Głos jednego wyborcy kosztował Trumpa zaledwie 5 dolarów

10.11.2016
Jeśli prezydent Donald Trump wprowadzi takie zmiany w gospodarce jak zapowiadał, zdaniem wielu będzie to koniec neoliberalnego porządku na świecie. Inwestorzy na amerykańskich giełdach jednak mają więcej ufności w nowego prezydenta.


Trump wygrał niskimi nakładami — głos jednego wyborcy kosztował go poniżej 5 dolarów. Dostał poparcie ponad 59,5 mln osób (o ponad 200 tysięcy mniej niż Hillary Clinton) wydając na kampanię 270 mln dol. Suma reprezentuje jedną trzecią tego, co wydał na kampanię w 2012 r. Barack Obama i połowę tego, co wydała w tej kampanii Hillary Clinton.

Analitycy medialni wskazali, że taktyka szokujących wypowiedzi dała Trumpowi stałą i bezpłatną obecność w mediach; był dwukrotnie częściej i więcej obecny w mediach niż Clinton. Wartość czasu antenowego w całej kampanii wyniosła blisko 5 mld dol.

Sondaże opinii społecznej, zakłady brokerskie i inwestorzy rynkowi znów pomylili się w przewidywaniach, podobnie jak było to przypadku Brexitu. W przeddzień wyborów większość sondaży w USA wskazywała na ponad 80-proc. szanse zwycięstwa Hillary Clinton. Podobnie zakłady brokerskie jak i wybory opcji giełdowych dla indeksu S&P 500.

Po wyborach rynki szybko podniosły się z początkowego szoku – oprócz spadku meksykańskiego peso. Amerykański Dow Jones zyskał w ciągu dnia ponad 250 punktów, w górę poszły sektory finansowy, farmaceutyczny, produkcji zbrojeniowej i tradycyjnej energii, jak ropa naftowa.

Agencja Standard & Poor potwierdziła ocenę AA+/A-1+ amerykańskiego rynku inwestycyjnego.

Kto może być zaproszony do administracji Donalda Trumpa, by zająć się sprawami gospodarczymi? Trump zapowiadał, że zastąpi Janet Yellen na stanowisku szefowej Fed, ale wygląda na to, że będzie musiał zaczekać do końca jej kadencji, czyli do roku 2018.

BBC przedstawia pięć osób z kręgu Trumpa, które mogą zająć rządowe stanowiska. Najlepiej znany z ekonomicznych doradców Trumpa jest John A. Paulson, szef funduszu hedgingowego, który zarobił miliardy na bańce nieruchomościowej w 2008 -2009; Steve Mnuchin, niegdyś w Goldman Sachs, obecnie zarządzający firmą inwestycyjną na rynku nieruchomości Dune Capital Management, jest najczęściej wskazywany, jako potencjalny sekretarz skarbu; Thomas Barrack, przyjaciel Trumpa z doświadczeniem pracy w administracji Ronalda Reagana, obecnie inwestor na rynku nieruchomości w Los Angeles, również jest typowany do rządu.

Handlem mogą zająć się Wilbur Ross (specjalista od bankructw z banku Rothschildów) i Dan DiMicco, szef Nucor Corporation, największego producenta stali w USA, który może zostać głównym negocjatorem umów handlowych. Reuters dodał nazwisko Paula Atkinsa, byłego członka Komisji Papierów Wartościowych, o którym mówi się, że kieruje drużyną Trumpa pracującą nad regulacjami finansowymi, które Trump i Republikanie chcą zminimalizować.

Wall Street Journal uważa, że używając siły amerykańskiej gospodarki i zmuszając inne kraje do ustępstw, Tump może zmienić światowy system handlowy. Może to zrobić szybko i bez akceptacji Kongresu. Wystarczy, że ogłosi wycofanie USA z umowy NAFTA zachowując 6-miesięczny okres wymówienia. Podobnie ze Światowej Organizacji Handlu.

Autorzy przypominają analizę Instytutu Petersona, która wykazuje, że w przypadku wojny handlowej z Chinami administracja Donalda Trumpa będzie pod presją krajowych konsumentów. Amerykański rynek jest bowiem pełen tanich produktów z Chin, jak również pod presją amerykańskich przewoźników, jak giganty United Parcel Service.

James Pethokoukis z American Enterprise Institute cytuje  za IHS Markit projekcje skutków keynesowskiej gospodarki Donalda Trumpa. IHS Markit uznał, że Trump ani nie podniesie taryf handlowych dla importu z Chin i Meksyku, bo pociągnęłoby to identyczne ruchy wobec amerykańskiego eksportu do tych krajów, ani nie deportuje nielegalnych pracowników, bo załamałoby to gospodarkę.

  • Powiązane tematy:

Zdaniem analityków w obu przypadkach Trump spotkałby się z silną opozycją ze strony amerykańskiego biznesu i polityków. Natomiast zwiększenie wydatków na infrastrukturę, jakie obiecywał, pobudzi i wzrost, i inflację. „Nawet, jeśli szczegóły planu Trumpa są inne niż proponowane przez ekonomistów lewicy rezultaty makroekonomiczne będą podobnie pozytywne”, piszą analitycy Markit. „Lewicowi ekonomiści woleliby jednak, aby ulgi podatkowe dostała średnia klasa, a nie najbogatsi. To wielka różnica”, komentuje Pethokoukis.

Tuzy ekonomii z Harvardu – Lawrence Summers, były sekretarz skarbu, i Robert J. Barro, mają całkowicie odmienne poglądy na temat pobudzania wzrostu gospodarczego w USA. Barro uważa, że chociaż wzrost PKB jest powolny, zatrudnienie rośnie szybko, co wskazuje, że zastosowanie polityk pobudzających wzrost zatrudnienia ożywi gospodarkę.

Summers nie zgadza się z Barro uważając, że polityki koncentrujące się na stronie podaży byłyby błędne albowiem „prawdziwym winowajcą” wolnego wzrostu jest zarządzanie popytem. Wobec tego należy zdaniem Summersa pobudzić inwestycje poprzez cięcia podatków od przedsiębiorstw, podnieść współpracę międzynarodową na temat przenoszenia zysków poza rodzime granice tworząc neutralne opodatkowanie pomiędzy zyskiem zagranicą i przeniesionym przychodem.

Zapis ich rozmowy jest dostępny na stronie American Enterprise Institute

„Imperium Brytanii kontrzaatakowało” – to tytuł analitycznego podsumowania wizyty brytyjskiej premier Theresy May oraz towarzyszących jej 33 biznesmenów w Indiach. Gospodarze spotkania dali brytyjskim gościom jasno do zrozumienia, że jako samoistna gospodarka Wielka Brytania nie jest bardziej atrakcyjna niż USA czy Niemcy. Natomiast, jeśli Brytania chce być Singapurem Atlantyku, musi otworzyć rynek i granice dla imigrantów z Indii.

Tymczasowa zmiana wierzycieli w udziałowców poskutkuje rekapitalizacją słabych europejskich banków i trwale podniesie kapitał wyjściowy tych banków. Taką receptę na wyjście z kryzysu dla banków strefy euro daje Adam Lerrick z American Enterprise Institute. To przeciwna koncepcja do rozważanego przez Europejski Bank Centralny bailout-u banków przez rządy. Zdaniem Lerricka nie ma potrzeby pompować w banki pieniędzy podatników.

Freelancing rośnie w siłę i przekształci model zatrudnienia. Tak twierdzą Laura Tyson z Berkeley, była szefowa Rady Ekonomicznej prezydenta Billa Clintona, oraz Jacques Bughin, dyrektor McKinsey Global Institute. Nazwali model pracy w systemie tymczasowym i freelancingu „niezależną gospodarką” i wykazali, że to przyszłość.

Według danych McKinsey w USA i 15 krajach tzw. starej Unii Europejskiej pracują w taki sposób 162 mln osób. Na dochodach z tego rodzaju pracy polega około 10-15 proc. siły roboczej. Trend przekształca model zatrudnienia ze sztywnej struktury pracowników z przypisaną funkcją w system zamawiania konkretnych zadań/prac na zewnątrz firmy.

Niemiecka Rada Ekspertów Gospodarczych przedstawiła raport, w którym sugeruje, że obecna polityka Europejskiego Banku Centralnego jest niewłaściwa i „maskuje” strukturalne problemy krajów strefy euro.

Center for Economic Policy Research wraz z Center for Macroeconomics przeprowadziły zaś sondaż wśród ekspertów, który wskazuje, że większość nie zgadza się ani z diagnozą, ani z rekomendacjami niemieckich ekonomistów.


Tagi


Artykuły powiązane

Popularne artykuły

test