Waluta prawie światowa

27.08.2011
DEJ – ten trzyliterowy skrót pomógłby światu wyjść z kryzysu. Zdaniem noblisty Roberta Mundella każde wielkie zawirowanie na rynkach widać najpierw w kursach walut. Powrót do sztywnego kursu dolara, euro i juana pod nadzorem Międzynarodowego Funduszu Walutowego mógłby zatem uspokoić sytuację.

Robert Mundell (c) PAP


Profesor Robert Mundell przywiózł na Czwarte Spotkanie w Lindau na temat nauk ekonomicznych (4th Lindau Meeting on Economic Sciences) nie tylko pytania, ale i gotowe recepty. Zaczął od tego, że jego zdaniem w ogóle nie można mówić o kryzysie ani tym bardziej drugiej Wielkiej Depresji. Na razie mamy do czynienia z zahamowaniem wzrostu gospodarczego, choć faktycznie nie wiadomo jak się ono skończy. To spowolnienie nie jest niczym niezwykłym. Po wojnie mieliśmy cztery kryzysy. W latach 70. naftowy, w latach 80. kryzys zadłużenia, w latach 90. kryzys azjatycki, no i ostatnie wydarzenia z lat 2007-2009. Każdy z nich był poprzedzony dużymi zmianami kursów walutowych.

– Szkoda, że ostatnie załamanie nastąpiło w czasie płynnych kursów walutowych. W systemie sztywnych kursów zaprojektowanym w Bretton Woods mieliśmy zbiór zasad. Kiedy ten system upadł nie ma już zbioru zasad. Stąd ogromna nierównowaga w bilansach krajów i brak siły Międzynarodowego Funduszu Walutowego – narzekał profesor Mundell. – Powinniśmy wrócić do systemu sztywnych kursów walutowych – zaproponował.

Zdaniem Mundella nie da się jednak powiązać z powrotem dolara ze złotem. Gdyby tego spróbować cena za uncję z dzisiejszych blisko 1900 dolarów wzrosłaby nawet do 2500 dolarów. Co więcej w Stanach Zjednoczonych znajduje się tylko około jedna czwarta zasobów tego kruszcu. Ponad dwie trzecie ma Unia Europejska i Szwajcaria. Prędzej więc Europa mogłaby zdecydować się na eksperyment ze zlotem.

Profesor Mundell wspomniał również, że skoro mamy globalną gospodarkę przydałaby się także globalna waluta. Jej stworzenie byłoby jednak bardzo trudne. Ostatnio byliśmy od tego o krok w 1944 roku w Bretton Woods. Do dziś przetrwały specjalne prawa ciągnienia (ang. SDR – Special Drawing Rights), które miały być początkiem dla jednego światowego pieniądza.

Mundell postuluje jednak zbliżenie się do tego ideału tak bardzo jak to możliwe. Pierwszym krokiem powinien być powrót do sztywnych kursów dolara i euro oraz ich wzajemne powiązanie. Profesor w kuluarach określił nawet po jakim kursie – 1,30 dolara za euro, bo jego zdaniem wspólna waluta europejska jest teraz za droga. W praktyce miałoby to wyglądać tak, że jeśli euro osiągnie kurs 1,35 dolara Europejski Bank Centralny miałby interweniować i kupować dolary, aby osłabić euro. Jeśli natomiast kurs spadłby do 1,25 dolara uaktywniałaby się amerykańska Rezerwa Federalna kupując europejską walutę.

Dolarowa strefa walutowa to dziś 15 bln dolarów, strefa euro 13 bilionów dolarów. Gdyby ten sojusz wzmocnił chiński juan (DEJ – dolar, euro, juan) o kolejne 6 bilionów dolarów mielibyśmy w jednym miejscu 50 proc. światowej gospodarki z trzema centrami decyzyjnym, koordynowanymi oczywiście przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Taka sytuacja byłaby jednak korzystna również dla tej „reszty świata”. Wielkim problemem Rosji, państw Ameryki Południowej i Azji są przecież mocne zmiany kursów euro względem dolara. Gdyby ten czynnik ryzyka usunąć również te gospodarki odetchnęłyby, a z czasem może nawet dołączyły do wspólnej przestrzeni walutowej. Jest to więc przepis na wprowadzenie światowej waluty tylnymi drzwiami.

Wykład prof. Roberta Mundella można obejrzeć tutaj.

Prof. Robert Mundell otrzymał Nobla w 1999 r. za prace nad teorią optymalnych obszarów walutowych, która legła u podstaw wspólnej waluty euro.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test