Religijność szkodzi innowacyjności

03.08.2015
Wykształceni emigranci z Polski nie zarabiają w Wielkiej Brytanii więcej niż w kraju; im większa religijność, tym mniejsza innowacyjność; obowiązkowa służba wojskowa może zwiększyć przyszłe zarobki nawet o 25 proc. To wnioski z najnowszych ekonomicznych prac naukowych.


Jak piszą Paweł Kaczmarczyk i Joanna Tyrowicz w pracy „Winners and Losers among Skilled Migrants: The Case of Post-Accession Polish Migrants to the UK” („Zwycięzcy i przegrani wśród wykwalifikowanych emigrantów: Przypadek migracji Polaków do Wielkiej Brytanii po wejściu Polski do UE”) liczba emigrantów z Polski zwiększyła się z 1 mln w 2004 r. do 2,3 mln w 2007 r. (to 6,6 proc. populacji). Od tego czasu nieco spadła, ale pozostaje na relatywnie wysokim poziomie (2,2 mln). Większość nowych emigrantów wybrała Wielką Brytanię. Liczba emigrantów z Polski w tym kraju zwiększyła się z 24 tys. w 2002 r. do 700 tys. w 2008 r.

Autorzy porównywali zarobki emigrantów do zarobków kraju dla grup „statystycznych bliźniaków”, czyli osób o podobnym poziomie wykształcenia, wieku, stanie cywilnym itd. Naukowcy zdecydowali się porównywać nominalne zarobki, nie biorąc pod uwagę faktu, że koszty życia w Wielkiej Brytanii są wyższe niż w Polsce, co z pewnością zawyża korzyści z emigracji. Doszli jednak do wniosku, że uwzględniając różnice w sile nabywczej pensji, zaniżą korzyści z pracy za granicą ze względu na to, że emigranci często ograniczają wydatki na konsumpcję, np. wynajmując mieszkanie w kilka osób.

Z analizy wynika, że dla istotnej części emigrantów z Polski wyjazd oznacza zawodową degradację. 31,9 proc. polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii ma wyższe wykształcenie (wśród rodowitych Brytyjczyków jest to 21,2 proc.). Tymczasem aż 89 proc. Polaków w Wielkiej Brytanii wykonuje pracę wymagającą tylko podstawowych albo niskich kwalifikacji, a tylko 7,1 proc. wysokich. Wśród rodowitych Brytyjczyków te odsetki wynoszą odpowiednio 56,6 proc. i 28,9 proc.

Najciekawsze w analizie jest jednak to, że dobrze wykształceni Polacy średnio nie zarabiają w Wielkiej Brytanii więcej niż w Polsce. Autorzy zauważają, że te wyniki podważają sens migracji, która według najpopularniejszych teorii jest motywowana chęcią poprawy swojej sytuacji materialnej.

Naukowcy rozważają kilka możliwych wyjaśnień tego fenomenu. Jeden jest taki, że wyjazdy są zwykle okresowe. Wówczas nawet niewielki wzrost zarobków w połączeniu z ograniczeniem konsumpcji może prowadzić do dużych oszczędności. Inne możliwe wyjaśnienie jest takie, że emigranci liczą na wyższe zarobki w przyszłości, gdy na przykład lepiej opanują język.

Relatywnie niskie zarobki wykształconych Polaków w Wielkiej Brytanii mogą być spowodowane tym, że duży napływ emigrantów sprawia, że gromadzą się oni w niszach, w których duża konkurencja obniża zarobki. Naukowcy zwracają uwagę na to, że sporo mogłoby wyjaśnić uwzględnienie w analizie poziomu znajomości języka, które nie było możliwe ze względu na brak danych.

Według autorów z badania wcale nie wynika, że decyzje większości emigrantów są nieracjonalne, lecz że płaca nie jest jedynym czynnikiem decydującym o wyjeździe. Naukowcy zwracają uwagę m.in. na poziom bezrobocia w Polsce, który w 2003 r., a więc tuż przed wejściem naszego kraju do Unii Europejskiej, wynosił prawie 21 proc.

Roland Bénabou, Davide Ticchi i Andrea Vindigni w pracy „Religion and Innovation” („Religia i innowacje”) postanowili nawiązać do swojej poprzedniej analizy z 2013 r. zatytułowanej „Forbidden Fruits: The Political Economy of Science, Religion and Growth” („Zakazane owoce: Polityczna ekonomia nauki, religii i wzrostu”). Wykazali w niej, że istnieje negatywna korelacja między religijnością obywateli a liczbą patentów per capita i to zarówno jeżeli bada się różne kraje, jak i poszczególne stany w USA. Teraz postanowili szczegółowo zbadać ten fenomen na podstawie badania World Values Survey (Światowe badanie wyznawanych wartości) z lat 1980, 1990, 1995, 2000, 2005. Ich zdaniem jest to bardzo istotne, ponieważ postęp technologiczny jest głównym motorem długoterminowego wzrostu gospodarczego.

Czynniki, które brano pod uwagę, to postrzeganie siebie jako osoby religijnej, wiara w Boga, znaczenie religii i Boga w życiu i udział w praktykach religijnych. Stosunek do innowacji mierzono m.in. stopniem zgadzania się respondentów z twierdzeniami takimi jak: „Polegamy zbytnio na nauce i zbyt mało na wierze” czy „Świat jest lepszy dzięki nauce i technologii”. Z badania wynika m.in., że osoby, które określały się mianem religijnych, ze znacząco większym prawdopodobieństwem twierdziły, iż zbytnio polegamy na nauce a zbyt mało na wierze.

Zwraca uwagę także to, że im bardziej religijni byli respondenci, tym mniejszą wagę przykładali do tego, by wychowywać dzieci na osoby niezależne, wytrwałe i z wyobraźnią. Autorzy cytują także inne badania, z których wynika, iż poziom religijności jest dobrym wyznacznikiem awersji do ryzyka.

Naukowcy zauważają jednak, że z pracy Luigiego Guisa, Paoli Sapienzy i Luigiego Zingalesa „People’s Opium? Religion and Economic Attitudes” („Opium dla ludu? Religia i ekonomiczne zachowania ludzi”), także opartej na wynikach World Values Survey, wynika, że ludzie bardziej religijni mają większe zaufanie do instytucji publicznych i do rynku oraz sami są mniej skłonni łamać prawo, przyjmować łapówki i oszukiwać przy płaceniu podatków. Te cechy bez wątpienia sprzyjają rozwojowi gospodarczemu.

Muhammad Asali w pracy „Compulsory Military Service and Future Earnings: Evidence from a Quasi-Experiment” („Obowiązkowa służba wojskowa i przyszłe zarobki. Dowód z quasi-eksperymentu”) analizował dane z izraelskiego spisu powszechnego. Wyjątkowość jego badania polega na tym, że w Izraelu Druzowie (grupa, która wyłoniła się z egipskiego ismailizmu w XI w.) są wyłączeni z obowiązkowej służby wojskowej, co umożliwia porównanie ich zarobków do przychodów Arabów, którzy służyli w izraelskim wojsku i wyodrębnienie wpływu armii na zarobki.

Z analizy wynika, że mężczyźni w wieku 25–34, którzy służyli w wojsku, zarabiają o 18,5 proc. więcej od tych, którzy służby nie odbyli. Wśród starszych mężczyzn (35–44 lat) różnica jest jeszcze większa (23,7 proc.), z czego można wnioskować, że pozytywne efekty służby wojskowej zwiększają się wraz z czasem. Zdaniem autora najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego zjawiska jest to, że osoby służące w wojsku rozszerzają swoją sieć znajomości, która później pomaga im uzyskiwać wyższe zarobki.

Wbrew pozorom nie należy sądzić, że podobny efekt daje służba w każdej armii i jeżeli tylko przywrócimy powszechną służbę wojskową w Polsce, to wszystkim, którzy ją odbędą, wzrosną zarobki. Jak piszą Dan Senor i Saul Singer w książce „Naród start-upów”, izrealska armia jest wyjątkowa ze względu na wysoki stopień decentralizacji. Na jednego generała przypada tam 6917 żołnierzy (w polskiej siedem razy mniej – 932 żołnierzy na jednego generała). W efekcie w armii panuje wręcz niechęć do hierarchii. Wszyscy zwracają się do siebie po imieniu, nie salutują i często zdarza się, że generałowie robią kawę zwykłym żołnierzom. Nie dziwi więc, że kończący taką służbę wojskową mają notesy pełne telefonów ludzi, z którymi współpracowali i potrafią te kontakty wykorzystać w cywilu.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test