Trzeba było ratować polskie stocznie

10.02.2015
Każda gospodarka powinna mieć dostęp do własnego tradycyjnego przemysłu, choćby ze względu na to, że dzięki niemu będzie mogła rozbudowywać swoją infrastrukturę i napędzać eksport. Państwa, które nie inwestowały w przemysł, dziś mają problem z zapewnieniem sobie rozwoju gospodarczego – mówi Allan Dowie, dyrektor finansowy funduszu Clyde Blowers Capital.

Allan Dowie


ObserwatorFinansowy.pl: Z różnych stron słyszymy opinie o grożącym Europie kolejnym kryzysie. Wystarczy wspomnieć niedawne wystąpienie Davida Camerona. Czy zgadza się Pan z tymi opiniami?

Allan Dowie: Wygląda to tak, jakby rządy starały się nas ostrzec. Problem z takimi opiniami polega na tym, że gdy zostaną wyartykułowane głośno przez znane osobistości, to zaczynają żyć własnym życiem. W ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat zaszła jednak wyraźna poprawa sytuacji gospodarczej. Widzimy wiele pozytywnych sygnałów, w tym choćby taki, że firmy zaczynają inwestować.

Pozostańmy przez chwilę przy pesymistycznych prognozach ekonomistów i przestrogach polityków. Jak mogą one wpływać na politykę inwestycyjną funduszy, szczególnie takich, które inwestują w tradycyjny przemysł?

My przede wszystkim skupiamy się na interesującym nas rynku. Analizujemy, jakie możemy zdobyć udziały w wybranej branży. Oczywiście przyglądamy się temu, jak radzą sobie ogólnie poszczególne regiony, jaką mają dynamikę rozwoju. Nie bagatelizujemy pesymistycznych prognoz, lecz koncentrujemy się przede wszystkim na produktach, markach, na tym, jak możemy budować swoją obecność na wybranym rynku. Pomimo spowolnienia nie przestajemy szukać dających perspektywy wzrostu możliwości inwestowania.

Na ile poziom długu publicznego w państwach, w których fundusz rozważa swoje inwestycje, może wpłynąć na zaangażowanie w konkretne przedsięwzięcia? Czy ogólna kondycja gospodarcza kraju jest istotnym czynnikiem determinującym decyzję inwestycyjną?

Uwzględniamy ogólną sytuację gospodarczą, ale nie analizujemy poziomu długu publicznego. Sprawdzamy, jak rozwija się gospodarka i jak wygląda polityka gospodarcza państwa, ale skupiamy się na interesujących nas branżach i produktach. Gdy widzimy szansę, zatrudniamy lokalnych ekspertów, którzy pomogą nam pokonać możliwe przeszkody, na przykład biurokratyczne. Dostrzegamy możliwości inwestowania także w krajach z ujemnym tempem rozwoju gospodarczego i wysokim długiem.

Istotnym problemem Starego Kontynentu jest kurczący się przemysł wytwórczy. Czy ta tendencja może się jeszcze odwrócić?

To zależy od branży, ale generalnie tak. Przychodzi mi do głowy przykład z mojego podwórka, czyli Wielkiej Brytanii. Nasz fundusz zainwestował w brytyjską stocznię, co wielu obserwatorom uznałoby za krok wstecz, jeśli weźmiemy pod uwagę powszechne postrzeganie gospodarki europejskiej. Dodam, że swego czasu konkurowała ona ze stoczniami polskimi. Na tym przykładzie mogę stwierdzić, że możemy w Europie wrócić do umiejętności, które pozornie zatraciliśmy na rzecz tańszych krajów – Chin, czy Korei, w których wytwarzane są produkty niższej jakości. Jest możliwość powrotu do tradycyjnych przemysłów wytwórczych, ale pod pewnymi warunkami. Należy odświeżyć marki firm, które kiedyś powszechnie kojarzyły się z branżami wytwórczymi. Powinniśmy też uzmysłowić otoczeniu, że wysoka europejska jakość musi mieć swoją cenę. Nie chcę powiedzieć, że produkty z innych kontynentów są złe, ale miejmy świadomość, że za produkowanie zgodnie z zasadami obowiązującymi na naszym kontynencie trzeba należycie zapłacić.

