USA oskarżają Chiny o nieuczciwe praktyki

03.09.2018
Chiny w błyskawicznym tempie stały się światowym mocarstwem gospodarczym. Niektórzy ekonomiści i politycy uważają, że Chińczycy sukces zawdzięczają także nieuczciwym praktykom handlowym. Gospodarka chińska, nawet jej prywatny sektor, jest kontrolowana przez państwo, a kurs waluty jest sterowany przez Ludowy Bank Chin.


Chińska waluta yuan, zwany jest także renminbi, co dosłownie oznacza „waluta ludowa”. W styczniu 1994 roku Ludowy Bank Chin ustalił stały kurs yuana do dolara na poziomie 8,7219, co oznaczało dewaluację chińskiej waluty o 33,3  proc. Eksport Chin do Stanów Zjednoczonych wynosił w 1993 roku 31,6 mld dolarów, a deficyt USA w handlu towarami 22,8 mld dolarów, więc rząd amerykański nie protestował przeciwko manipulacji chińską walutą, której skutkiem był ukryty dumping. W ciągu czterech lat chiński eksport do USA się podwoił, a deficyt USA osiągnął 50 mld dolarów.

Kurs „waluty ludowej”

W 2001 roku Chiny zostały przyjęte do WTO, co oznaczało, że wszyscy pozostali członkowie tej organizacji nie mogli ograniczać chińskiego eksportu specjalnymi taryfami celnymi. WTO nie ingeruje w sprawę kursów walutowych. To była domena MFW, gdy kursy większości walut były sztywne, ale od lat 90. XX wieku standardem są kursy płynne, choć niektóre kraje, w tym Chiny, manipulują kursami swych walut.

Sztywny kurs renminbi utrzymał się aż do roku 2005. W tym czasie produktywność chińskiego przemysłu wzrosła, według danych BIS ok. 3-krotnie.

21 lipca 2005 r. Ludowy Bank Chin ogłosił wprowadzenie zarządzanego płynnego kursu w stosunku do koszyka walut. Yuan zaczął się powoli umacniać w stosunku do dolara. W sierpniu 2008 roku kurs ponownie ustabilizował się na poziomie ok. 6,83 yuana za dolara. Stabilizacja trwała 2 lata. W sierpniu 2010 chińska waluta ponownie zaczęła się umacniać, osiągając w styczniu 2014 roku poziom 6,05 yuana za dolara, ale wobec ryzyka kryzysu finansowego Ludowy Bank Chin zaczął walutę osłabiać. Obecnie kurs wynosi 6,83.

Antoine Brunet i Jean-Paul Guichard, autorzy książki „Chiny , światowym hegemonem” (w Polsce wydanie Studio Emka 2011) są zdania, że niedowartościowany yuan i niskie koszty pracy są główną przyczyną sukcesów eksportu chińskiego. Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że waluta chińska w niewielkim stopniu jest pośrednikiem w rozliczeniach międzynarodowych i to samo dotyczy jej stosowania jako waluty rezerwowej w bankach centralnych. Znacznie większe jest zapotrzebowanie na dolary amerykańskie i euro, co podnosi ich kurs wobec yuana.

Główny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego Maurice Obstfeld niedawno powiedział amerykańskim mediom, że „nie ma dowodów na manipulację kursem yuana”.  Zgodnie z definicją MFW manipulowanie kursem walutowym polega na jednokierunkowej interwencji państwa w celu uzyskania nieuczciwej przewagi w handlu.

Jeśli manipulacje takie były, to odnoszą się do okresu minionego. Obecnie w Chinach napędową siłą gospodarki jest konsumpcja i popyt wewnętrzny. W pierwszej połowie 2018 roku chiński eksport wzrósł o 4,5 proc., a import o 11,5 proc. Zwiększa się transgraniczny przepływ kapitału do Chin i z Chin do innych krajów i popyt na chińskie obligacje. Liberalizacja kursu renminbi sprawia, że coraz bardziej przybliża się on do rynkowego, zaś płace, a tym samym koszty robocizny w Chinach, są co prawda wielokrotnie niższe niż w USA, czy Europie, ale szybko rosną. Według China Labour Bulletin, w  pierwszym kwartale 2018 r. średnie miesięczne wynagrodzenie w  37 głównych miastach Chin wynosiło 7 629 yuanów (1117 dolarów amerykańskich). Najwyższe było w Pekinie 10197 yuanów (1494 dolarów), w Szanghaju 9621 yuanów (1409 dolarów) i w Shenzhen 9134 yuanów (1338 dolarów). Są to zarobki porównywalne ze średnimi polskimi (przeliczając według kursu wymiany), aczkolwiek w mniejszych miejscowościach i na wsiach są znacznie niższe.

Agencja USTR oskarża

Urząd Przedstawiciela Handlu USA  (USTR) to agencja rządowa USA odpowiedzialna za rozwój i rekomendowanie polityki handlowej prezydentowi, a także prowadzenie negocjacji handlowych na szczeblu dwustronnym i wielostronnym. Na jej czele stoi obecnie Robert Lighthizer, który za prezydentury Reagana był zastępcą Przedstawiciela. W marcu 2018 roku USTR opublikował wyniki przeprowadzonego przez siebie śledztwa, dotyczącego naruszeń uczciwych praktyk w handlu przez stronę chińską. Dochodzenie zostało wszczęte na podstawie sekcji 301 Ustawy o handlu z 1974 r.  Sekcja 301 jest ważnym narzędziem egzekwowania przez rząd USA prawa wobec partnerów handlowych, którzy podejrzewani są o nieuczciwe praktyki. Określa trzy kategorie działań, polityki lub praktyk, które potencjalnie mogą być zaskarżone:

– naruszenie umowy handlowej,

– praktyki, które są sprzeczne z prawem USA i które zakłócają handel,

– praktyki, które są dyskryminujące wobec podmiotów amerykańskich.

Zarzuty wobec Chin odnoszą się przede wszystkim do tej trzeciej kategorii, choć nie brak też oskarżeń o działania przestępcze.

Nieuczciwy transfer technologii

Według USTR chiński rząd wymusza transfer technologii, stosując ograniczenia dla inwestorów zagranicznych. Chińskie przepisy zabraniają inwestorom zagranicznym prowadzenia działalności w określonych branżach, chyba że współpracują z chińską spółką. Koncesje na działalność w Chinach są warunkowane transferem technologii. Czasami zagraniczne firmy muszą ujawniać szczegóły technologii, na przykład kody aplikacji. Praktyki takie są możliwe dzięki uznaniowemu i nieprzejrzystemu systemowi zezwoleń na inwestycje zagraniczne. Po przystąpieniu do WTO w 2001 roku Chiny zobowiązały się do zaprzestania takich praktyk. W rzeczywistości utrzymały je, tyle że zamiast oficjalnie istniejących regulacji są ustne, nieformalne „wskazówki administracyjne” w stosunku do chińskich firm i urzędów, by wymuszały przekazywanie technologii.

Dla inwestorów zagranicznych wyzwaniem są złożone relacje między władzami, a sektorem prywatnym w Chinach. Rząd ma bezpośrednie i pośrednie instrumenty, by naciskać na firmy zagraniczne.

Badania przeprowadzone w Unii Europejskiej w roku 2014 także wykazały, że Chiny w  celu promowania transferu technologii stosują nieprzejrzyste praktyki administracyjne. Czasami naciski pochodzą od urzędników, czasami od prywatnych firm chińskich, które są partnerami zagranicznych inwestorów.

25 amerykańskich korporacji, produkujących układy scalone utworzyło z chińskimi firmami joint ventures i przekazało do Chin informacje o technologiach, co było warunkiem ich wejścia na chiński rynek. Amerykańska Izba Gospodarcza stwierdziła, że zagraniczne firmy, chcąc wejść na rynek chiński mają ograniczone możliwości negocjacji, szczególnie gdy partnerem są przedsiębiorstwa państwowe.

