Banki centralne między młotem a kowadłem

04.11.2013
Niska dynamika wzrostu PKB i wysokie bezrobocie sprawiają, że banki centralne używają wielu niekonwencjonalnych narzędzi polityki pieniężnej. Niestety, wykreowane za ich pomocą pieniądze, które powinny krążyć w realnej gospodarce trafiają do sektora finansowego, skłaniając go do podejmowania inwestycji mogących okazać się w końcu bańką.

Nouriel Roubini (CC BY-NC-ND Intenational Monetary Fund)


Niektórzy, a wśród nich np. Janet Yellen, która zostanie prawdopodobnie szefową Fedu twierdzą, że nie ma się czego bać. Banki centralne, jak argumentują, mają dwa instrumenty, które pozwalają im na pobudzanie wzrostu i stabilizację rynków finansowych. Pierwszy to niska stopa procentowa, której podnoszenie będzie bardzo powolne, by pobudzać gospodarkę. Drugi to makro-regulacje i nadzór finansowy, który ma kontrolować kredyty i zapobiegać powstawaniu baniek.

Problem w tym, że regulacje mogą nie zadziałać. W takim wypadku, stopy procentowe będą musiały służyć dwóm przeciwnym celom: pobudzaniu gospodarki i stabilności finansowej. Jeśli stopy procentowe będą podnoszone zbyt wolno, banki centralne zaryzykują kolejny kryzys finansowy. Jeśli zbyt szybko, zabiją oni rynek obligacji oraz ożywienie gospodarcze. Tak więc – jeśli regulacje nie zadziałają – czegokolwiek banki centralne nie zrobią, są skazane na porażkę.

>>Cały komentarz na stronie Project Syndicate

Oprac. SS


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test