Za pół wieku możemy być naprawdę bogaci

08.02.2015
Bogactwo budzi ciekawość, którą należy od czasu do czasu zaspokoić, bo inaczej rodzą się mity. Skąd wzięły się majątki światowych ultrabogaczy i jak na ich tle wygląda dorobek naszych multimilionerów? Ile w ogóle ma Polak, który zostaje uznany zamożnym.

(infografika Dariusz Gąszczyk/ CC BY-NC by Dubai Holiday Villas - Luxu)


Neiman Marcus, czyli amerykański dom zakupowy dla osób wytwornych, polecał w grudniu 2014 r. pod choinkę „dla niego i dla niej” quadskis, czyli połączenie czterokołowego quada ze skuterem wodnym. Zmiana jednego w drugie zajmuje podobno jedynie 5 s, więc ona może jechać brzegiem, a on gonić wodą, a potem na odwrót. Przyjemność taka kosztuje 100 tys. dol. za obie sztuki. Człowiek wykwintny i wyposażony w odpowiednie środki mógł sobie wstęp kupić na galę oscarową periodyku „Vanity Fair” (Targowisko Próżności). W cenie 425 tys. dol. od wejściówki było takie wystylizowanie gościa, żeby nie wzięto go za intruza. Najdroższy był dotychczas w Neiman Marcus odrzutowiec Boeinga oferowany w 1999 r. za 35 mln dol. Wspomnieć też trzeba, że przy połączeniu z witryną z Polski sklep dla krezusów podaje ceny w złotych, choć nie jest to przecież waluta w standardzie kruszcu.

13 proc.

O powodzeniu mierzonym furą złota traktuje „World Ultra Wealth Report 2014” sporządzony przez firmę Wealth X (doradztwo dla dostawców splendoru i luksusu) w partnerstwie ze szwajcarskim bankiem UBS. Kluczem do liczącej na świecie ponad 211 tys. grupy ludzi ultrabogatych jest majątek przekraczający 30 mln dol. 683 tys. osób z całego świata ma natomiast 10–29 mln dol., więc są po prostu bogate, bez przedrostków. Wśród bogaczy jest 2325 osób z majątkiem większym niż 1 mld dol. i aż prawie 93 tys. z fortunami liczącymi sobie 30–49 mln dol.

Ultrabogacze zgromadzili tytuły własności na prawie 30 bln dol. (29 700 mld, podczas gdy łączny PKB wszystkich państw sięga obecnie około 77 000 mld dol.). Stanowią 0,004 globalnej populacji, ale kontrolują 13 proc. całkowitego majątku świata. Ich udział w globalnej sprzedaży towarów luksusowych sięga 20 proc. Nic więc dziwnego, że są zwykle postrzegani jako pijawki. Większość jednak dorobiła się „na swoim” i z pokolenia na pokolenie. Aktywa zgromadzone przez nich w nienotowanych spółkach rodzinnych (private company holdings) wynosi blisko 13 000 mld dol. i są niemal dwukrotnie wyższe od wartości należących do ultrabogaczy udziałów w spółkach giełdowych. 10 najbogatszych Amerykanów utrzymuje aż 875 tys. stworzonych przez siebie miejsc pracy. Pytanie za 100 pkt brzmi: czy dysponując takimi samymi pieniędzmi, państwo zdołałoby utrzymać tyle samo podobnych miejsc pracy, czy może więcej?

Bogactwo ma płeć

W drażliwym ujęciu gender potwierdzają się niestety stereotypy. Najzasobniejsze panie stanowią jedynie 13 proc. rzeczonej populacji. Statystycznie każda z 27,5 tys. niezmiernie majętnych kobiet ma 57 lat i jest wdową. Panie obdarzone przez los i zmarłego męża olbrzymim majątkiem chętniej niż panowie inwestują w nieruchomości i wyroby wykwintne, lokując w nich przeciętnie około 16 proc. swoich bogactw (dla mężczyzn ten wskaźnik wynosi 10 proc.).

Młodych krezusów płci męskiej jest równie mało jak ultrabogatych panien i pań przed trzydziestką, bo średnia wieku najbogatszych mężczyzn wynosi słusznych 59 lat.

Kobiety częściej ulegają błyskotkom, są też jednak bardziej empatyczne. Prawie 60 proc. mężczyzn ultramilionerów jako hobby podaje sport (golf, narty, futbol). Dopiero na drugim miejscu jest (przynajmniej w zapewnieniach) filantropia, na którą wskazuje 41 proc. U kobiet dobroczynność w chwilach wolnych jest na pierwszym miejscu. Ta różnica ujawnia się także w liczbach. Mężczyźni deklarują, że przekazali dotychczas na cele dobroczynne średnio po 24,4 mln dol., podczas gdy u kobiet przeciętna łączna wysokość dotychczasowych darowizn wyniosła prawie 31 mln dol.

W klasyfikacji według kontynentów prowadzi Ameryka Północna (75 tys. ultramilionerów i 10 265 mld dol. łącznego bogactwa) przed Europą z 62 tys. ultrabogaczy z łącznym majątkiem 8 355 mld dol. i Azją (47 tys. i 6 975 mld dol.). W rankingu obywatelstwa prowadzą Stany Zjednoczone, a wylęgarnią multimilionerów są tamtejsze uczelnie. W dziesiątce uniwersytetów z największą liczbą ultrabogatych absolwentów są same uczelnie z USA, a prym wiedzie Harvard (3130), który daleko w pokonanym polu zostawia następny w kolejności University of Pennsylvania (1580).

W USA najwięcej multimilionerów mieszka w Nowym Jorku (8655) i San Francisco (5460). W Europie największe zagłębia bogaczy to Londyn (6815) i Paryż (3345), choć bardzo dużo jest ich także w Niemczech, acz nie w jednej dominującej nad pozostałymi metropolii. W Monachium, Dusseldorfie, Hamburgu i Stuttgarcie jest ich razem 6045. W Azji kolejność też jest przewidywalna: Tokio (6185), Osaka (3405), Hongkong (3335), Bombaj (2440) i dopiero za nimi Pekin (2415) coraz mniej pilnie powściągany przez stróżów niegdysiejszej komunistycznej wstrzemięźliwości majątkowej.

(infografika Dariusz Gąszczyk)

Pod względem liczby multimilionerów Polska zajmuje całkiem niezłe miejsce na początku czwartej dziesiątki. Nasi bogacze są wszak świeżej daty, a gromadzenie kokosów wymaga czasu, więc pod względem łącznej wielkości ich fortun Polacy są na 34. miejscu. Zajmują je ex aequo z Filipińczykami.

Polacy się bogacą wolno

Populacja Polaków z majątkiem około 100 mln zł liczyć ma ponad 800 osób. Po uwzględnieniu najbliższej rodziny (małżonek i dzieci), korzysta z tych walorów nie więcej niż 4 tys. osób, a jeśli dodać rodziców, wujów i innych pociotków oraz grupkę beneficjentów niepowiązanych rodzinnie to będzie ich góra 10–15 tys. W polskich warunkach o zamożności mówić już jednak można przy dochodach uznawanych w Europie Zachodniej i Ameryce za mierne. Różnica w definicji i pojmowaniu bogactwa boleśnie odzwierciedla dystans dzielący nas od państw żyjących w dobrobycie.

Polski oddział KPMG spróbował podmalować nieco ten dość smętny obraz. W ocenie specjalistów tej firmy w 2016 r. liczba zamożnych i bogatych Polaków może po raz pierwszy przekroczyć 1 mln, a łączny osiągany przez tę grupę dochód roczny netto ma już w 2017 r. wynieść 200 mld zł.

Daje to jednak tylko 200 tys. na głowę, co w krzesło nie wbija. Wynika to z przyjętych kryteriów, którym daleko do restrykcyjności. Polak jest według nich zamożny, gdy osiąga miesięczny dochód brutto w wysokości 7 100 zł. Skąd ta wartość? Granica została przyjęta z pobudek praktycznych i istotnie jest arbitralna. 7 100 zł razy 12 miesięcy to 85,2 tys. zł, a jest to wysokość (dokładnie 85 528 zł minus kwota zmniejszająca podatek w wysokości 556,02 zł), której przekroczenie przesuwa polskiego podatnika w obszar drugiej grupy podatkowej, w której dochody obciążane są stawką 32 proc.

