Cóż złego w dziedziczeniu?

24.06.2014
Dziś Greg Mankiw z Uniwersytetu Harvarda broni dziedziczenia bogactwa jako pożytecznego ekonomicznie. A ponadto w przeglądzie ciekawych opinii i wiadomości z kraju i świata warto przeczytać m.in. o płacach szefów korporacji, „bankowaniu” małych i średnich, nowej polityce przemysłowej, ratowaniu PGNiG i wskaźniku zubożenia.

CC BY-NC-ND by Beverly & Pack


Ciekawa dyskusja o wartościach i skutkach dziedziczenia. Greg Mankiw przekonuje, że nic złego w tym, że bogactwo jest dziedziczone. Rodzice zostawiają dzieciom majątek, bo istnieje coś takiego jak międzygeneracyjny altruizm, wygładzanie konsumpcji między pokoleniami i „równanie do średniej”. Kiedy jakiś parametr był wyjątkowo duży, w tym przypadku majątek zdobyty przez rodziców, rodzice maja prawo podejrzewać, że dzieci nie osiągną takiego sukcesu i wolą zaoszczędzić część bogactwa, by przekazać im w spadku (lub wcześniej). Ich oszczędności tworzą kapitał inwestycyjny, rozwijający istniejące firmy i wspierający start-upy. Inwestycje pomnażają majątek i zarobki, i na dole i na górze drabiny społecznej. Ponieważ kapitał podlega prawu zmniejszających się korzyści krańcowych, a równocześnie inwestycje zwiększają produktywność i płace pracowników, oszczędności gromadzone by przekazać je w spadku niechcący działają na rzecz redystrybucji dochodu od właścicieli kapitału do pracowników. Nadto istnienie zjawiska równania do średniej jest też dobrą wiadomością dla tych, którzy są na dole drabiny zamożności.

Ed Dolan polemizuje z Mankiwem. Jego najmocniejszy kontrargument: związek między płacami a produktywnością został zerwany w ostatnich 40 latach. Inwestycje zwiększają produktywność, ale nie muszą prowadzić do wyższych płac.

Robert Samuelson pisze o płacach prezesów korporacji (CEO). Różnice między ich płacą a płacą przeciętnego pracownika zwiększyły się z trzydziestokrotności w 1980 roku do 400 razy w 2000 roku i 300 razy aktualnie. Samuelson tłumaczy, jakie przesłanki stoją za tym zjawiskiem. Przede wszystkim w obliczu zagrożenia japońskiego w latach 80 zaczęto szukać CEO na rynku, a nie wewnątrz korporacji. Po drugie, silnie związano ich wynagrodzenia (w dwóch trzecich w formie akcji i opcji) z notowaniami giełdowymi. I rzeczywiście – w latach 1980-2000 notowania akcji wzrosły 12-krotnie, ale nie w wyniku restrukturyzacji firm (choć miała ona znaczenie), lecz głównie dlatego, że inflacja i stopy procentowe zaczęły się obniżać, a świat wszedł w długi okres ekspansji. Nadto system zatrudniania CEO ma specyficzne cechy, na przykład dominuje ustawianie płac w porównaniu z płacami innych CEO oraz istnieje przekonanie o „konkurencji talentów”, mimo że sukces w jednej firmie, nie oznacza automatycznie gwarancji sukcesu w innej – zbyt mocno się różnią. Konkluzje: większość CEO jest przepłacanych. Wystarczy wykonać dwa zdroworozsądkowe testy: czy podjęliby się pracy na swoich stanowiskach, gdyby zaproponować im niższe płace (tak) i czy zwolnieni dziś, jutro uzyskaliby tak wysokie płace gdzie indziej (nie). Rozpiętości płac mogą wywołać protesty społeczne i chęć rządu ingerencji w ich poziom. To jest dopiero prawdziwe zagrożenie – kończy Samuelson. Na marginesie – jaka jest rozpiętość płac w polskich bankach i dużych firmach? 20? 50? 100 razy? Zaryzykujemy tezę, że relacje są niższe niż w USA, ale z kolei polscy prezesi relatywnie więcej pobierają w gotówce, gdyż udział akcji i opcji na akcje w wynagrodzeniach jest mniejszy niż w Ameryce.

Były sekretarz skarbu USA Henry Paulson pisze o podobieństwach i lekcjach z kryzysu finansowego 2008 dla nadchodzącego kryzysu klimatycznego. „Trzeba działać zanim problemy staną się zbyt wielkie, by jej rozwiązać”. Pokrywa lodowa Arktyki znika szybciej niż przewidywano, zaczęła się topić zachodnia Antarktyda. Paulson – konserwatysta i republikanin – zdecydowanie opowiada się za likwidacją dotacji do różnych form energii odnawialnej i zastosowaniem tylko jednego narzędzia polityki klimatycznej: podatku węglowego.

Nie ma przemysłu, nie ma przyszłości? Pod tym tytułem trzech ekonomistów z francuskiej rady analiz ekonomicznych rozważa „nową politykę przemysłową”. Pouczające więc rekomendujemy, ale tylko dlatego, że to coraz modniejsze hasło w Europie. W tekście mieszanina uznaniowych państwowych interwencji i wielkich słów na temat badań, technologii i restrukturyzacji. Rekomendacje dość banalne: poprawa „płynności” gospodarki (łatwiejszy transfer kapitału, uproszczone bankructwa), łączenie funduszy publicznych i prywatnych (venture capital), ścisły nadzór nad projektami, promocja inwestycji w badania i rozwój za pomocą kredytów podatkowych i bezpośrednich dotacji, sponsorowanie klastrów łączących naukę, małe i duże firmy różnych branż, właściwe przepisy dotyczące ochrony własności intelektualnej – równoważące ochronę z pożytkami z rozprzestrzeniania wiedzy i innowacji. Wszystko podlane ideologią o konieczności naprawy rzekomych skutków niesprawności rynku.

Na razie nowa polityka przemysłowa w Polsce wygląda tak, że już ratujemy spółki węglowe, a będziemy ratować PGNiG. O kłopotach PGNiG ciekawie pisze portal wysokienapięcie.pl

Tytuł nowego raportu Deloitte jest okropny: „Jak bankują mali i średni przedsiębiorcy w Polsce”. Zajawka też nielekka: „Raport prezentuje nowatorskie podejście do segmentu MŚP, które pozwala na zróżnicowanie wartości klienta z perspektywy banku i ma bezpośrednie przełożenie na dobór optymalnego, efektywnego kosztowo modelu sprzedaży i obsługi. Innowacyjna segmentacja behawioralna opisuje perspektywy rozwoju w zakresie kanałów dystrybucji i pomaga efektywnie wspierać budowanie skutecznej komunikacji marketingowej w oparciu o realne potrzeby przedsiębiorców”. Ale sam raport wydaje się ciekawy, a segmentacja małych i średnich firm z punktu widzenia, ile bank z nich wyciska przychodów i dlaczego, zapewne przydatna dla finansistów. Konkluzja: obroty i rozmiar firmy nie powinny być najważniejsze dla banku.

Na deser David Howden, profesor Uniwersytetu St. Louis, który policzył wskaźnik zubożenia (WZ), aby pokazać „jak nędznego życia możesz oczekiwać w przyszłości”. Otóż „WZ jest sumą: 1) stopy inflacji, 2) przeciętnej stawki podatkowej oraz 3) wartość bieżąca wieczystej renty, która miałaby wykupić dług publiczny (wszystkie te wielkości są wyrażone w procentach)”. Dane dla Eurostrefy pokazują, że od chwili przyjęcia euro mimo niskiej inflacji, WZ wzrósł we wszystkich państwach (z wyjątkiem Niemiec, gdzie jest stabilny). Pisane jak twierdzi autor pół żartem pól serio, ale ciekawe. Zaryzykujemy po raz drugi dziś: w Polsce WZ także rośnie.



Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test