Amerykańskie Krajowe Stowarzyszenie Producentów (NAM) uważa, że transfer technologii do Chin ma negatywny wpływ na globalną konkurencyjność przedsiębiorstw amerykańskich. Muszą one albo przenieść swoją technologię do nowego chińskiego joint venture, albo zgodzić się na to, że nie będą obecne na najszybciej rosnącym rynku.

W większości branż, zwłaszcza kreujących technologiczne innowacje, zagraniczny inwestor nie może mieć w chińskiej spółce więcej niż 49 proc. lub 50 proc. udziałów. W bankach udział inwestora zagranicznego nie może przekraczać 20 lub 25 proc. (w zależności od kategorii banku). W branży samochodowej inwestor spoza Chin nie może założyć więcej niż dwa joint ventures (JV).

Przykładem branży, do której Chiny zachęcają zagranicznych (głównie amerykańskich) inwestorów jest wydobywanie gazu łupkowego. Technologia wydobywania gazu poprzez tzw. szczelinowanie hydrauliczne została opracowana w Stanach Zjednoczonych w latach 70. XX wieku. Przez wiele lat gaz łupkowy był wydobywany niemal wyłącznie w USA. Obecnie Chiny, dzięki amerykańskim inwestycjom i technologiom mogą stać się potęgą gazową. Prawdopodobnie w roku 2020 wydobycie gazu łupkowego w Chinach wzrośnie do 17 mld m3, co będzie oznaczać podwojenie produkcji w porównaniu z rokiem 2017.

Innym przykładem szybkiego rozwoju branży opartym na transferze technologii są samochody elektryczne i hybrydowe. W 2010 roku chińska Rada Państwa zaliczyła ją do jednej z siedmiu strategicznych gałęzi. Plany przewidują szybki wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych i hybrydowych w Chinach, więc zagraniczne koncerny inwestują na tym ogromnym rynku, jednocześnie transferując technologię.

Ekspansja wspierana przez państwo

Nie sposób powiedzieć, w jakim stopniu chińska gospodarka działa na zasadach rynkowych, a w jakim decyzje są podejmowane przez państwo. Gospodarka jest wciąż zdominowana przez przedsiębiorstwa państwowe, których menadżerowie są jednocześnie wysokimi funkcjonariuszami sprawującej władzę Komunistycznej Partii Chin (KPCh). Największe państwowe przedsiębiorstwa w Chinach są zarządzane przez Państwową Radę Nadzorującą, która reprezentuje rząd. Swoje przedsiębiorstwa mają też lokalne samorządy i miasta. Obecność przedsiębiorstw publicznych w chińskiej gospodarce jest szczególnie widoczna w alokacji kredytu. Według MFW w roku 2014 udział państwowych przedsiębiorstw w akcji kredytowej wyniósł 55,6 proc.  Banki będące własnością państwa, w szczególności China Exim i CDB oraz cztery największe banki komercyjne ułatwiają inwestycje zagraniczne chińskich firm, przede wszystkim firm państwowych. Inwestują one chętnie w branży energetycznej i surowcowej. Na przykład w 2016 roku państwowe przedsiębiorstwo ChemChina przejęło szwajcarską firmę Syngenta za 43 miliardy dolarów.

Państwo wspiera ekspansję zagraniczną, co oznacza dotacje bezpośrednie lub pośrednie – za pomocą preferencyjnych kredytów, ulg podatkowych, finansowania przez państwo szkolenia pracowników, itd. Zagraniczna ekspansja chińskich firm jest podporządkowana polityce rządu i partii. Przykładem są inwestycje w Afryce i Ameryce Łacińskiej. Chińskie firmy inwestują w rozwój miejscowej infrastruktury i poszukiwanie surowców. Często chińskie firmy w tych regionach wykorzystują przede wszystkim chińskich pracowników, tworząc enklawy, odizolowane od miejscowej gospodarki.

