Trzy ścieżki Bliskiego Wschodu

18.07.2014
Podczas ostatniej podróży na Bliski Wschód uderzyły mnie rosnące różnice między poszczególnymi krajami. Są one tak duże, iż utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma dziś sensu mówienie o tym regionie jako o spójnej całości.

Abu Zabi, stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich (CC BY Ralf Roletschek)


Ta ważna część świata nie dąży dziś do konwergencji wewnętrznej, ale podąża co najmniej trzema ścieżkami, charakteryzującymi się dużymi różnicami, które w nadchodzących latach będą się utrzymywać, a prawdopodobnie także rosnąć.

Na jednej z tych ścieżek są kraje takie jak Irak, Libia i Syria, które walczą o uniknięcie straszliwej pułapki, że zostaną państwami upadłymi. W przypadku wszystkich tych krajów istnieje niestety prawdopodobieństwo, że zanim się ich sytuacja poprawi, to się jeszcze pogorszy.

Na skutek straszliwej kombinacji przemocy, rozdrobnienia politycznego, dezintegracji społecznej oraz załamania gospodarczego ta grupa krajów z każdym dniem jeszcze głębiej pogrąża się w chaosie. Ich zdolność do uporządkowania sytuacji jest słaba, a w niektórych przypadkach prawie nie istnieje. Tragedią jest to, że niesamowite cierpienia ludzi będą zapewne trwały nadal, a wymuszone przez te cierpienia migracje dalej będą wywierać znaczną presję na kraje sąsiednie, zwłaszcza na Jordanię i Liban.

Na przeciwległym krańcu są kraje, które stają się coraz silniejsze. Państwa takie jak Zjednoczone Emiraty Arabskie za pomocą większych przychodów z ropy realizują wielopłaszczyznowe programy, które mają ma celu zróżnicowanie ich „silników wzrostu”, wzmocnienie kapitału ludzkiego i rzeczowego oraz odkładanie znaczniejszych zasobów dla przyszłych pokoleń.

Ta grupa krajów notuje na swoim koncie coraz to nowe sukcesy. Jeszcze niedawno większość z nich obserwatorzy zewnętrzni uznaliby za trudne do uzyskania, a może i nieosiągalne. W trakcie tego procesu tworzy się coraz większy pęd ku rozwojowi, co sprawia, że kolejny zestaw zadań staje się bardziej osiągalny i jeszcze bardziej znaczący.

Korzyści z postępu tych krajów wykraczają daleko poza ich granice. Są one głównymi importerami regionalnej siły roboczej. Ich sukces przekłada się zatem na większe transfery do krajów nienaftowych. Kraje te są najważniejszymi inwestorami w regionie, toteż ich osiągnięcia owocują zarówno większymi przepływami kapitału jak i znaczną pomocą dwustronną.

Obydwie te grupy krajów idą kursem, który już się solidnie umocnił i którego zmiana jest w bliskim okresie nieprawdopodobna. A w takim razie olbrzymia już między nimi luka nadal będzie rosła.

Bardziej niepewne jest to, co stanie się z krajami Bliskiego Wschodu, które znajdują się pomiędzy tymi dwoma skrajnościami. Państwa takie jak Algeria, Maroko i Tunezja w dążeniach do uruchomienia swojego niewykorzystywanego dotąd potencjału będą musiały pokonać wiele problemów, w większości zastarzałych, ale i parę nowych.

Trudności tych nic chyba nie ilustruje lepiej niż przypadek Egiptu, kraju, którego doświadczenia pokazują, o jaką stawkę toczy się gra w tym regionie. Egipt przygniata obecnie niekorzystna kombinacja powolnego wzrostu gospodarczego, wysokiego bezrobocia, nierównowagi fiskalnej, słabości instytucjonalnej i marnych usług społecznych. A wszystkie te problemy ulegają spotęgowaniu wskutek gwałtownego przyrostu ludności oraz biedy.

Ponadto otoczenie zewnętrzne jest dla Egiptu niesprzyjające, a trudności polityczne utrzymują się cały czas od 2011 roku, kiedy to powstanie ludowe obaliło byłego prezydenta Hosniego Mubaraka, który żelazną ręką rządził krajem przez trzy dekady. Nic więc dziwnego, że gospodarka funkcjonuje znacznie poniżej możliwości. Ogromnie ucierpiała turystyka; w hotelach mnóstwo jest wolnych pokoi, a słynne obiekty historyczne świecą pustkami. Biurokracja i korupcja hamują występujące w rolnictwie i przemyśle korzyści komparatywnych, a przerwy w dostawach energii jeszcze to potęgują.

Poza tym miliony uzdolnionych obywateli Egiptu funkcjonowały w systemie, który przez całe dziesięciolecia nie tylko nie ułatwiał starań o wydajne działanie, ale skutecznie w nich przeszkadzał. System ten nie zaspokajał także uzasadnionych żądań ludności, domagającej się sprawiedliwości, demokracji, przestrzegania praw człowieka oraz usług społecznych, zwłaszcza jeśli idzie o oświatę i opiekę zdrowotną.

I wreszcie, po tylu latach zniechęcająco słabych wyników, w Kairze zaczęto pojmować, co jest potrzebne do uruchomienia zmian. To połączenie wizji, przywództwa, zdecydowania oraz bardziej sprzyjającego otoczenia zewnętrznego. Mimo sporów politycznych osiągany jest postęp w kształtowaniu programu reform ekonomicznych, które mogą wyzwolić tkwiący w tym kraju olbrzymi potencjał. Podejmuje się kroki w celu likwidacji kosztownego i nieefektywnego systemu subsydiów, poprawy infrastruktury, a także rozwiązania problemów z podażą energii. We wprowadzaniu tych zmian pomaga potężne wsparcie, jakie Egipt otrzymuje od innych krajów – zwłaszcza od Arabii Saudyjskiej oraz ZEA – a także ponowne, choć wciąż jeszcze słabe, angażowanie się kapitału prywatnego, zarówno krajowego, jak i zagranicznego.

Wiele zależy od tego, czy kraje takie jak Egipt wprowadzą trwałe reformy gospodarcze, finansowe, instytucjonalne, polityczne i społeczne – i czy dokonają tego z uwzględnieniem postępu na rzecz większej demokratyzacji, sprawiedliwości społecznej oraz poszanowania praw człowieka. Kraje te należą do najludniejszych w regionie. Mogą one odegrać ważną rolę w umacnianiu stabilizacji regionalnej. Stanowią bramy do Europy, Afryki Azji. Tak więc w ostatecznym rozrachunku ścieżka, jaką obierze ta grupa krajów, wpłynie na perspektywy regionu jako całości.

Mohamed A. El-Erian jest głównym doradcą ekonomicznym w firmie Allianz i członkiem jej międzynarodowego komitetu wykonawczego. Jest także przewodniczącym Rady Globalnego Rozwoju przy prezydencie Baracku Obamie oraz autorem książki „When Markets Collide” [Gdy dochodzi do zderzenia rynków].

>>czytaj też: Bankowość pod okiem Allaha

© Project Syndicate

www.project-syndicate.org


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test