Będzie trudniej o pracę

04.10.2014
Rewolucja cyfrowa sprawia, że trudniej jest o pracę i nie gwarantuje ona wzrostu dochodów – pisze The Economist. Nadto w przeglądzie informacji i opinii o pracy i bezrobociu w USA (w tym w górnictwie), o systemie podatkowym w Wielkiej Brytanii, relacjach Hongkongu z Chinami i 50-leciu szybkich kolei na świecie.


The Economist w najnowszym numerze zajmuje się m.in. wpływem cyfrowej rewolucji technologicznej na rynek pracy. W porównaniu z rewolucją przemysłową, tym razem wielkie bogactwo zostało stworzone bez udziału wielu pracowników i po drugie, obecnie poza elitą praca nie gwarantuje wzrostu dochodów. W połowie krajów OECD mediana płac jest w stagnacji do 2000 roku. Dotychczas skutki rewolucji cyfrowej na rynku pracy odczuwane były w krajach wysokorozwiniętych w odniesieniu do miejsc pracy wymagających niskich lub przeciętnych umiejętności.

Zjawisko to będzie się rozszerzać na innych pracowników i w innych krajach. Po pierwsze, wzrost inteligencji maszyn zacznie zagrażać także stanowiskom wymagającym kwalifikacji np. audytorom, radiologom i badaczom. Po drugie zmiany dotrą do krajów wschodzących, które zaczną stosować, jak m.in. Foxconn w Chinach, roboty zamiast pracowników. Tradycyjna metoda doganiania krajów wysokorozwiniętych przez przesunięcie niskowykształconych mas do fabryk staje się nieskuteczna. Rewolucja cyfrowa uczyniła rewolucje przemysłową nieekonomiczną – konkluduje The Economist.

W piątek opublikowane zostały dobre dane o bezrobociu w USA (we wrześniu spadło do 5,9 procent) i zatrudnieniu oraz miejscach pracy (przybyło 248 tysięcy). Jednak równocześnie rośnie liczba osób poza rynkiem pracy – jest rekordowo wysoka 92,6 miliona (we wrześniu przybyło 315 tys. osób).

Nadto – wzrost zatrudnienia praktycznie dotyczył tylko grupy wiekowej powyżej 55 lat. Tu przybyło 230 tysięcy zatrudnionych. Dane z rynku pracy są szczególnie uważnie obserwowane w związku z listopadowymi wyborami do Kongresu.

W USA górnicy tracą pracę (w Virginii planuje się zamknięcie trzech kopalni, co przyniesie utratę 261 miejsc pracy), ale Kongres zamierza stworzyć program wspomagania zwalnianych górników przy zmianie zawodu. To co ciekawe w tekście oilprice.com to nie tyle sam program, lecz informacja , że w górnictwie węglowym w USA pracuje ok. 79 tys. osób (marzec 2014 r.), w ciągu roku ubyło 8 procent miejsc pracy, a od 2011 r. – 20 tysięcy. Wydobycie węgla kamiennego w USA wynosi 900 – 1000 mln ton. W Kompanii Węglowej pracuje ok. 55-60 tysięcy górników i wydobywają nieco ponad 30 mln ton węgla. Zapewnienia pani premier, że polskie górnictwo powinno być konkurencyjne , wydają się zabawne.

Ambrose Evans-Pritchard w Telegraph w obszernym tekście na temat postrzegania przez Chiny sprawy Hongkongu, pisze że Hongkong jest zanurzony w kredytach dla chińskich korporacji na kwotę 1,2 biliona dolarów. W ekstremalnej sytuacji szok kredytowy z Chin całkowicie zlikwidowałby kapitał banków w Hongkongu – twierdzi MFW. Z kolei sam Hongkong ma swoją wielką bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości, których ceny wzrosły o 70 procent od 2008 roku, m.in. ze względu na sztywne powiązanie waluty z dolarem amerykańskim i politykę zerowych stóp procentowych FED.

Jeremy Warner przypomina, że opodatkowanie biznesu nie jest próbą równoważenia interesów eksploatujących i eksploatowanych, lecz podatkiem nałożonym na całe społeczeństwo, gdyż w istocie płacą konsumenci, pracownicy i akcjonariusze. Obniżenie stawek podatkowych służy głównie wielkim korporacji. Natomiast małe nisko rentowne firmy krajowe dociskane są kurczącą się listą tego, co można wliczyć w koszty.

Stadiony sportowe jako świątynie kapitalizmu kolesiów opisuje Saalman Khan na mises.org. Okazuje się, że wielkie drużyny futbolu amerykańskiego i cała liga NFL znakomicie żyją z dotacji publicznych – na ogół funduszy miejskich lub stanowych. Podatnicy finansują 70 procent kosztów renowacji stadionów, które sięgają już pół miliarda dolarów sztuka, natomiast właściciele klubów nie płacą nic (reszta kosztów pokrywana jest zwolnionymi z opodatkowania miejskimi obligacjami, które są wykupywane i płacą odsetki z wpływów z biletów). W Chester w Pennsylvanii, jednym z biedniejszych regionów kraju, wydano 117 mln dol. na stadion piłkarski, czyli ponad 3300 dolarów na każdego mieszkańca, 97 procent z funduszy publicznych.

W ramach przedbiegów do nagrody Nobla w ekonomii Jon Hilsenrath, znany dziennikarz Wall Street Journal, zgłasza Bena Bernanke za prace z lat 1990 i 1980 m.in. dotyczące Wielkiego Kryzysu i szoków kredytowych.

Tymczasem Bernanke skarży się, że nie może zrefinansować swojej hipoteki, bo zmienił ostatnio pracę. Mimo że zarabia 250 tys. dol. za przemówienie i podpisał 7-cyfrowy kontrakt na książkę.

Kilka dni temu pisałem, że MFW zachęca do wydatków publicznych na infrastrukturę, gdyż nie zwiększają one długu publicznego relacji do PKB, tak szybko bowiem rośnie wówczas tempo wzrostu gospodarczego. Greg Mankiw z Uniwersytetu Harvarda odpowiada, że to myślenie życzeniowe. Takie darmowe lunche są teoretycznie możliwe, ale w praktyce zdarzają się niezwykle rzadko.

A propos inwestycji infrastrukturalnych. 50 lat temu odjechał pierwszy szybki pociąg Shinkansen w Japonii. The Guardian opisuje historię szybkich kolei (Shinkansen wyprzedził o kilkanaście lat francuskie TGV) i jak wpłynęły na rozwój Japonii.

Na sobotni deser tekst z Money o rajderach korporacyjnych, którzy dziś nazywają się inwestorami –aktywistami. Kumulują znaczne pakiety akcji i wymuszają zmiany w funkcjonowaniu firm, często zwiększające ich zyski i notowania giełdowe (np. Carl Icahn w e-Bay). Czasem jednak ponoszą porażki, albo nie uzyskują decydującego głosu, albo ich strategia (jak w przypadku sieci handlowej JC Penney) przynosi kiepskie wyniki. Badania ekonomistów dają sprzeczne rezultaty, choć na ogół przyjmuje się, że działalność aktywnych inwestorów poprawia wyniki operacyjne firm i dobrze służy akcjonariuszom.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test