Przykładem projektu polityczno-gospodarczego jest inicjatywa Jeden Pas, Jedna Droga, nawiązująca do dawnego Jedwabnego Szlaku. Inicjatywa ma na celu wzmocnienie regionalnej współpracy, a także zbudowanie połączeń lądowych i morskich z Europą. Koszt inwestycji w ten projekt jest szacowany na 100 mld dolarów, a finansuje to chiński rząd i chińskie instytucje publiczne.

Od 2007 roku w Chinach tworzone są państwowe fundusze, których celem jest inwestowanie w zagraniczne spółki, dysponujące wysokimi technologiami. Podobną działalność prowadzą największe państwowe przedsiębiorstwa. Chodzi między innymi o takie fundusze i przedsiębiorstwa jak: China Development Bank Capital, China National Tobacco Corp., China Mobile Communications Corporation (lider na chińskim rynku telekomunikacyjnym), Beijing E-Town International Investment and Development Co., Ltd. (firma inwestycyjna należąca do władz miejskich Pekinu, która zainwestowała w kilka projektów związanych z wysokimi technologiami w USA),  Shanghai Guosheng  Co., Ltd. (spółka inwestycyjna należąca do władz Szanghaju),  Tsinghua Unigroup, (spółka należąca do Uniwersytetu Tsinghua, która próbowała dokonać kilku inwestycji związanych z technologiami w Stanach Zjednoczonych), China Electronics Technology Group Corporation (państwowe przedsiębiorstwo przemysłu obronnego).

Zagraniczna ekspansja chińskich firm jest podporządkowana polityce rządu i partii.

Wiele inwestycji podejmowanych za granicą przez chińskie przedsiębiorstwa i fundusze ma na celu pozyskanie technologii przydatnych do celów wojskowych. W 2016 roku powstał w Chinach pierwszy fundusz MCF (Military Civil Fusion), który przeznaczył 2 mld yuanów (302 mln dolarów) na projekty krajowe i przejmowanie zagranicznych spółek.

W 2015 roku chińskie firmy zainwestowały za granicą 145,7 mld dolarów, a w 2016 r. 196,1 mld USD.  Według UNCTAD w latach 2009-2016 przedsiębiorstwa z Chin przeprowadziły 2715 transgranicznych fuzji i przejęć.

Widoczny jest wzrost chińskich inwestycji w Stanach Zjednoczonych. W 2011 roku chińskie inwestycje w USA wyniosły 1,1 mld dolarów, a w 2016 już 10,3 mld dolarów.

Niska jakość władzy sądowniczej

Zagraniczni inwestorzy skarżą się, że utworzone przez nich w Chinach JV konkurują z chińskimi firmami, tworzonymi przez partnera JV, który nie tylko transferuje do siebie technologię, ale także rekrutuje przeszkolonych przez zagranicznego partnera pracowników. Korzystają też za darmo z licencji zagranicznych, mimo wygaśnięcia ich ważności.

Wiele amerykańskich firm – w tym American Superconductor Corporation (AMSC), Corning, DuPont, Eli Lilly i General Motors – pozywało chińskich partnerów do chińskich sądów za przywłaszczanie własności intelektualnej. Zagraniczni przedsiębiorcy skarżą się na jakość chińskich sądów zarówno jeśli idzie o przewlekłość procedur, jak i rzetelność. Komisje arbitrażowe, które w wielu krajach rozpatrują większość sporów są w Chinach zdominowane przez lokalnych urzędników i działaczy KPCh.

Zdaniem niektórych zagranicznych przedsiębiorców sytuacja mimo wszystko się powoli poprawia. W dłuższym okresie można się spodziewać, że wraz ze spadkiem dynamiki chińskiej gospodarki władzom będzie bardziej zależało na przyciąganiu inwestorów z zagranicy, co zmusi je do większego otwarcia i zniesienia istniejących obecnie ograniczeń. Proces ten może zostać przyspieszony przez naciski prezydenta Trumpa, który wydał Chinom wojnę handlową.

 

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły