Ważniejsi niż Bank Światowy

30.07.2014
Nasza instytucja jest dla Europy równie ważna, albo nawet ważniejsza niż Bank Światowy, czy MFW – przekonuje László Baranyay, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego.

László Baranyay, wiceprezes EBI (Fot. Europejski Kongres Finansowy)


ObserwatorFinansowy.pl: Dla zwykłych ludzi instytucje takie, jak Europejski Bank Inwestycyjny to wymyślone przez polityków wehikuły do finansowania przedsięwzięć, z których koniec końców to oni czerpią profity. Zapytam więc trochę prowokacyjnie. Co statystycznemu polskiemu Kowalskiemu po EBI?

László Baranyay: Nasza działalności dotyczy przede wszystkim zwykłych ludzi, codziennego życia. Chce Pan pewnie konkretów? Proszę bardzo. Jesteśmy teraz na kongresie finansowym w Sopocie. Niedaleko stąd jest lotnisko im. Lecha Wałęsy. Było ono współfinansowane przez nasz bank. Obecnie trwają prace nad budową szybkiej linii kolejowej łączącej to lotnisko z centrum Trójmiasta. Tutaj także zaangażowane są nasze środki. W Warszawie także działamy. Druga linia metra budowana jest w dużej mierze dzięki EBI. Mógłbym bardzo długo wymieniać projekty, które realizujemy w Polsce a które mają wpływ na codzienne życie mieszkańców. I mowa tu o dużych kwotach. Zainwestowaliśmy ok. 400 mln euro w modernizację pięciu szpitali uniwersyteckich – w ich laboratoria i centra badań klinicznych. Wspomnijmy jeszcze o autostradach i drogach ekspresowych oraz połączeniach kolejowych między dużymi miastami w Polsce, które remontowano i rozbudowywano od ponad 20 lat także dzięki wsparciu EBI. >>najnowszy kredyt EBI dla Warszawy

No właśnie… same państwowe inwestycje infrastrukturalne.

Nie tylko. EBI inwestuje także w rozwój małego i średniego biznesu za pośrednictwem banków komercyjnych – otwiera tam dla sektora prywatnego specjalne linie kredytowe. Współpracujemy także z wieloma dużymi firmami w Polsce.

Skąd EBI czerpie środki na inwestycje?

Finansujemy się całkowicie emitując obligacje na międzynarodowych rynkach kapitałowych. Ze względu na nasz dobry rating – potrójne A – zyskujemy środki na korzystnych warunkach, które z kolei przekazujemy naszym partnerom. Mamy bardzo dobre wyniki finansowe – w 2013 r. mieliśmy zysk na poziomie 2,6 mld euro.

Wasze inwestycje w infrastrukturę są także źródłem zysku? Jak obliczacie zwrot ze swoich inwestycji?

Nie jesteśmy instytucją nastawioną na zwiększanie zysku. Naszym celem nie jest zysk, tylko promowanie politycznych priorytetów Unii Europejskiej poprzez wsparcie dla rzetelnie przygotowanych inwestycji. Oczywiście – jesteśmy bankiem i działamy jak bank. Projekty, które otrzymują nasze finansowanie, muszą więc być rentowne. Co do inwestycji w rozwój gospodarczy, czyli np. w infrastrukturę, to trudno sobie wyliczyć z nich potencjalny zwrot w takich czysto finansowych kategoriach. To są inwestycje  długoterminowe i zwrot na nich osiąga się raczej w kategoriach społecznych, czy ogólnogospodarczych, przyczyniając się do dynamiczniejszego wzrostu PKB. Gdy jest ożywienie gospodarcze, nasza rolą jest jego wzmacnianie, gdy jest kryzys naszą rolą jest stymulowanie ożywienia. 

Działacie od 1958 r. Czy można oszacować o ile punktów procentowych pieniądze z EBI przyśpieszały średnio w tym okresie wzrost PKB pojedynczych krajów członkowskich, bądź Unii Europejskiej jako całości?

Takich danych nie ma. Gospodarka jest zbyt skomplikowana, by sporządzić wiarygodne obliczenia tego typu. Można co prawda, jak pewien urząd statystyczny w trakcie I wojny światowej, opracowywać nawet trzy rodzaje danych, żeby zwodzić nimi odpowiednio naród, rząd i samych siebie, ale my tego nie chcemy robić.

Jak wyglądałoby wychodzenie z kryzysu w UE, gdyby nie było Europejskiego Banku Inwestycyjnego? Myśli Pan, że mielibyśmy gospodarczy Armagedon?

Nie chcę sobie nawet takich scenariuszy wyobrażać. Na szczęście, żyjemy w świecie, w którym rozumie się, że państwowo fundowane instytucje inwestycyjne są w pewnym zakresie konieczne, by regulować cykl koniunkturalny. Weźmy Grecję, czy Cypr, które bez naszej pomocy raczej by sobie nie poradziły. Nawiasem mówiąc, ostatnio w Grecji otworzono kolejną nitkę metra dzięki wsparciu EBI. Stacja pod Akropolem wspaniale łączy antyczne elementy z nowoczesnymi rozwiązaniami komunikacyjnymi.

Jak wygląda podejście EBI do inwestycji na Ukrainie? Jesteście tam obecni. To może dziwić, bo co do zasady inwestujecie długofalowo, a przecież mowa o kraju, w którym trwa wojna domowa. Nie boicie się, że drogi, które tam budujecie ktoś wkrótce wysadzi?

Tak, wspieramy Ukrainę w ramach europejskiego pakietu wsparcia przedstawionego na początku czerwca przez przewodniczącego Barroso. Mimo że obecny konflikt dotyczy tylko ograniczonego terytorium, jesteśmy bardzo ostrożni w ocenie projektów i dokładamy starań, by nasze inwestycje były skuteczne i rentowne w długim okresie. Sytuacja na 80 proc. powierzchni kraju jest stabilna, prowadzona jest tam normalna działalność gospodarcza i sądzę, że możemy tam spokojnie inwestować. Kilka tygodni temu podpisałem na przykład umowę o remoncie i odbudowie kolejowego tunelu beskidzkiego, ważnego elementu infrastruktury łączącej Ukrainę ze Słowacją i Polską. Generalnie celem tych inwestycji jest zbliżenie Ukrainy do Unii Europejskiej i w perspektywie czasu wzmocnienie ich relacji gospodarczych. To prawda, że ryzyko na Ukrainie jest większe, niż  zazwyczaj, ale dzielimy to ryzyko z Unią Europejską, działamy przecież na Ukrainie we wspólnym europejskim interesie.

Który kraj najaktywniej korzysta obecnie z oferty EBI?

Jesteśmy właściwie w całej Europie. Współpracujemy z krajami nowej Unii, ponieważ mają one do nadgonienia pewien dystans wobec państw starej unii, ale i w starszych państwach  członkowskich jesteśmy obecni. W Niemczech na przykład bardzo dużo inwestujemy w  rozwój i badania w przemyśle, a we Francji inwestujemy między innymi w projekty infrastrukturalne, wybudowaliśmy tam na przykład najwyżej zawieszony na świecie wiadukt kolejowy, w pobliżu miasta Millau.  EBI może wspierać inwestycje w wielu jeszcze innych sektorach. Jednakże to od państw członkowskich zależy, w których sektorach jesteśmy szczególnie aktywni. W końcu to nasi udziałowcy.

 Rozmawiał: Sebastian Stodolak

László Baranyay – ekonomista, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego, wcześniej szef Węgierskiego Banku Rozwoju (MFB) i członek Komisji Nadzoru węgierskiego banku centralneg. Rozmowa miała miejsce w trakcie Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie, który odbywał się w dniach 23-25 czerwca.

 


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły