W sprawie OMT zderzają się poglądy krajów północy i krajów południa

14.12.2012
Wbrew temu co głosi szef francuskiego banku centralnego, Niemcy nie zgadzają się z Francuzami w kwestii interwencji EBC. – To spór między krajami północy, które obawiają się, że będą musiały zapłacić za eurobałagan, a południem Europy, chętnym do zwiększenia wydatków – przekonuje niemiecki ekonomista dr Hanno Beck.

(CC By-NC-SA Truthout.org)


Obserwator Finansowy: Szef francuskiego banku centralnego, Christian Noyer, twierdzi koncyliacyjnie, że większość Francuzów i Niemców uważa interwencję EBC na pierwotnym rynku za niezbędną. Rozbieżności mogą dotyczyć ewentualnie zakresu interwencji i tego, czy powinna obejmować też rynek wtórny. Jak pan to skomentuje?

Dr Hanno Beck: Zastrzegam, że to, co powiem, będzie wynikało z bardzo niemieckiego punktu widzenia. Większość Niemców nie zgadza się z tym twierdzeniem, niestety. Jens Weidmann, szef Bundesbanku, wyraźnie stwierdził, że program OMT, realizowany przez Europejski Bank Centralny, leży w „prawnej strefie mroku” (legal twilight zone). Przypomnę, że Weidmann w tym kontekście cytował nawet „Fausta” Goethego, przestrzegając przed uleganiu pokusie drukowania pieniędzy (takie wypowiedzi Weidmanna można znaleźć np. w zapisach debat, publikowanych na stronach Bundesbanku – przyp. autorki).

W mediach widać jedynie rozbieżności w wypowiedziach Noyera i Jensa Weidmanna, nikt więcej nie uczestniczy w tej dyskusji oficjalnie. Może to konflikt personalny?

Nie sądzę. Myślę po prostu, że Jens Weidmann jest wyjątkowo zatroskany o niezależność EBC. Wszystko natomiast sprowadza się, moim zdaniem, do sporu pomiędzy przeciwnymi inflacji krajami północy (ich głos reprezentuje Weidmann) a chętnymi do zwiększania wydatków krajami południa. Chodzi o kraje PIIGS oraz Francję – możemy ją włączyć, jako że jest żywotnie zainteresowana ochroną swoich banków, mocno zaangażowanych inwestycyjnie na południu Europy.

Jest to także konflikt interesów pomiędzy krajami, które będą zmuszone zapłacić za ten eurobałagan i państwami, które otrzymają ogromne fundusze poprzez rozliczeniowy system EBC – Target. Dla Bundesbanku wynika już z tego systemu wierzytelność na poziomie 750 mld euro.

Chodzi o to, iż Niemcy nie chcą ponosić całego ryzyka za sytuację ekonomiczną w Europie?

Nie do końca. Poza oczywistym ryzykiem, wynikającym z tego, co widzimy w systemie Target, Niemcom nie podoba się po prostu program zakupu obligacji opracowany przez Europejski Bank Centralny. W jego wyniku, w posiadaniu Bundesbanku znajdzie się aż 25 proc. wszystkiego, cokolwiek chwyci eurosystem.

To wystawia Bundesbank bezpośrednio na ryzyko strat. Właśnie z powodu tego programu poprzednik Weidmanna, Axel Weber, ustąpił ze stanowiska. Weber był zresztą profesorem Weidmanna. We Frankfurcie jeszcze niedawno mówiło się, że Weidmann również rozważał swoją dymisję. Zdaniem wielu niemieckich ekonomistów, a przecież Weidmann się do nich zalicza, ilościowe poluzowanie oraz ilościowe poluzowanie w wydaniu EBC wystawia Niemcy na ryzyko, które w istocie powinno być ryzykiem krajów południowych.

Weidmann formułuje to bardziej dyplomatycznie. I w swych argumentach trzyma się raczej kwestii mandatu EBC.

Bo rzeczywiście OMT zdaje się przybliżać politykę monetarną niebezpiecznie blisko obszaru, na którym działa polityka fiskalna. To zagraża niezależności EBC i wywołuje ryzyko inflacyjne – i to nie krótkookresowej, a długookresowej inflacji. Ten, zdecydowanie północnoeuropejski pogląd, pozostaje w sprzeczności z filozofią krajów południa oraz Christiana Noyera.

Rozmawiała Katarzyna Kozłowska

Hanno Beck – niemiecki ekonomista, profesor Hochschule Pforzheim, autor „Abgebrannt” czyli „Spłukani. Nasza przyszłość po bankructwie”.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test