Coś za coś, czyli jak pomagać społecznie

19.04.2014
Programy pomocy społecznej mogą być robione z sensem – proponuję przykład z Nowego Jorku. Ponadto w przeglądzie ciekawych opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. o chorym systemie płac we Włoszech, stojących na głowie rachunkach ocieplenia klimatycznego i oligarchii rządzącej Ameryką.

10 lekcji Roberta Doara z doświadczeń szefa nowojorskiej agendy do spraw zwalczania ubóstwa jest świetnym materiałem dla wszystkich samorządowych (i nie tylko) urzędników od dobrobytu w Polsce. Niektóre wnioski są dość oczywiste (co nie znaczy, że stosowane w polskiej praktyce), np. że nie ma świadczeń bez pracy, albo że najlepszą metodą zwalczania ubóstwa jest zabieganie o wzrost gospodarczy.

Niektóre wnioski są zaskakujące – np. że skuteczniejsze jest szybkie zatrudnienie niż programy szkoleniowo – edukacyjne. 20 lat „biznesowych” rządów burmistrzów Rudolpha GiulianiegoMichaela Bloomberga przyniosło bardzo dobre rezultaty – od 1995 roku liczba osób otrzymujących pomoc finansowa w Nowym Jorki zmalała o dwie trzecie, z ponad miliona do 347 tysięcy.

Druga refleksja na święta dotyczy ekonomistów. Franz Hollenbeck, profesor z Uniwersytetu Międzynarodowego w Genewie pisze, że bardzo wielu z ekonomistów sprzedaje swoją wiedzę instytucjom państwowym i międzynarodowym, a także instytucjom akademickim subsydiowanym przez państwo, co ma swoją cenę w postaci utraty niezależności i nierzetelności, która za nią idzie. Ekonomiści piszą tylko o widocznych, bezpośrednich skutkach polityki gospodarczej, nie piszą o niewidocznych, a już zwłaszcza nie prognozują długoterminowo.

Zachary Karabell, finansista, pisze o nierównościach majątkowych i koncentrowaniu się opinii publicznej na wynagrodzeniach szefów firm. Tymczasem, czy rzeczywiście nierówności czynią zło i hamują wzrost gospodarczy? Najnowsze prace ekonomistów, o których wspomina Karabell w najlepszym przypadku można skwitować „wiem, że nic nie wiem”. Pointa: obsesyjne przyglądanie się płacom szefów firm nie wnosi nic do tego, co naprawdę potrzebne – ciężkiej pracy nad pokoleniowym przejściem od gospodarki przemysłowej do gospodarki informacji.

Zupełnie odmienny pogląd wynika z pracy pary naukowców Martina GilensaBenjamina Page’a z Princeton i Northwestern University. Otóż jak twierdzi relacjonujący ją Mike Krieger Ameryką rządzą oligarchowie. Przypomnijmy, że oligarchia to rządy niewielkiej grupy ludzi, kiedyś wywodzących się z arystokracji lub bardzo zamożnych rodzin, współcześnie pozostało w definicji tylko bogactwo. Pierwszy komentarz na forum: Dziękujemy ci Princeton za wydanie mnóstwa pieniędzy i powiedzenie nam tego, co już od dawna wiemy.

Z życia oligarchów. Szef Shella Ben van Beurden jako kolejny boss po CEO Siemensa spotkał się z Władimirem Putinem w trosce o interesy. Zapewnił, że Shell jest zdeterminowany je robić, a filozofia koncernu pozostaje prosta: konflikt jest polityczny, a biznesem Shella jest biznes, więc jego konflikt nie dotyczy. I pomyśleć, że Shell w połowie pierwszej dekady metodą „na Krym” czyli faktów dokonanych i prowokacji został pozbawiony połowy udziałów w ponad 20 miliardowym projekcie Sachalin. Mimo to został w Rosji i nadal musi świetnie na tym wychodzić, skoro łasi się do prezydenta.

Ciężki przypadek produktywności we Włoszech opisują Paolo ManasseThomas Manfredi. Z ich analizy wynika, że krótkoterminowo płace we Włoszech nie oddają produktywności poszczególnych sektorów, a długoterminowo najbardziej rosną w sektorach, w których produktywność spada. Co więcej, zatrudnienie przesuwa się do sektorów mniej produktywnych. Pouczająca byłaby podobna analiza sytuacji w Polsce; zaryzykujemy bez badań, że mogłaby się okazać tu i ówdzie podobna.

Bjorn Lomborg oblewa zimną wodą – można to przeczytać w lany poniedziałek – i przypomina historię raportów klimatycznych. Pierwsze groziły stratą 5-20 procent PKB z powodu ocieplenia klimatycznego i obiecywały ich uniknięcie za cenę 1 procenta PKB. Po niespełna dwudziestu latach już wiadomo, że ocieplenie powoduje spadek PKB mniejszy niż jedna recesja – ok. 2 procent, natomiast jego uniknięcie kosztowałoby 11 procent światowego produktu krajowego. Za błędną politykę klimatyczną odpowiadają media szukające przez lata sensacji zamiast twardych danych oraz politycy ukrywający niewygodne informacje i rachunki.

Na deser wypasiona infografika pokazująca majątkową sytuację poszczególnych grup społecznych w USA (i nie tylko tam) i próbująca odpowiedzieć na pytanie, co się stało z klasą średnią. A swoją drogą, co się dzieje z polską klasą średnią? Dobre pytanie na Święta.

OF

Artykuły powiązane


Tagi

Popularne artykuły

test