Polskie firmy muszą być tam gdzie konkurencja dopiero się rodzi

13.06.2016
Musimy wejść na dzisiejszą czwartą falę rewolucji przemysłowej, bo w trzech poprzednich nie mogliśmy uczestniczyć – mówił wicepremier Mateusz Morawiecki podczas kongresu „Polska Wielki Projekt”. Inni uczestnicy wskazywali konkretne branże: przemysł maszynowy, pojazdy elektryczne, obróbkę danych i robotykę.

Mateusz Morawiecki podczas kongresu Polska Wielki Projekt Fot. MP


– Nasza sytuacja na pewno nie jest różowa. My powinniśmy poruszać się w tym świecie mądrze szukając rozwiązań przyszłości tak aby z jednej strony wykorzystywać przewagi konkurencyjne, które nam udało się osiągnąć, a z drugiej strony wciskać się do tych wiedzochłonnych produktów wysokomarżowych, wiedzochłonnych branż poprzez politykę strukturalną po stronie podażowej gospodarki narodowej. Ta część podażowa jest dla mnie ekstremalnie ważna – deklarował Mateusz Morawiecki.

Wicepremier i minister rozwoju podkreślał, że mamy do czynienia z globalnymi monopolami i brakiem globalnych instytucji, które by je zwalczały. Prawo własności intelektualnej i szereg innych regulacji, szczególnie europejskich, sprzyjają temu aby kraje rozwinięte przedłużały swoją dominację i nie dopuszczały nowych graczy. „Z innowacji potrafią korzystać najlepiej ci którzy już są najlepiej rozwinięci” – mówił wicepremier i dodawał, że „nie mamy marki polskiej wystarczająco silnej aby mieć wysokie marze”.

Rozwiązaniem ma być wchodzenie w te branże, w których konkurencja dopiero się rodzi. I tutaj Mateusz Morawiecki przypomniał zaprezentowany kilka dni wcześniej pomysł elektromobilności. Chodzi o stworzenie polskiego autobusu elektrycznego, którego kluczowe komponenty mają być produkowane w kraju. Ten rynek ma być wart docelowo 2,5 mld złotych. Wzrosnąć ma także liczba samochodów elektrycznych poruszających się po polskich drogach.

W ostatnich dniach podpisano też list intencyjny w sprawie wybudowania w polskich stoczniach dwóch pełnomorskich promów w sumie za 900 mln złotych.

– Nie wymyślimy na nowo przewag konkurencyjnych Polski. Myślę, że musimy skupić się na branżach, w których Polska już jest silna jak przemysł maszynowy czy rolnictwo i przetwórstwo. Musimy starać się aby te branże w sposób jak najlepszy zmierzyły się w czwartą rewolucją technologiczną – mówił z kolei prezes PZU Michał Krupiński.

– Jest też obróbka danych i sztuczna inteligencja. Wiem, że w tych dziedzinach istnieją w Polsce firmy dość mocno zaawansowane globalnie – dodał.

– Automatyka przemysłowa, robotyka to są rzeczy, które absolutnie wpisują się w czwartą falę rewolucji przemysłowej. My mamy, nie mówiąc o eksporcie, bardzo duży potencjał rynku wewnętrznego w tych branżach. Jest 168 tysięcy robotów przemysłowych w Niemczech i tylko 7 tysięcy w Polsce – wymieniał z kolei Marcin Chludziński, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Kolejnym ciekawym wątkiem na kongresie było uzależnienie Polski od kapitału zagranicznego i zagrożenia związane z jego ewentualnym odpływem.

– Mamy prawie 40 proc. długu publicznego w rękach zagranicy, więc czy ktoś liczy czy banki krajowe będą miały tyle siły aby przejąć finansowanie długu krajowego na jakiś czas? Ja wiem, że my to liczymy, dlatego, że siedzimy na dużej pozycji jeśli chodzi o obligacje. I jesteśmy dość spokojni. Myślimy, że banki mogą zwiększyć nawet o jedną trzecią swoją pozycję w obligacjach – mówił Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

– Jesteśmy paradoksalnie wystawieni na to, że będziemy mieli za mocną walutę, że będziemy musieli stosować te niekonwencjonalne podejście, żeby ten sukces ochronić (…) Węgrzy i Czesi stosują niekonwencjonalne środki monetarne nie dlatego, że chcą zabłysnąć, ale dlatego, ze chcą ochronić rynek wewnętrzny i zachować cześć przewagi konkurencyjnej, bo ona bardzo szybko topnieje – dodawał.

– Moim zdaniem nawet badania NBP pokazują, że polskie przedsiębiorstwa nie są tak bardzo odporne jak się wydaje, bo tą cienką nitką na której to wszystko wisi jest to, że złoty jest w tym punkcie gdzie jest – podsumował Ernest Pytlarczyk.

– Na pewno jesteśmy pod mikroskopem rynków finansowych całego świata. Musimy być bardzo ostrożni prowadząc nasze ruchy w polityce fiskalnej, monetarnej i makroekonomicznej, bo rzeczywiście zagrożenia istnieją. Nagłe wycofanie dziesiątek miliardów złotych mogłoby poważnie zdestabilizować naszą sytuację gospodarczą – przyznawał wicepremier Mateusz Morawiecki.

Jednocześnie wymienił trzy sposoby obrony przed tym zagrożeniem: dywersyfikacja eksportu, aby uniezależnić się choć trochę od strefy euro, wykorzystywanie okazji do repolonizacji banków i pomoc w rozwoju polskim firmom.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test