Sztuczna inteligencja wpłynie na ubezpieczenia

13.03.2018
Polski sektor ubezpieczeniowy śledzi trendy, ale z wprowadzeniem nowych polis się nie spieszy. Asekuratorzy liczą, że w najbliższych miesiącach rozwiną się ubezpieczenia cyber, co wymuszą coraz częstsze ataki hakerskie oraz unijne rozporządzenie RODO, ale na razie chętnych do zakupu tych polis nie ma zbyt wielu.

(CC0 Pixabay)


Branża ubezpieczeniowa jest konserwatywna i choć niemal każdy polski asekurator utrzymuje, że ma innowacje w DNA, to życie pokazuje co innego. Nowe polisy wprowadzane są z oporami. Trudno się temu dziwić  – świadomość ubezpieczeniowa w Polsce jest niska i kupujemy ubezpieczenia najczęściej wtedy, gdy musimy.

Rynek krajowych ubezpieczeń majątkowych, szczególnie w segmencie masowym, wciąż nie nadąża za rozwojem nowych technologii w zakresie rożnego rodzaju urządzeń, wchodzących do powszechnego użycia.  Nie proponuje także produktów antycypujących dynamiczne wprowadzanie  ich do obrotu.

– Wynika to głównie z obawy o ryzyko niezweryfikowane uprzednim doświadczeniem szkodowym – tłumaczy Ewa Szymczak-Nowosielska – dyrektor Działu Ubezpieczeń Majątkowych w Willis Towers Watson.

Przykładem jest brak szerokiej i kompleksowej oferty ubezpieczeń dobrowolnych dla posiadaczy dronów. Dotyczy to zarówno ubezpieczeń dobrowolnych OC dla dronów nieprzekraczających masy 5 kg, jak i ubezpieczenia aerocasco dla większych urządzeń. Niezagospodarowany jest też obszar ubezpieczeń OC i majątkowych dla urządzeń typu segway czy deskorolki elektrycznej.

Biznesem ubezpieczeniowym rządzi statystyka. Kluczem jest masowość. Duża grupa klientów pozwala rozproszyć ryzyko, a nowe polisy z założenia nie są masowe.

– Nieznane nowe ryzyka ubezpieczeniowe, wystarczająco dobrze działający biznes podstawowy oraz rozbudowane struktury potrafiące bardzo skutecznie utrudnić podjęcie jakiejkolwiek decyzji – to wszystko nie sprzyja otwieraniu się ubezpieczycieli na nowe – uważa Michał Kwasek ze Spółdzielni ANG.

Nie bez znaczenia są również rozbudowane regulacje prawne w zakresie działalności ubezpieczeniowej i dystrybucji, które często utrudniają powstawanie i rozwijanie nowych produktów.

– Jest to także zasługa świadomości i realiów konsumenckich, gdzie przysłowiowemu Kowalskiemu ubezpieczenia kojarzą się w dalszym ciągu głównie z OC posiadacza pojazdu lub, w miarę możliwości, jak najtańszym ubezpieczeniem mieszkania – mówi  Paweł Pioch, specjalista ds. rozwoju produktów ubezpieczeniowych STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

Nadchodzi RODO

Przed wyzwaniami stawianymi przez nowe technologie nie da się uciec. Postępująca cyfryzacja i w konsekwencji przenoszenie coraz większej ilości działań do rzeczywistości cyfrowej oraz automatyzacja i robotyzacja to zjawiska, z którymi asekuratorzy będą musieli się zmierzyć. Pierwsze jaskółki tej wiosny już widać, ale zmiany w branży odbywają się bardzo powoli, gdyż wprowadzanie nowego produktu na rynek ubezpieczeniowy może zajmować nawet kilka lat.

W tak konserwatywnej i ostrożnej branży jak ubezpieczenia rzadko dochodzi do rewolucji. Zmiany przeważnie następują drogą ewolucyjną, a klienci bardzo opornie przekonują się do zakupu nowatorskich produktów, „zachęceni” do tego często dopiero dużymi szkodami. Tak było z ubezpieczeniami dla zarządów D&O (ang. Directors and Officers liability insurance), które bardzo długo nie chciały się w Polsce przyjąć. Skokowy wzrost zainteresowania tymi polisami nastąpił po tym, gdy w 2009 r. Huta Szopienice poniosła straty na skutek błędnych decyzji władz i wyegzekwowała 15 mln zł odszkodowania. Obecnie polisy te są powszechne i przypis składki wynosi kilkadziesiąt milionów zł rocznie.

Dziś branża liczy, że ruszy sprzedaż polis cyber, które chronią nie tylko przed atakami hakerów, ale także na wypadek wycieku danych osobowych. Prawdopodobieństwo, że firma padnie ofiarą cyberataku jest dziś kilkukrotnie wyższe niż to, że przydarzy się pożar. W Polsce według danych NASK w 2016 r. było 723 tys. prób phishingu, czyli prób wyłudzenia różnymi sposobami od internautów poufnych danych, takich jak loginy, hasła, numery kart kredytowych. Tymczasem w 2015 roku ubezpieczyciele w krajach OECD odnotowali w ubezpieczeniach majątkowych 277 mld dolarów przypisu składki, a w polisach cyber zaledwie 2,5 mld dolarów. Do tego, większość polis zawarta została za Oceanem, gdzie zasady odpowiedzialności za wyrządzane szkody są surowsze niż w Europie. W Polsce jedynie kilka towarzystw oferuje ubezpieczenia cyber, a kilka innych się do tego przymierza. Klienci coraz częściej o nie pytają, zwłaszcza po ubiegłorocznych incydentach hakerskich, ale przekonanych do wysupłania z kieszeni sporych sum (ceny wahają się od kilkuset złotych dla małych firm do kilku milionów złotych dla dużych instytucji) nie ma wielu.

Do tego zbliża się wejście w życie unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych RODO, które będzie wiązało się z ryzykiem kar do 20 mln euro za wyciek danych. Według niektórych szacunków ekspertów rynek ten ma szansę w ciągu 10 lat osiągnąć kilkaset milionów złotych przypisu składki. To niemało. Wartość składek we wszystkich ubezpieczeniach majątkowych w Polsce 2016 r. wyniosła 32,18 mld zł.

Asekuratorzy zaczęli też dostrzegać kryptowaluty i problemy, które mogą się z nimi wiązać.

– W odpowiedzi na rosnące znaczenie tej formy rozliczeń finansowych, rynek ubezpieczeń wypracował stosowne polisy umożliwiające, m.in. zabezpieczenie aktywów giełd czy też inwestorów tych walut przed skutkami ataków hakerskich czy strat powodowanych wadliwym oprogramowaniem – mówi Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

„Myślące” urządzenia

Na rozwój produktów będzie wpływała sztuczna inteligencja. Samoprowadzące się pojazdy, roboty czy wirtualni asystenci zmuszą do innego spojrzenia na ubezpieczenia. Pojawią się pytania, kto będzie ponosił odpowiedzialność za szkody wyrządzone bez bezpośredniego udziału człowieka. To zaś daje przestrzeń dla kreacji nowych typów ochrony ubezpieczeniowej. Obowiązkowe ubezpieczenia OC dla posiadaczy pojazdów mechanicznych mogą zostać zastąpione przez produkt nowego typu.

– W tym momencie jest jeszcze za wcześnie by stwierdzić, kto będzie odpowiadał za działanie takiego pojazdu: dostawca oprogramowania, jego producent czy właściciel – uważa Marat Nevertdinov. wiceprezes Grupy Europa. – Na pewno będzie wyzwanie dla towarzystw ubezpieczeniowych, w których ubezpieczenia komunikacyjne stanowią poważną część biznesu.

Obecnie nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ale według  zapowiedzi niektórych koncernów i ekspertów rynku, około 2030 r. pojazdy autonomiczne mogą być zauważalnym uczestnikiem ruchu drogowego.

Jak zauważa Dominik Stachiewicz, członek zarządu Donorii, ryzyko będzie związane z oprogramowaniem pojazdu autonomicznego. Programiści będą mieli duży dylemat – w sytuacji wtargnięcia na pasy pieszych pojazd będzie musiał wybierać między ich zdrowiem a pasażerów. W przyszłości, kiedy pojazdy przestaną być wyposażone w kierownice i pedały, ryzyko zostanie przeniesione w pełni na programistę i zamiast OC posiadaczy pojazdów mechanicznych będziemy mieć do czynienia z nowym produktem OC pojazdu autonomicznego.

Trudno przewidzieć nawet w przybliżeniu, jaki będzie przypis składki z ubezpieczeń pojazdów autonomicznych, bo na wysokość składek wpływa szkodowość. Według przewidywań, samochody te będą bezpieczniejsze i liczba szkód ma spaść nawet o 95 proc., ale takie przewidywania to za mało do szacowania kosztów ubezpieczeń. Tym bardziej, że wzrosnąć może liczba szkód spowodowanych błędami technologicznymi.

Innym ciekawym przykładem jest zapowiadane wprowadzenie od 2019 r., czyli już wkrótce, taksówek-dronów w Dubaju.

– Tu również mamy do czynienia z ryzykiem programistycznym, ale nie tylko. Dron w rozumieniu przepisów obecnie obowiązujących jest traktowany jako statek powietrzny. Co za tym idzie – ryzyko związane z poruszeniem się takiego pojazdu jest o wiele większe – tłumaczy Dominik Stachiewicz. – Łatwo możemy sobie wyobrazić konsekwencje upadku takiego drona na grupę zamożnych turystów. Firma obsługująca takie drony będzie musiała mieć bardzo wysokie limity ubezpieczenia.

W ślad za autonomicznymi samochodami mogą pojawić się ”inteligentne” domy, które też będą rodzić wyzwania ubezpieczeniowe, a odpowiedzialność za szkody przesunie się na producentów oprogramowania.  Wyzwania związane będą z internetem rzeczy, gdzie część realnych funkcji przejmują algorytmy związane z funkcjonowaniem przedmiotów codziennego użytku w domach. Dopóki te algorytmy funkcjonują prawidłowo, to korzystanie z internetu rzeczy ma same zalety. Gorzej, gdy pojawią się awarie, wtedy powstanie kwestia odpowiedzialności za nie, a w ślad za tym potrzeby ubezpieczeniowe.  W ślad za internetem rzeczy do domów wejdą roboty. Urządzenia stacjonarne zaczną się poruszać, co w przypadku błędnego ich funkcjonowania może wyrządzić o wiele większe szkody. Ciężar związanego z ryzykiem samego użytkownika będzie się przesuwał na firmę, bądź producenta tego typu przedmiotów.

Eksperci przewidują, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się  rewolucji, a raczej doskonalenia dystrybucji produktów już istniejących i ostrożnego podążania za nowościami możliwymi do ubezpieczenia i przynoszącymi dodatni wynik finansowy.

W ślad za przenikaniem do naszego świata realnego rozwiązań cyfrowych na rynku ubezpieczeniowym będzie zmieniała się proporcja składki generowanej przez produkty związane ze światem cyfrowym.

– Jak szybko? Tak szybko jak nowa generacja produktów wejdzie do codziennego użytku, tak szybko pojawią się też nowe produkty ubezpieczeniowe – podsumowuje Dominik Stachiewicz.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły