Dziesięć dogmatów do przemyślenia

01.04.2011
Opada kurz po ostatnim kryzysie, a ekonomiści coraz częściej zastanawiają się, czy musimy zrewidować swoje „dogmatyczne“ poglądy na gospodarkę. Oto lista 10 kwestii, które wymagają przemyślenia na nowo: od ogólnych – jak wiara w racjonalność człowieka, po szczegółowe – jak niechęć wobec interwencji walutowych.

Teza Bena Bernanke, szefa Fed, o "Wielkiej Stabilizacji" w gospodarce nie sprawdziła się. (CC By MedillDC)


Filozof Marcin Król pisał w marcu w jednym z felietonów: – W Polsce zapomniano albo udaje się, że nic nie wiemy o krytyce makroekonomii, jaka przetacza się przez świat zachodni, a zwłaszcza silna jest w USA (Wprost, 21 marca).

Król ma częściowo rację. Choć nie wspomina, że część z tej krytyki jest zupełnie nieuzasadniona, a część pochodzi z wewnątrz samego środowiska ekonomicznego. Akademia od krytyki nie ucieka i coraz szerzej otwiera się na debatę. Bardzo wiele publikacji naukowych odnosi się do pytania: czego nauczył nas kryzys? Wyłaniające się podziały najlepiej podsumował Guillermo Calvo z Uniwersytetu Columbia: – Otwiera się nowa era w makroekonomii, w której coraz silniejsze będą podziały opinii. To na pewno będzie ciekawsze niż dekada debat o tym, czy lepsza jest inflacja na poziomie 0 proc. czy 2 proc. – napisał na jednym z blogów.

Oto lista najciekawszych kwestii, co do których wielu ekonomistów ma wątpliwości i wzywa do zrewidowania poglądów lub zwiększenia liczby badań. To lista subiektywna, otwarta i bardziej inspirująca do myślenia, niż przynosząca nowe odpowiedzi.

1. Ekonomia to nauka, która daje nam jasne odpowiedzi, jak funkcjonuje i powinna funkcjonować gospodarka.

OSKARŻENIE: – Ekonomia jest bardzo daleko od prawdy, znamy tylko wycinki rzeczywistości – pisał w jednej z ostatnich publikacji Ricardo Caballero (Massachussets Institite of Technology). On i podobni mu krytycy piętnują fakt, że współczeny mainstream ekonomii opiera się na wielkich modelach matematycznych, które aspirują do naukowego opisania świata, a które jednocześnie nie potrafią nawet wyjaśnić dynamiki ostatniego kryzysu.

OBRONA: Nikt nie mówił, że ekonomia to nauka ścisła i że daje nam ścisłe odpowiedzi – replikują obrońcy. Kryzys naświetlił pewne niedoskonałości dotychczasowych badań, teorii i modeli, ale nie podważył zupełnie ich sensu.

WNIOSKI: Warto wsłuchać się w głos oskarżycieli. Przekonanie o naukowym charakterze rozważań ekonomicznych sprawiło, że większość badań skupiała się na udoskonalaniu i doprecyzowywaniu istniejących teorii i modeli, zamiast odkrywać nowe obszary i zadawać nowe pytania. Nowatorstwo i innowacyjność w ekonomii nie były przez to premiowane.

2. Człowiek to homo economicus – istota racjonalna, dlatego jego zachowanie można opisać matematycznie

OSKARŻENIE: W tym obszarze można znaleźć całą serię różnych oskarżeń. Robert J. Shiller (Yale) uważa, że ekonomia w zbyt małym stopniu bierze pod uwagę nieracjonalne przesłanki decyzji człowieka, czyli emocje, intuicje, zachowania zbiorowe. Inni badacze twierdzą, że ekonomia w zbyt dużym stopniu stara się matematycznie opisać zachowania człowieka, a tymczasem jest to niemal niemożliwe, właśnie ze względu na aspekty psychologczine.

OBRONA: Psychologiczne przesłanki decyzji ludzkich są już szeroko badane i mało kto zaprzecza ich roli. Rolą zaś matematyki nie jest odzwierciedlenie racjonalności człowieka, ale ułożenie bardzo skomplikowanych problemów w logiczne ramy.

WNIOSKI: Remis ze wskazaniem na obronę. Potrzeba zwiększenia badań psychologicznych jest kwestią powszechnie akceptowaną od dawna. Z drugiej strony, tak skomplikowana materia jak ekonomia wymaga ściśle logicznego postępowania, a metody matematyczne to ułatwiają. Nie można opierać badań ekonomicznych jedynie na opisach narracyjnych.

3. Dobra polityka pieniężna pozwala ustabilizować wahania aktywności gospodarczej, czyli m.in. zapobiegać wielkim kryzysom

OSKARŻENIE: W ostatnich dwudziestu latach ludziom zaczęło wydawać się, że osiągnięcia ekonomii pozwalają im żyć w spokojnym świecie bez gwałtownych kryzysów. Ta teza została opisana przez Bena Bernanke w 2002 r. jako Great Moderation – Wielka Stabilizacja. Tymczasem tak nie jest. Najlepiej oddają to słowa noblisty Roberta Solowa (MIT): – Jedna istotna lekcja, jaką mam nadzieję wyciągniemy z kryzysu, to że gospodarki jak nasza przechodzą często przez dłuższe okresy nierównowagi między popytem i podażą. Oczywiście, wiedzieliśmy to. Ale zapomnieliśmy o tym podczas okresu Wielkiej Stabilizacji, której towarzyszył optymizm ekonomistów i wiara ludzi w samokorygujące mechanizmy rynkowe.

OBRONA: Wiara w Wielką Stabilizację prawdopodobnie powszechnie upadła.

WNIOSKI: Oskarżenie wygrywa, choć jest to raczej forma samooskarżenia i samokrytyki w całym środowisku ekonomicznym.

4. Najważniejszym celem banków centralnych powinno być stabilizowanie inflacji wokół określonego poziomu

OSKARŻENIE: – Polityka pieniężna musi wyjść ponad stabilizację inflacji, dodając do swoich celów stabilizację PKB i stabilizację finansową oraz środki ostrożnościowe do swoich instrumentów – twierdzi Oliver Blanchard, główny ekonomista MFW i jedna z osób o największym wkładzie w teorię polityki pieniężnej. Jego zdaniem kryzys pokazał, że stabilność inflacji nie gwarantuje osiągnięcia odpowiedniej stabilności gospodarki.

OBRONA: Wielu ekonomistów uważa, że banki centralne wciąż powinny zajmować się głównie stabilizacją inflacji, a jednocześnie brać pod uwagę, że na inflację mogą wpływać zmiany na rynku finansowym. Frederic Mishkin (Uniwersytet Columbia) pisał: – Ostatni kryzys finansowy nie wymusza wcale zrewidowania naszych poglądów na temat głównych aspektów prowadzenia polityki pieniężnej. Należy natomiast poświęcić większą uwagę zarządzaniu ryzykiem i bańkom kredytowym.

WNIOSKI: Różnice między stronami są niewielkie. Obie strony zgadzają się, że potrzebne są zmiany w polityce pieniężnej, jedni tylko nazywają je gruntownymi reformami, inni mniejszymi korektami. Zmiany zresztą już można zauważyć w praktyce w polityce Fed i EBC.

5. Interwencje na rynkach walutowych są nieskuteczne

OSKARŻENIE: Przed kryzysem uznawano, że banki centralne raczej nie powinny bezpośrednio interweniować na rynku walutowym, ponieważ jest to nieskuteczne. Te przekonanie osłabło w ostatnich latach (wskazuje na to m.in. O. Blanchard). W Polsce bank centralny i Minsterstwo Finansów angażowały się w interwencje walutowe w 2010 r. i trudno uznać te interwencje za nieskuteczne. Na świecie największe banki centralne zaangażowały się w marcu w zatrzymanie umocnienia jena. Wprawdzie okoliczności były nadzwyczajne (trzęsienie ziemi w Japonii), jednak w poprzedniej dekadzie gwałtownych zmian kursów było wiele, a banki nie reagowały.

OBRONA: Podstawowe przekonanie, że w systemie płynnego kursu walutowego to rynek powinien decydować o cenach walut utrzymuje ważność. Banki centralne nie mogą działać silnie przeciw trendom rynkowym i fundamentom gospodarczym.

WNIOSKI: Argumenty przemawiające za okresowymi interwencjami na rynku są niewątpliwie silniejsze niż przed kryzysem. Nie może to jednak prowadzić do gwałtownej rewizji przekonania o zaletach płynnego kursu walutowego.

6. Polityka fiskalna powinna skupić się na redystrybucji dochodu i utrzymaniu stabilności długu

OSKARŻENIE: Mainstreamowa ekonomia przez ostatnie dekady nie widziała większej roli dla polityki fiskalnej w stabilizacji gospodarki. Takie zadania miała spełniać polityka pieniężna, zaś polityka fiskalna miała przede wszystkim pełnić zadanie polityczne (dystrybuować dochód narodowy) i stabilizować dług publiczny. To się zmienia. – Po kryzysie mamy niewątpliwie więcej argumentów za stabilizacyjną rolą polityki fiskalnej – twierdzi David Romer (Uniwersytet Berkeley).

OBRONA: brak

WNIOSKI: Ekonomiści mają bardzo małą wiedzę na temat skutków zmian w polityce fiskalnej. Do tej pory badania skupiały się przede wszystkim na tym, jaka jest reakcja gospodarki na wzrost lub spadek wydatków publicznych i podatków. Wnioski z tych badań są na tyle rozbieżne, że trudno skomponować z nich rekomendacje dla polityków. Powszechnie uważa się, że należy rozszerzyć badania w tym obszarze.

7. W długim okresie akcje zawsze przynoszą wyższy zwrot niż obligacje

OSKARŻENIE: To jedna z najciekawszych pokryzysowych zagadek, wymykająca się nieco naukowym dywagacjom. Ekonomista Robert Arnott opublikował w 2009 r. badanie, w którym pokazywał, że w ostatnich 200 latach występowały długie okresy (przekraczające nawet 20 lat), podczas których obligacje przynosiły wyższe realne zwroty niż akcje. Jego zdaniem kryzys uświadomił ludziom, że przeświadczenie o bezwarunkowej wyższości długoterminowych inwestycji w akcje nad innymi inwestycjami jest fałszywe.

OBRONA: W historii w okresach zbliżonych do średniej długości aktywności zawodowej człowieka (czyli ok. 40 lat) akcje najczęściej przynosiły dużo wyższe zwroty niż obligacje.

WNIOSKI: Plus dla oskarżycieli. Wprawdzie doświadczenie historyczne rzeczywiście wskazuje na wyższość długookresowych inwestycji w akcje nad innymi formami oszczędzania, to jednak statystyczne zależności nie powinny przyjmować formy świętej teorii. Niedocenienie ryzyk związanych z akcjami jest niebezpieczne dla gospodarki.

8. Strefa euro nie rozpadnie się

OSKARŻENIE: Do niedawna wszelkie opinie o ewentualnym rozpadzie strefy euro traktowane były jako political fiction. Wprawdzie większość ekonomistów wciąż określa taki scenariusz jako mało prawdopodobny, ale już nie jako niemożliwy. Dobrze oddają to słowa noblisty Paula Krugmana z 2010 r.: – Idea, że jakiś kraj może opuścić euro, wydawała się sama w sobie falstartem, ze względu na drastyczny kryzys bankowy jaki towarzyszyłby takiej operacji. Teraz jednak zaczynam mieć wątpliwości. Co się stanie jeżeli Grecja i tak przejdzie przez wielki kryzys? Krańcowe koszty opuszczenia euro gwałtownie spadną. A jeżeli Grecja opuściłaby euro, to co z innymi krajami? Chyba schowam się pod stołem [czyli unikam odpowiedzi – przyp. IM].

OBRONA: brak

WNIOSKI: Wciąż zdecydowana większość analityków uważa, że euroland przetrwa dzięki determinacji politycznej liderów państw członkowskich. Ale utrzymanie strefy euro stało się wyzwaniem, a nie oczywistością.

9. Polska powinna jak najszybciej wejść do strefy euro

OSKARŻENIE: Większość analiz wskazuje, że przystąpienie do euro będzie korzystne dla gospodarki, pod warunkiem spełnienia określonych wymogów. Przed kryzysem większość ekonomistów skupiała się na korzyściach, teraz dużo częściej mówi się o wymogach. – Euro to świetna rzecz, ale dla elastycznych, silnych gospodarek. Wspólna waluta to wyzwanie, szansa, ale i niebezpieczeństwo – mówił w czerwcu 2010 r. Marek Belka, prezes NBP.

OBRONA: Obrońcy jak najszybszego przystąpienia Polski do strefy euro nie zaprzeczają, że nasz kraj ma problemy ze spełnieniem warunków akcesji, jednak dużo bardziej niż sceptycy (realiści) akcentują konieczność szybkiego spełnienia warunków.

WNIOSKI: Różnica między ekspertami polega na akcentach: jedni wskazują na wymogi, inni na korzyści przyjęcia euro. Generalnie widać jednak, że w Polsce panuje klimat mniej sprzyjający akcesji do eurolandu. Kryzys pokazał, że uczestnictwo w strefie euro może wiązać się z dużym ryzykiem, jeżeli nie zostanie poprzedzone odpowiednim przygotowaniem.

10. Polska jest skazana na wysoki wzrost gospodarczy

OSKARŻENIE: Dość powszechne spojrzenie na wzrost gospodarczy Polski jest takie, że powinien on kształtować się średnio powyżej 4 proc., ze względu na odrabianie zaległości technologicznych w stosunku do Europy Zachodniej. Tymczasem coraz więcej analiz wskazuje, że potencjał szybkiego wzrostu Polski może się wyczerpywać. Ostatni raport Banku Światowego „Europe 2020: Poland“ wskazuje: „Są powody, aby twierdzić, że potencjalny wzrost gospodarczy Polski w najbliższych latach może być niższy niż przed kryzysem, przede wszystkim ze względu na utrudniony dostęp do finansowania zewnętrznego, wyższe koszty długu publicznego i obniżenie podaży pracy“.

OBRONA: Na jednej z konferencji naukowych dr Marcin Piątkowski z Wyższej Szkoły im. Leona Koźmińskiego stwierdził, że fundamenty gospodarcze krajów tzw. Nowej Europy nie zostały osłabione przez kryzys, dlatego będą one w ciągu najbliższych dekad szybko doganiały Zachód. Choć przyznaje, że Polsce i innym krajom regionu potrzebne są m.in. wyższe oszczędności krajowe i zatrudnienie.

WNIOSKI: Pytanie o reformy konieczne do utrzymania szybkiego wzrostu jest pytaniem politycznym. Ekonomiści są jednak niewątpliwe bardziej sceptyczni co do długookresowych perspektyw gospodarki niż przed trzema laty.

W artykule autor korzystał m.in. z:

David Romer, 2011, Prezentacja z konferencji pt. Macro and Growth Policies in the Wake of the Crisis

Frederic S. Mishkin, 2011. Monetary Policy Strategy: Lessons from the Crisis, NBER Working Papers, 16755, National Bureau of Economic Research,

Marcin Piątkowski., 2010, Prezentacja pt.:The Coming Golden Age of New Europe,

Olivier Blanchard , 2011, Prezentacja z konferencji pt. Macro and Growth Policies in the Wake of the Crisis,

Ricardo J. Caballero, 2010. Macroeconomics after the crisis: Time to deal with the Pretense-of-Knowledge Syndrome, NBER Working Papers 16429, National Bureau of Economic Research,

Robert Solow, 2011, Prezentacja z konferencji pt. Macro and Growth Policies in the Wake of the Crisis.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test