• Daniel Gros, dyrektor brukselskiego think-tanku Centre for European Policy Studies

Koniec świata eurodżentelmenów

30.04.2010
Grecy ostatecznie zgodzili się na warunki stawiane przez Unię i MFW w zamian za pomoc finansową. Premier Papandreou zapewnił, że jego rząd nie dopuści do bankructwa kraju. Czy przyznanie Grecji trzyletniego pakietu pomocowego uspokoi rynki finansowe? Twierdzę, że, że nie ma na to żadnych gwarancji. Uważam też, że w przyszłości będzie o wiele trudniej dołączyć do eurolandu nowym członkom, także Polsce.

Daniel Gros, dyrektor Centre for European Policy Studies


Grecja zgodziła się na dodatkowe oszczędności, na które naciskali przedstawiciele MFW. Chodzi m.in. o obniżenie wynagrodzeń w sektorze publicznym – urzędnicy m.in. nie dostaną trzynastej i czternastej pensji. Premier Papanderou namawia również posłów żeby dla przykładu zrezygnowali ze swoich trzynastych i czternastych pensji. Zostanie także podwyższony wiek emerytalny, a osobom pobierającym świadczenia zabrana 13 i 14 wypłata.Zwiększony z 21 do 23 proc. VAT na towary konsumpcyjne. O 10 proc.  wzrośnie podatek na alkohol i papierowy. W zamian za reformy w ciągu trzech lat Grecja ma otrzymać od MFW i krajów UE ponad 110 mld euro. Na razie jednak tylko Unia zadeklarowała, że w pierwszym roku grecki rząd otrzyma od niej pomoc w wysokości 30 mld euro. Ministrowie finansów 16 państw eurolandu spotkali się w niedzielę 2 maja w Brukseli żeby dograć szczegóły pakietu pomocowego. W poniedziałek 3 maja, rząd Niemiec zaakceptował pomoc dla Grcji. W sumie w ciągu trzech lat ma ona wynieść ponad 22 mld euro z tego tylko w tym roku 8,4 mld euro. Francaj natomiast zdecydowała o wsparciu Grecj 16,8 mld euro z czego 3,9 mld euro trafi do niej w tym roku. Pozostałe państwa eurolandu mają zadeklarować się w sprawie pomocy jeszcze w tym tygodniu.

Wielu ekspertów uważa jednak, że na przyznanie Grecji pomocy trzeba było czekać zbyt długo i przypominają, że w podobnych sytuacjach MFW uruchamiał mechanizm pomocy doraźnej, nawet w ciągu 3-6 tygodni. Tak szybko udzielono pomocy np. Węgrom, Ukrainie i Łotwie. Mimo to analitycy spodziewają się, że ogłoszenie ostatecznych warunków pomocy dla Grecji uspokoi rynki i wzmocni euro. Termin płatności części greckiego długu przypada już 19 maja.

Negocjacje z MFW i UE skończyły się w momencie, kiedy prognozy dotyczące greckiej gospodarki są jeszcze gorsze niż kilka tygodni temu. Wbrew zapowiedziom, Grecji nie uda się obniżyć znacząco deficytu budżetowego do 2012 roku. Ma to mieć miejsce najwcześniej w 2014 roku. Grecki dług ma wtedy sięgnąć 140 procent PKB.

Obserwator Finansowy: Jak kryzys w Grecji i kłopoty innych państw, takich jak Portugalia czy Hiszpania, zmienią strefę euro?

Daniel Gros: Z pewnością przestanie być klubem staroświeckich dżentelmenów, którzy zakładają, że w ich gronie wszyscy są honorowi i dotrzymują raz danych obietnic – członkowie strefy euro stosują się do zapisów Paktu Stabilizacji i Rozwoju, który ogranicza wysokość deficytu budżetowego i długu.

Wielu europejskim politykom nie mieściło się w głowie, że – oględnie mówiąc – można mijać się z prawdą. A tak robiła Grecja, ukrywając prawdziwy poziom deficytu budżetowego. Pewnie dlatego UE nie miała nigdy planu B, bo z założenia nie był potrzebny. A tu się nagle okazało, że są jakieś kraje, które zachowują się niedżentelmeńsko, a ich obywatele w dodatku wychodzą na ulice i nie chcą się zgodzić na oszczędności. To koniec klubu dżentelmenów.

Naprawdę nie ma szans na przetrwanie klubu dżentelmenów? Grecja dostanie pomoc, rynki się uspokoją i wszyscy zapomnimy o kryzysie.

Raczej nie. Chyba że Grecja zapłaci wysokie społeczne koszty i zrealizuje obiecane reformy. Zacznie terminowo obsługiwać swój dług i uniknie ostatecznej niewypłacalności.

A co się stanie ze strefą euro jeśli 45 miliardów euro nie pomoże i Grecja jednak ogłosi niewypłacalność?

Po pierwsze wciąż może dostać jeszcze więcej pieniędzy. Dużo zależy także od tego, jak rozumiemy niewypłacalność. Grecja może się spóźniać z obsługą długu, ale obiecać, że choć teraz nie płaci, to w jakimś przewidywalnym okresie to zrobi. Rynki mogą się okazać wyrozumiałe. Nie sądzę więc, że taki miękki rodzaj bankructwa Grecji będzie oznaczać koniec strefy euro. Zostanie najwyżej ustanowiona zasada, że jeśli jakieś państwo w przyszłości nie będzie umiało się zachować, to pozostawione zostanie samo sobie. Oczywiście Grecja mogłaby też pójść śladami Argentyny, która w 2002 r. ogłosiła niewypłacalność 75 proc. swojego długu zagranicznego. Wtedy będziemy mieli naprawdę poważny problem.

Bez względu na scenariusz, który się zrealizuje, można chyba przyjąć, że i tak euroland się zmieni. Wprawdzie José Manuel Barroso zapewniał w piątek, że nie ma mowy o wykluczeniu Grecji z eurolandu, ale np. politycy niemieckiej CSU takie postulaty zaczynają zgłaszać. Może strefa euro zostanie ograniczona do grona najbogatszych krajów?

Gdyby udało się jednak opanować sytuację w Grecji, to politycy dojdą do wniosku, że nie ma potrzeby, żeby cokolwiek zmieniać w strukturze strefy euro. Z pewnością jednak będą niezwykle ostrożni w przyjmowaniu do eurolandu nowych członków, nawet tych legitymujących się świetnymi wynikami gospodarczymi, bo przecież wskaźniki mogą się zawsze zmienić. Także Polsce będzie trudniej wejść do strefy euro, właśnie ze względu na uwarunkowania polityczne.

Nie sądzę natomiast, że ktokolwiek będzie kogoś wykluczał z unii monetarnej. Tak jak już mówiłem, to najwyżej poszczególne kraje mogą skazać się na wykluczenie przez swoje zachowanie. Co wcale notabene nie oznacza, że w takiej sytuacji znajdą się wyłącznie biedniejsze kraje Unii. Przecież dziś np. Hiszpania, której rating ostatnio obniżono, jest bogatsza od Włoch. Chociaż trzeba przyznać, że problemy, jakie sprawia Grecja, jeden z najbiedniejszych krajów UE, mogą się stać źródłem uprzedzeń w stosunku do innych biednych członków Unii, którym z tego względu trudniej będzie dołączyć do strefy euro. Takie uprzedzenia właściwie już istnieją.

Jeśli posłuchać unijnych polityków, to można odnieść wrażenie, że reguły członkostwa zostaną mocno zaostrzone. Olli Rehn, unijny komisarz ds. gospodarki i polityki monetarnej, domaga się na przykład, by poszczególne kraje przedstawiały Komisji swoje projekty budżetów, zanim jeszcze trafią do narodowych parlamentów.

To miałoby dotyczyć obecnych członków. Choć na razie zgody na to nie ma. Trzeba jednak pamiętać, że mocny głos w takich sprawach będą miały Niemcy, a im zależy chyba na wprowadzeniu dyscypliny w mechanizm działania strefy euro. W dyskusjach wokół kryzysu w Grecji pojawia się także pomysł stworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego, z którym osobiście zgadzam się w stu procentach. Unia potrzebuje tego typu instytucji, by móc sobie radzić z kryzysami, takimi jak w Grecji. Zaś co do zmian przepisów dla nowych członków, to one nie mogą się pojawić bez zmiany traktatu. Ale oczywiście nieoficjalnie można stworzyć jakieś bariery, które wydłużą nowym członkom drogę do przyjęcia wspólnej waluty.

Rozmawiała Anna Gwozdowska


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test