Kolejny kamyczek do ogródka „PKB”

16.07.2010
Grecja dla ratowania swojej gospodarki rozpoczęła wdrażanie radykalnych reform mających na celu ograniczenie rozdętych wydatków publicznych. Działania zmierzające w tym kierunku podejmują praktycznie wszystkie kraje Unii Europejskiej. Politycy, przynajmniej krótkoterminowo, zrozumieli, że nie da się wiecznie żyć na kredyt. Polski kryzys praktycznie nie dotknął i zaczynam się obawiać, że jest to jego największa wada. Mimo …

Grecja dla ratowania swojej gospodarki rozpoczęła wdrażanie radykalnych reform mających na celu ograniczenie rozdętych wydatków publicznych. Działania zmierzające w tym kierunku podejmują praktycznie wszystkie kraje Unii Europejskiej. Politycy, przynajmniej krótkoterminowo, zrozumieli, że nie da się wiecznie żyć na kredyt.

Polski kryzys praktycznie nie dotknął i zaczynam się obawiać, że jest to jego największa wada. Mimo że ekonomiści i publicyści ekonomiczni nawołują do oszczędności także w Polsce, do reform, które w sposób znaczący obniżą deficyt budżetowy i rosnący dług publiczny, politycy wydają się uśpieni pozornym spokojem. Nie słychać o zmianach, które radykalnie wpłyną na wydatki budżetowe. Decydenci wychodzą z założeniu, że poprawa sytuacji gospodarczej w Europie pozwoli Polsce prześlizgnąć się bez głębszych reform.

W tym roku deficyt budżetowy ma przekroczyć 7 proc. PKB, a dług publiczny zbliży się do 55 proc. PKB. Przyjęte przez rząd założenia do budżetu na przyszły rok nie poprawią znacząco tej sytuacji.

Żadna władza, zwłaszcza w okresie wyborczym, nie jest skłonna do redukowania wydatków, bo zawsze to początkowo uderza w jakąś grupę społeczną, która przecież stanowi elektorat. Skoro nie można ograniczyć wydatków, a jeszcze trzeba wyborcom obiecać następne przywileje, to może trzeba zwiększyć dochody budżetu?

Ale jak? Podnieść podatki? To jeszcze gorsze. Elektorat się zbuntuje. Zwiększyć dochody z prywatyzacji? W końcu nie będzie czego prywatyzować.

Pomysłowość polityków jest jednak nieograniczona. A pomysłowość wsparta „kreatywną księgowością” jest wręcz zadziwiająca.

Okazuje się, że można poprawić wskaźniki deficytu budżetowego i długu publicznego bez zmian w dochodach i wydatkach państwa. Pozornie niemożliwe, a jednak. Wystarczy zwiększyć PKB. Przecież to tylko wielkość statystyczna i jak każdy parametr statystyczny wymaga określonej metodologii liczenia. Wystarczy zatem wprowadzić zmiany do tej metodologii i wielkość się zmieni.

Odsyłam Państwa do tekstu, który pojawił się dziś w internecie na stronie: http://finanse.wp.pl/kat,102634,title,GUS-bedzie-zaliczal-do-PKB-wartosc-nielegalnej-produkcji,wid,12481144,wiadomosc.html.

Otóż GUS planuje zacząć uwzględniać w liczeniu PKB wielkość nielegalnej produkcji (szarą sferę). Dzięki takiej zmianie oficjalna wielkość PKB może skokowo zwiększyć się o kilka lub kilkanaście procent.

Oficjalnie staniem się więc bogatsi, a dodatkowo dług publiczny i deficyt budżetowy w relacji do PKB będzie niższy. Jakie to proste…

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test