Giełda nie pomoże start-upom, ale gospodarce tak

22.06.2016
„Czarne chmury nad GPW stają się z każdym miesiącem coraz gęstsze. Wyraźnie widać spadek obrotów i kapitalizacji, a nawet ostatnio liczby spółek i jakości debiutów. Inwestorzy indywidualni opuszczają warszawski parkiet coraz szerszym strumieniem” – tak zaczyna się raport o rynku kapitałowym WiseEuropa.

Siedziba GPW (CC BY-SA Beax)


– Trzeba pamiętać, że to co zrobiliśmy drugiemu filarowi w przeszłości i co robimy mu nadal jest jedną z największych szkód jakie wyrządzono polskiemu rynkowi kapitałowemu, a szczególności Giełdzie Papierów Wartościowych i przedsiębiorcom prywatnym, które na tej giełdzie są notowane. I tę bombę trzeba rozbroić – mówił Maciej Bukowski, prezes WiseEuropa podczas prezentacji raportu „Poryw i flauta. Jak giełda napędza polską gospodarkę?”

Propozycja think-tanku jest prosta: całkowita prywatyzacja drugiego filaru czyli OFE i połączenie go z filarem trzecim, czyli dobrowolnymi oszczędnościami emerytalnymi. Należy „skończyć z fikcją, że to są środki publiczne”, a w pełni prywatne OFE nie powinny mieć tylu ograniczeń inwestycyjnych, tak wysokich opłat i ograniczeń w wypłacaniu z nich oszczędności.

Jeśli tego nie zrobimy, a obroty i płynność na GPW będą spadać w dotychczasowym tempie czeka nas szereg zagrożeń. Samej giełdzie grozi marginalizacja i dominacja inwestorów zagranicznych przy ucieczce inwestorów krajowych za granicę. Spółkom grozi wzrost premii za ryzyko i utrudnienie finasowania inwestycji. Całej gospodarce zaś niższa innowacyjność, brak dużych krajowych firm, niższy wzrost gospodarczy i niższe emerytury.

Pomysł na zmiany w trzecim filarze i mobilizowanie oszczędności Polaków Ministerstwo Rozwoju ma przedstawić wkrótce, co potwierdziła podczas prezentacji raportu Katarzyna Kowalska, zastępca dyrektora departamentu wsparcia dużych inwestycji w MR. Charakterystyczne jednak, że ani w Planie na rzecz odpowiedzialnego rozwoju (potocznie zwanym planem Morawieckiego), ani w inicjatywie Start in Poland nie ma nawet wzmianki o GPW.

– W przypadku Start in Poland pisze się wprost o venture capital, ale te fundusze też nie mają pieniędzy na zawołanie, ale często wychodzą po nie na giełdę – zauważyła Barbara Nowakowska, dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych. – Żeby znaleźć te dodatkowe 3 mld na finansowanie programu Start in Poland trzeba się zastanowić nad źródłem kapitału. Giełda? Dla małych spółek słabo. Prywatni inwestorzy? Być może będą zainteresowani. Fundusze emerytalne? Nie widać. Ubezpieczyciele? Mamy jednego. Banki? Nie mogą inwestować w instrumenty kapitałowe ze względu na Bazyleę. Pozostali inwestorzy instytucjonalni to są tzw. family office, różne grupy kapitałowe inwestorów i fundacje. I to wszystko. Nie mamy tych pieniędzy – mówiła.

Jeszcze mniejsze znaczenie giełdzie w finansowaniu firm przypisywał Marcin Petrykowski, dyrektor regionalny w Standard & Poors CEE.

– Z punktu widzenia smart money giełda to jest najgorsze miejsce. Tam są inwestorzy, którzy głosują nogami w momencie kiedy coś złego się dzieje, wszystko leci w dół, bo siedzi tam głównie krótkoterminowy kapitał, który buduje pozycje w oparciu o różne swoje wizje – mówił.

Jego zdaniem polskie przedsiębiorstwa będą , tak jak dotychczas, finansować się głównie przez banki, które są nadpłynne i mają ze strony regulatora przyzwolenie na bardzo intensywne udzielanie kredytów sektorowi prywatnemu. Widać też pierwsze oznaki tego, że może wzrosnąć rola obligacji, co byłoby pożądane.

– W Polsce finansowanie się obligacjami to 2-5 proc. w Europie 12 proc., w USA 80 proc. Teraz widzimy, że rynek obligacji korporacyjnych ruszył. Wynika to z tego, że to finasowanie jest już tak tanie, ze przedsiębiorcom otworzyły się oczy. Po drugie wiedzą już, że giełda to nie tylko kapitał, ale też pewne obowiązki – mówił Petrykowski.

>>Raport na stronie WiseEuropa


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły