• Obserwator Finansowy

Blogerski pojedynek Krugman – Keen

16.04.2012
W blogosferze doszło do niezwykle interesującej wymiany poglądów między dwoma przedstawicielami odmiennych keynesistowskich szkół: Paulem Krugmanem, tradycyjnym „keynesistą”, a Stevem Keenem, inspirowanym tradycją „postkeynesizmu”.

Wydawać by się mogło, że skoro spór dotyczy „keynesistów”, zapewne będzie pewnego rodzaju „sporem w rodzinie” i będzie albo dotyczył technicznych i niezbyt istotnych szczegółów teorii ekonomicznych, albo będzie jakąś niewiele znaczącą debatą na temat tego „co Keynes naprawdę, naprawdę, naprawdę miał na myśli?”. Nic bardziej błędnego, wymiana między Keenem a Krugmanem odzwierciedla spór ekonomii „głównego nurtu” (Krugman) z ekonomią „outsiderów” (Keen).

W dużym skrócie spór zaczyna się o jakość makroekonomicznego modelowania. Krugman przyjmuje perspektywę bardziej „indeksową”, to znaczy koncentruje się przede wszystkim na łatwo mierzalnych zmiennych takich jak PKB, stopa procentowa, inflacja, podaż pieniądza. Zdaniem Keena tego rodzaju ujęcie nie jest dostateczne, ponieważ pomija sedno współczesnego kapitalizmu – system bankowy i finansowy. Moglibyśmy zatem powiedzieć, że Keen namawia do zastosowania takiego modelowania makroekonomicznego, które będzie uwzględniało takie aspekty instytucjonalne jak jakość sektora finansowego i bankowego. Jeśli moglibyśmy w pigułce przedstawić jego tezy, chodzi o to, że sektor bankowy nie jest tylko pośrednikiem. Neoklasyczna ekonomia zakłada, że gdy banki udzielają kredytu, to zwiększając czyjąś siłę kupowania (kredytobiorca), umniejszają siłę kupowania kogoś innego (kredytodawca). Tymczasem w praktyce banki prowadzą akcję kredytową i zwiększają siłę kupowania (udzielają kredytu) i jednocześnie nie umniejszają jej u kogoś innego.

Krugman odpowiada, że nie rozumie, dlaczego nacisk na rolę banków ma być tak szczególnie istotny dla tego, co się dzieje z długiem i dźwignią finansową. Co prawda rozumie, że pożyczanie pieniędzy przez banki tworzy nowe depozyty i zwiększa podaż pieniądza w obiegu, jednakże oczekuje kontynuacji rozumowania i zadaje pytanie „dlaczego” to ma mieć znaczenie?:

In particular, he asserts that putting banks in the story is essential. Now, I’m all for including the banking sector in stories where it’s relevant; but why is it so crucial to a story about debt and leverage?

Keen says that it’s because once you include banks, lending increases the money supply. OK, but why does that matter?

Oprócz tej próby zrozumienia o co chodziło Keenowi Krugman w następnym już bardziej zrozumiałym wpisie przytacza tradycyjne rozumienie roli banków przez makroekonomię głównego nurtu, to znaczy jako pośredników finansowych, którzy doprowadzają do transferu pieniędzy nie wydanych na rzecz tych, którzy mogą z nich skorzystać. Banki zdają się być „sprytnymi pośrednikami”, którzy pozwalają na wyważenie potrzeb płynności, ryzyka i chęci osiągania odpowiednich stóp zwrotu:

As I (and I think many other economists) see it, banks are a clever but somewhat dangerous form of financial intermediary, one that exploits the law of large numbers to offer a better tradeoff between liquidity and returns, but does so at the cost of taking on very high leverage, with all the risks that entails.The super-high leverage of banks, and the role of bank deposits as a key form of liquid assets, means that banks broadly defined are usually central players in financial crises. But that’s a quantitative thing, not a qualitative thing.

A zatem jak na koniec stwierdza Krugman banki nie zmieniają w żaden sposób „jakościowej” analizy, a dodają do niej tylko zmiany „ilościowe”. Krótko mówiąc, można by modelować gospodarkę tak jakby istniała bez banków i systemu finansowego. Stopa procentowa jest determinowana przez popyt  na płynność, podaż pożyczkodawców i popyt kredytobiorców (jak w modelu ISLM). Banki „nie tworzą popytu z powietrza”, tylko dostosowują się do reguł nakładanych przez te dwie grupy i tylko pośredniczą:

For in the end, banks don’t change the basic notion of interest rates as determined by liquidity preference and loanable funds — yes, both, because the message of IS-LM is that both views, properly understood, are correct. Banks don’t create demand out of thin air any more than anyone does by choosing to spend more; and banks are just one channel linking lenders to borrowers.

Z tego powodu Krugman twierdzi, że nie rozumie zamieszania z bankami i nazywa poglądy Keena „bankowym mistycyzmem”.

Keen z kolei odpowiada, że istnieją poważne powody, żeby nadać bankom specjalny status w teoriach makroekonomicznych. Po pierwsze, zwraca uwagę (powołuje się także tutaj na empiryczne opracowania Eugene’a Famy), że w decyzjach inwestorskich zmiana w obciążeniu długiem jest ważniejsza aniżeli gromadzenie oszczędności z bieżącego dochodu (na inwestowanie):

One of these “assertions” is the key role of the change in debt—rather than saving out of current income—in financing investment.

Następnie, Keen podważa tradycyjną (podzielaną zarówno przez monetarystów jak również keynesistów) tezę, że banki działają jak klasyczne „rekiny pożyczkowe”, zbierające fundusze od oszczędzających i przeznaczając je dla pożyczkobiorców. W praktyce banki szukają okazji pożyczkowych, a w oparciu o nie martwią się o odpowiednie ich zabezpieczenie rezerwami i aktywami. Wynika to z prostego faktu, że owszem banki mogą gromadzić depozyty, ale swoją działalnością kredytową jednocześnie tworzą nowe depozyty. Keen przywołuje tutaj między innymi słynne opracowanie Holmesa (a także obserwację Schumpetera, że banki tworzą pieniądze „z niczego”):

In the real world, banks extend credit, creating deposits in the process, and look for the reserves later. (Alan R. Holmes, 1969, p. 73).

As Randy Wray observed, that is “the description of a loan shark, not a bank”—or of a hypothetical world in which banks need deposits before they can lend. In the real world, as Holmes points out above, bank lending creates deposits. That’s why banks matter in macroeconomics, and it’s not “Banking Mysticism” to point this out.

This method of obtaining money is the creation of purchasing power by banks… It is always a question, not of transforming purchasing power which already exists in someone’s possession, but of the creation of new purchasing power out of nothing. (Joseph Alois Schumpeter, 1934, p. 73)

Uwzględnienie nadrzędnej roli banków w przebiegu cyklu koniunkturalnego może mieć zatem ogromne znaczenie, jeśli uznamy, że ich wpływ na aktywność inwestycyjną jest priorytetowy. Jeśli rację ma Keen, to banki rzeczywiście są tutaj stroną aktywą, a ich działania nie są tylko pośrednictwem. Ich decyzje nie wynikają automatycznie z preferencji płynności, chęci trzymania gotówki, skłonności do oszczędzania, czy popytu na kredyt. Z tego względu, że banki „tworzą pieniądze z niczego”, grają ogromną rolę we wpływaniu na „popyt globalny”.

Krugman jednak nie dał za wygraną i odpowiedział, że jest istotna różnica między stwierdzeniem „banki kreują pieniądze” i „banki w kreowaniu pieniędzy nie są ograniczone bazą monetarną”. Banki w celu pożyczania pieniędzy muszą je najpierw otrzymać w postaci depozytów:

First of all, any individual bank does, in fact, have to lend out the money it receives in deposits. Bank loan officers can’t just issue checks out of thin air; like employees of any financial intermediary.

Z drugiej strony banki rzeczywiście mogą kreować kredyt w postaci tworzenia depozytu, który z kolei ostatecznie ląduje w innym banku. Niemniej jednak ten depozyt musi zostać jakoś zabezpieczony rezerwą w postaci bazy monetarnej – a więc albo ze zgromadzonej wcześniej rezerwy, albo poprzez zwiększenie bazy monetarnej przez bank centralny:

Yes, a loan normally gets deposited in another bank — but the recipient of the loan can and sometimes does quickly withdraw the funds, not as a check, but in currency. And currency is in limited supply — with the limit set by Fed decisions. So there is in fact no automatic process by which an increase in bank loans produces a sufficient rise in deposits to back those loans, and a key limiting factor in the size of bank balance sheets is the amount of monetary base the Fed creates — even if banks hold no reserves.

Keen podejmuje dalej rękawicę i odpowiada na ripostę Krugmana (niestety zdecydował się na niepotrzebną poezję i metaforę ptolemejską, co tylko komplikuje jego wywód). Przytacza badania empiryczne, które dowodzą, że głębokość recesji jest tym większa im większy jest zakres udzielonego kredytu:

A recent addition to the overwhelming evidence that credit growth is a crucial factor in macroeconomics is an empirical paper by those well-known bastions of Banking Mysticism, the National Bureau of Economic Research and the Federal Reserve Bank of San Francisco. The paper analyses 200 recessions in 14 countries over 140 years, and summarises its results as follows:

“We find a close relationship between the rate of credit growth relative to GDP in the expansion phase and the severity of the subsequent recession.”

Keen przede wszystkim odpowiada na zarzut o tym, że bank centralny jest w stanie kontrolować ilość pieniędzy i kredytu poprzez kontrolę rezerw. Rezerwy obowiązkowe w zasadzie nie istnieją (dotyczą tylko niektórych instrumentów), a do tego rezerwy należy dostarczyć po 30 dniach od udzielenia pożyczki:

Paul doesn’t seem to have caught up with the fact that this mandated ratio no longer exists, for all practical purposes, in the USA and much of the rest of the OECD. Six countries have no reserve requirements whatsoever; the USA still has one, but for household deposits only. Figure 3 shows the actual rules for reserves in the USA—taken from an OECD paper in 2007 (Yueh-Yun June C. O’Brien, 2007). The reserve ratio of 10% only applies to household deposits; corporate deposits have no reserve requirement. And the reserves are required with a 30 day lag after lending has occurred—by which time the deposits created by the lending are percolating through the banking system.

I tak dochodzimy do momentu, gdy postkeynesista oskarża tradycyjnego keynesiste o bycie monetarystą:

So Paul’s “gotcha” lacks at least one of the blades needed to make it work—and if he cares to consult the extensive academic literature on the role of reserves post the failed Monetarist experiment of the 1970s, he will see that the other blade doesn’t exist either: Central Banks now supply whatever level of reserves is needed to maintain their short-run interest rate target.

Chodzi o to, że Keen stawia tezę, że banki centralne celują przede wszystkim w ustaloną stopę procentową. W efekcie decydują się na dostarczanie tylu rezerw, ile same banki będą potrzebowały. Oczywiście przy uwzględnieniu kosztu w postaci stóp procentowych. To oznacza, że tradycyjne monetarystyczne podejście (za nim zdaje się stawać Krugman) nie do końca funkcjonuje. Zwiększanie rezerw nie przekłada się automatycznie na zwiększanie ilości depozytów i akcji kredytowej (widać to zresztą przy obecnym załamaniu światowego systemu finansowego).

Krugman niestety nie odpowiedział na najciekawszą część polemiki – odnośnie aktywności lub pasywności banków w akcji kredytowej oraz możliwości kontrolowania ich przez bank centralny. Zamiast tego skupił się tylko na ptolemejskich analogiach Keena, które tak naprawdę są nieistotne, po czym dodał, że nie ma ochoty na dalszą dyskusję. Stwierdził, że Keen nie ma pojęcia, czym jest „nowy keynesizm”, a potem dyskusja zamieniła się w przemądrzanie się na temat tego, kto lepiej zna historię współczesnej myśli makroekonomicznej (odpowiedź Keena) i czy to co nazywamy „dynamicznymi stochastycznymi modelami równowagi ogólnej” może nazywać tylko „nowych keynesistów”, czy także „nowych klasyków”.

Szkoda, że dyskusja stoczyła się na ataki ad personam i odeszła od głównego wątku (głownie za sprawą Krugmana, choć w pewnej mierze Keen też ma tu udział, gdy niepotrzebne wszedł na dziwne narracje).

Nas bowiem najbardziej interesowała sprawa banków i tego, jak bardzo są aktywne w polityce pieniężnej i do jakiego stopnia ogranicza je w działaniach bank centralny. Tu dyskusja była merytoryczna i dawała szanse na bardzo ciekawą wymianę poglądów. Miejmy nadzieję, że rzeczowa polemika kiedyś powróci i nie będzie się kończyła tak katastrofalnie jak wiele innych prowadzonych w blogosferze.

Opracował Mateusz Machaj, Instytut Misesa

Artykuły powiązane


Popularne artykuły

test