Bankierzy wolą wolny handel niż protekcjonizm

07.03.2018
Po zapowiedzi wprowadzenia przez USA ceł szefowie banków centralnych groźbę światowej wojny handlowej oceniają rozmaicie. Większość uważa, że jest za wcześnie na ostateczne wnioski.

Tom Holland (CC BY-NC-ND)


Nałożenie przez USA ceł na importowaną stal i aluminium w minimalnym stopniu wpłynęłoby na dynamikę cen w Polsce – powiedział 7 marca na konferencji prasowej Adam Glapiński, prezes NBP.

Glapiński, pytany o ewentualny wpływ na dynamikę cen w Polsce w związku z perspektywą globalnej wojny handlowej i wprowadzenia ceł na aluminium i stal w USA, odpowiedział: „Jeśli by to dotknęło aluminium i stali (…), to w niewielkim stopniu by nas dotknęło (…), minimalnym”.

„Mamy małą wymianę handlową ze Stanami Zjednoczonymi, chcielibyśmy, żeby była większa” – dodał.

Prezydent USA Donald Trump zapowiadał w ubiegły czwartek, że wprowadzi w tym tygodniu cła na import stali i aluminium, co ma pomóc amerykańskim firmom, które – według prezydenta – ucierpiały przez niesprawiedliwe umowy handlowe. Import stali ma być objęty podatkiem w wysokości 25 proc., a aluminium 10 proc.

We wtorek Trump powtórzył swoje „zobowiązanie” do nałożenia cła na stal i aluminium i dodał, że „wojny handlowe nie są takie złe”.

MFW i Niemcy zaniepokojone

Decyzję Trumpa oprotestowali niemal wszyscy partnerzy handlowi USA. UE oznajmiła, że rozważa wprowadzenie taryf odwetowych na amerykańską stal i szereg innych wyrobów, w tym na ziemiopłody. Agencja Bloomberg poinformowała w środę, że UE myśli o wprowadzeniu 25-procentowych ceł na szereg amerykańskich towarów o wartości ok. 3,5 mld dol. Lista sporządzona przez Komisję Europejską zawiera importowane z USA dobra konsumpcyjne (m.in. dżinsy, koszule, kosmetyki, motory, jachty), wyroby rolnicze (sok pomarańczowy, bourbon, kukurydzę) oraz produkty ze stali i inne towary przemysłowe – podaje na swoim portalu Bloomberg News.

Retorsje rozważają także Meksyk, Brazylia, Kanada i Chiny.

Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) Christine Lagarde oświadczyła w środę, że w wojnach handlowych nie ma zwycięzców i że makroekonomiczny wpływ taryf importowych USA byłby poważny, jeśli inne kraje odpowiedzą własnymi taryfami.

Lagarde powiedziała francuskiemu radiu RTL, że „efekt makroekonomiczny byłby poważny, nie tylko w przypadku podjęcia działań przez Stany Zjednoczone, a zwłaszcza, gdyby inne kraje miały podjąć działania odwetowe”. Wskazała, że chodzi zwłaszcza o Kanadę, a także Niemcy i inne kraje europejskie.

„W tzw. wojnie handlowej, napędzanej wzajemnymi podwyżkami taryf importowych, nie ma zwycięzców; zwykle po obu stronach widzi się przegranych” – podkreśliła Lagarde, wyrażając nadzieję, że Trump jednak nie spełni swej groźby wprowadzenia taryf na import stali i aluminium.

Tymczasem niemiecka minister gospodarki Brigitte Zypries wyraziła nadzieję, że USA odstąpią od planowanego wprowadzania ceł na import stali i aluminium. Dodała, że rząd Niemiec jest zaniepokojony rezygnacją Gary’ego Cohna, głównego doradcy ekonomicznego Donalda Trumpa.

„Sytuacja jest poważna” – podkreśliła w środę Zypries.

Zapowiedziała, że Unia Europejska „stosownie zareaguje”, jeśli USA nałożą cła na import stali i aluminium, ale zapewniła, że Berlin chce uniknąć konfliktu handlowego. Wyraziła nadzieję, że prezydent Trump jednak zmieni zdanie.

Zachować zimną krew

Gubernator Banku Australii Philip Lowe wskazuje, że zapowiedzi Trumpa są „godne ubolewania” i że to zła polityka.

„Jeśli chodzi o wyższe taryfy na stal i aluminium, to jest to do opanowania dla globalnej gospodarki. Nie jest to pozytywne, ale łatwe do opanowania” – powiedział w środę Lowe.

„Może się to jednak źle skończyć, kiedy spór się nasili. Jeśli zobaczymy odwet i kontratak związany z działaniami USA, może się to stać szokiem dla światowej gospodarki” – dodał.

„Historia wyraźnie pokazuje, że protekcjonizm jest kosztowny. To kosztowne dla kraju, który stosuje protekcjonizm i kosztowne dla innych. Najlepszą rzeczą, jaką można teraz zrobić, to siedzieć spokojnie i nie reagować na działania USA, ale kontynuować promowanie otwartego handlu” – ocenił.

Z kolei Robert Kaplan z Banku Rezerw Federalnych w Dallas uważa, że jest jeszcze wcześnie na komentowanie potencjalnego wpływu taryf na gospodarkę. „Globalny handel jest dobry dla amerykańskiej gospodarki. Nasze stosunki handlowe z Kanadą czy Meksykiem są bardzo istotne dla konkurencyjności USA” – powiedział dziennikarzom w środę przy okazji konferencji energetycznej w Houston.

Stefan Ingves, gubernator Riksbanku ocenia, że za wcześnie oceniać, co wyższe taryfy USA oznaczałyby dla prognoz Szwedzkiego Banku Narodowego, ale obawia się pogłębiającego się sporu.

„Mówienie w USA o wyższych taryfach na stal i aluminium to jedno, ale jeśli zamieni się to w ogólnoświatową dyskusję na temat tego, jak różne kraje będą próbowały się chronić, to nigdy nie będzie to dobre dla globalnej gospodarki i na pewno nie będzie to dobre dla Szwecji” – powiedział Ingves dziennikarzom w Sztokholmie.

Z kolei gubernator banku centralnego Filipin Nestor Espenilla, uważa że wojna handlowa może spowolnić tempo globalnego wzrostu gospodarczego.

„Ryzyko wojen handlowych ma negatywny wpływ na perspektywy wzrostu globalnej gospodarki, dotykając wszystkich, w tym tych, którzy je rozpoczynają” – mówi Espenilla.

Bank centralny Malezji w środowym oświadczeniu napisał, że ostatnio wzrosły napięcia handlowe na świecie, ale „w tym momencie zagrożenia dla globalnego wzrostu pozostają zrównoważone, wskazując na ciągłość globalnej ekspansji gospodarczej”.

aj/ ana/ az/ ap/


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły