Złoty ma początki prawie 500 lat temu

22.05.2018
Wprowadzony w 1528 roku przez Zygmunta Starego dukat można uznać, choć nie bez wątpliwości, za pierwszego polskiego złotego. Od tego czasu, nawet dla zwykłych użytkowników pieniądza, ważne jest to, czym płacą – mówi Marcin Madejski z Departamentu Edukacji i Wydawnictw NBP.


ObserwatorFinansowy.pl: 22 maja NBP wprowadza do obiegu monetę 5 zł z napisem „100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości”. Jej nakład – 38 mln 424 tys. sztuk jest równy liczbie obywateli. Czy inny bank centralny zrobił coś podobnego?

Marcin Madejski: Nie kojarzę precedensu, aby liczba monet odpowiadałaby liczbie obywateli. Często zdarza się jednak, że szczególnym wydarzeniom towarzyszą wyjątkowe nominały. Bank Litwy wypuścił monetę z nominałem odpowiadającym rocznicy jego powstania, a Bank Estonii przy wstępowaniu do euro wydał monetę o nominale odpowiadającym przelicznikowi krajowej waluty do euro. NBP wyemitował monetę kolekcjonerską o nominale 37 złotych, przypominając wiek zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki. Jeszcze w tym roku, 7 listopada, zostanie wprowadzona moneta o nominale 2018 złotych, również z okazji 100-lecia niepodległości.

Monety upamiętniają stulecie niepodległości, ale złoty ma tylko 94 lata. Skąd ta różnica?

Silny złoty własnymi siłami

Rzeczywiście, za początek złotego w XX wieku przyjmuje się 1924 rok i reformę Grabskiego, ale już w 1918 roku podpisano dokumenty, z których wynika, że powstanie Bank Polski, a walutą, która zastąpi środki płatnicze zaborców będzie złoty polski. Co więcej, zaczęto też drukować banknoty, w Wielkiej Brytanii i Francji, które – z datą emisji 1919 r. – czekały w skarbcu na organizację Banku Polskiego i reformę Grabskiego. Powstanie złotego wyprzedziło po prostu organizację banku, który miał go emitować.

Mówi Pan o początkach złotego w XX wieku. Sama nazwa ma chyba głębsze korzenie?

Początków złotego możemy doszukiwać się w XVI wieku, kiedy Zygmunt Stary przeprowadzał reformy monetarne. Zakończyły się one w 1528 roku, gdy do obiegu wszedł właśnie złoty. Była to waluta obrachunkowa, z nazwą nawiązującą do dukata wybijanego ze złota i powszechnie nazywanego złotym. Złoty został podzielony na 30 groszy, bo grosze funkcjonowały już wcześniej. W owym 1528 roku Zygmunt Stary wybija monety dukatowe, jednak ich wartość przekracza 30 groszy, kształtując się początkowo na poziomie 34 groszy i rośnie w kolejnych latach.

Inni badacze za pierwszego złotego przyjmują tzw. półkopek Zygmunta Augusta, bo to pierwsza moneta, na której został wybity nominał 30 groszy, odpowiadający jednemu złotemu. Pojawiają się jednak wątpliwości – czy złotym polskim można nazwać monetę z mennicy litewskiej i bitą według tamtejszej stopy menniczej?

Jeszcze inni badacze za pierwszego złotego uważają z kolei tynfa z okresu panowania Jana Kazimierza. To była moneta o nominale 30 groszy, emitowana w trudnym okresie dla gospodarki po zakończeniu wojen szwedzkich. Obniżono wtedy zawartość srebra w stopie monety i jej realna wartość była równa 16 groszom, więc to taki pół-złoty.

A pańskim zdaniem, która moneta była pierwszym złotym?

Ja przychylam się do opinii profesora Suchodolskiego, który przy okazji emisji przez NBP monet kolekcjonerskich z serii „Historia złotego”, napisał, że wprowadzony w 1528 roku przez Zygmunta Starego dukat jest pierwszym polskim złotym, nawet jeśli realnie był wart więcej niż 30 groszy. Taką interpretację warto przyjąć jeśli chcemy aby złoty miał długą historię. W innym razie przenosimy się aż do insurekcji kościuszkowskiej (koniec XVIII w. – przyp. red.), kiedy po raz pierwszy nazwa złotego pojawia się fizycznie na monetach i pierwszych polskich banknotach – biletach skarbowych.

A kiedy obywatel po raz pierwszy wziął do ręki regularne banknoty i monety z napisem złoty? Dopiero w 1924 roku?

Nie, jeszcze w XIX wieku w okresie Królestwa Polskiego zostają wprowadzone banknoty i monety również z nazwą złotego. A po odzyskaniu niepodległości złoty powraca. Z tym, że, jak mówiłem, banknoty powstały de facto w 1919 roku, a monety dopiero pod koniec 1924 roku. Ciekawostką jest też to, że banknoty emitował Bank Polski, a monety Skarb Państwa i skwapliwie z tego korzystał.

Na banknocie 1 zł z 1919 roku mamy Tadeusza Kościuszkę, a na monecie postać kobiety. Czy była kimś szczególnym?

To anonimowa żniwiarka w chuście na tle zboża. W 1932 roku na monecie pojawia się wizerunek kobiety z wiankiem, a wokół niej promieniście ułożone kłosy. To była już Polonia, personifikacja Polski, zaprojektowana przez wybitnego rzeźbiarza i medaliera Antoniego Madeyskiego.

Możliwe było abyśmy zamiast złotego mieli nazwę „lech”. W grze były też inne propozycje.

Zgadza się. 5 lutego 1919 roku naczelnik państwa Józef Piłsudski wydał dekret w przedmiocie jednostki monetarnej waluty polskiej, gdzie znajduje się nazwa „lech”. Ta nazwa znalazła się też w projekcie ustawy, którą ówczesny minister skarbu przedstawił Sejmowi. Ten ustawę przyjął 28 lutego 1919 roku, ale zmienił lecha na złotego. W debacie padały też inne nazwy – piast, kościuszko albo szczerbiec. Ostatecznie jednak, być może przez pamięć historyczną, stanęło na tym, ze walutą będzie złoty polski, po raz pierwszy w podziale na 100 groszy.

Skąd ta zmiana?

Przypuszczam, że dla łatwiejszego liczenia. Należy też pamiętać, że reforma Zygmunta Starego ustaliła kurs złotego na poziomie 30 groszy i wynikał on ze stosunku wartości srebra do złota.

A jaka jest najdroższa polska moneta?

Moneta o nominale 100 dukatów z 1621 roku. W styczniu 2018 roku sprzedano ją na aukcji w Nowym Jorku za 2 mln 160 tys. dolarów. To jedna z ledwie sześciu zachowanych monet wybitych dla upamiętnienia zwycięstwa nad Turkami w bitwie pod Chocimiem.

Jeszcze rzadsze są medale wybijane na polecenie króla na specjalne okazje. Mogę tylko spekulować, że najcenniejszym polskim numizmatem – gdyby w ogóle był na sprzedaż – byłby medal ważący więcej niż 300 dukatów upamiętniający zdobycie Smoleńska przez Zygmunta III Wazę. Jedyna sztuka znajduje się w muzeum w Wiedniu.

Banknoty też są dla numizmatyków interesujące?

Jak najbardziej.

Od ponad pół wieku wszystkie banknoty w Polsce projektuje jeden człowiek – Andrzej Heidrich. W swojej biografii wspomina, że był okres, gdy nie nadążał z robotą, tak szybko rosły nominały.

Na początku lat 90., przy przejściu od gospodarki socjalistycznej do wolnorynkowej problemem była inflacja. Dlatego wchodziły kolejne banknoty: 50 000, 100 000, 200 000, 500 000, a w końcu milion z Reymontem i dwa miliony z Paderewskim. W przygotowaniu było już pięć milionów z Piłsudskim, ale w 1995 roku, po ustabilizowaniu inflacji, przeprowadzono denominację i ten banknot już do obiegu nie trafił. To były ostatnie przed denominacją banknoty z serii „Wielcy Polacy”, która była w obiegu od 1975 do 1996 roku.

Która, tak jak po odzyskaniu niepodległości, zaczęła się od banknotu z Tadeuszem Kościuszką.

Tak. Ciekawostką jest to, że projektów na banknot inaugurujący serię z wielkimi Polakami było trzy: Kościuszko, Chopin i Maria Skłodowska-Curie. Podobno naszą noblistkę, jako kobietę, wykluczył sam I sekretarz. Projekt z jej wizerunkiem, jako banknot obiegowy o nominale 20 000 zł, powrócił dopiero w 1989 roku.

Banknoty po denominacji również przygotował Andrzej Heidrich. Nie miał konkurencji?

Miał konkurencję i to od samego początku. Zaczęło się od konkursu w 1960 roku na banknot o nominale 1000 zł. Pierwszego miejsca w ogóle nie przyznano, a do obiegu w 1965 roku wszedł banknot zaprojekowany przez Pałkę i Tomaszewskiego. Miał być banknotem inicjujący nową serię, ale nie mam wiedzy, dlaczego tego tematu nie dokończono. Faktem jest, że kiedy do pomysłu emisji nowej serii wrócono w latach 70., to rozmowy podjęto właśnie z Andrzejem Heidrichem, który także startował w konkursie.

Podobna historia powtórzyła się przy denominacji. Rozmowy o tym, że trzeba zdusić inflację, prowadzono już w drugiej połowie lat 80. i na tę okazję wydrukowano nawet w Niemczech banknoty z miastami Polski autorstwa pana Andrzejewskiego. Po 1989 roku otwarcie granic na Zachód ułatwiło dostęp do nowych technologii i okazało się, że poziom zabezpieczeń tych banknotów jest niewystarczający. Nigdy nie weszły one do normalnego obiegu. Zaczęliśmy zaś płacić, i płacimy do dziś, banknotami z serii „Władcy Polski” projektu pana Andrzeja Heidricha. Najnowszy z nich to 500 zł z Sobieskim, wprowadzony do obrotu w 2017 r.

Sądzi Pan, że dla ludzi niebędących numizmatykami ważne jest, czym płacą?

Uważam, że ma to znaczenie, bo wiąże się poczuciem tożsamości narodowej. Wiadomo, że moneta albo banknot powinny nosić na sobie świadectwo tego, skąd pochodzą. Kiedyś dodatkowo wzmacniał to i wizerunek, i herb władcy. Jeśli moneta była monetą dobrą, czyli nie oszukano na kruszcu, to posługując się nią można było czuć nawet coś w rodzaju dumy. Także i dziś, przy papierowych banknotach, chcę wierzyć, że ich projekt i treść nie są dla użytkowników bez znaczenia.

Rozmawiał Marek Pielach


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły