FED jeszcze długo pozostanie w rękach gołębi

13.08.2014
Janet Yellen, szefowa Fed, może przesunąć zacieśnianie polityki monetarnej głęboko w 2015 rok – to dziś główna opinia w przeglądzie codziennym ze świata. A ponadto warto przeczytać m.in. o tym, dlaczego nie rośnie akcja kredytowa w Europie, o fałszywej tezie Piketty’ego w sprawie dynastii biznesowych oraz przykłady na to, że USA przestały być rajem dla drobnych przedsiębiorców.


W przyszłym tygodniu doroczna konferencja FED w Jackson Hole, na ogół z uwagą obserwowana przez analityków. Co zrobi FED, kiedy i w jaki sposób? Tim Duy analizuje sytuację na rynku pracy w USA i uważa, że przesłanie Janet Yellen z konferencji będzie gołębie, mimo ze stopa bezrobocia spadła już w okolice 6 procent. Ale by powstało zagrożenie inflacyjne, musiałyby rosnąc płace. Tymczasem korporacje wolą ich nie podwyższać, lecz poprawiać marże zysku.

Portugalczyk Antonio Fatas, profesor znanej szkoły Insead przeprowadza eksperyment myślowy, czy możliwe jest by w Stanach Zjednoczonych we wrześniu 2014 r. zaczęła się recesja i jak byśmy ją tłumaczyli. Otóż choć faza ekspansji trwa już 62 miesiące, dłużej niż średnio w ostatnich dziesięcioleciach (60,5 miesiąca) i niewiele krócej niż poprzednia (73 miesiące), to jednak – zdaniem autora – inne sygnały nie wskazują na możliwość jej wystąpienia. Nie ma inflacji, wzrostu płac, ekscesów finansowych na giełdzie. Najciekawszy wskaźnik – różnica między stopami procentowymi długo- i krótkoterminowymi (oprocentowanie 10 – letnie i 3 miesięczne), która zmniejszając się sygnalizowała nadchodzenie recesji, tym razem jest stabilna, a nawet rośnie.

Znów o bankach za dużych, by upaść, pisze Jeremy Warner (Daily Telegraph). Tym razem polemizuje z nową gwiazda amerykańskiej postępowej ekonomii Anat Admati (uniwersytet Stanforda), która proponuje narzucenie bankom wymogów kapitałowych z grubsza sześciokrotnie ostrzejszych niż obecnie, to znaczy do poziomu ok. 30 procent udzielonych pożyczek. Ten wymóg kapitałowy banki mogą sfinansować ograniczając płace i rezygnując z dywidendy – twierdzi Admati. Warner uważa, że „czegoś głupszego nie da się wymyśleć”; banki po prostu ograniczyłyby w dramatyczny sposób udzielanie kredytów, a nie podnosiły kapitału. Zamiast kolejnej ciężarówki regulacji, jedyna skuteczną metodą postępowania z bankami jest przekonanie ich, że nikt ich nie będzie ratował i mogą upaść, jeśli przekroczą granice ryzyka – pisze Warner.

Andrzej Sławiński, szef Instytutu Ekonomicznego NBP, w „Rzeczpospolitej” tłumaczy dlaczego nie przybywa kredytów. Fragment: „Kredytów do spłacenia jest w wielu krajach tak dużo, że obniżenie stóp procentowych prawie do zera nie ożywiło akcji kredytowej. O powrót optymizmu jest trudno, zwłaszcza w strefie euro. Dlatego w części krajów strefy popyt na kredyt nadal nie rośnie. Podaż pieniądza i wielkość wydatków zwiększają się wolno, albo wcale.

Liberalizacja rynków pracy, przedstawiana jako cudowne lekarstwo na wszystkie dolegliwości gospodarcze, pomaga wprawdzie zwiększać zatrudnienie, ale zwiększa jednocześnie obawy o warunki, na jakich można zdobyć i utrzymać pracę. Na stałe zatrudnienie i realny wzrost dochodów coraz trudniej liczyć. Skutkiem tego jest brak optymizmu oczekiwań. Wprawdzie wzrost zatrudnienia i wydatków ożywia koniunkturę, ale niepewność przyszłości sprawia, że trudno liczyć, by popyt na kredyt zaczął szybko rosnąć.

Akcja kredytowa rośnie w strefie euro słabo także z tego powodu, że powiedziano bankom, iż mają poprawić współczynniki adekwatności kapitałowej, a one uczyniły to na swój sposób – zmniejszając akcję kredytową”.

O kryzysie europejskim pisze też, komentując nowe informacje, Ambrose Evans-Pritchard. Z danych wynika, że strefa deflacji rozszerza się. Dlatego w krajach takich jak Włochy i Portugalia mimo oszczędności rośnie relacja długu do PKB. Natomiast w recesji (ściślej – w strefie ujemnej dynamiki PKB) mogą być dwie największe gospodarki strefy euro – niemiecka i francuska (dane za II kwartał będą opublikowane 14 sierpnia, podobnie dla Polski).

Do obejrzenia u Marca Chandlera wykres pokazujący jak szybko rosną emisje obligacji w twardej walucie w krajach emerging markets, zarówno śmieciowych jak i inwestycyjnych (z ratingiem). W przypadku odwrotu inwestorów i kapitału z krajów EM kryzys wypłacalności byłby nieuchronny.

Dawno nie pisaliśmy o Pikettym. Dwaj autorzy z Uniwersytetu Chicago przeprowadzili analizę jednej z głównych tez Piketty’ego mianowicie, że kapitał ma skłonność do akumulowania się w rodzinnych dynastiach w wyniku dziedziczenia, podobnie jak w arystokratycznych familiach europejskich w XIX wieku. Udowadniają, że to niemożliwe, co więcej postęp gospodarczy sprawia, że coraz więcej ludzi nie musi pracować lub pracuje niewiele poszerzając klasę rentierów. Problem nierówności narasta, ale nie z powodu akumulacji kapitału i dochodów kapitałowych, lecz dochodów z pracy, a ściślej z powodu absurdalnie wysokich zarobków wąskiej grupy finansistów i biznesmenów, w przeciwieństwie do zarobków nauczycieli, naukowców czy inżynierów.

To sprawia, że najbardziej utalentowani młodzi ludzie odwracają się od innowacji i przechodzą do finansów. Nie chodzi zatem o podatki (wyższy dochodowy jeszcze może miałby sens, podatek od bogactwa na pewno nie), lecz o właściwe wynagradzanie pracowników. Tymczasem „nowe, fundamentalne idee nie są chronione prawem własności intelektualnej, fundusze na badania podstawowe są obcinane stale, nagrody za wybitne osiągnięcia naukowe są niewysokie i rzadko stosowane” – piszą Posner i Weyl. Reformy powinny skoncentrować się na nagradzaniu badań naukowych i opodatkowaniu lukratywnych, ale społecznie bezużytecznych zajęć, jak handel wysokich częstotliwości.

Nie tylko u nas drobni przedsiębiorcy mają kłopoty. W wyniku tajnej operacji rządu USA i nacisku władz na banki biznesmeni tracą konta bankowe, co utrudnia lub uniemożliwia im prowadzenie interesów m.in. w takich dziedzinach jak obsługa płatności wynagrodzeń, szybkie pożyczki (chwilówki z terminem płatności w dniu wypłaty), lombardy, handel monetami, czy sprzedaż broni.

Te obszary legalnej działalności uznane zostały przez władze za generalnie podejrzane, więc zaczęły naciskać banki pod pretekstem, że obsługa takich biznesów naraża na szwank ich reputację. Opis kilku przypadków dostarczyła Heritage Foundation (m.in. biznesów prowadzonych przez byłych policjantów i żołnierzy). Historia dość niesamowita, a fundacja jest mocno ideowa, więc profilaktycznie sprawdzaliśmy w innych źródłach, m.in. w Washington Post – faktycznie taka operacja trwa, ale narastają protesty na temat jej legalności.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test