Dlaczego warto patrzeć na Litwę

03.02.2016
Polska poprawiła swoje miejsce w najnowszym raporcie Heritage Foundation na temat wolności gospodarczej, ale wzorem do naśladowania jeśli chodzi o wolność gospodarczą może być dla nas Litwa. W nowym przeglądzie opinii z kraju i ze świata warto też zwrócić uwagę na kłopoty Nigerii i rozważania dotyczące źródeł wzrostu gospodarczego.


Jest nowy raport Heritage Foundation na temat wolności gospodarczej. Polska znalazła się w nim na 39. miejscu na świecie (awans z 42. pozycji), ale aż na 18. miejscu w Europie. Od 2012 roku poprawiła swoją pozycję o 5,1 pkt. do 69,3 pkt. Liderzy światowego rankingu – Hongkong, Singapur, Nowa Zelandia, Szwajcaria i Australia mają ponad 80 punktów, nasi sąsiedzi – republiki bałtyckie czy Niemcy – ponad 70. W tegorocznym zestawieniu najwyższa była poprawa w zakresie praw własności (+5,0) oraz wolności inwestycyjnej (+5,0). Pogorszyła się sytuacja ze względu na rosnący fiskalizm i regulacje rynku pracy.

Na polskie wyniki warto spojrzeć porównując je z wolnorynkowymi osiągnięciami Litwy. W rankingu Heritage Litwa, mając w rankingu 75,2 punktu, jest 13 miejscu na świecie i na 6 w Europie. Jeśli chodzi o rządy prawa (prawa własności, zakres korupcji) Litwa  jest nieco za Polską, ze względu na gorszy wynik w kategorii „wolność od korupcji”. W drugiej kategorii – rozmiar rządu – różnica jest bardzo wysoka na korzyść Litwy. Wydatki budżetu są niższe na Litwie, dużo niższe niż w Polsce jest opodatkowanie. Litwa wyprzedza Polskę, jeśli chodzi o wolność prowadzenia działalności gospodarczej i elastyczność rynku pracy. Rynek kapitałowy jest bardziej efektywny niż w Polsce, wolność inwestowania większa, choć różnice nie są bardzo duże.

W efekcie ziarnko do ziarnka uzbierała się tak wyraźna różnica w punktacji i miejscu na świecie. Pokazuje to też jak ważne są nawet drobne zmiany na rynkach i w regulacjach w stronę wolności.

Dla porządku dodam, że mimo znaczących postępów w Polsce, Litwa jest na lepszej pozycji także w rankingu Doing Business. Polska jest na 25 miejscu, Litwa na 20.

Nigeria, największa gospodarka kontynentu afrykańskiego, to kolejne państwo, które znalazło się na krawędzi gospodarczej katastrofy. Po wielkim spadku dochodów z ropy naftowej Nigeria poprosiła Bank Światowy i Afrykański Bank Rozwoju o 3,5 mld dol. kredytu ratunkowego. Rezerwy gwałtownie spadają, a z funduszu na złe czasy z 22 mld dolarów zostały 2 mld dol. Nigeria popełnia przy tym tradycyjny błąd polityki gospodarczej – od roku utrzymuje stały kurs lokalnej waluty. Jest zatem mało prawdopodobne, by znaleźli się inwestorzy zainteresowani pożyczkami czy obligacjami, zwłaszcza w lokalnej walucie, której kurs w końcu drastycznie się osłabi.

Andrew Kaletsky pisze, że istnieją trzy powody do zaniepokojenia stanem globalnej gospodarki: spadek tempa wzrostu w Chinach, niskie ceny ropy i możliwość recesji w USA, co mógłby zapowiadać spadek notowań akcji na Wall Street o 5 procent licząc od początku roku. Kaletsky kwituje te obawy znanym powiedzeniem Paula Samuelsona, że rynek akcji przewidział 9 z ostatnich 5 recesji. Na rynkach finansowych istnieje wszakże pewna skłonność do samospełniania się przepowiedni. Żaden z trzech powodów do zaniepokojenia nie jest tak poważny, by mówić, że nadchodzi nowa faza kryzysu. Mieszanina samospełniających się przepowiedni z błędami w polityce gospodarczej może jednak  okazać się śmiertelnie szkodliwa.

Michael Spence, noblista z New York University, wylicza elementy skutecznej strategii wzrostu gospodarczego. Po pierwsze zwiększenie publicznych i prywatnych inwestycji, po drugie usunięcie barier hamujących inwestycje, po trzecie agenda „włączająca” ukierunkowana na nierównowagi na rynkach pracy i potencjalnie destrukcyjne nierówności. Tekst mimo dość oczywistych konkluzji ma sporo ciekawych obserwacji. Na przykład skuteczne zarządzanie kursem walutowym w zgodzie ze wzrostem produktywności łączy elementy kontroli kapitałowej, polityki monetarnej i zmniejszania lub zwiększania rezerw walutowych.

Robert Skidelsky, lewicowo usposobiony lord angielski rozważa, czy istnieje dopuszczalna granica relacji: zadłużenie do PKB. Jego zdaniem uniwersalnej nie ma. W Danii dług gospodarstw domowych wynosił w szczytowym pod tym względem 2007 roku 269 proc. PKB, a w USA 125 proc. PKB. Jednak to w Ameryce tysiące gospodarstw domowych znalazły się „pod wodą” a nie w Danii. Jakim cudem? W Danii pożyczali zamożniejsi, a kredyty były uwarunkowane posiadaniem minimum 20 procent wartości domu. W USA kredytobiorcami byli niezamożni, a ich relacja długu do dochodów była wyższa niż u zamożnych.

Jeśli chodzi o dług rządowy, Skidelsky powtarza znane argumenty, dlaczego dług Japonii wynoszący 230 proc. PKB jest spokojnie obsługiwany, a Grecja zbankrutowała (wskaźnik 177 proc. PKB). Najważniejszy jest rozkład kredytobiorców. W Japonii są to głównie miejscowi inwestorzy, w tym bank centralny, którym zależy na stabilności politycznej. W Grecji były to natomiast banki zagraniczne, które wycofały się nerwowo zanim zabezpieczono system przed upadkiem.Styczniowy PMI dla Polski, opublikowany 1 lutego wyniósł 50,9, obniżył się, ale pozostał w obszarze ekspansji. Jest jednak niższy niż PMI dla Europy i Niemiec. Dwa komentarze:

Wiktor Wojciechowski z Plus Banku pisze (bez linku): „Spadek PMI dla polskiego przemysłu z 52,1 w grudniu 2015 r. do 50,9 pkt w styczniu br. wskazuje na wyhamowanie aktywności w tym sektorze. Mimo to firmy zwiększają liczbę pracujących, co sugeruje, że z optymizmem przedsiębiorców w Polsce nie jest aż tak źle. Sygnalizowany spadek wielkości produkcji i zamówień w relacji do posiadanych mocy produkcyjnych może zmniejszać skłonność przedsiębiorstw do rozpoczynania nowych inwestycji w 2016 r. To wspiera naszą prognozę tempa wzrostu inwestycji ogółem w gospodarce na poziomie ok. 6,2 proc. w 2016 r., czyli niemal identycznie jak w 2015 r.”.

Natomiast Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan dodaje: „Informacje płynące od badanych przedsiębiorstw przemysłowych wskazują na osłabienie polskiego rynku, który zwolnił tempo nowych zamówień. Wzrost produkcji także zwolnił, a firmy posiadają wolne moce produkcyjne. Nie rokuje to dobrze inwestycjom, które mogą być w 1. kwartale 2016 r. nawet niższe niż w 1. kwartale 2015 r. Przyczyn osłabienia na polskim rynku szukać należy w bardzo dużej niestabilności sytuacji polityczno-regulacyjnej”.

Na koniec krótka odpowiedź Alexa Tabarroka na pytanie, co ekonomiści sądzą o kupowaniu domów zamiast ich wynajmowania. Opinia jest w sumie lekko negatywna, mimo że nie ma w niej nawet słowa o niebezpieczeństwie utraty pracy i w efekcie – domu. Wystarczają pozostałe argumenty. Między innymi po zakupie domu większość twojego majątku ulokowana jest w jednym aktywie, dom nie płaci dywidend (akcje płacą), dom przywiązuje do miejsca i utrudnia znalezienie nowej pracy, czy też jej zmianę.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test