Obserwator Finansowy logo
  • Marcin Jendrzejczak

Rynki prognostyczne i mądrość tłumu

23.07.2016
Dzięki wykorzystaniu mądrości tłumu, a często też interesu finansowego, rynki prognostyczne gromadzą wiedzę pewniejszą od przewidywań ekspertów. Znajdują zastosowanie w ekonomii, biznesie, polityce, a nawet służbie zdrowia.

(CC0 by geralt)


Rynki prognostyczne (ang. prediction markets) to rodzaj instrumentów finansowych pozwalających na handel kontraktami terminowymi dotyczącymi przyszłych wydarzeń. Ich uczestnicy kupują opcje uprawniające do określonego zysku w przypadku trafnego wytypowania danego zdarzenia – zazwyczaj jest to dolar za kontrakt. Do wyboru są tylko dwie opcje: zaistnienie zdarzenia lub nie. Cena kontraktu jest tym wyższa, im obstawiany przez nabywcę rezultat jest bardziej prawdopodobny. W przypadku obstawiania bardzo prawdopodobnych wydarzeń jest więc niewiele niższa od 100 centów.

Na przykład w chwili pisania tekstu w przypadku zakładu o to czy „Władimir Putin pozostanie prezydentem Rosji do końca 2016 r.” cena za kontrakt na „TAK” wynosi na Predict It (to projekt Victoria University i firmy doradczej Aristotle International) około 97 centów, a za opcję „NIE” – jedynie około 3 centów.

Na koniec roku ci, którzy przewidzieli trafnie otrzymują dolara za każdy posiadany przez nich kontrakt, a pozostali muszą pogodzić się ze stratą.

Rynki prognostyczne to nie tylko maszynka do zarabiania dla hazardzistów. Mają one wartość poznawczą. Uznaje się je za naukową metodę prognostyczną, konkurencyjną względem sondaży czy metody delfickiej. Dlatego też prowadzą je często instytucje akademickie, np. Uniwersytet Iowa, dążące do realizacji celów badawczych, a nie zysku.

Jednocześnie sami uczestnicy rynków zarabiają lub tracą na nich realne pieniądze, nie jest to jednak regułą. W Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie rynków prognostycznych, hazard internetowy jest zakazany. Dlatego też na części rynków handluje się tylko za pomocą wirtualnych pieniędzy (play money) o wartości takiej, jak żetony w grze planszowej. Część rynków, jak chociażby pionierski Iowa Electronic Market, uzyskało jednak pozwolenia na obrót realnymi środkami.

Mądrość tłumu i Hayek

Jednym z bardziej znanych promotorów idei rynków prognostycznych jest James Surowiecki. To właśnie na ideach autora „Mądrości tłumu” bazują w znacznej mierze rynki prognostyczne. Jak twierdzi sam autor na łamach New Yorkera „Nikt nie wie nic. Ale wszyscy, jak się okazuje, mogą coś wiedzieć”.

Spopularyzowana przez Surowieckiego idea nie jest nowa. Już w 1907 r. Francis Galton opublikował na łamach Nature artykuł, w którym przedstawił swoją przygodę na wiejskim jarmarku w Plymouth. Jedną z jego atrakcji był konkurs na prawidłowe odgadnięcie wagi przeznaczonego na rzeź wołu. Udział w nim wzięło 800 osób i – ku zdumieniu naukowca – uśredniony wynik (mediana) różnił się jedynie o 9 funtów – 0,8 proc. – od rzeczywistej wagi zwierzęcia.

„Mądrość tłumu” to niejedyna teoria uzasadniająca wartość rynków prognostycznych. Kolejną, jak zauważa Puong Fei Yeh na cia.gov jest hipoteza efektywnego rynku kapitałowego. Zgodnie z nią cena akcji stanowi lepsze odzwierciedlenie jej przyszłej wartości, niż jakiekolwiek przewidywania ekspertów. Zwolennicy prediction markets powołują się niekiedy także na poglądy Friedricha Augusta von Hayeka. Zdaniem tego giganta myśli ekonomicznej, gdyby pojedynczy umysł posiadał rozproszoną wiedzę wszystkich uczestników rynku, to i tak nie wyraziłby jej lepiej, niż czyni to mechanizm cenowy.

Skuteczność

Nie wszyscy badacze są entuzjastami rynków prognostycznych. Wnioski z badań Andreasa Graefe z niemieckiego Karlsruhe Institute of Technology i J. Scott’a Armstronga z University of Pennsylvania nie napawają optymizmem. Ich zespół badawczy porównał metodę prediction markets ze zwykłymi, nieuporządkowanymi spotkaniami twarzą w twarz, tak zwanymi grupami nominalnymi (zebrania składające się z etapu samodzielnej pracy nad rozwiązaniem problemu i dyskusji w grupie) i metodą delficką. Za przejaw tej ostatniej uznano procedurę w ramach której indywidualni uczestnicy wypełniali ankiety, następnie otrzymywali informację o opiniach innych uczestników i w trzecim etapie prezentowali ponownie własne wnioski.

Przy wzięciu pod uwagę 10 pytań łącznie nie znaleziono istotnych statystycznie różnic, jednak przy analizie każdego pytania z osobna, badacze odkryli już pewne zróżnicowanie. Na przykład rynki prognostyczne nie okazały się lepsze od prostych dyskusji face to face w żadnym z pytań, a w trzech były gorsze.

Pod względem wrażenia badanych, prediction markets uplasowały się na ostatnim miejscu aż w sześciu z ośmiu badanych kwestii. W pozostałych dwóch  były przedostatnie. Zdaniem autorów badania wynika to z braku możliwości rozmowy między uczestnikami rynków oraz z faktu, że prediction markets to zjawisko nowe i nie całkiem jeszcze zrozumiałe.

James Surowiecki nadal uważa, że sposób prediction markets bije na głowę alternatywne metody badawcze. Różnią się one od tak zwanych grup focusowych – zaplanowanych wywiadów na określony temat prowadzonych z niewielką grupą osób. Jego zdaniem zebrania zniechęcają do otwartego wyrażania sprzeciwu względem dominujących opinii, a rynki prognostyczne są wolne od tych problemów.

Zachęcają one do niekonwencjonalnych opinii i samodzielnego myślenia. Jednocześnie zmuszają do brania pod uwagę nie tylko własnej opinii, ale i pozostałych. Jeśli przekroczą masę krytyczną w liczbie uczestników potrafią być zadziwiająco skuteczne.

Uczestnicy Hollywood Stock Exchange, giełdy opartej na bezwartościowych wirtualnych pieniądzach, trafnie przewidują średnio ponad 80 procent nominacji do Oskara. Jak przekonuje Surowiecki, rynki prognostyczne sprawdzają się także w wielu innych dziedzinach, choćby w przewidywaniach zbytu na produkty spożywcze czy nowości wydawnicze.

Zdaniem Davida Rotschilda prediction markets przeważają również nad sondażami. Pozwalają one na wykorzystywanie wiedzy dostępnej tylko niektórym inwestorom. Istnieje na przykład garstka osób dysponujących wiedzą, o tym kogo prezydent Barack Obama chce nominować na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. W zakładzie dotyczącym tej kwestii mogą więc postawić ogromne sumy, gdyż są pewni wygranej. Nasilenie popytu na daną opcję wpływa na cenę. Ta zaś sygnalizuje prawdopodobieństwo danego zdarzenia. Tymczasem w sondażach głos osób mających tego typu wyjątkową wiedzę liczy się na równi z odpowiedziami ludzi opierających się na „wróżeniu z fusów”.

Przewaga prediction markets polega także na agregowaniu informacji w czasie rzeczywistym. Badania opinii publicznej nie odbywają się cały czas, tymczasem rynki czynne są 24 godziny na dobę.

W szczególnych przypadkach może to prowadzić do sytuacji, w której wskaźniki na prediction markets odzwierciedlają wiedzę o najnowszych wydarzeniach, o których nie zdążyły jeszcze poinformować media głównego nurtu.

Tak było z pytaniem dotyczącym tego, czy Osama bin Laden zostanie zgładzony przed końcem 2011 r. Na przełomie kwietnia i maja wynikające z ceny opcji na „tak” prawdopodobieństwo zlikwidowania terrorysty wynosiło 7 procent. 1 maja 2011 r. o 10:25 pewna dysponująca dostępem do niejawnych informacji osoba ze środowiska Sekretarza Obrony USA opublikowała na Twitterze informację o zabiciu islamisty. Popyt na opcję „tak” momentalnie wzrósł. Po 25 minutach wyniósł już 99 procent. Minęło jeszcze 8 minut, nim media głównego nurtu ogłosiły, że bin Laden nie żyje.

Dla skuteczności prediction markets nie bez znaczenia jest także zachęta monetarna dla autorów trafnych prognoz. Dotyczy to zwłaszcza tych opartych na prawdziwych pieniądzach. Nawet jednak używające play money oferują często nagrody za trafność sądów.

To wszystko sprzyja nie tylko intensyfikacji wysiłku umysłowego, lecz także długofalowej specjalizacji mającej na celu odkrywanie i handlowanie informacjami w dziedzinie związanej z zakładami. Tego typu zachęt często brak w innych metodach przewidywania przyszłości, takich jak sondaże. Jak zauważają Snowber, Wolfers i Zitzewitz, respondenci w ankietach nie zyskują ani nie tracą, zatem nie mają interesu w mówieniu prawdy. Z kolei zawodowi prognostycy kierują się niekiedy innymi motywami, niż trafność przewidywań i w efekcie dopuszczają się manipulacji.

Rynki prognostyczne czasem zawodzą. Może się tak okazać w sytuacji, gdy przedmiot zakładu jest nudny, co zniechęca uczestników do gromadzenia informacji. Albo, gdy nie mają oni dostępu do jakiejkolwiek wiedzy na jego temat. Mądrość tłumu wtedy nie zadziała. Ważne jest także dokładne sprecyzowanie pytania.

Przykłady rynków prognostycznych

Twórcom rynku prognostycznego Uniwersytetu w Iowa, skupiającego się na przewidywaniu wydarzeń politycznych, nieobcy był wspomniany pogląd o dobroczynnej roli interesu własnego. Ponadto, jak zauważa Stanley W. Angrist, kierowali się oni przekonaniem, że uczestnicy sondaży nie muszą mówić ankieterom prawdy.

Naukowcy z Iowa przebrnęli nawet przez zakaz hazardu elektronicznego i uzyskali zapewnienie o braku działań przeciwko swojemu projektowi od agencji regulacyjnej „Commodity Futures Trading Commission”. Na Iowa Market można więc zarabiać, choć istnieją ograniczenia dotyczące kwot.

Nawet jeśli jego uczestnicy kierują się własnym interesem finansowym, to ich działania przynoszą pożądany rezultat o znacznej wartości edukacyjnej. Gdy bowiem porównano prognozy dotyczące wyborów prezydenckich w sondażach i na Iowa Electronic Market, to margines błędu w tych pierwszych wyniósł około 2,5 proc., a w drugim poniżej 1,5 proc.

Zakładami politycznymi na prawdziwe pieniądze zajmuje się także choćby wspomniany już wyżej Predict It. Zakłady tam dotyczą niemal wszystkiego: od możliwości testowania bomby wodorowej przez Koreę Północną w 2016 r., przez płeć przyszłego sekretarza generalnego ONZ, aż po wynik wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. W tej ostatniej kwestii rynki prognostyczne dają większe szanse Hilary Clinton. 11 lipca na Predict It aby zarobić dolara na zwycięstwie Hilary Clinton trzeba było postawić 68 centów. Aby dostać dolara za wygraną Trumpa wystarczyło wyłożyć 32 centy.

Nie wszystkie prediction markets mają otwarty charakter. Niektóre są stosowane tylko wewnątrz firm. Przykładem jest rynek w Google. Jego uczestnicy przewidują wydarzenia związane z działalnością przedsiębiorstwa. Trzyletni okres istnienia rynku zbadali Bo Cowgill, Justin Wolfers i Eric Zitzewitz, a wyniki udostępnili na stronie Uniwersytetu Kolumbii.

Stwierdzili, że prognozy googlersów były na ogół trafne, jednak mankament stanowiły rozmaite uprzedzenia (biases). Nowoprzyjęci pracownicy wykazywali się nadmiernym optymizmem (optimistic bias). Badacze dostrzegli również, że osoby zajmujące położone w sąsiedztwie stanowiska pracy typowały często w podobny sposób.

I na to jednak znalazł się sposób, choć w innej firmie. Na wewnętrznym rynku Hewlett-Packard, jeśli system wykryje, że trzech przyjaźniących się pracowników obstawi ten sam rezultat, obniża znaczenie ich przewidywań dla ogólnej ceny. (>>Prediction markets for economic forecasting, s. 14-15).

Prediction markets mają także zastosowanie w ochronie zdrowia. Dzięki uczestnictwu jej pracowników, w pilotażowym programie, w stanie Iowa przewidziano aktywność grypy sezonowej na 2-4 tygodnie przez jej nadejściem. To pozwaliło przygotować się na nadejście choroby.

Rynki prognostyczne różnią się nie tylko dziedziną, której dotyczą zakłady, lecz także metodą organizacji. Zazwyczaj jakaś instytucja prowadząca rynek rozstrzyga o tym, co się ostatecznie wydarzyło i tym samym, kto wygrał zakład.

Zdaniem krytyków stwarza to pole do deklarowania nieprawdy, np. za sprawą przekupstwa. Dlatego też twórcy innowacyjnego rynku Augur proponują system odmienny – nie ma centralnej instytucji prowadzącej rynek. Ponadto, zgodnie z radykalnie wolnorynkową filozofią twórców, płatności na Augur realizowane są w Bitcoinach.

Przez uczestnictwo na rynku można zdobyć tzw. punkty reputacji przekładające się na możliwość ogłaszania rezultatu danego zdarzenia.

Polska raczkuje

W naszym kraju prediction markets są wciąż stosunkowo mało znane. Nie znaczy to jednak, jakoby nie istniały żadne udane próby ich stworzenia. Za przykład może posłużyć Logiczny Eskalator Możliwości. Powołała go Agencja Rozwoju Przemysłu na bazie rozwiązań zespołu należącego do Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów z Polskiej Akademii Nauk. Służy on głównie przewidywaniu komercyjnych i naukowych zastosowań wysokich technologii, zwłaszcza grafenu (przezroczystego i lekkiego, a przy tym mocniejszego, niż stal gatunku węgla).

Jak zauważa dr Kamil Kulesza, szef Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów PAN, rynki prognostyczne, takie jak L.E.M., mogą znaleźć zastosowanie także w sektorze obronnym.

Po pierwsze prediction markets mogą pomóc wojsku, podobnie jak prywatnym korporacjom, w zarządzaniu projektami i np. określić z dużą dozą prawdopodobieństwa szanse na pomyślne zakończenie zamówienia na produkcję broni dla odbiorcy z zewnątrz.

Po drugie, dzięki wykorzystaniu mądrości tłumu mogą przewidzieć wydarzenia militarne, jak wojny czy aneksje terytorialne.

Po trzecie zaś stanowią świetne narzędzie do prognozowania przyszłych rozwiązań technologicznych stosowanych na polu walki.

Potencjał twórców L.E.M. i rynków prognostycznych w działaniach obronnych dostrzegają też naukowcy z zagranicy. Pod koniec 2015 r. zespół dr Kuleszy zaprezentował w Oxfordzie pomysły na wykorzystanie rynków prognostycznych w celach militarnych. Wcześniej było wyłącznie specjalnością Amerykanów.

Jednak na rynkach L.E.M. odbywają się także zakłady dotyczące lżejszych tematów. Choćby wytypowaniu zwycięzcy turnieju gier komputerowych. Na lem-nano.pl może się zarejestrować każdy, a im trafniejsze będą jego prognozy, tym więcej otrzyma „mocy predykcyjnej”, dzięki czemu jego przewidywania będą miały większą wagę w przyszłości. W tym przypadku nagrodą jest tylko – lub aż – satysfakcja.

Na razie projekt nie zyskał wielkiego rozgłosu. Autorzy planują jednak uruchomienie nowego projektu L.E.M.edu, obejmującego zagadnienia związane z gospodarką opartą na wiedzy.

Zastosowania rynków prognostycznych są ogromne i zapewne będzie po nie sięgać coraz więcej badaczy, instytucji, a także zwykłych ludzi. Rozwój tej technologii warto więc śledzić, nawet jeśli nie zamierzamy jej stosować do podejmowania własnych decyzji, np. biznesowych. Zapewne ta metoda nie wyprze tradycyjnych, takich jak sondaże. Podobnie jak poczciwe radio koegzystuje z internetem, tak i coraz bardziej rozwinięte rynki prognostyczne współistnieć będą z „archaicznymi” badaniami opinii publicznej.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły