USA: albo ulgi albo niskie podatki

07.04.2011
Tyle się w Polsce ostatnio mówi o długu publicznym i zagrożeniach jakie on niesie dla gospodarki, a tymczasem bez echa przeszła u nas informacja, z jakim samozaparciem traktują te problemy politycy amerykańscy. A jest się nad czym zadumać.

Amerykańskie prawo podatkowe liczy 15 tys. stron. Skasowanie wszystkich ulg pozwoliłoby obniżyć podatki do 23 proc. (CC BY-ND-NC GenBug)


1 grudnia 2010 roku ukazał się w USA raport „The Moment of Truth” (Moment prawdy). Został on sporządzony przez współprzewodniczących obupartyjnej prezydenckiej Narodowej Komisji Odpowiedzialności i Reformy Fiskalnej, którymi byli senator Erskine Bowles i były senator Alan Simpson. Komisja została powołana 18 lutego 2010 roku na mocy decyzji prezydenta Baracka Obamy. Utworzyło ją 18 osób wyłonionych spośród członków Senatu, Izby Reprezentantów oraz ekspertów. Uwinęła się z zadaniem głębokiego przeglądu sytuacji skarbowej i przedstawienia wniosków w 10 miesięcy.

Zaczęło się w zwięzłym, wręcz suchym stylu: Problem jest rzeczywisty. Rozwiązanie będzie bolesne. „Nie ma łatwej drogi wyjścia. Na stole musi pojawić się wszystko. A Waszyngton musi przewodzić”. (podkreślenie tak jak w oryginale raportu). Jedna z konkluzji jest równie syntetyczna: gdyby amerykański rząd zniósł wszystkie ulgi i zwolnienia podatkowe, możliwe byłoby zmniejszenie najwyższej indywidualnej stawki podatkowej z 35 do 23 proc. i zostałoby jeszcze 80 miliardów dolarów „reszty”.

Raport nie zyskał 14 głosów potrzebnych do tego, aby musiał być formalnie rozpatrzony przez Kongres. Podpisało się pod nim 11 członków komisji – 5 demokratów, 5 republikanów i 1 członek niezależny. Zwraca uwagę, że rewolucyjne tezy nie podzieliły komisji wzdłuż partyjnej linii. Poparcie dla raportu nie oznaczało także pełnej albo bezwarunkowej aprobaty dla proponowanych rozwiązań.

Bardzo wpływowy i popularny senator od demokratów Richard J. Durbin z Illinois podkreślił, że gdyby to była ustawa nie oddałby na nią głosu, ale jak najbardziej popiera raport, ponieważ kraj potrzebuje dyskusji o swym długu. Przeciw raportowi, ale nie przeciw wielkiemu wstrząsowi był m.in. kongresman Jeb Hensarling z Teksasu, który jest za wyraźnym spłaszczeniem podatków, przestrzega przed mechanicznym ustalaniem poziomu wydatków na obronę i w ogóle ma zdrowe republikańskie podejście. Podkreślił, że „jak sięga pamięcią nawoływaniom o podniesienie podatków towarzyszyły obietnice obniżenia wydatków, przy czym podwyżki podatków stawały się faktem, a cięcia wydatków już nie”.

„Moment prawdy” daje pierwszeństwo cięciom, przy czym zaznacza, że w głównym starciu Ameryka zmierzyć się musi z zamaskowanym przeciwnikiem znanym jako tax expenditures lub tax earmarks. W ogólnej definicji są to wszelkiego rodzaju odchylenia i odstępstwa od normalnej stawki lub wymiaru podatku dochodowego od osób fizycznych i prawnych. Tax expenditures nie są zatem wydatkami podatkowymi – jak brzmiałoby dosłowne tłumaczenie, a „kosztem” ponoszonym przez fiskusa, albo jeszcze inaczej – niedoborem budżetowym powstającym w wyniku hojności prawodawców uchwalających ulgi, zwolnienia, subwencje podatkowe.

Tax expenditure można zatem rozumieć dwojako. Może to być utracony wpływ podatkowy uszczuplający możliwości federalnego budżetu i może to być dolar wydany formalnie poza budżetem na podstawie odrębnej decyzji Kongresu. Politycy mogą np. uchwalić, że każde pół centa z 1 dolara akcyzy na pozłacane guziki będzie przeznaczane na zakup ubranek dla dzieci z biednych rodzin. To przykład fikcyjny, ale prawdą jest, że za 1,9 mln dolarów z budżetu finansowane są taksówki wodne na plaży Pleasure Beach w Connecticut.

Tax expenditures wynoszą obecnie w USA 1 100 miliardów dolarów rocznie i są podstawowym źródłem finansowania „podziemnego państwa dobrobytu” (hidden welfare state). W pierwotnych założeniach miały i mają dostarczać różnorodnego wsparcia najbiedniejszym i biednym. W efekcie służą przede wszystkim osobom i rodzinom nieźle sytuowanym, zamożnym i bogatym. Specjalista od polityki społecznej i problematyki zdrowotnej, profesor David A. Rochefort z Northwestern University ocenił swego czasu, że tylko 5 proc. ulg i zwolnień podatkowych z kategorii tax expenditures skierowanych jest do osób z dochodami w pobliżu granicy ubóstwa. Podziemne państwo dobrobytu dobrze się zatem skrywa przed nieproszoną biedotą.

Jeśli idzie o klasyczne pozycje budżetowe, to na czele zaleceń Komisji znalazły się tzw. wydatki uznaniowe (discretionary spending). Pod tym pojęciem rozumie się w USA wydatki inne niż obowiązkowe (w Polsce mówi się sztywne) – wynikające z prawa. W roku finansowym 2010 wydatki uznaniowe wyniosły 1 300 mld dolarów, czyli 38 proc. całego budżetu. Ponad połowa (815 mld dolarów) z tej puli budżetu poszła na obronę. Reszta na bezpieczeństwo narodowe, zdrowie, oświatę i naukę, wymiar sprawiedliwości itp. Raport stwierdza, że na poszczególne pozycje dicretionary spending należy nałożyć „kapsle”, aby rządowi i/lub Kongresowi uniemożliwić albo przynajmniej utrudnić wydatkowe brewerie.

Wydatki obowiązkowe (mandatory spending) stanowią aż 57 proc. amerykańskich wydatków federalnych. Zapewniają przede wszystkim pokrycie dla zabezpieczenia emerytalnego (Social Security) leczniczego (Medicare i Medicaid), bonów żywnościowych dla ubogich, pożyczek studenckich itp. Tu komisja sugeruje przede wszystkim zmniejszenie dotacji dla rolników i rolnictwa oraz modernizację systemu emerytalnego dla służb mundurowych i pracowników sektora publicznego.

Resztę (ok. 5 proc.) wydatków federalnego budżetu stanowią odsetki od długu publicznego. W najbliższym budżecie będzie to 240 mld dolarów od 14 000 mld dolarów. Dzięki dominującej nadal roli USA i dolara w światowej gospodarce, a także nienasyconemu na razie chińskiemu popytowi na amerykańskie obligacje jest to i tak śmiesznie mała suma. Przy takiej proporcji przeciętne oprocentowanie długu wynosi marne 1,7 proc.

Prezydencka komisja nawołuje zatem do radykalnego zmniejszenia rozmiarów oraz liczby ulg i wszelkich innych podatkowych beneficjów. To umożliwiłoby jak najbardziej pożądane obniżenie stawek PIT i CIT. W skalkulowanej politycznie i wizerunkowo ostrożności Komisja wyraziła w raporcie pogląd, że system podatkowy ma pozostać progresywny, choć z mniej dotkliwą skalą progresji. Mocny nacisk położony został na konieczność uproszczenia przepisów podatkowych.

Z polskiej perspektywy zwraca uwagę pomysł skończenia z każdorazowym szukaniem pieniędzy na usuwanie skutków nieszczęść i katastrof. Zdaniem Komisji należałby utworzyć wreszcie osobny fundusz przeznaczony wyłącznie na ten cel. Rząd federalny jest właścicielem ok. 1,2 mln budynków, kompleksów nieruchomości i połaci ziemskich. Senatorowie i kongresmani wyrazili pogląd, że nie wszystkie te posiadłości muszą tkwić nadal w inwentarzu rządu.

Wszystko to razem wzięte ma prowadzić do stopniowego zmniejszania kolejnych deficytów budżetowych i zadłużenia publicznego. Zdrowsze finanse państwa przełożą się na lepsze warunki dla rozwoju gospodarki.

W podstawowych szczegółach plan Komisji zakłada, że znikną wszystkie powiązania (tax expenditures) między podatkami dochodowymi, a wydatkami budżetowymi. Odzyskane w ten sposób pieniądze poszłyby na zmniejszenie stawek podatkowych i redukcję deficytów. W rezultacie na skali PIT pojawiłyby się progi 8, 14 i 23 proc., podczas gdy w roku finansowym 2011 wynoszą one: 15, 28 i 31 proc. oraz 36 i 39,6 proc. Podatek CIT wynosi teraz 35 proc.. Po likwidacji biznesowych tax expenditures (czytaj: subwencji budżetowych uzyskanych dzięki skutecznemu lobbowaniu), których jest obecnie ponad 75, mógłby zmieścić się pomiędzy 23 a 29 proc.

Z projekcji finansowych Komisji wynika, że w pierwszym roku reformy (przyjęto, że byłby to 2012 r.) deficyt mógłby zostać zmniejszony o ok. 50 mld dolarów, przy czym źródłem jego spadku byłyby niemal wyłącznie ograniczenia w wydatkach uznaniowych budżetu. W 2015 roku deficyt mógłby być mniejszy już o prawie 360 mld dolarów, a cięcia objęłyby cały możliwy katalog. Wyliczenia te nie obejmują skutków potencjalnej reformy systemu państwowych emerytur.

Jeśli jakimś cudem reformatorskie propozycje Komisji zostałyby wdrożone, to skumulowana wielkość redukcji deficytu budżetowego USA wyniosłaby w okresie 2012-2015 ponad 800 miliardów dolarów, a przez 9 lat od 2012 do 2020 r. prawie 4 000 miliardy.

Dyskusja o OFE uświadomiła sporej liczbie Polaków jak ważne są założenia i jak radykalnie zmieniają się długoletnie prognozy wraz z malutkim nawet ruchem jakiegoś czynnika w dół lub górę. W tym świetle warto zapamiętać, że pod rządami reformy zarysowanej przez Komisję zlikwidowanie deficytu budżetowego byłoby możliwe w USA dopiero za 35 lat, czyli w 2035 roku! (W 2010 r. stanowił 8,9 proc. PKB). O zupełnym spłaceniu długu publicznego nikt tam nawet nie pomyślał. W 2035 roku miałby on wynosić 40 proc. PKB (w 2010 r. 62 proc.).

Dług publiczny to zatem chwast gorszy niż deficyt budżetowy. Wyplenić go całkowicie właściwie nie sposób. Dostrzegł to szef połączonych sztabów, najwyższy rangą wojskowy amerykański, admirał Mike Mullen, który zapytany o najznaczniejszego wroga Ameryki odparł, że są nim jej długi.

Już w dniu publikacji raportu Komisji było wiadomo, że powędruje on na półkę, w najlepszym razie na tę w najbliższym zasięgu oczu i ręki. Nikt zresztą nie sądził, że stanie się inaczej. Ważniejsze jest przesłanie, które wyłoniło się mimo partyjno-politycznych różnic, że nic tak nie robi dobrze konsumentom, przedsiębiorcom i gospodarce jak prostota prawa i trzymanie się polityków w bezpiecznej odległości od pieniędzy i biznesu.

Jak to się ma do sprawy polskiej? Tylko przez pierwsze trzy miesiące 2011 roku w rodzimej ustawie o podatku od towarów i usług (VAT) dokonanych zostało 30 zmian. Kanclerz brytyjskiego skarbu oznajmił w końcu marca br., że uchyli ponad 40 ulg, skróci w ten sposób przepisy o 100 stron i dzięki temu pierwsze miejsce w globalnym rankingu najdłuższego prawa podatkowego odda Hindusom. W światowej czołówce są też niewątpliwie Amerykanie. Kodeks podatkowy redagowany nad Potomakiem liczy 15 tysięcy stron – tak przynajmniej twierdzi kongresman Xavier Becerra z Komisji, którego jednak nikt nie widział przy ich kartkowaniu.

Brak metodologicznej spójności w określaniu stopnia zagmatwania prawa podatkowego może zwiększyć szanse Polski. Jeszcze parę kwartałów prawodawczego ADHD, a zostawimy brytyjsko-indyjsko-amerykańską trójkę w szczerym polu fiskalnej prostoty.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test