Drażnią ubezpieczycieli, pomagają poszkodowanym

19.03.2013
O kancelariach odszkodowawczych jest głośno przy okazji większych nadużyć, jak ostatnio przywłaszczenie przez szefa jednej z nich pieniędzy klientów. Instytucje te od kilku lat wpływają na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych w Polsce, przyczyniając się do wzrostu odszkodowań, choć pośrednio i do wzrostu składek. Klienci renomowanych kancelarii na pośredników nie narzekają.

(CC BY SA ER24 EMS (Pty) Ltd.)


Pośrednicy odszkodowawczy najczęściej udzielają pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych, kiedy to można wywalczyć od ubezpieczycieli wysokie sumy. Wynagrodzenie kancelarii jest prowizyjne, więc takie sprawy są dla nich najbardziej opłacalne. Największe pole do działania kancelarie mają w przypadku OC komunikacyjnego, gdyż odszkodowania w przypadku szkód na osobie mogą sięgać nawet kilkuset tysięcy złotych, zatem nawet 10-20 proc. tej sumy plus VAT, a tyle przeciętnie wynoszą prowizje kancelarii – stanowi kwotę niemałą. Od kiedy 5 lat temu przepisy pozwoliły dochodzić zadośćuczynienia za śmierć bliskich, kancelarie często zajmując się także tymi sprawami, a tu zasądzane kwoty dochodzą nawet do miliona złotych.

Nikt nie wie, ile działa w Polsce firm pomagających w dochodzeniu odszkodowań od ubezpieczycieli. Według niektórych szacunków jest ich około 600, ale prawdopodobnie jest ich więcej. Kancelarie odszkodowawcze nie są uregulowane, założyć je może każdy, więc każdego dnia na rynku mogą pojawiać się nowe podmioty.

Krytykowani, ale potrzebni

Przez kilkanaście lat funkcjonowania na rynku kancelarie odszkodowawcze dorobiły się kiepskiej opinii, głównie dzięki poszukiwaniu klientów w szpitalach, wysokiemu wynagrodzeniu, które osiągało nawet 40 proc. odszkodowania, a często także i niekompetencji pracowników.

Kancelarii nie można zresztą wrzucać do jednego worka. Nie da się porównać działania dwóch największy spółek: Votum i Europejskiego Centrum Odszkodowań, które mają rozbudowaną ofertę i duże doświadczenie oraz jednoosobowych podmiotów zakładanych przez świeżo upieczonych absolwentów prawa.

Na początku tego roku z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego do jednej z kancelarii odszkodowawczych przeszła wiceprezes tego Funduszu, Magdalena Barcicka. Nie jest to jedyny transfer w tę stronę, ale z pewnością najgłośniejszy, a jednocześnie pokazujący, że w tym sektorze pracują także profesjonaliści. Z drugiej jednak strony prawie w tym samym czasie głośno było o szefie jednej z kancelarii odszkodowawczych, który przywłaszczył sobie pieniądze klientów w kwocie około 2 mln złotych. Wniosek – nie można wszystkich kancelarii mierzyć tą samą miarą.

Rynek chce regulacji

Nie każdego poszkodowanego stać na wyłożenie z góry niemałej sumy na opłacenie adwokata czy radcy prawnego. Klienci więc chętnie korzystają z pomocy pośredników odszkodowawczych, których wynagrodzenie zależy od wyników dochodzenia odszkodowania.

Pomoc w uzyskiwaniu odszkodowań od ubezpieczycieli jest nieuregulowana. Kancelarię odszkodowawczą może więc założyć każdy, a rzetelność i skuteczność działania weryfikuje rynek. Za regulacją optują zarówno ubezpieczyciele, którym działanie kancelarii nie jest na rękę, jak i same kancelarie, zrzeszone w Polskiej Izbie Doradców i Pośredników Odszkodowawczych, którym opinię psują konkurenci stosujący nieuczciwe chwyty.

Problem w tym, że pośredników odszkodowawczych nikt nie chce nadzorować.

Przed nadzorowaniem kancelarii odszkodowawczych broni się Komisja Nadzoru Finansowego, która uważa, że nadzór problemów nie rozwiąże. Pojawił się pomysł, żeby nadzór nad tymi podmiotami powierzyć Ministerstwu Sprawiedliwości, ale na razie nie wiadomo, jak miałoby to wyglądać. Przy sporach o deregulację wielu zawodów trudno władzom wychylić się z pomysłem uregulowania kolejnej branży.

Żyła złota

Odszkodowania i zadośćuczynienia zasądzane na rzecz poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych są bardzo zróżnicowane. Zależą one zarówno od lokalizacji sądu, jak i uznania sędziego, ale są to kwoty niemałe, wynoszą po kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy złotych. Zakłady ubezpieczeń zobowiązane są zrekompensować ubezpieczonemu poniesione straty oraz utracone korzyści. Nie ma przy tym znaczenia, czy poszkodowany występuje osobiście z roszczeniem, czy też za pośrednictwem kancelarii. Tyle mówi teoria, w praktyce wygląda to gorzej.

Ubezpieczyciele sami z siebie niechętnie wypłacają wysokie kwoty. Mikołaj Wild z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości przeanalizował 180 spraw, w których poszkodowani odwołali się od decyzji ubezpieczyciela do sądu. We wszystkich sprawach sąd podniósł kwotę odszkodowania, czasem nawet czterokrotnie.

Już na etapie przedsądowym klient może otrzymać wyższe odszkodowanie, jeśli nie będzie o nie ubiegał się samodzielnie. Statystyk nikt nie prowadzi, ale pewną wskazówką może być raport o działalności kancelarii odszkodowawczych, sporządzony w 2008 r. na zlecenie stowarzyszenia Pro Motor. Wynika z niego, że w przypadku odszkodowań dochodzonych od Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego średnia wartość szkody na osobie dla UFG wyniosła 6 470 zł, zaś przy udziale pełnomocnika kwota ta wzrasta do 13 730 zł.

Można więc pokusić się o stwierdzenie, że gdyby nie działalność kancelarii odszkodowawczych, wielu klientów otrzymałoby niższe odszkodowania. Kancelarie odszkodowawcze więc kwitną, szczególnie te, które działają od dawna i zdołały zdobyć renomę.

– Według szacunkowych danych kancelarie odszkodowawcze uczestniczą w około połowie postępowań odszkodowawczych dotyczących szkód osobowych wynikających z wypadków komunikacyjnych. Z tego 50 proc. obsługują dwie największe firmy, istotną część kilkanaście firm o ogólnopolskim zasięgu działania, resztę zaś setki zazwyczaj jednoosobowych działalności gospodarczych mających marginalny udział w rynku – mówi Bartłomiej Krupa, prezes Polskiej Izby Doradców i Pośredników Odszkodowawczych.

Dla pośredników oznacza to rosnące korzyści. Jedna z dwóch największych kancelarii odszkodowawczych, Votum, w raporcie za IV kwartał 2012 r. podała, w ubiegłym roku odnotowała przychody ze sprzedaży powyżej 38 mln zł. Na zbliżonym poziomie kształtują się przychody drugiego giganta, czyli Europejskiego Centrum Odszkodowań.

Perspektywy kancelarii też wyglądają zachęcająco, pomagają one bowiem głównie przy szkodach na osobie, a w Polsce stosunek wypłat za szkody osobowe do szkód w mieniu w porównaniu z innymi państwa europejskimi jest niekorzystny dla szkód osobowych, tak więc można się spodziewać, że w tym zakresie będzie się utrzymywał trend wzrostowy.

Dla jednych zysk, dla drugich straty

Zakłady ubezpieczeń nie są zachwycone działalnością pośredników odszkodowawczych i to niekoniecznie dlatego, że żerują oni na poszkodowanych. Konkurencja, skutkująca wojną cenową, sprawiła, że w ubezpieczeniach OC towarzystwa nie mogą dostosować składek do rzeczywistego ryzyka. Oficjalnie jednak nie przyznają się do wpływu kancelarii na wypłacane odszkodowania.

– Wpływ na rentowność zakładów ubezpieczeń ma przede wszystkim nieprzewidywalna wysokość odszkodowań i zadośćuczynień w szkodach na osobie – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Brak przewidywalności powoduje, że firmom ubezpieczeniowym trudno jest zaproponować składkę klientowi, która wystarczy na wypłatę odszkodowań, koszty prowadzenia działalności, a jednocześnie nie będzie dla niego zbytnim obciążeniem. Składki z tytułu ubezpieczania OC w Polsce należą do jednych z najniższych w Europie.

Jedynie Arturowi Olechowi, prezesowi Generali, wymknęło się kilka miesięcy temu, że  rynek ubezpieczeń samochodowych jest chory, gdyż OC jest nierentowne, a wirusem, który go toczy są kancelarie odszkodowawcze.

Klienci na polisie OC chcą zaoszczędzić, gdyż w razie wypadku to nie oni będą dochodzić odszkodowania od ubezpieczyciela, tylko osoba przez nich poszkodowana. Towarzystwa więc konkurują ze sobą wysokością składek. Najprościej jest więc ograniczyć wydatki, czyli zaniżać odszkodowania. Kancelarie odszkodowawcze im w tym przeszkadzają.

Jak podaje Bartłomiej Krupa, odszkodowania uzyskane przez samo Votum SA. na przestrzeni kilku lat przekroczyły 800 mln zł, tak więc trudno przyjąć, że działania kancelarii nie odbijają się finansowo na ubezpieczycielach.

A na tym nie koniec.

– W odróżnieniu od zmian prawodawstwa dotyczącego wypadków ze skutkiem śmiertelnych, uchwały Sadu Najwyższego dotyczące chociażby zwrotu kosztów profesjonalnego pełnomocnika przedprocesowego jeszcze nie wpłynęły na praktykę, ale również i w tym obszarze nastąpi niedługo realna poprawa sytuacji poszkodowanych, skutkująca zwiększeniem nakładów ubezpieczycieli – podaje Krupa.

Ubezpieczyciele twierdzą, że wzrost wysokości odszkodowań będzie musiał znaleźć odzwierciedlenie we wzroście składek i tego – pomimo wojny cenowej między ubezpieczycielami – chyba nie da się uniknąć. Tyle, że w ubezpieczeniach OC kto inny płaci składkę, a kto inny otrzymuje odszkodowanie, więc kto inny jest zainteresowany uniknięciem podwyżki, a kto inny – rekompensatą poniesionej szkody. Ani poszkodowani, ani kancelarie odszkodowawcze na podwyżce składek nie ucierpią.

Regina Skibińska


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test