Złota teoria

15.05.2012
Ludwig von Mises uważany jest dziś za dinozaura, a zwolennicy austriackiej szkoły ekonomii - za lekko stukniętych dogmatyków wolnego rynku i standardu złota. A przecież oni odwołują się jedynie do wolności.
Ludwig von Mises, 'Teoria pieniądza i kredytu', Fijorr Publishing 2012

Ludwig von Mises, "Teoria pieniądza i kredytu", Fijorr Publishing 2012

Ludwig von Mises, "Teoria pieniądza i kredytu", Fijorr Publishing 2012

W 1934 w przedmowie do angielskiego wydania  „Teorii pieniądza i kredytu” Ludwig von Mises napisał: „W ciągu kolejnych kilku lat podejmie się próby w kierunku przywrócenia międzynarodowego kredytu, jeśli Europa nie podupadnie jeszcze bardziej w wyniku wojen i rewolucji. Lecz system pieniężny, który będzie stanowić fundament przyszłych porozumień musi opierać się na złocie”. Niestety, Europa podupadła, i wtedy – w latach wojny światowej,  i teraz, gdy niczym nie powstrzymana kreacja pieniądza   podważyła wiarygodność największych instytucji finansowych i  potęg gospodarczych.  A złotego systemu rzecz jasna nie ma.

Nie wiem, czy Mises miał rację tak żarliwie broniąc standardu złota. W końcu sam zdawał sobie sprawę ze słabości takiego systemu pieniądza:

Złoto nie jest idealną bazą dla systemu pieniężnego. Jak wszystkie ludzkie wynalazki, standard złota nie jest wolny od niedociągnięć; ale w obecnych warunkach nie ma innego sposobu na uwolnienie systemu pieniężnego od zmiennego wpływu partii politycznych i interwencji państwa.

Ale nie ulega wątpliwości, że papierowa góra tworzona przez banki komercyjne, które potrafią wytworzyć z jednego euro kapitału 50 euro pieniądza wirtualnego, i banki centralne, które kreują pieniądz jak opętane, nie wybudują  tak solidnego fundamentu rozwoju gospodarczego,  jaki w XIX wieku stworzył standard złota.

Właśnie ukazało się polskie wydanie „Teorii pieniądza i kredytu” i być może sprawi to, że idee urodzonego we Lwowie austriackiego profesora, znowu staną się przedmiotem  dyskusji także w Polsce, tak jak ciągle są przedmiotem żywych sporów w Ameryce. A przynajmniej skłonią do zadumy tych polityków i finansistów, którzy choć widzą, że świat stał się niebezpiecznie nieprzewidywalny, nie mają pojęcia, jak sobie z tym poradzić. Według Misesa odpowiedź jest prosta: należy sięgnąć  do korzeni,  do zdrowego pieniądza, do standardu złota, by działalności gospodarczej przywrócić poczucie stabilności. Fundament z papieru jest bowiem słabym pomysłem.

Nie ma co ukrywać, że to trudna książka. Trochę archaiczny język (pierwsze wydanie ukazało się dokładnie 100 lat temu), nie wszystkie pojęcia są od razu zrozumiałe i przekładalne na współczesny język finansów i bankowości, wiele detali istotnych jest już tylko dla amatorów dywagacji na temat wartości pieniądza czy mechanizmów jego kreacji i obiegu. Ale obok wiele myśli frapuje swoją  prostotą i aktualnością, zwłaszcza tam gdzie Mises stanowczo sprzeciwia się inflacjonizmowi i ingerencji państwa w rynek.

Był absolutnie przekonany, że zwiększenie ilości pieniądza fiducjarnego (nie mającego pokrycia w towarach) w żaden sposób nie zwiększa dobrobytu. A zwiększanie podaży kredytu prowadzi tylko do inflacji i cykli koniunkturalnych – boomów, błędnych inwestycji  i załamań, oczyszczających wprawdzie rynek, ale niezwykle kosztownych społecznie. Ale fundamentem dla poglądów Misesa na świat, państwo, obywateli, gospodarkę i pieniądz  było pojęcie wolności. Pisał przenikliwie:

Naprawdę, nie ma żadnej istotnej różnicy pomiędzy nieograniczoną władzą państwa demokratycznego, a nieograniczoną władzą autokraty.

Spróbujmy rozwinąć tę, wydawałoby się, zaskakującą myśl  biorąc za przykład politykę inflacyjną. Mises pisze tak:

Państwo zawsze będzie czuć się zobowiązane do sięgnięcia po środki inflacyjne, gdy nie może wynegocjować pożyczek i nie śmie nałożyć podatków, ponieważ ma powody, żeby obawiać się, iż straci poparcie dla swojej polityki. (…) Gdy państwo nie uważa za konieczne, żeby dostosować swoje wydatki do przychodów , i przypisuje sobie prawo do nadrobienia deficytu drogą emisji banknotów, jego ideologią jest zamaskowany absolutyzm.

I dalej:

Nie zrozumiemy znaczenia koncepcji zdrowego pieniądza, jeśli nie zdamy sobie sprawy z tego, że obmyślono ją jako narzędzie ochrony wolności obywatelskich przeciwko despotycznej inwazji ze strony państwa.

Po czym rozprawia się zarówno z zarzutami wobec standardu złota jak i poglądami stwierdzającymi, że inflacja ma pozytywne skutki (albo przynajmniej więcej pozytywnych niż negatywnych).

Od niepamiętnych czasów inflację zalecano jako środek mający złagodzić brzemię biednych dłużników nakładane  przez bogatych wierzycieli. W kapitalizmie dłużnicy nie są jednak zwykle biedni, lecz są to dobrze sytuowani właściciele nieruchomości, firm, akcji, ludzie, którzy pożyczali od banków , kas oszczędnościowych, firm ubezpieczeniowych lub akcjonariuszy. Typowym wierzycielem nie są bogaci ludzie, lecz ludzie umiarkowanych środków, którzy posiadają swoje własne obligacje i konta oszczędnościowe.

Mises jest absolutnie przekonany, że podstawą zdrowego ustroju gospodarczego jest prywatna własność. W jednej ze swoich prac pisał:

Jeśli historia mogłaby nas czegokolwiek nauczyć, to niewątpliwie tego, że żaden naród nie stworzył wyższej cywilizacji, bez poszanowania prawa do posiadania własności prywatnej.

A w „Teorii pieniądza i kredytu” wyjaśniał tak:

Prawda jest taka, że każde  naruszenie praw własności szkodzi produktywności siły roboczej. Jedną z największych trosk wszystkich partii wrogich wolności gospodarczej jest utrzymanie tego w tajemnicy przed wyborcami. Różne odmiany socjalizmu i interwencjonizmu nie mogłyby utrzymać swojej popularności, gdyby ludzie odkryli, że środki, których wprowadzenie oklaskuje się jako postęp społeczny, ograniczają produkcję i sprzyjają ubytkowi kapitału. Ukrycie tych faktów przed społeczeństwem jest jedną z przysług, jakie inflacja oddaje t.zw polityce progresywnej. Inflacja jest prawdziwym opium dla ludu.

Jednak nie tylko z powodu przenikliwych ocen wykraczających poza teorię pieniądza warto i dziś czytać Misesa (z zastrzeżeniem –  najwyżej kilka stron dziennie, bo to nie jest lektura do poduszki). Otóż także dlatego, że Mises jest w istocie filozofem, który zastanawia się nad kondycją człowieka i analitykiem, który obnaża fałszywych proroków, demagogów, etatystów.

Daje narzędzia do oceny wiadomości nadchodzących ze świata. Oto agencja Reutera podaje właśnie, że Włochy proponują, by nie wliczać niektórych zobowiązań państwa do długu publicznego. A Hiszpania chce żeby wyprowadzić złe aktywa do specjalnych wehikułów pozabilansowych, co miałoby przywrócić   zaufanie do banków (i może przywróci, tyle, że podatnicy zapłacą utrzymując te wehikuły). Oczywiście można stłuc termometr, ale to znak najwyższej desperacji w eurostrefie. Idźmy jednak dalej: dług publiczny Stanów Zjednoczonych przekroczył 101 proc. PKB. Dług Wielkiej Brytanii, publiczny, prywatny i korporacyjny, sięga 500 proc. PKB…

Co zatem się wydarzy w naszym świecie? Mises zapewne powiedziałby, że państwa odwołają się do represji finansowej (tak jak już pozbawiono wierzycieli 75 procent wartości pożyczonych Grecji kwot), a potem do inflacji. Albo do jednego i drugiego. To potrwa kilka lat, ale tak będzie. Mises przewidział dwie wojny światowe i objaśnił przyczyny kryzysów finansowych. Czyż tego następnego, który nadejdzie jeszcze w tej dekadzie, mógłby nie przewidzieć?

Piotr Aleksandrowicz


Tagi


Artykuły powiązane