• Prof. Marek Ratajczak, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu

Mamy wiele pytań i równie wiele odpowiedzi

16.10.2009
Swoista gra w literki symbolizujące wizje dalszego rozwoju wydarzeń, od przewidywanej przez niektórych i najbardziej pożądanej litery "V", poprzez "U", a na "W" skończywszy, jest w  gruncie rzeczy wyrazem pewnej bezradności wobec tego, co stało się i może mieć miejsce w przyszłości. Nietrudno także zauważyć, że recepty na współczesny kryzys są w znacznej mierze formułowane w oparciu o doświadczenia i wizje ekonomii z niekiedy dość już odległej przeszłości.

prof. Marek Ratajczak, UE Poznań, Rada Ekonomiczna NBP


Celem opracowania jest wskazanie istotnych, zdaniem autora możliwych, zmian w ekonomii jako nauce, które mogą nastąpić  w przyszłości i które powinny pozwolić na lepsze, niż  do tej pory, zrozumienie gospodarki zarówno w jej wymiarze mikroekonomicznym, jak i w szczególnie interesującej autora opracowania skali makroekonomicznej. Dyskusja na temat ekonomii zostanie przeprowadzona w kontekście zjawisk kryzysowych zapoczątkowanych w sferze finansowej, a które w dalszej kolejności objęły także sferę realną w skali globalnej1.  Wydarzenia te przyczyniły się do zdynamizowania dyskusji zarówno o mechanizmach współczesnej gospodarki rynkowej, jak i o ekonomii jako nauce, która poznaniu tych mechanizmów miałaby służyć.

Opinie formułowane w odniesieniu do ekonomii mieszczą się w przedziale od poglądów ocierających się  o antyekonomizm, po głosy, z których przebija swoisty ekonomiczny triumfalizm. Antyekonomizm, mający  równie długą historię jak nowożytna ekonomia, sprowadza się do negowania osiągnięć teorii ekonomii, a nawet odmawiania ekonomii statusu nauki2. W ramach antyekonomizmu zwłaszcza teoretycy ekonomii oskarżani są o swoiste zamykanie się w wieży z kości słoniowej i budowanie pięknych, matematycznie poprawnych, acz praktycznie mało użytecznych modeli, które oparte są na założeniach nadmiernie upraszczających świat realny3. W ramach współczesnego antyekonomizmu szczególnie atakowana jest tak zwana ekonomia głównego nurtu, a zwłaszcza te jej ogniwa, które nawiązują do tradycji neoklasycznej. Często, w uproszczeniu i w nawiązaniu do klasyfikacji spoza tradycji historii myśli ekonomicznej, tę część współczesnej ekonomii określa się mianem neoliberalizmu.

Ekonomiczny triumfalizm to także wiara w koniec historii na niwie ekonomicznej, związany  z upadkiem systemu gospodarek centralnie zarządzanych i powszechnością rozwiązań rynkowych. Tymczasem sama gospodarka rynkowa podlegała, podlega i podlegać będzie różnym przeobrażeniom, które mogą prowadzić do różnych mutacji systemowych, niewiele mających wspólnego z tym, co niekiedy jest prezentowane jako swoisty wzorzec, a co w przybliżeniu odpowiada anglosaskiej odmianie kapitalizmu. Chińska tak zwana socjalistyczna gospodarka rynkowa to przykład dyskusyjnej, w kategoriach demokratycznych tradycji świata zachodniego, mutacji, którą także w sferze ekonomicznej trudno uznać za klasyczny przykład tego, co określane jest popularnie mianem gospodarki rynkowej.

Odrzucając zarówno antyekonomizm, jak i ekonomiczny triumfalizm, warto jednak zastanowić  się nad tym, czy i jakie zmiany powinny nastąpić w ekonomii w celu poprawy jej zdolności eksplanacyjnych i predykcyjnych. Sprawa ta jest o tyle istotna, że obecnie, gdy wystąpiły największe od czasu tak zwanego wielkiego kryzysu turbulencje w  gospodarce światowej, nietrudno zauważyć, że znacznie łatwiej formułowane są odpowiedzi na pytanie, co było tego przyczyną niż co robić, by powrócić na ścieżkę w miarę satysfakcjonującego tempa wzrostu gospodarczego, nie płacąc przy tym ceny w postaci chociażby zdecydowanego wzrostu inflacji i starając się zminimalizować ryzyko podobnego lub nawet większego od obecnego załamania ekonomicznego w przyszłości. Swoista gra w literki symbolizujące wizje dalszego rozwoju wydarzeń, od przewidywanej przez niektórych i najbardziej pożądanej litery “V” (recesja i w miarę szybkie odbicie od dna) poprzez “U” (recesja a następnie dość długa faza zbliżona do tego, co w tradycyjnym cyklu koniunkturalnym określano mianem depresji), a na “W” skończywszy (recesja, odbicie,  kolejne załamanie i wreszcie dłuższy powrót na ścieżkę stabilnego i wyraźniejszego wzrostu), jest w  gruncie rzeczy wyrazem pewnej bezradności wobec tego, co stało się i może mieć miejsce w przyszłości. Nietrudno także zauważyć, że recepty na współczesny kryzys są w znacznej mierze formułowane w oparciu o doświadczenia i wizje ekonomii z niekiedy dość już odległej przeszłości.

