ZUS powinien odtajnić informację o swoich bilionowych zobowiązaniach

17.11.2009
Zaproponowana ostatnio przez ministra pracy łącznie z ministrem finansów zmiana w systemie emerytalnym rozpętała burzę, z której wypływają sprzeczne komunikaty. Ironią losu jest fakt, że w jej efekcie prace komisji trójstronnej w zespole ds. ubezpieczeń społecznych nie uległy przyspieszeniu, lecz zawieszeniu. A pomyśleć, że były one bliskie podsumowania o konieczności utrzymania dotychczasowego zakresu inwestycji OFE …

Zaproponowana ostatnio przez ministra pracy łącznie z ministrem finansów zmiana w systemie emerytalnym rozpętała burzę, z której wypływają sprzeczne komunikaty. Ironią losu jest fakt, że w jej efekcie prace komisji trójstronnej w zespole ds. ubezpieczeń społecznych nie uległy przyspieszeniu, lecz zawieszeniu. A pomyśleć, że były one bliskie podsumowania o konieczności utrzymania dotychczasowego zakresu inwestycji OFE i ich limitów i skoncentrowania się na sprawach technicznych obniżających koszty funkcjonowania systemu, a także wsparcia dla powstania funduszu bezpiecznego, opartego na inwestycjach w obligacje rządowe.

Ostatnie propozycje, polegające na drastycznym obniżeniu składki, która wpływa na konta emerytalne OFE, jak też szokująca krytyka inwestycji w papiery rządowe wywróciły dotychczasowe paradygmaty panujące w tych dziedzinach. Oznacza to forsowanie rozwiązań niekorzystnych zarówno z punktu widzenia przyszłych emerytów, jak i rozwoju krajowego rynku kapitałowego, świadcząc o dużej desperacji ministra finansów, przy bardzo ciężkiej sytuacji finansów publicznych. Jest przyznaniem do tego, że system finansów publicznych jest systemem niewydolnym, generującym olbrzymie deficyty, nad którymi minister nie jest w stanie zapanować, obawiając się prawnych konsekwencji przekroczenia dopuszczalnego poziomu długu. Wydaje się jednocześnie, że są to propozycje, które okażą się listkiem figowym i osłoną przed przyszłą krytyką, która pojawi się w przypadku przekroczenia pierwszych ustawowych progów dotyczących bariery długu sektora finansów publicznych. Wtedy zawsze będzie można powiedzieć, że miało się propozycje obniżające dług publiczny, polegające na ograniczeniu przekazów do OFE, jak i wyprzedaży aktywów państwowych, a które nie zostały zrealizowane z powodu oporu opinii publicznej.

Proponowane zmiany w systemie są błędne, gdyż nie usprawniają systemu emerytalnego, nie polepszają rynku finansowego, ani też nie obniżą kosztów pozyskiwania długu, a na pewno będą miały wiele negatywnych skutków, w tym związanych z obniżeniem płynności rynku kapitałowego. To prawda, że PTE mają zyskowność większą niż dochody, jakie generują dla swoich klientów. W swojej działalności nie zaskarbiły sobie przychylności ze strony przyszłych emerytów, forsując rozwiązania, które nie zawsze były korzystne dla tych, którym służą. Przyczyniły się też do likwidacji nadzoru emerytalnego. Niemniej nieefektywność ich funkcjonowania powinna być bodźcem do reformy systemu, do podniesienia jego konkurencji, a nie zmian, których ofiarami staną się przyszli emeryci.

Instytucje finansowe są instytucjami kluczowymi dla funkcjonowania gospodarki. Po to, aby gospodarka się rozwijała konieczne jest takie ich uregulowanie, by były efektywne, ale też i niezbyt kosztowne. Posiadanie efektywnego rynku kapitałowego jest konieczne dla rozwoju gospodarczego, a instytucje finansowe prawidłowo funkcjonujące powodują alokację środków od tych, którzy mają oszczędności, w kierunku tych, którzy mają pomysły na zainwestowanie powierzonych środków. Jeśli system finansowy nie działa sprawnie, a ilość inwestowanych środków jest mniejsza od optymalnej, obniża to poziom inwestycji, powstawania miejsc pracy, jak i potencjał PKB.

Odpowiedzią na nieefektywność funkcjonowania systemu kapitałowego w Polsce, jak też nadmierne koszty pośrednictwa nie jest ograniczenie środków, które wpływają na ten rynek, lecz dążenie do jego prokonkurencyjnego uregulowania. Odpowiedzią na te obawy, które zostały zgłoszone, a dotyczące kosztowności, powinno być dążenie do zwiększenia efektywności funkcjonowania systemu, ponieważ samo ograniczenie przekazów środków nie spowoduje zmniejszenia kosztochłonności rynku kapitałowego, co powinno być kluczowym celem, a ewentualna krytyczna diagnoza powinna być tylko i wyłącznie przyczynkiem do tego, by chcieć podjąć konieczne wezwania.

Tymczasem kwintesencją  propozycji jest zmiana trwałych zobowiązań państwa, z których nie można się wycofać, na zobowiązania, które zostaną przeniesione do ZUS,  już obecnie mający problemy z regulowaniem swoich zobowiązań. Z poprzednich publikacji ministra finansów wiadomo, że doskonale te problemy zdiagnozował, stwierdzając, że zobowiązania w postaci obligacji są – ze względu na fakt, że obligacje zakupują inwestorzy zagraniczni, jak i prywatni –  zobowiązaniami trwałymi. Podczas gdy zobowiązania dotyczące długu „niewidzialnego” ZUS-u są zobowiązaniami, na które państwo ma wpływ i może je modyfikować. Tegoroczny łotewski przykład polegający na wymuszonym, przez KE, ratowaniu finansów publicznych poprzez obniżenie nie tylko świadczeń pracowniczych, ale również wypłacanych emerytur powinien być ostrzeżeniem dla nas. Fakt powiązania możliwości udzielenia pomocy przez instytucje międzynarodowe z redukcją wydatków emerytalnych powinien być przestrogą i ukazuje, że zabezpieczenie zobowiązań państwa względem swoich obywateli w postaci zobowiązań emerytalnych, jest zdecydowanie słabiej chronione w porównaniu z tymi, które dotyczą silniejszego zabezpieczenia inwestorów.

W chwili zdiagnozowania kosztów rynku finansowego jako wysokich zadaniem państwa powinno być dążenie do ich obniżenia z korzyścią dla wszystkich uczestników rynku. Dzięki temu mogłoby być podejmowanych więcej inwestycji, co okazałoby się zyskowne dla całej gospodarki. Jeśli nastąpi obniżenie przekazów do segmentu emerytalnego, to wraz z jego ograniczeniem ilość graczy na tym rynku ulegnie zredukowaniu – a cały rynek będzie bardziej uzależniony od inwestorów zagranicznych, ze wszystkimi negatywnymi, płynnościowymi konsekwencjami ograniczającymi efektywność jego funkcjonowania. To, co jest charakterystyczne to, że przy tak krytycznej diagnozie nie zostało zaproponowane nic, co obniżałoby koszty pośrednictwa przy emisjach długu skarbu państwa, ani też ograniczenie kosztów zarządzania aktywami w kraju nie zostały w żaden sposób systemowy, czy też jednostkowy poruszone. Dotyczy to również przykładów, kiedy Ministerstwo Finansów emitowało zadłużenie zagraniczne z olbrzymimi premiami i gdy była olbrzymia nadsubskrybcja ukazująca nieefektywność tych emisji. Wprost przeciwnie, były one przedstawione jako te, które są nadal korzystne.

Zainteresowanie regulatora powinno iść raczej w takim kierunku, aby system finansowy był bardziej efektywny, emisje korzystniej lokowane, a koszty zaciągania długów niższe. Ograniczenie przekazywanych środków, w praktyce oznacza, że będzie wydatkowanych więcej środków budżetowych, przy jednoczesnym powstawaniu większych zobowiązanie po stronie ZUS-u. W praktyce powinno to oznaczać, jeśli rynek jest efektywny, zwiększenie ryzyka państwa, a przez to i marży przy kolejnych emisjach. Dlatego zaproponowane działania przyniosą skutki odwrotne od tych, które są nagłaśniane.

Podejście uznające  inwestycje w obligacje za te gorsze, nie ma żadnego uzasadnienia teoretycznego; wprost przeciwnie, państwo wypuszcza obligacje i jest to podstawowa forma finansowania deficytu budżetowego. A obligacje są chętnie kupowane, mimo że mają niższy dochód, dla niskiego ryzyka, jakie się wiąże ze spłatą tkwiących w nich zobowiązań. Właśnie bezpieczeństwo emerytalne środków powoduje, że inwestycje w obligacje stają się typowe dla rynku emerytalnego. Nie należy też inwestycji w instrumenty ryzykowniejsze traktować jako lepsze, bo te, po pierwsze, ze względu na wyższe ryzyko muszą generować odpowiednio wysokie zyski, a ponadto musi być możliwość lokowania środków w instrumenty bezpieczne w sytuacji, gdy nie ma odpowiednio zdywersyfikowanych aktywów, w które zainwestują instytucje zarządzające naszymi pieniędzmi. Nie jest rozwiązaniem kupowanie bardziej ryzykownych klas aktywów, bez patrzenia na ryzyko, jakie te inwestycje generują dla portfela funduszu emerytalnego.

Należy też pamiętać, że zmniejszenie składki o tę wielkość, którą OFE inwestują w instrumenty dłużne, nie doprowadzi do automatycznej realokacji portfela w kierunku inwestycji akcyjnych. Jeśli dotychczasowe inwestowanie w instrumenty dłużne było racjonalne ze względu na korzyść emeryta, to zmniejszenie wymiaru składki nie powinno zmienić struktury inwestycji. W efekcie nadal znaczna część składki będzie inwestowana w instrumenty dłużne, świadcząc o tym, że niezależnie od trafności diagnozy, obcięcie składki świadczyłoby jedynie o braku wiedzy na temat praw funkcjonujących w świecie finansów. A nawet gdyby stało się inaczej – gdyby od tej chwili cała składka była inwestowana w instrumenty akcyjne, to taki efekt działań powinien być przedmiotem naszego niepokoju, gdyż oznaczałoby to bardzo ryzykowne inwestycje, które mogą spowodować potężne straty w sytuacjach kryzysowych.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację demograficzną, sytuację finansową ZUS-u, który powinien odtajnić swoje olbrzymie bilionowe zobowiązania, proponowany kierunek zmian jest przejawem bardzo poważnych problemów finansów publicznych państwa. I to nie tylko tych obecnych, ale i tych, które się nasilą w przyszłych latach – w chwili, gdy na emeryturę będą przechodziły liczne roczniki wyżu demograficznego, a które będą utrzymywane z pieniędzy młodego, ale już nielicznego pokolenia. Z tej perspektywy, jak i też z perspektywy braku dążeń do zwiększenia efektywności funkcjonowania rynku kapitałowego w Polsce, należy ocenić proponowane działanie jako bardzo ryzykowne i szkodliwe.

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test