Timmer: Rynki działają, a duża zmienność to powrót do fundamentów

08.09.2015
Zaczyna się od jednej relatywnej ceny – ropy naftowej i jej spadek może wywołać zmiany w całej strukturze gospodarki eksportera. Większość nawet gwałtownych dostosowań na rynkach ma jednak sens – jest poszukiwaniem nowej równowagi, a nie ślepą spekulacją. Ostatnie spadki na giełdzie w Chinach są najlepszym przykładem.

Hans Timmer, główny ekonomista Banku Światowego, fot NBP/Włodzimierz Dąbkowski


– Kiedy mamy bańkę, łatwo ją rozpoznać. Dużo było ostatnio nagłówków w mediach na temat krachu na chińskiej giełdzie, ale tak naprawdę to tylko korekta wyjątkowej bańki. Wzrost akcji w ciągu roku o 160 proc. spowodował, że ceny akcji były 2,5 krotnie wyższe od tego ile są warte, co oczywiście kompletnie naruszało równowagę ekonomiczną, a teraz ceny do niej wracają. Władze chińskie mogły w porę nie zauważyć tego niebezpieczeństwa bowiem były zajęte raczej regulacjami rynku nieruchomości – mówił w Warszawie, w siedzibie NBP, Hans Timmer, główny ekonomista Banku Światowego.

– Przez długi czas stopa inwestycji w Chinach wynosiła 35 proc., a wzrost PKB wynosił około 10 proc. co jeszcze nie naruszało równowagi, ale po 2008 roku wzrost PKB spadł poniżej 8 proc., a stopa inwestycji to już 50 proc. w rezultacie stymulacji poprzez kredyty krajowe. Jeśli ktoś przeinwestowuje w takiej skali musi przygotować się na niespłacone pożyczki – dodawał Timmer.

Jego zdaniem także spadki wartości walut krajów eksportujących ropę naftową mają rynkowe uzasadnienie. Kurs walutowy w tych i sąsiadujących krajach dostosowuje się po prostu do niższej ceny ropy. Mówiąc obrazowo: rubel podąża za cenami surowca, bo mimo dużych spadków cen ropy udział przychodów z jej sprzedaży w PKB pozostaje zaskakująco stabilny. W takich warunkach każda próba wpływania na kurs walutowy jest zbędnym przeszkadzaniem w znalezieniu ceny równowagi. Dlatego decyzja Rosji aby przejść na płynny kurs walutowy była słuszna.

Dla importerów ropy zmiany nie są tak duże jak dla eksporterów. Najbardziej zauważalny jest spadek inflacji.

– To co w Polsce i innych krajach nazywamy teraz niską inflacją może być tylko jednorazowym dostosowaniem cen relatywnych. To dzieje się w cenach importu zatem można się zastanawiać czy banki centralne powinny w ogóle na to reagować. Z punktu widzenia równowagi, kiedy wszystkie ceny idą w dół, stopy procentowe powinny jednak iść do góry, odwrotnie niż w latach 80. kiedy przy wzrostach cen ropy stopy powinny były iść w dół – uważa Timmer.

Jego zdaniem należy się zastanowić nad tym aby banki centralne zmodyfikowały swoje cele inflacyjne tak, aby mniej ważyły w nich ceny importu i dobra nietrwałe, a więcej dobra trwałe i niehandlowe, a także aktywa. Władze monetarne powinny też uważniej patrzeć na komponenty wzrostu PKB.

– Osobiście uważam, że próba wytłumaczenia opinii publicznej, że inflacja CPI nie jest najlepszą możliwą miarą jest bardzo trudna i wymagałaby długiego i trudnego okresu przejściowego – mówił Ryszard Kokoszczyński, członek zarządu NBP.

Wszyscy dyskutanci zgodzili się jednak, że rozwiązaniem może być jeszcze bardziej precyzyjna komunikacja prowadzona przez banki centralne. W kształtowaniu oczekiwań jest ona bowiem dość skuteczna.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test