Do łask u części polityków i ekonomistów powrócił tradycyjny keynesizm, kojarzony z ideą aktywnej czy też dyskrecjonalnej polityki makroekonomicznej, zwłaszcza w sferze fiskalnej. Towarzyszy temu polityka monetarna, w której obok niekiedy bezprecedensowego w swej skali obniżania stóp procentowych  sięgnięto po różne dodatkowe narzędzia. Wpompowywane w różne gospodarki środki publiczne przynoszą oczywiście pewne efekty. Nikt jak na razie nie potrafi jednak odpowiedzieć w sposób w pełni przekonywający na dwa pytania. Po pierwsze, na ile poszczególne gospodarki są już lub będą w nieodległej przyszłości w stanie normalnie funkcjonować po zdecydowanym ograniczeniu stosowanych przez poszczególne rządy działań sanacyjnych. Po drugie, nikt do końca nie wie, jakie i jak silne skutki uboczne zastosowana terapia wywoła.

Nie ulega wątpliwości, że rozwój ekonomii jako nauki powinien być  pochodną zmian, jakie dokonują się w świecie realnym. Dlatego też w dalszej części opracowania zawarta zostanie krótka charakterystyka tego, co jest szczególnym wyróżnikiem obecnej fazy rozwoju gospodarki rynkowej, a co określić można mianem kapitalizmu finansowego. To właśnie tak zwana finansyzacja (ang. finacialisation) 4 gospodarki stanowić powinna istotną przesłankę w dyskusji o rozwoju ekonomii w przyszłości, którego wizja zostanie zaprezentowana w ostatniej części artykułu.

Kapitalizm finansowy

Ekonomia jako nauka od początków swego nowożytnego rozwoju, kojarzonego umownie z publikacją w 1776 roku „Badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” autorstwa Adama Smitha, koncentruje się przede wszystkim na sferze realnej, której symbolem są takie kategorie, jak popyt, podaż, konsumpcja, inwestycje, produkcja czy zatrudnienie. Z kolei pieniądz i sfera finansowa miały przede wszystkim służyć niezakłóconemu funkcjonowaniu i rozwojowi sfery realnej, będącej ostatecznym miernikiem efektów gospodarowania. Taka swoista nadrzędność sfery realnej w stosunku do sfery finansowej widoczna była już zresztą w czasach starożytnych w ramach, kojarzonego głównie z Arystotelesem, rozróżniania ekonomii, rozumianej jako sztuka zarządzania gospodarstwem w celu zaspokajania potrzeb i chrematystyki koncentrującej się na sztuce bogacenia się, zwłaszcza w wymiarze pieniężnym. Działania objęte ideą chrematystyki były przy tym postrzegane jako niegodne wolnego człowieka i obywatela. Także w średniowieczu kanoniści, interpretując zjawiska gospodarcze na gruncie teologicznym, potępiali wykorzystywanie pieniądza dla innych celów niż przede wszystkim pośredniczenie w wymianie dóbr.

Mimo wszystkich religijnych czy moralnych wątpliwości temu towarzyszących, w zasadzie od początku istnienia pieniądz wykorzystywany był do bogacenia się poprzez sam nim obrót. Stopniowo pojawiały się także inne ogniwa sfery finansowej, związane zwłaszcza z obrotem papierami wartościowymi. W czasach nowożytnych pogoń za zyskiem, wynikającym z obrotu pieniądzem i/lub papierami wartościowymi doprowadziła wielokrotnie do powstawania, a następnie pękania kolejnych baniek spekulacyjnych oraz do zagrożeń dla sfery realnej. Wystarczy wspomnieć kryzysy w Hiszpanii w XVI i XVII wiekach kojarzone z nadmierną kreacją pieniądza w wyniku napływu kruszców z tak zwanego nowego świata, słynną bańkę tulipanową w Holandii w XVII wieku, historię Kampanii Missisipi we Francji w XVIII wieku, spekulacje związane ze spółkami kolejowymi w XIX wieku czy bańkę dot-comów z XX wieku. Historia spekulacji, możliwa do wzbogacenia o znacznie więcej przykładów, może być zresztą przesłanką tezy, że tak naprawdę to, co nazywane jest współczesnym kapitalizmem finansowym, jest tylko kolejną odsłoną zjawisk historycznie znacznie starszych i – nawiązując do terminologii zaczerpniętej od Thorsteina Veblena – konsekwencją tkwiących w ludziach instynktów łupieżczych, które pchają ich ku bogaceniu się za wszelką cenę, także drogą każdej, nawet najbardziej ryzykownej i moralnie wątpliwej, spekulacji.

Czy obecna faza gospodarki rynkowej to tylko współczesna odmiana tego, co już występowało w przeszłości, może być oczywiście przedmiotem dyskusji. Nie ulega jednak wątpliwości, że obecnie sfera finansowa odgrywa znacznie większą i odmienną rolę niż ta, którą jej tradycyjnie przypisywano, a więc wspomagania i ułatwiania procesów zachodzących w sferze realnej.

Ta nowa rola sfery finansowej wiąże się z wspominaną już finansyzacją gospodarki. Trudno byłoby podać jej jednoznaczną definicję. Generalnie jest to proces, w ramach którego rynki finansowe oraz elity finansowe uzyskują coraz większy wpływ zarówno na politykę ekonomiczną (w wymiarze mikroekonomicznym na poziomie poszczególnych firm oraz  w wymiarze makroekonomicznym), jak i efekty gospodarowania5. Towarzyszy temu proces swoistej autonomizacji sfery finansowej w relacji do sfery realnej, a nawet uzyskiwania nadrzędności tej pierwszej w stosunku do drugiej. Zdaniem najbardziej zdeklarowanych zwolenników idei finansyzacji ma być ona świadectwem nowego etapu kapitalizmu, określanego mianem kapitalizmu rentierskiego, bankokracji czy też kapitalizmu „odcinania kuponów”6. Przy tym do rozwoju tej nowej formy kapitalizmu miałyby przyczyniać się zarówno zjawiska autonomicznie związane z rozwojem samej sfery finansowej, jak i po części stymulujące rozwój tej sfery przemiany demograficzne, zwłaszcza w krajach wysoko rozwiniętych7. Rosnąca długość życia, zmieniająca się piramida wieku w stronę wzrostu udziału ludzi już nieaktywnych zawodowo, a zarazem wysokie aspiracje i oczekiwania związane z poziomem życia także po zakończeniu pracy powodują, że dochody o charakterze rentierskim postrzegane są jako jedno z głównych, jeśli nie wręcz główne zabezpieczenie przyszłości. To z kolei zachęca do ekspansji instytucji, które swoje zyski opierają na próbie kreowania podstaw dochodów rentierskich, takich jak fundusze emerytalne czy fundusze hedgingowe. Co jest przy tym istotne, oczekiwana stopa zwrotu z inwestycji plasowana jest często na poziomie zdecydowanie przekraczającym normalną długookresową stopę zysku możliwą do uzyskania w sferze realnej.

Finansyzacja prowadzi do zasadniczych zmian w sferze zarządzania i własności, zwłaszcza dużych przedsiębiorstw. W obszarze własności  wiąże się ona z coraz większą rolą właścicieli instytucjonalnych ze sfery finansowej. Właściciele ci na ogół traktują swój udział w sferze realnej przede wszystkim jako jedną z okresowych i alternatywnych form lokowania kapitału, a nie jako rzeczywiste długookresowe angażowanie się we własność z zamiarem rozwoju danej organizacji. Zdaniem krytyków zmian, które pod wpływem narastającej finansyzacji dokonują się na poziomie przedsiębiorstw, szczególnie wiele złego dokonało upowszechnienie się idei wartości dla akcjonariusza (shareholder value), które doprowadziło do nadmiernego wyeksponowania w analizie ekonomiczno-finansowej całej grupy wskaźników uwzględniających przede wszystkim krótkookresową zyskowność, a nie długookresową stabilność rozwoju danego przedsięwzięcia8.

Finansyzacja jest na ogół dyskutowana przede wszystkim w kontekście zmian zachodzących w relacjach sfery realnej i sfery finansowej wewnątrz sektora prywatnego.Może być jednak także rozpatrywana przez pryzmat pewnych działań państwa, które poprzez rozwiązania prawne i organizacyjne może stwarzać mniej lub bardziej sprzyjające warunki dla ekspansji sfery finansowej. Idee deregulacji i prywatyzacji, stanowiące fundament tzw. rewolucji (dla jednych) lub kontrrewolucji (dla innych) neoliberalnej zapoczątkowanej w latach 70. XX wieku, są generalnie słuszne i bezdyskusyjne w rozumieniu stwarzania sprzyjających warunków dla rozwoju przedsiębiorczości i poszanowania reguł mikroekonomicznej efektywności. Jednakże w tak szczególnej sferze, jaką jest obszar rynków kapitałowych, w warunkach globalizacji i elektronizacji gospodarki, deregulacja i prywatyzacja, a zwłaszcza ograniczanie nadzoru mogą prowadzić do bardzo groźnych konsekwencji, a potwierdzeniem powyższego stwierdzenia jest obecny kryzys.

Finansyzacja może być także po części konsekwencją realizowania przez państwa pewnych celów społecznych. Jeżeli tak, jak miało to miejsce w USA, państwo stara się zapewnić grupom najsłabszym ekonomicznie dostęp do pewnych dóbr, a w tym tych o najwyższej jednostkowej wartości, czyli domów mieszkalnych, poprzez stymulowanie czy wręcz wymuszenie akcji kredytowej, to przyczynia się to do wzrostu finansyzacji. Wzrost ten wiąże się zarówno ze zwiększeniem stopnia zadłużenia gospodarstw domowych wobec instytucji finansowych, jak i – co nawet jest groźniejsze – ze stwarzaniem bodźców do kreowania produktów finansowych zabezpieczających najbardziej ryzykowne kredyty. Rozwój rynku papierów wartościowych służących sekurytyzacji stanowi znakomity kanał „zarażania” kolejnych podmiotów tak ze sfery finansowej, jak i  realnej wirusem nadmiernego ryzyka, który w pewnym momencie uaktywnia się i powoduje swoistą pandemię kryzysu finansowego.

Pisząc o roli państwa w rozwoju finansyzacji, należy także wspomnieć o coraz szerzej dyskutowanym zjawisku, jakim są tzw. sovereign funds (lub sovereign wealth funds), czyli fundusze inwestycyjne tworzone pod auspicjami rządów poszczególnych państw i operujące środkami publicznymi. Fundusze te są niekiedy traktowane jako swoiste koło ratunkowe dla instytucji zagrożonych upadłością, czego przykładem są niektóre działania związane z obecnym kryzysem. Przyjmuje się przy tym, że fundusze te powinny działać mniej ryzykownie, a zarazem z uwzględnieniem dłuższego horyzontu czasowego niż typowe prywatne fundusze inwestycyjne o charakterze hedgingowym, a co za tym idzie, powinny wpływać stabilizująco na system finansowy i gospodarkę. Z drugiej strony jednak fundusze państwowe wiążą się z pewnym ryzykiem politycznym dla krajów, które stają się obszarem ekspansji. Istnieje także niebezpieczeństwo, że rozwój tego typu funduszy może doprowadzić do swoistego „upaństwowienia” rynku kapitałowego, a przynajmniej jego istotnego „skrzywienia” w stronę decyzji wynikających z czynników pozaekonomicznych. Podkreślić trzeba także, że państwowe fundusze inwestycyjne nie są, niestety, wzorem transparentności9.

Finansyzacja jest więc zarówno konsekwencją zmian, jakie dokonują się w ramach sektora prywatnego i w wyniku działania rynku jako takiego, jak i następstwem opisanych powyżej zachowań państwa. Pisząc o roli państwa, należy wspomnieć o jeszcze jednym zjawisku. Chodzi o szeroko dyskutowaną, zwłaszcza w kontekście realizowanych przez poszczególne rządy i banki centralne działań interwencyjnych, ideę tak zwanej pokusy nadużycia. Przypomnijmy, że to występujące w polskiej literaturze także pod nazwą hazardu moralnego oraz oportunizmu ex post zjawisko sprowadza się do idei, że podmiot objęty daleko idącą asekuracją w zasadzie nie musi starać się unikać zagrożeń, przed skutkami których dane zabezpieczenie go chroni. Przyjmowanie przez państwo roli ubezpieczyciela ostatniej instancji grozi tym, że podmioty, które swoimi działaniami bezpośrednio przyczyniły się do powstania sytuacji kryzysowej, mogą ulegać pokusie nadużycia. Dlatego tak ważne jest, aby doraźne działania interwencyjne stanowiły tylko pierwszy krok, a nie istotę planu zwalczania kryzysu, a zwłaszcza minimalizacji ryzyka jego powtórzenia się na podobną skalą w przyszłości.

Zaprezentowana powyżej idea finansyzacji gospodarki jest szczególnie popularna wśród tych ekonomistów, którzy odnoszą się sceptycznie, a nawet zdecydowanie krytycznie do tak zwanej ekonomii głównego nurtu, oraz tego, co w sferze doktrynalnej wiąże się z ideą neoliberalizmu. Nie rozstrzygając w tym momencie podnoszonej już i godnej odrębnego opracowania kwestii, czy finansyzacja to rzeczywiście znamię nowej, odrębnej formy gospodarki rynkowej czy tylko wyraz, mającego swoje historyczne precedensy, skumulowania się pewnych zjawisk związanych z odwieczną pokusą zysku za wszelką cenę oraz szukania jego źródeł w obrocie samym pieniądzem i jego surogatami, a nie w wykorzystywaniu pieniądza jako narzędzia rozwoju oferty realnej, należy jednak podjąć próbę odpowiedzi na pytanie, czy obecny kryzys daje asumpt do dyskusji o potrzebie istotnych zmian w ekonomii jako nauce.

Zmiany w ekonomii

Próbując odpowiedzieć na pytanie kończące poprzedni fragment opracowania, warto cofnąć się do tzw. wielkiego kryzysu. Przypomnijmy, że okres bezpośrednio go poprzedzający to czas bezdyskusyjnej dominacji szkoły neoklasycznej i wizji gospodarki rynkowej, w której działania niewidzialnej ręki10 prowadzą ostatecznie do stanu równowagi ogólnej. Odstępstwa praktyczne od tego idealnego obrazu mechanizmu rynkowego mogły mieć tylko dwa źródła. Jednym były, mające ograniczony charakter, elementy tzw. zawodności rynku (np. monopol naturalny), a drugim egzogeniczne wobec rynku źródła zakłóceń związane np. z ingerencją państwa. Ta wizja rynku jako mechanizmu w zasadzie doskonałego była oczywiście kontestowana przez część ekonomistów, ale to nie oni dominowali w ekonomii końca XIX  i pierwszych dekad XX wieku. Wielki kryzys podważył w znacznej mierze zaufanie do rynku jako instytucji niezawodnej, a zarazem przyczynił się do wyraźnego osłabienia zwolenników tradycji klasycznej i neoklasycznej wśród ekonomistów. Powstało swoiste społeczne zapotrzebowanie na zmiany wewnątrz ekonomii jako nauki.

Wyrazem zmian, jakie dokonały się pod wpływem wielkiego kryzysu w ekonomii jako nauce, stała się brzemienna w skutki tak naukowe, jak i praktyczne tzw. rewolucja keynesowska. W przekonaniu autora opracowania, „Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza” Johna Maynarda Keynesa, wydana po raz pierwszy w 1936 roku, nie zrobiłaby aż takiej kariery, gdyby nie trafienie autora w, podkreślane już, swoiste zapotrzebowanie społeczne na nowe spojrzenie na funkcjonowanie gospodarki rynkowej. Przy tym, co jest bardzo istotne, J. M. Keynes, w przeciwieństwie do ekonomistów odwołujących się do tradycji marksowskiej, a nawet co prawda zdecydowanie mniej radykalnych niż marksiści, ale mocno krytycznych szczególnie wobec realiów społecznych kapitalizmu, instytucjonalistów, nie postulował tak  naprawdę żadnych rewolucyjnych zmian w naturze funkcjonowania gospodarki, w rozumieniu odrzucenia idei rynku jako fundamentu stosunków ekonomicznych, ani w sferze stosunków społecznych. J. M. Keynes był gorącym przeciwnikiem eksperymentów typu gospodarka radziecka, a zarazem równie gorącym obrońcą systemu kapitalistycznego. Jego celem było wypracowanie nowego spojrzenia na funkcjonowanie gospodarki rynkowej przy odrzuceniu ortodoksyjnych ograniczeń dotyczących wizji rynku jako mechanizmu z definicji doskonałego.

Tak jak wielki kryzys przyczynił się do podważenia dominacji klasycznej i neoklasycznej ortodoksji, a zarazem do rozwoju keynesizmu, tak wydarzenia związane z praktyka gospodarczą lat 70. i 80.  XX wieku doprowadziły do restytucji nurtu nawiązującego do tradycji neoklasycznej. W wyniku takich zjawisk jak stagflacja, czy wręcz slumpflacja zaczął się odwrót od idei ingerencji państwa w życie ekonomiczne, kojarzonej z keynesizmem, na rzecz wiązanych z neoliberalizmem idei deregulacji, prywatyzacji czy też małego państwa.  Na gruncie ekonomii jako nauki oznaczało to pojawienia się sprzyjających warunków do rozwoju tego, co stanowi trzon ekonomii głównego nurtu, a co obejmuje przede wszystkim szkoły odwołujące się bezpośrednio do paradygmatu klasycznego i tradycji neoklasycznej, takie jak monetaryzm, nowa ekonomia klasyczna, teoria realnego cyklu koniunkturalnego, czy – choć z poważnymi  zastrzeżeniami, co do jej rzeczywiście naukowego charakteru – ekonomia podaży.

Biorąc pod uwagę przytoczone powyżej przykłady istotnych zmian, jakie dokonały się w ekonomii jako nauce pod wpływem czy w okresie znaczących wydarzeń gospodarczych w XX wieku, zasadne wydaje się przekonanie, że także obecny  kryzys może stanowić  ważki impuls dla przeobrażeń w ekonomii. Na czym jednak zmiany te miałyby polegać? W przekonaniu autora opracowania, w sferze metodologicznej wiązać się one powinny z szerszym uwzględnieniem historycznego wymiaru zjawisk ekonomicznych i samej ekonomii, odświeżeniem idei przynależności ekonomii do nauk społecznych oraz urealnieniem spojrzenia na możliwości matematyzacji ekonomii. W warstwie, którą można określić mianem paradygmatycznej, pożądana jest pewna rewizja spojrzenia na rynek i państwo, tudzież na ich wzajemne relacje.

W odniesieniu do pierwszej kwestii należy zauważyć, widoczną  chociażby na poziomie większości programów nauczania ekonomii, tendencję  do ograniczania czy wręcz eliminowania takich przedmiotów, jak historia gospodarcza czy historia myśli ekonomicznej. Już na tym etapie kształtowania zarówno przyszłych praktyków, jak i badaczy gospodarki ginie czy też ulega poważnemu ograniczeniu świadomość zjawisk gospodarczych jako zjawisk historycznych, nierzadko kumulacyjnych i ewolucyjnych czy powtarzających się, acz w zmienionych warunkach. Brak świadomości historycznej zjawisk gospodarczych, tudzież  ich związków z innymi zjawiskami społecznymi powoduje, że skraca się perspektywa myślenia o ekonomii do tu i teraz. Brak znajomości historii powoduje, że grozi zjawisko powstawania efektu „głuchego telefonu”, w którym bazowanie we własnych badaniach prawie wyłącznie na tak zwanej najnowszej literaturze oznacza, że poglądy czy koncepcje wcześniejsze poznaje się głównie w postaci wtórnej i niekiedy zniekształconej. Brak świadomości historycznego, a zarazem głównie ewolucyjnego, a nie rewolucyjnego rozwoju ekonomii, utrudnia właściwą  ocenę tego, gdzie są istotne luki w gmachu wiedzy ekonomicznej wymagające wypełnienia, a gdzie, w zasadzie poza ćwiczeniem intelektu, niewiele jesteśmy w stanie osiągnąć. Być może gdyby lepiej znano i pamiętano historię, to nie rozprzestrzeniłaby się tak łatwo wiara w „nową ekonomię”, przykładem której miała być gospodarka amerykańska, i dziś nie byłoby aż takiego zaskoczenia tym, że pojawiło się tak poważne załamanie gospodarki. Postulat wzmocnienia historycznego wymiaru ekonomii to także idea rozwoju badań empirycznych. W ekonomii funkcjonuje stosunkowo dużo koncepcji, które w ograniczonym zakresie, acz niekoniecznie ze względu na brak odpowiednich danych historycznych, poddawane są próbom solidnych testów empirycznych.

Problem odświeżania idei przynależności ekonomii do nauk społecznych obejmuje dwie kwestie. Jedna to potrzeba otwartości, co nie znaczy, że bezkrytycznej akceptacji, na koncepcje rozwijane zwłaszcza na gruncie innych nauk społecznych. Ekonomia, a w zasadzie ekonomiści, powinna przejść od imperializmu ekonomicznego i swego rodzaju separatyzmu w odniesieniu do innych nauk społecznych do idei kooperacji i wzajemnego wzbogacania się11. Tak jak elementy analizy ekonomicznej trafiły do np. socjologii, tak również ekonomia musi być otwarta na czerpanie z dorobku innych nauk społecznych12. Druga, i chyba jeszcze istotniejsza sprawa, to potrzeba uznania, że społeczny wymiar ekonomii oznacza, iż nie bardzo do niej pasują wizje człowieka ekonomicznego jako swego rodzaju maszyny do obliczania kosztów i korzyści przy bardzo ograniczonym czy wręcz zerowym wpływie otoczenia. Dla Adama Smitha tak samo ważny był mechanizm, który zaprezentował w „Badaniach..”, zgodnie z  którym szczególną rolę w naszym zachowaniu odgrywa żądza zysku, jak i dość od tego odmienny obraz człowieka z wcześniejszej „Teorii uczuć moralnych”. Świadoma i nie tylko deklaratywna akceptacja przynależności ekonomii do nauk społecznych powinna wiązać się także z zaakceptowaniem zmienności świata ekonomicznego i ewolucyjnego charakteru zjawisk gospodarczych, tudzież szczególnego znaczenia instytucji13. Oczywiście niebezpieczeństwem, które wiąże się z szerokim odwoływaniem się w ekonomii do innych nauk społecznych, jest ryzyko zacierania się granicy między rygoryzmem badań naukowych a uprawianiem swoistej publicystyki ekonomicznej pod szyldem socjoekonomii, politoekonomii czy psychoekonomii. Tego typu połączenia są oczywiście możliwe, ale pod warunkiem, że będzie to ekonomia wzbogacona o elementy socjologii czy politologii, a nie dość przypadkowa i w zależności od potrzeb raz prezentowana jako przede wszystkim ekonomiczna, a raz jako socjologiczna czy politologiczna mieszanka, w gruncie rzeczy niespełniających standardów badań naukowych, elementów.

I wreszcie matematyzacja ekonomii. W zasadzie od końca XIX w. istotna część ekonomistów podejmowała i podejmuje próby uczynienia z ekonomii najbardziej ścisłej spośród nauk nieścisłych. Wiąże się to w znacznej mierze z szerokim zastosowaniem matematyki. Doceniając będące tego rezultatem osiągnięcia naukowe, należy jednak zauważyć, że problemów ekonomicznych nie da się sprowadzić  ani do zbioru aksjomatów, ani zagadek matematycznych. Nadmierne eksponowanie matematycznego wymiaru ekonomii powoduje, że także  w praktyce, chociażby w sektorze finansowym rodzi się, czy jak pokazują ostatnie wydarzenia, wręcz narodziła się swoista pokusa postrzegania  rozwiązań formalnych (nowe, złożone od strony techniczno-matematycznej produkty) jako swoistego panaceum na tradycyjne problemy, zwłaszcza te związane z pojęciem ryzyka podejmowanych decyzji.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na dość szczególną rolę części środowiska akademickiego, zwłaszcza z obszaru finansów. Z jednej strony osoby te, a chodzi tu w szczególności o prominentnych reprezentantów uniwersytetów amerykańskich, współtworzyły czy tworzyły nowe koncepcje, takie jak idea shareholder  value czy metody wyceny instrumentów pochodnych (to ostatnie zostało uhonorowane jedną z bardziej kontrowersyjnych nagród noblowskich dla Roberta Mertona  i Myrona Scholesa w 1997 roku) i upowszechniały te idee w świecie akademickim oraz poza nim, a z drugiej, często pełniąc funkcje doradcze czy nawet zarządcze w instytucjach finansowych dbały o inkorporowanie tychże koncepcji przez praktykę. Przewartościowania poglądów na rolę matematyki w ekonomii nie należy jednak utożsamiać z ideą ograniczania zastosowania matematyki, ale wręcz ze wzrostem jej wykorzystania. Matematyka na usługach ekonomii powinna służyć coraz szerszemu testowaniu koncepcji teoretycznych. Natomiast zmniejszeniu powinny ulec oczekiwania co do roli matematyki jako swoistego kamienia filozoficznego pozwalającego na uczynienie z ekonomii nauki zbliżonej do nauk ścisłych. Większość z dzieł stanowiących kamienie milowe w rozwoju ekonomii to prace charakteryzujące się stosunkowo ograniczonym wykorzystaniem matematyki i aparatu matematycznego14.

W ramach interpretowania rynku i państwa oraz ich wzajemnych relacji  niezbędne wydaje się nowe spojrzenie na rolę państwa w gospodarce i odejście od dychotomii: albo traktowania państwa jako prawie że zła koniecznego, którego obecność w gospodarce można uzasadnić w zasadzie tylko zawodnością rynku,  w tym występowaniem wąskiej sfery dóbr publicznych, albo prezentowania państwa jako substytutu rynku i instytucji omnipotentnej. W obecnych realiach ekonomicznych nie wydaje się zasadne analizowanie rynku i państwa w kategoriach alternatywy. W gospodarce, która stanowi jeden z podsystemów życia społecznego, potrzebny jest rynek jako mechanizm podstawowy z punktu widzenia zapewnienia mikroekonomicznej efektywności. Potrzebne jest jednak także państwo jako instytucja regulująca oraz chroniąca przed nadużywaniem władzy ekonomicznej dla realizacji partykularnych interesów tudzież jako instytucja działająca zgodnie z zasadą tzw. państwa pro, czyli prognosty (instytucji dostarczającej podmiotom ekonomicznym informacji zwłaszcza o przewidywanym kształtowaniu się zjawisk ekonomicznych w przyszłości), protektora (acz w rozumieniu ochrony przed niepożądanymi zachowaniami innych podmiotów, a nie protekcjonizmu), promotora, czyli instytucji wspierającej działania prywatnych podmiotów zwłaszcza o charakterze innowacyjnym i wreszcie producenta, ale w rozumieniu dostarczyciela dóbr publicznych, a więc tych, które nie mogą być efektem autonomicznych zachowań mikropodmiotów na rynku, a nie w roli alternatywnego, wobec prywatnych podmiotów, właściciela.

Tym, co wydaje się być szczególnie istotne w dyskusji o roli państwa we współczesnej gospodarce, jest zwrócenie uwagi na problem państwa tradycyjnie mającego wymiar narodowy, w warunkach internacjonalizacji gospodarki i rozwoju globalnych podmiotów ekonomicznych.  W pewnym uproszczeniu można to wyrazić w ten sposób, że pieniądz, choć  nadal w postaci fizycznej powiązany z państwem jako jego emitentem, coraz bardziej traci swój narodowy wymiar, podobnie jak coraz trudniej jest dyskutować o wielu firmach w kategoriach ich przynależności  (poza formalną) do określonych gospodarek. Tymczasem państwa, nawet silnie zintegrowane, tak jak to ma miejsce w przypadku państw strefy euro, działają generalnie w wymiarze suwerenności wyznaczonej w kategoriach polityczno-prawnych.

Przedstawione powyżej postulaty dotyczące nowego spojrzenia na relację państwa i rynku wiążą się z ideą odejścia od uproszczonych koncepcji funkcjonowania gospodarki rynkowej, określanych na ogół mianem neoliberalizmu. Oczywiście nie wolno tego utożsamiać  z podważaniem idei liberalnych jako takich. Chodzi jedynie o to, aby dostrzec złożoność samej idei liberalizmu w gospodarce, który może być interpretowany w kategoriach od libertarianizmu do tzw. liberalizmu socjalnego15. Przypomnijmy, że historyczne założenia liberalizmu to: idea porządku naturalnego w gospodarce, zdolność ludzi posługujących się rozumem do zrozumienia czy też odczytania reguł tego porządku, uznanie wolności jednostki za fundament porządku gospodarczego tudzież traktowanie interesu osobistego jako siły napędowej gospodarki. Na dodatek trzeba zaakceptować, że chociażby na skutek różnych doświadczeń historycznych i odrębności tego, co nazywane jest po angielsku path dependance, czyli ścieżek rozwojowych, jak również odmienności instytucjonalnych nie ma w zasadzie uniwersalnego wzorca rozwojowego. W efekcie idee takie jak konsensus waszyngtoński mogą oczywiście odgrywać rolę pewnego punktu wyjścia w dyskusjach o tym, czy i co należałoby czynić, ale nie może to być traktowane jako powszechnie i bezdyskusyjnie obowiązujący wzorzec rozwojowy.

Uwagi końcowe

Przedstawione powyżej uwagi na temat zmian związanych z dalszym rozwojem ekonomii są oczywiście odzwierciedleniem subiektywnego punktu widzenia autora.  Niezwykle ważne w dyskusjach zarówno o kondycji współczesnej ekonomii, jak i jej przyszłości, jest unikanie popadania w przedstawione na początku opracowania skrajności w postaci antyekonomizmu z jednej strony i ekonomicznego triumfalizmu z drugiej. Ekonomia ma do czynienia z podobnymi uwarunkowaniami swojego rozwoju, jak inne nauki społeczne,  co wiąże się ze złożonością, ewolucyjnością i ograniczonymi możliwościami predykcji charakterystycznymi dla zjawisk społecznych. Warto o tym pamiętać, choć oczywiście nie znaczy to, że nie jesteśmy w stanie coraz lepiej poznawać fundamentalnych zasad ekonomii, o  których Milton Friedman powiedział, że  są tak proste, że każdy jest w stanie je zrozumieć, a jednak niewielu je rozumie.

Załamania koniunktury o większej lub mniejszej skali były i są naturalnym, acz niepożądanym składnikiem gospodarki rynkowej. Z tego punktu widzenia obecny kryzys można więc potraktować jako wydarzenie, które w pewnym momencie stanie się już tylko faktem historycznym. Gdyby przyjąć taką i tylko taką perspektywę dyskusji, to niewątpliwie odpowiedź na pytanie o to, czy obecny kryzys uzasadnia rozważania o potrzebie istotnych zmian w ekonomii,  powinna być bardzo ostrożna. Albowiem, co pokazano, w XX wieku można znaleźć przykłady pewnej zbieżności wydarzeń z praktyki ekonomicznej i zmian w ekonomii jako nauce, ale analizując dłuższy horyzont czasowy, zapewne dostrzeglibyśmy wiele istotnych zdarzeń gospodarczych, które nie zaowocowały równie znacznymi przeobrażeniami w obszarze nauki. Jednakże biorąc pod uwagę skalę obecnych wydarzeń, tudzież toczącą się już od pewnego czasu dyskusję, w gronie zwłaszcza znawców historii myśli ekonomicznej i metodologii ekonomii, zasadne wydaje się stwierdzenie, że obecne wydarzenia w gospodarce światowej będą stanowić wyraźny impuls czy też katalizator zmian w ekonomii jako nauce. O narastaniu swego rodzaju „masy krytycznej” takich zmian świadczy też rozwój różnych do niedawna niszowych obszarów ekonomii, takich jak np. ekonomia behawioralna, teoria gier czy ekonomia eksperymentalna oraz ich stopniowa inkorporacja do ekonomii głównego nurtu16.

Bibliografia:

  1. Boyer R., Is a finance-led growth regime a viable alternative to Fordism? A preliminary analysis, “Economy and Society” 2000  vol. 29/1.
  2. Brzeziński M., Gorynia M., Hockuba Z., Ekonomia a inne nauki społeczne na początku XXI w. Między imperializmem a kooperacją, “Ekonomista” 2008 nr 1.
  3. Czwarno M. , Homo oeconomicus kontra homo sociologicus, czyli dlaczego ekonomiści nie lubią socjologów, a socjologowie nie przepadają za ekonomistami, “Studia Socjologiczne”2003  nr 3.
  4. Dzionek- Kozłowska J., System ekonomiczno-społeczny Alfreda Marshalla, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.
  5. Epstein G.A. , Introduction, w:  Epstein G.A. (red.), Financialisation and the World Economy, Edward Elgar Pub. 2006
  6. Froud J., Haslam C., Johal S. and Williams K., Shareholder value and financialisation: consultancy promises, management moves, “Economy and Society” 2000 vol. 29/1.
  7. Froud J., Haslam C., Johal S. and Williams K., Financialisation and the coupon pool,  “Gestão   & produção” 2001  vol. 8/3.
  8. Goczek Ł., Ekspansja teorii ekonomii, w: Balcerzak A.P., Górecka D. (red.), Dylematy teorii ekonomii w rzeczywistości gospodarczej XXI wieku, Wyd. A. Marszałek, Toruń 2007
  9. Koźmiński  A. K. , Ekonomia a inne nauki społeczne, MBA, 2008 nr 1.
  10. Palley T. I. , Financialisation: What is and Why it matters, Political Economy research Institute, University of Massachusetts Amherst, “Working Papers” 2007 nr 153.
  11. Plassart P., Arnoux P., Le match des capitalismes, “Problèmes Economiques” 2008 nr 2951.
  12. Radon J., Thaler J. (Fonds souverains: le retour du capitalism d’Etat?, “Problèmes Economiques” 2008  nr 2951.
  13. Ratajczak M., Nurt liberalny w ekonomii, w: Jarmołowicz W., Ratajczak M. (red.), Liberalizm we współczesnej gospodarce, Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, Poznań2008.
  14. Snowdon B., Vane H.R., Rozmowy z wybitnymi ekonomistami, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2003.
  15. Stockhammer E., Financialisation and the slowdown of accumulation, “Cambridge Journal of Economics”  2004 vol. 28/5.
  16. Une menace pour la stabilité financière? “Problèmes Economiques” 2008 nr 2951.
  17. Williams K., From shareholder value to present-day capitalism, “Economy and Society” 2000 vol. 29/1.
  18. Wojtyna A., Współczesna ekonomia – kontynuacja czy poszukiwanie nowego paradygmatu?, “Ekonomista” 2008 nr 1.

—–

Marek Ratajczak (ur. 16 marca 1954)

Prof. nauk ekonomicznych

Zatrudniony na stanowisku profesora zwyczajnego w Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, kierownik Katedry Teorii i Historii Ekonomii. Autor publikacji z zakresu makroekonomii, historii myśli ekonomicznej, rozwoju edukacji ekonomicznej oraz na temat infrastruktury, w szczególności gospodarczej, w procesach wzrostu i rozwoju. Członek Rady Naukowej NBP.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test