozdrowieniu gospodarki wspólną ścieżką.

Wrzesień to okres wzmożonej działalności antykryzysowej amerykańskiej administracji. Rząd Obamy wykonuje wiele ruchów, żeby pokazać swoim krajanom i światu, że ryzyko bankructwa, przed jakim kraj stanął w połowie wakacji, zostało zażegnane, a politycy są w stanie kontrolować rozmiary długu publicznego. Dlatego wokół spotkania, wydarzyły się aż trzy rzeczy z Amerykanami w roli głównej.

Najpierw, w wigilię szczytu G7 (najbogatszych państw świata), który odbył się w Marsylii 9 i 10 września, prezydent Barack Obama ogłosił wielki plan ratowania amerykańskiego rynku pracy „American Jobs Act 2011”. Następnie do Europy wysłany został sekretarz skarbu Timothy Geithner, który na szczycie w Marsylii przekonywał ministrów finansów i szefów banków centralnych siódemki do większej aktywności wobec symptomów kolejnej nadciągającej recesji. Geithner postanowił swoimi koncepcjami „zapłodnić” więcej krajów i tuż po G7 ruszył do Wrocławia na szczyt 17 krajów eurozony. Zachęcał Europejczyków, by wspólnie działali jak Ameryka – drukowali pieniądze. By zapewnili krajom peryferii Europy wielki „stimulus”. I wreszcie, po powrocie Geithnera do Ameryki, 19 września Barack Obama przedstawił w Kongresie wielki plan dociążenia podatkami osób najzamożniejszych (wprowadzenie tzw. „reguły Buffeta”).

Wzmożona amerykańska aktywność nie jest w stanie jednak zmylić rynków oraz analityków. Te pierwsze zareagowały spadkami (12 września niemiecki DAX spadł na zamknięciu notowań o 2,27 procent, brytyjski FTSE 100 spadł o 1,4, francuski CAC40 o 4,03; duże spadki zaliczyły giełdy amerykańskie). Eksperci nie mają żadnych wątpliwości: wobec gospodarczej recesji Europa i Stany Zjednoczone obrały diametralnie różne wektory. Nie ma wiarygodnego pomysłu na ratowanie się przed zapaścią gospodarki. I nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie kraje G7 zaczęły iść ku ozdrowieniu wspólną ścieżką.

Oto kilka z przyczyn nieładu:

1. Ameryka i Europa mają inne korzenie i inną sytuację geopolityczną.

Dobrze oddaje to esej „The Crisis of Europe and European Nationalism” (Kryzys Europy i europejski nacjonalizm) Geroge’a Lucasa, opublikowany na stronach jego think tanku STRATFOR.COM. Lucas pisze, że w przeciwieństwie do stanów Ameryki, kraje Europy nie są „zjednoczone”, („’Engine’ does not mean ‘united’, and Europe’s wealth was not spread evenly„). Pokazuje, jak istotne były w przeszłości i są nadal europejskie nacjonalizmy:

Germany and Grece each have explanations for why the other is responsible for what has happener. For the Germans, it was the irresponsibility of the Greek government in buying political power with money it didn’t have to the point of falsifying economic data to obtain eurozone membership. For the Greek, the problem is the hijacking of Europe by the Germans. Germany controls the eurozone’s monetary policy and has built a regulatory system that provides unfair privileges, so the Greek believe, for Germany’s exports, economic structure and financial system”.

Powołuje się na przykład sporu Grecji i Niemiec w ramach Unii Europejskiej. Niemcy zarzucają Grekom, że ich rząd dla utrzymania władzy i możliwości wejścia do eurozony fałszował dane ekonomiczne, a Grecy odpowiadają Niemcom, że nie mieli innego wyjścia, bo unia monetarna kontrolowana jest przez Niemców i panują w niej narzucone przez nich zasady, tylko dla nich korzystne. Lucas przekonuje tym samym, że trudno po poszczególnych krajach europejskich spodziewać się całkowitego poświęcenia dla innych krajów, ponieważ zbyt mocna jest w każdym z nich potrzeba realizowania własnych interesów. I choć politycy mogą formułować tezy, że przygotowując bailout dla krajów bliskich bankructwa, ratują dobro wspólne, opinia publiczna w istocie nie podziela tego poglądu:

The most important issue is not that Germany and Greece disagree (although they do, strongly), but that their publics are increasingly viewing each other as nationals of a foreign power who are pursuing their own selfish interests“.

W tym kontekście, nawoływania amerykańskiego rządu do poluzowania dyscypliny fiskalnej w najlepiej radzących sobie krajach Europy oraz do zapewnienia krajom peryferyjnym, zagrożonym bankructwem (Grecja, Portugalia, Włochy, Irlandia, Hiszpania) dużych pakietów pomocowych, drażnią poszczególnych członków Unii.

2. Nie ma zgody co do polityki fiskalnej i monetarnej.

„Może i euro jest wspólną walutą, ale budżety i ministerstwa skarbu są w poszczególnych krajach Unii narodowe. Każdy europejski minister chce ograniczyć udział swojego kraju w ratowaniu euro. W Europie walczy się z Bestią za pomocy strzelby z wieloma kulkami, a nie – jak w Ameryce – za pomocą wielkiej bazooki” – pisze 26 września The Economist w blogu Charlemagne’s notebook.

There is no sense of direction, which is entirely expected given that there is no agreement on the path for fiscal policy between the U.S. and Europe, and there is no agreement on the path of monetary policy either” (Nie ma poczucia wspólnego kierunku, co jest zupełnie oczywiste, skoro zdajemy sobie sprawę, że nie ma zgody co do polityki fiskalnej między Stanami Zjednoczonymi, a Europą i nie ma porozumienia co do polityki monetarnej) – podsumowuje szczyt G7 Gilles Moec, ekonomista Deutsche Bank w Londynie.

Najsilniejsze kraje Europy – Francja i Niemcy uzgodniły w końcu lipca powołanie rządu eurozony, którego zadaniem jest kontrolowanie deficytów i narastania długu publicznego. Z inicjatywy tych krajów w kolejnych kilkunastu miesiącach, państwa eurozony mają zacząć wpisywać do swoich konstytucji limity deficytu (te, które ich nie mają) oraz limity dopuszczalnego długu publicznego. Stara Europa nie rekomenduje zwiększania wydatków publicznych w poszczególnych krajach Unii. Europa zaciska pasa, uznając wyższość idei dyscypliny i ścisłej kontroli wydatków nad pobudzanie gospodarki za sprawą zwiększania deficytu. Z krajami Starego Kontynentu zupełnie nie zgadzają się Stany Zjednoczone oraz Kanada.

Kanadyjski minister finansów, Jim Flaherty, uważa, że Europa musi zacząć walczyć z recesją w sposób, w jaki robiły to Stany Zjednoczone w latach 2008 -2009 (efektem amerykańskiej antykryzysowej polityki fiskalnej jest m.in. dzisiejszy dług publiczny USA na poziomie 1,4 bln dolarów). Głównym zadaniem polityków powinno być, jego zdaniem, zapobieganie rozprzestrzenianiu się kryzysu płynności. Według Flaherty’ego, grupa G7 pracuje teraz mocno nad tym, by Europa podjęła aktywność, przed którą do tej pory się wzbraniała.

We’re working so hard with our G-7 colleagues and in the G-20 as well to get the Europeans to take the actions that they so far haven’t taken to get ahead of this problem (…). It’s imperative that the Europeans deal with the sovereign debt situation and deal with their banking situation, make sure that their banks are adequately capitalized, otherwise we run the risk of a large shock emanating from Europe” – mówił Flaherty w sobotę po szczycie w radio CBC.

Jego słowa nabierają specyficznego znaczenia po sierpniowym sporze o euroobligacje. Niemcy i Francja nie zgadzają się (warunkowo) na ich wprowadzenie, co wcale nie dziwi. Jeśli obligacje niemieckie uważane są za jedne z najbezpieczniejszych na świecie, a ich poziom rentowności jest na bardzo niskim poziomie, trudno spodziewać się, że rygorystycznie nastawiona do kwestii kontroli długu Angela Merkel, zgodzi się przejść na euroobligacje. To automatycznie zwiększy koszty obsługi długu w krajach takich jak Niemcy. Co więcej, społeczeństwo niemieckie sprzeciwia się też, uzgodnionemu przez polityków na szczycie Rady Unii Europejskiej 27 lipca rozszerzeniu Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). Aż 76 procent obywateli jest przeciwko zwiększaniu środków funduszu, wprowadzeniu możliwości udzielania przez fundusz pożyczek wspomagających upadające banki w krajach strefy euro i skupowania obligacji państwowych na rynku wtórnym.

Do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (FTK) płynął skargi na pakiet pomocowy dla Grecji i powołanie EFSF (trzy skargi FTK oddalił 7 września).

Po szczycie G7, we Wrocławiu, amerykański sekretarz skarbu zaproponował lewarowanie EFSF i sugerował przedzierzgnięcie go w fundusz podobny do jego Term Basset-Backed Securities Loan (TALF), realizowanego od roku 2008 w Nowym Jorku, mającego wartość ok. 1 bln dolarów. Twierdził, że Europa powinna mieć fundusz takiej wielkości, która gwarantowałaby ratowanie nie tylko Włoch, ale też Hiszpanii.

3. Kłopoty Ameryki są dla Europy przestrogą, a Geithner irytuje unijnych polityków.

– Z amerykańskimi kolegami zawsze chętnie będziemy dyskutować, ale najpierw chciałbym od nich usłyszeć, jak zamierzają obniżyć swój deficyt budżetowy i dług publiczny – komentował aktywność Geithnera belgijski minister finansów Didier Reynders.

Wspomina to The Economist w „Charlemagne’s notebook”:

Didier Reynders, the finance minister in Belgium’s year-old caretaker government, haughtily demanded to know what the US intended to do about its debt and deficit, which is worse than the euro zone’s aggregate numbers”.

Wtórowała mu austriacka minister finansów Maria Fekter, dla której “dziwne było, iż Amerykanie, których dane ekonomiczne przedstawiają się dużo gorzej niż europejskie, raczą – jak Geithner – czynić uwagi”, a Jean-Claude Juncker, przewodzący krajom eurozony premier Luksemburga, chłodno rzucił, że „nie dyskutujemy o zwiększeniu wartości i ekspansji EFSF z tymi, którzy nie są członkami eurolandu”.

W efekcie podczas ostatniego szczytu w Marsylii 9 września Francja, Wielka Brytania, Włochy, Japonia, Stany Zjednoczone, Kanada i Niemcy, nie były w stanie zająć żadnego spójnego stanowiska dotyczącego planu walki z kryzysem. Wobec groźby kolejnych turbulencji na giełdach, pod presją opinii publicznej podczas spotkania wypracowano jedynie dokument zatytułowany „Uzgodniony zakres działań” (Agreed terms of reference by G7 Finance Ministers and Central Banks Governors), który w swej większej części stanowi zbiór ogólnych deklaracji, takich jak: „Obawy wobec obecnej i przyszłej drogi ku ozdrowieniu gospodarki wskazują na potrzebę skoncentrowanego wysiłku świata, by wspierać mocny i zbilansowany wzrost. Musimy wszyscy ustanowić i implementować ambitne i przyjazne wzrostowi plany fiskalnej konsolidacji, osadzone w odpowiedzialnych fiskalnych ramach”:

Concerns over the pace and future of the recovery underscore the need for a concerted effort at the global level in support of strong, sustainable and balanced growth. We must all set out and implement ambitious and growth friendly fiscal consolidation plans rooted within credible fiscal frameworks”.

Spośród opinii dotyczących tego, czy w najbliższym czasie kraje Ameryki (USA, Kanada) i Europy osiągną konsensus, najciekawsza wydaje się być od 26 września na blogu The Economist “Charlemagne’s notebook” w poście: „Loose lips sink the euro”:

„Różnica pomiędzy aspiracjami Europy a amerykańską rzeczywistością dała się zauważyć na płycie wrocławskiego lotniska: człowiek, odpowiadający za finanse w strefie dolara przyleciał gigantycznym jetem; ci, którzy rządzą skarbem krajów eurozony, przybyli wieloma małymi samolocikami”.

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test