Marka i tradycja są niezwykle ważne. Rozpoznawalne, głęboko zakorzenione w świadomości odbiorców marki mogą się łatwiej obronić także w trudniejszych okresach, kiedy nawet przez kilka lat nie mają możliwości rozwoju. Inwestując w różne branże staramy się wyszukiwać tradycyjne marki i odbudowując ich pozycję, zawsze zatrudniamy lokalnych ekspertów.

Nie mogę nie zapytać o opinię na temat polskich stoczni, które cieszyły się raczej dobrą reputacją na świecie. Czy należało je ratować?

Najkrótsza i najprostsza odpowiedź brzmi: tak. Można oczywiście uznać, że to branża pozbawiona perspektyw, bo statków buduje się coraz mniej. My, kupując stocznię Ferguson (we wrześniu 2014 roku za 600 tys. funtów – przyp. red.) uznaliśmy, że może ona czerpać zyski nie tylko z samej budowy statków, ale także z serwisu oraz wytwarzaniu przekładni czy systemów hydraulicznych. Uważamy, że jest na to rynek. Szkoda, że Polska go straciła na rzecz Chin czy Korei, bo przecież od dawna kojarzyła się z przemysłem stoczniowym – tradycją, dobrze wyszkolonymi pracownikami i wysoką jakością przy atrakcyjnej cenie.

Jak polityka klimatyczna Unii Europejskiej wpływa na atrakcyjność inwestycyjną państw europejskich, szczególnie dla funduszu skoncentrowanego na tradycyjnym przemyśle?

Nasz fundusz powstał na bazie firmie wytwarzającej dmuchawy do pieców węglowych, co widać w nazwie. Nadal w ten biznes inwestujemy, ale nie w Europie, bo tu jest to właściwie niemożliwe, tylko np. w Stanach Zjednoczonych. Z drugiej strony inwestujemy w odnawialne źródła energii, choćby w subsydiowane przez tamtejszy rząd farmy wiatrowe w Finlandii. Polityka klimatyczna wpływa na politykę inwestycyjną funduszu zarówno przez decyzje o subsydiach, jak i o restrykcjach.

Jak ocenia pan plany dalszego, radykalnego ograniczania emisji dwutlenku węgla przez Unię Europejską?

Na pewno jest miejsce na dalsze ograniczenie emisji, ale wydaje mi się, że należałoby to lepiej przygotować i przeprowadzić w sposób bardziej uporządkowany, a przede wszystkim stopniowo, tak aby firmy prywatne i sektor publiczny mogły się do niego łatwiej dostosować. Jeżeli będziemy chcieli to zrobić nagle, firmy nie zdążą się zaadaptować do nowych warunków. To przełoży się także na ceny energii i dochody gospodarstw domowych, a od tego prosta droga do spowolnienia gospodarczego i kolejnej fali recesji. Agresywne, radykalne ograniczanie emisji może być niebezpieczne.

Czy inne państwa – Chiny, Indie, Rosja czy Stany Zjednoczone – poczują się w jakiś sposób zobowiązane i pod wpływem decyzji Unii Europejskiej zmodyfikują swoją politykę i także będą ograniczać emisję dwutlenku węgla?

Nie. Co prawda globalne firmy mogą deklarować, że będą podejmować stosowne kroki w tej sprawie, ale nie sądzę, żeby były to konkrety. Z kolei wymienione państwa mają swoją agendę wzrostu gospodarczego – wiedzą, na czym im zależy i działania Europy chyba niespecjalnie je interesują.

Czy Europa potrzebuje nowej polityki przemysłowej?

Tak. Uważam, że tradycyjne sektory przemysłowe mają nadal istotną rolę do odegrania w Europie. Dlatego nadal inwestujemy w znane firmy z bardzo bogatym doświadczeniem, czasem ponad stuletnim, które są znane, nawet jeśli w ostatnich latach podupadły. To, że spotyka je taki los, często wynika z podejścia samych właścicieli, którzy uznali, że nie ma potrzeby, żeby w Europie istniało tradycyjne wytwórstwo. My uważamy przeciwnie.

Jak ta nowa polityka przemysłowa mogłaby albo powinna wyglądać?

Wszystko zależy od tego, jakich ludzi dobierzemy do tworzenia ram nowej polityki przemysłowej. Na pewno pożądane jest zaangażowanie liderów biznesu po stronie łańcucha dostaw, jak i potencjalnych klientów. Na pewno niezbędne jest wsparcie rządu i nie chodzi tu przede wszystkim o pomoc finansową na rzecz inwestowania w nowe fabryki, lecz o wspólne poszukiwanie partnerów na nowych rynkach zbytu w innych państwach. Sektor publiczny mógłby również angażować się w szerokie informowanie społeczeństw o tym, jakie korzyści daje rozwój przemysłu, jakich potrzebuje zasobów, czy też jakie kwalifikacje zawodowe są poszukiwane przez pracodawców. Przyjęła się opinia, że partnerami firm unijnych są tylko państwa członkowskie, a powinniśmy intensywnie poszukiwać partnerów biznesowych poza Europą.

Jeśli nie Europa, to jakie regiony mogą być najbardziej atrakcyjne dla funduszy inwestujących w tradycyjny przemysł w nadchodzących latach?

Jesteśmy obecni w ponad 100 krajach i wszędzie szukamy możliwości inwestowania. Jednym z głównych kierunków są Stany Zjednoczone. W Ameryce Południowej najatrakcyjniejsze wydają się Brazylia i Chile. W Afryce to Południowa Afryka i Angola. W Chinach bardzo ciekawa jest branża energetyczna. Bliski Wschód to z kolei przetwórstwo ropy i gazu. W Australii atrakcyjnym sektorem jest przemysł wydobywczy. Staramy się być wszędzie tam, gdzie są szanse.

Czy fundusze inwestujące w przemysł ogólnie przyczyniają się do poprawy jego efektywności, a w dalszej konsekwencji całej gospodarki?

Głęboko w to wierzę. Za każdym razem, gdy kupujemy jakąś firmę, uważnie analizujemy jej działalność i na tej podstawie później optymalizujemy wszystkie aspekty jej działalności –procesy produkcyjne, zarządzanie zasobami, dobór łańcucha dostaw i odbiorców.

Które z branż tradycyjnego przemysłu mogą być najbardziej obiecujące dla inwestorów finansowych w najbliższej przyszłości?

Na pewno widać dobre perspektywy rozwoju przemysłu ciężkiego – firm produkujących przekładnie mechaniczne, pompy, systemy hydrauliczne, czy kontenery. Atrakcyjni dla potencjalnych inwestorów mogą być również producenci elementów elektrowni wodnych oraz urządzeń dla przemysłu wydobywczego, szczególnie ropy i gazu.

Czy istnieją kraje, które mogą sobie pozwolić na luksus nieposiadania przemysłu?

Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek kraj mógł sobie na to pozwolić. Każda gospodarka powinna mieć dostęp do własnego tradycyjnego przemysłu, choćby ze względu na to, że dzięki niemu będzie mogła rozbudowywać swoją infrastrukturę i napędzać eksport. Widać, że państwa, które nie inwestowały w przemysł, dziś mają problem z zapewnieniem sobie dalszego rozwoju gospodarczego.

Podczas ostatniego europejskiego zgromadzenia stowarzyszenia dyrektorów finansowych ACCA mówił Pan głównie o ekspansji firm. Czy władze funduszu rozważają podjęcie inwestycji w Polsce?

Tak, poszukujemy także możliwości inwestowania w Polsce. Skłaniają nas do tego stan polskiej gospodarki i ogólny klimat inwestycyjny. W tej chwili badamy szanse związane z polskim rynkiem. W ciągu najbliższych kilku miesięcy możemy się spodziewać decyzji inwestycyjnych.

Czy może Pan wskazać jakąś branżę w Polsce, której fundusz przygląda się szczególnie uważnie?

To nie jest jeden specyficzny sektor, lecz wszystkie te, w których posiadamy znaczące doświadczenie, czyli rynek ropy i gazu, energetyka odnawialna, atomowa i konwencjonalna, a po stronie produktów firmy wytwarzające systemy hydrauliczne, pompy i przekładnie, różnego rodzaju urządzenia zaawansowane inżynieryjnie.

Rozmawiał Artur Burak

Allan Dowie – dyrektor finansowy funduszu Clyde Blowers Capital. Absolwent studiów MBA na Uniwersytecie Strathclyde w Glasgow. Posiada ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu finansami. Pracował m.in. dla Scottish Power, British Energy, National Australia Bank. Z funduszem Clyde Blowers Capital związany jest od stycznia 2013 r. Jako dyrektor finansowy odpowiada za wdrażanie stosowanych przez fundusz zasad zarządzania finansami w spółkach portfelowych. Ponadto zasiada w komitecie inwestycyjnym funduszu i doradza władzom spółek.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test