Zaliczenie do grona tzw. HNWI (High Net Worth Individuals), czyli naprawdę bogatych, wymaga od Polaka posiadania aktywów płynnych (gotówka, akcje, obligacje, złoto) w wysokości co najmniej 1 mln dol.

Zgodnie z tymi kryteriami liczbę zamożnych i bogatych podatników zamieszkujących Polskę w 2014 r. ustalono w KPMG na 878 tys., a ich łączny dochód roczny na 140 mld zł, co daje dochód roczny netto per capita 160 tys. zł, tj. z grubsza 50 tys. dol.

W ocenie KPMG HNWI było w tej zbiorowości 47 tys., a jeśli dodać ich najbliższych, w prawdziwych luksusach pławi się między Bugiem a Odrą jakieś 200 tys. osób.

Wysoką wiarygodność szacunku liczby bogatych Polaków sporządzonego przez KPMG potwierdzają dane Credit Suisse, zgodnie z którymi liczba polskich HNWI wynosiła w 2014 r. nieco ponad 50 tys. Strukturę tej grupy w podziale na wartość aktywów płynnych przedstawia zestawienie.

Z badania KPMG wynika, że najbogatsi mieszkańcy Polski to przede wszystkim osoby w wieku 40–59 lat, czyli będące dość długo na rynku pracy. Mieszkają w największych miastach. „Ponad połowa polskich HNWI to prywatni przedsiębiorcy, a jeden na pięciu jest przedstawicielem najwyższej kadry kierowniczej (prezesi, członkowie zarządów, dyrektorzy). Najczęściej wskazywanym źródłem zamożności jest dobra praca i kariera, chociaż 22 proc. zgromadziło lub zwiększyło swój majątek także poprzez inwestowanie” – czytamy w opracowaniu.

Dorobek reszty Polaków, czyli znakomitej większości mieszkańców kraju, jest na tle osiągnięć zamożnych i bogatych skromny. W I kwartale 2014 r. aktywa finansowe polskich gospodarstw domowych wyniosły łącznie 1 438 mld zł. W porównaniu ze stanem na koniec 2013 r. spadły w związku ze skuteczną paralikwidacją systemu OFE o 153 mld zł. W łącznej ich sumie 704 mld zł stanowiła gotówka i depozyty bankowe, 433 mld zł inwestycje (akcje, udziały, jednostki funduszów inwestycyjnych itp.), a 265 mld zł ubezpieczenia i OFE. Świeższych danych NBP dotychczas nie opublikował.

Na pierwszy rzut oka aktywa naszych rodzin są całkiem wysokie, ale to złudzenie, bo pomniejszyć je trzeba o zobowiązania (głównie pożyczki i kredyty), które wyniosły na koniec I kwartału 2015 r. 602 mld zł. Aktywa netto wyniosły zatem 836 mld zł, co daje w ujęciu per capita około 23 tys. zł (przy założeniu, że liczba ludności Polski wynosi po uwzględnieniu emigracji około 36 mln osób).

Mniej więcej trzy razy wyższy jest majątek Polaków, który obejmuje również aktywa znacznie mniej płynne, czyli np. mieszkania, domy i inne nieruchomości. Majątek Polaka wynosi przeciętnie 22,2 tys. dol. Mniej więcej taki sam stan posiadania mają Słowacy, Węgrzy i Chorwaci. Do Europy Zachodniej bardzo nam nadal daleko. Średnia dla Unii Europejskiej wynosi prawie 154 tys. dol., więc jest siedmiokrotnie wyższa od polskiej. Polska jest pod tym względem na 23. miejscu w UE i gdyby udało się utrzymać tempo pomnażania majątku z ostatnich kilku lat, to osiągnięcie obecnego poziomu średnio europejskiego zajęłoby na 43 lata.

Nierozsądne byłoby założenie, że reszta Europy stała będzie przez te lata w miejscu. Aby poczuć się na stare lata jak zamożni Europejczycy, dzisiejsi gimnazjaliści i licealiści musieliby bardzo wzmóc intensywność pracy i efektywność inwestycji, a przede wszystkim dokonywać bardzo mądrych wyborów. Także politycznych.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test