USA: dyskusyjny plan szybkiego powrotu na ścieżkę rozwoju

21.06.2011
Gdy Tim Pawlenty, nieznany szerzej w świecie amerykański polityk, republikanin ubiegający się o prezydenturę w USA, przedstawił tydzień temu założenia swojego programu gospodarczego trafił na czołówki wszystkich mediów. Jego cele jedni wyśmiali, inni uznali za zbawienne. Louis Woodhill, przedsiębiorca i członek think – tanku Club for Growth, uważa, że kontrowersyjne założenia są realistyczne.

Tim Pawlenty, kandydat na kandydata na prezydenta USA, przedstawił pomysł zmian gospodarczych, który zyskał tylu zwolenników, co kontestatorów. (CC BY-SA Gage Skidmore)


Obserwator Finansowy: Tim Pawlenty chce wygenerować 5 – proc. wzrost gospodarczy przez znaczną redukcję CIT, zniesienie podatku od zysków kapitałowych i podatku spadkowego. Czy rzeczywiście wystarczy – jak zapewnia Pawlenty – aby Stany Zjednoczone rozwijały się w tempie 5 proc., by rozwiązały swoje najważniejsze problemy gospodarcze?

Louis Woodhill: Tak. Policzyłem jak dużo czasu zajmie amerykańskiej gospodarce powrót do pełnego zatrudnienia. Oficjalnie bezrobocie wynosi dziś około 9 proc., ale gdyby wziąć pod uwagę fakt, że wielu ludzi zrezygnowało z poszukiwania pracy, ta liczba wynosiłaby około 13 proc. W tej chwili brakuje nam ponad 15 mln miejsc pracy do pełnego zatrudnienia.

Jeśli chcemy obniżyć bezrobocie w sensownym czasie potrzebny jest bardzo szybki wzrost gospodarczy. Jeśli realny wzrost PKB na pracownika utrzyma się na poziomie 3 proc. potrzeba będzie 11 lat ze wzrostem gospodarki na poziomie 5 proc. aby powrócić do pełnego zatrudnienia. Jeśli realny wzrost PKB na pracownika zmniejszy się do 2 proc., to pełne zatrudnienie powróci po 5 latach wzrostu 5-procentowego. Bez szybkiego wzrostu skazujemy wielu ludzi na bezrobocie lub pracę w niepełnym wymiarze godzin przez długie lata. Dla mnie taki plan jest nie do zaakceptowania.

Zdania ekonomistów są rozbieżne co do tego, czy można takiemu bezrobociu efektywnie zaradzić w krótkim czasie, zwłaszcza w warunkach ogromnych deficytów budżetowych.

Oczywiście, że można. Jest to nawet łatwe, bo rząd może zapożyczać się na 2 proc. rocznie i inwestować te pieniądze w gospodarkę ze stopą zwrotu 50 proc.

Skąd pochodzą te dane?

Z Biura Analiz Ekonomicznych (BAE), które jest częścią Departamentu Handlu. Co roku publikuje raport podsumowujący wszystkie fizyczne aktywa pracujące w gospodarce – budynki, wyposażenie, software, etc. BAE przygotowuje też Rachunek Krajowych Dochodów i Produktów (National Income and Product Account). Analiza danych tam zawartych prowadzi do wniosku, że od 60 lat zwiększaliśmy nasz PKB przede wszystkim dlatego, że zwiększała się ilość środków trwałych.

Każdy kto prowadził działalność gospodarczą wie, że aby coś wyprodukować trzeba najpierw zainwestować. Ekonomia, jako całość, działa dokładnie tak samo – zależy od decyzji inwestycyjnych. Zatrudnienie jest pochodną tego, że kapitał został zainwestowany. Dane zebrane w ciągu ostatniego półwiecza pokazują, że inwestycje w środki trwałe (które nie są nieruchomościami mieszkaniowymi) mają około 50 – proc. stopę zwrotu. Wielu ekonomistów uważa, że gros PKB, to konsumpcja, ale wszystko zaczyna się od inwestycji. Jeśli uda się skłonić ludzi do większych inwestycji w środki trwałe, będziemy mieli większy PKB i mniejsze bezrobocie. W tym miejscu jest możliwość manewru. Ludzie, którzy podejmują decyzje inwestycyjne będące motorem wzrostu PKB, otrzymują w rzeczywistości bardzo małą część dochodu powstałego na skutek tych decyzji. Chodzi o to żeby trochę zwiększyć tę część i dać im większą motywację do podejmowania ryzyka inwestycji.

Jak zwiększyć inwestycje w środki trwałe? Co je blokuje?

Decydujące są dwa czynniki: dostępność kapitału i motywacja do jego inwestowania. Duże firmy nie mają żadnych problemów z dostępem do kapitału – mają mnóstwo gotówki na kontach, ponad 2 biliony dolarów, mogą tanio pożyczyć pieniądze lub wyemitować nowe akcje. W tym przypadku do rozwiązania pozostaje problem motywacji. Duże firmy z zasady podejmują każdy projekt, którego rentowność przekracza pewną minimalną wartość. Jeśli stopa zwrotu netto jest większa niż pewne założone minimum, projekt dostaje finansowanie. W firmie, dla której pracowałem na półce było wiele projektów, którym nie udało się tej barierki przeskoczyć. Ale gdyby, jak proponuje Pawlenty, obniżyć podatek dochodowy od osób prawnych, stopy zwrotu netto poszłyby w górę. Wiele oczekujących projektów trafiłoby do realizacji.

Tim Pawlenty proponuje także zniesienie podatku od zysków kapitałowych i podatku od spadków.

Podatek od spadków jest najbardziej szkodliwy. Po prostu niszczy kapitał, bo zmusza spadkobierców do likwidacji odziedziczonych firm. Nie chodzi tutaj tylko o przekazywania majątku od osób prywatnych do rządu. Koszt zebrania jednego dolara podatku spadkowego wynosi jakieś pięć dolarów. Dolar dochodu z podatku dochodowego od firm kosztuje gospodarkę około dwóch dolarów. Są badania, które wskazują, że obliczanie i rozliczanie CIT kosztuje firmy tyle, ile wpłacają gotówki na konta urzędu skarbowego. Ze swojego doświadczenia wiem też CIT jest dużym obciążeniem dla nowych firm, które muszą prowadzić księgi, mimo że nie mają żadnych zysków i nie płacą żadnych podatków. Natomiast podatek od zysków kapitałowych najbardziej uderza w tworzenie start-upów.

Jak jednak myśleć o eliminacji tych podatków podczas gdy deficyt budżetu federalnego jest najwyższy w historii?

Właśnie dlatego, że mamy tak deficyt trzeba znieść te podatki! Deficyt oznacza, że się pożycza pieniądze, czyli że wpisuje się zobowiązania po stronie pasywów bilansu. Trzeba zapytać co się dzieje z tymi pieniędzmi, co się dzieje po stronie aktywów. Inaczej nie moglibyśmy wytłumaczyć dlaczego IBM jest bogatszy od przeciętnego Amerykanina, mimo że ma wielokrotnie większy dług. Po prostu IBM ma mnóstwo wartościowych aktywów. W ten sam sposób należy patrzeć na każdy rząd, czy to amerykański czy grecki. Największym aktywem jakie posiada rząd są przyszłe dochody budżetowe. Dyskontując przyszłe dochody możemy policzyć ich bieżącą wartość. Okazuje się że wartość tego aktywa jest dużo bardziej wrażliwa na tempo wzrostu gospodarczego niż na wysokość podatków. Na przykład gdyby zniesiono CIT i długoterminowy wzrost gospodarczy przyspieszył dzięki temu zaledwie o 0,1 pkt. proc. to taka reforma w długim okresie byłaby neutralna budżetowo. Każde większe przyspieszenie wzrostu oznacza zysk dla budżetu.

To pokazuje jak wielka możliwość manewru istnieje w polityce podatkowej. I to jest także odpowiedź na pytanie jak rząd mógłby pożyczać więcej pieniędzy niż obecnie. Rynki finansowe chętnie pożyczą na tworzenie aktywów, które będą warte więcej niż pożyczone pieniądze. Dlatego wolą pożyczać na przykład Węgrom niż Grecji. Węgrzy obcięli podatki i rozwijają się szybciej podczas gdy Grecy je podnieśli i wpadli w spiralę zadłużenia.

Niektórzy ekonomiści argumentują, że co najmniej od początku Zimnej Wojny USA korzystały ze swego rodzaju turbodoładowania. Były właściwie jedynym miejscem na świecie, które było przyjazne dla kapitału i utalentowanych imigrantów, którzy budowali ich sukces. Dziś świat jest dużo bardziej konkurencyjnym miejscem. Amerykanie nie dominują w naukach ścisłych, np. pod względem liczby doktoratów, tak jak było to jeszcze 20 lat temu. Czy Stany Zjednoczone są zdolne rozwijać się tak szybko?

Nie przekonują mnie te argumenty. Proszę wymienić istotne innowacje, które powstały w Indiach lub Chinach. A potem wymienić amerykańskie. Amerykanie mają wielką naturalną przewagę, bo mówią po angielsku. Wszystkie języki programowania są oparte o angielski. Angielski ma dwa razy więcej słów niż drugi w kolejności język. Gramatyka angielskiego skraca dystans międzyludzki, a to wzmacnia komunikatywność.

Rozmawiał: Krzysztof Nędzyński

Louis Woodhill jest przedsiębiorcą, prezesem i założycielem kilku firm technologicznych. Jest ekspertem think-tanku Club for Growth. Publikuje m.in. w amerykańskim Forbesie.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test