Trudno o optymizm w kwestii euro

31.08.2018
Dwadzieścia lat po formalnym wprowadzeniu euro trudno uczciwie powiedzieć, że wspólna waluta odniosła sukces. W pierwszej dekadzie istnienia podsyciła gigantyczną bańkę kredytową w Europie Południowej.  W drugiej dekadzie trzeba było dla niej stworzyć szereg wymyślnych rozwiązań na gruncie polityki pieniężnej i transferów, a na progu trzeciej widać już chmury na horyzoncie.

Hans-Werner Sinn (PS)


Optymizm pierwszych dziesięciu lat funkcjonowania euro opierał się w dużej mierze na obfitości tanich kredytów, chętnie udzielanych przez rynki kapitałowe – pod parasolem euro – Europie Południowej. Kraje tego regionu miały wreszcie dość pieniędzy na podwyżki pensji w sektorze publicznym i emerytur, co pobudzało prywatną konsumpcję i inwestycje.

Ale napływ kredytów napędzał też inflację. Gdy do Europy dotarł kryzys finansowy, zapoczątkowany w 2008 r. w Stanach Zjednoczonych, rynki kapitałowe odmówiły udzielania dalszych kredytów. Kraje Południa, kiedyś w miarę konkurencyjne – ale tymczasem dotknięte wzrostem kosztów – wkrótce popadły w poważne tarapaty.

Nie mogąc pożyczyć więcej pieniędzy, Europejczycy z południa zaczęli je drukować. Byli w tym wspierani przez Europejski Bank Centralny, który złagodził wymogi co do zabezpieczeń przy refinansowaniu kredytów i zwiększył akceptację dla interwencyjnego zasilania płynności w sytuacjach kryzysowych oraz dla kredytów w ramach Agreement on Net Financial Assets – ANFA. W tych uwarunkowaniach wypłacano z systemu finansowego setki mld euro za pomocą tzw. ujemnych sald w systemie Target. Od 2010 r. kraje Europy Południowej dodatkowo stały się beneficjentami fiskalnych pakietów ratunkowych Unii Europejskiej.

Rynki finansowe uważały te środki za niewystarczające, zatem w 2012 r. EBC złożył obietnicę objęcia nieograniczonej liczby obligacji skarbowych krajów strefy euro programem bezwarunkowych operacji monetarnych (ang. outright monetary transactions), zamieniając je w istocie w euroobligacje. W 2015 r. EBC uruchomił program luzowania ilościowego, w ramach którego banki centralne państw członkowskich skupiły papiery wartościowe na kwotę 2,4 mld euro (2,8 mld dolarów), w tym 2 mld euro obligacji skarbowych. W związku z tym baza monetarna strefy euro gwałtownie wzrosła, z 1,2 biliona do ponad 3 bilionów euro.

Zamiast przeznaczyć dodatkowe środki finansowe na pobudzanie krajowych gospodarek, kraje Europy Południowej wykorzystywały je do regulowania zobowiązań wobec niemieckich podmiotów. W ten sposób Bundesbank został zmuszony do kredytowania zakupu towarów, usług, nieruchomości, udziałów w przedsiębiorstwach, a nawet całych przedsiębiorstw. Czasami po prostu lokowano pieniądze na rachunkach bankowych w Niemczech, aby w razie ryzyka rozpadu strefy euro były łatwo dostępne na zakup aktywów. Zatem to zakupy towarów i usług stanowią jedną z przyczyn ogromnych nadwyżek eksportowych Niemiec.

Do połowy 2018 r. kwota netto zleceń płatniczych kierowanych do Niemiec za pośrednictwem systemu Target wzrosła do 976 mld euro. Ze względu na formułę pieniądze te nie różnią się zbytnio od Specjalnych Praw Ciągnienia Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Z tym zastrzeżeniem, że jest ich znacznie więcej, a całkowita ich wartość znacznie przekracza kwoty, które państwa MFW są skłonne pożyczać sobie nawzajem. Tylko Hiszpania i Włochy pożyczyły odpowiednio 400 i 500 mld euro.

Pomimo tych nadzwyczajnych środków, a może właśnie z ich powodu, sektory wytwórcze krajów Europy Południowej wciąż nie mogą osiągnąć dawnej konkurencyjności. W Portugalii, na przykład, wartość produkcji przemysłu pozostaje o 14 proc. niższa niż w trzecim kw. 2007 r., po pierwszym załamaniu europejskiego rynku międzybankowego. Natomiast w przypadku Włoch, Grecji i Hiszpanii różnica ta wynosi odpowiednio 17 proc., 19 proc. i 21 proc. Tymczasem bezrobocie wśród młodzieży wynosi ponad 20 proc. w Portugalii, ponad 30 proc. w Hiszpanii i we Włoszech oraz prawie 45 proc. w Grecji.

U progu trzeciej dekady funkcjonowania euro warto odnotować, że zarówno w Portugalii, jak i w Hiszpanii czy w Grecji rządzą radykalni socjaliści, odrzucający ideę odpowiedzialności fiskalnej, określanej przez nich mianem „polityki oszczędności” (ang. austerity). Jeszcze gorzej jest we Włoszech, gdzie wszystkie partie establishmentu zostały wprost zmiecione ze sceny politycznej. Nowy populistyczny rząd – w skład którego wchodzą Ruch Pięciu Gwiazd oraz Liga Północna – zamierza znacznie zwiększyć zadłużenie kraju, finansując w ten sposób proponowaną obniżkę podatków i program dochodu gwarantowanego. Mógłby też grozić opuszczeniem strefy euro, jeśli UE nie pójdzie na te warunki.

W świetle zaistniałych faktów nawet najbardziej zagorzali entuzjaści euro nie mogą uczciwie powiedzieć, że wspólna waluta odniosła sukces. Europa ewidentnie porwała się z motyką na słońce. Niestety, wielki socjolog Ralf Dahrendorf miał rację twierdząc, że „unia walutowa jest poważnym błędem, lekkomyślnym i obłędnym przedsięwzięciem godnym Don Kiszota, które nie tyle zjednoczy, ile rozbije Europę”.

Trudno jest dziś wskazać dalszą ścieżkę postępowania. Niektórzy eksperci w swoich opiniach sugerują dalszą socjalizację długu i współdzielenie ryzyka na skalę europejską. Inni ostrzegają, że wystawi to Europę na jeszcze większą rewię finansowych ekscesów. Nieuchronne w takich okolicznościach zniekształcenia rynku kapitałowego spowodują ogromne straty gospodarcze, na które Europy nie stać. Jest ona bowiem w dostatecznie trudnym położeniu jako globalny konkurent wschodzącej potęgi, jaką są Chiny i coraz bardziej agresywnych krajów, jakimi są Rosja oraz Ameryka. Tak czy inaczej, trzecia dekada euro zdecyduje o jego losie.

Hans-Werner Sinn jest profesorem ekonomii i finansów publicznych na Uniwersytecie Monachijskim. Był prezesem Ifo Institute i członkiem Rady Doradczej przy Ministerstwie Finansów Republiki Niemiec. Jest autorem książki The Euro Trap: On Bursting Bubbles, Budgets, and Beliefs.

© Project Syndicate, 2018

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły